środa, 22 lutego 2017

(604) Z każdym oddechem

Tytuł: Z każdym oddechem
Autor: Maya Banks
Wydawnictwo Harper Collins
Stron 320

"[...] dla miłości żadne poświęcenie nie jest zbyt wielkie."

Maya Banks, "Z każdym oddechem"

Harper Collins to wydawnictwo, które oprócz tego, że wydaje Harlequiny wydaje także lepsze i gorsze powieści obyczajowe, romansy, thrillery, kryminały – czasami także literaturę faktu. Sięgając po każdą ich kolejną powieść nie oczekuję wybitnej literatury, a jedynie kilka godzin dobrej rozrywki, rozluźnienia, ponieważ większość bohaterów wydawanych przez nich powieści jest sztampowa, a fabuła infantylna. Choć nie można odmówić im wydania świetnego "Spotlight"... to jednak w większości bazują na literaturze lekkiej, łatwej i przyjemnej – nie ukrywajmy, że po prostu przeciętnej. Nie mniej w otoczeniu nadmiaru wybitnej literatury i taka czasami jest potrzebna. "Z każdym oddechem" to powieść po którą sięgnęłam praktycznie od razu po tym jak trafiła w moje ręce i przeczytałam ją w kilka godzin. Przyjemna, romantyczna historia, z nutą kryminału i thrillera. Tajemnica z przeszłości, rodzące się uczucie, przyjaźń i miłość – to brzmi trochę lukierkowato i takie także jest, a jednak Maya Banks napisała książkę, w której jest coś ujmującego. A może to po prostu wynika z tego, że jak każdy potrzebuję od czasu do czasu rozluźnienia, a ta powieść mi to zaoferowała? 

Eliza nie zawsze była Elizą. Zmieniła swoje imię i nazwisko, zaczęła wszystko od nowa. Historią jej i obsesyjnie zakochanego w niej mordercy przed dziesięciu lat żył cały kraj. Thomas jednak jest w więzieniu, a ona sama próbuje zapomnieć o swojej przeszłości. Skrzętnie ukrywa ją przed przyjaciółmi, skupia się na pracy. Jej spokój burzy jednak wiadomość o tym, że Thomas mimo wyroku wielokrotnego dożywocia opuszcza więzienia. Dodatkowo arogancki i pewny siebie Wade Sterling nie chce dać jej spokoju, choć oboje wyraźnie działają sobie na nerwy. Są dla siebie obcesowi, niemili, chamscy, a jednak Sterling ciągle jest gdzieś w pobliżu. Co więcej uratował Elizie życie... Ta jednak nawet mu za to nie podziękowało, ponieważ wszystko co robi odbiera jako próbę zrobienia jej na złość (jakkolwiek głupio by to nie brzmiało). Nie da się ukryć, że między nimi iskrzy i tak naprawdę nikt nie potrafi przejrzeć Elizy jak Wade. Także jej zamiarów... 

Maya Banks, autorka znanej w Polsce trylogii erotycznej "Bez tchu" wychodzi naprzeciw czytelnika z prostą, a przy tym wciągającą historią. Tempo akcji stopniowo przyśpiesza, a bohaterowie odkrywają przed czytelnikami nowe fakty ze swojego życia. I tu pojawia się ogromny plus, ponieważ autorka nie trzyma się ściśle jednego bohatera, więc czytelnik ma szansę poznać emocje i myśli zarówno Wade'a jak i Elizy. Pozostaje jednak pytanie czy jest co poznawać... Bohaterem, który bardziej przypadł mi do gustu jest bez wątpienia Wade, ponieważ wydaje się prawdziwszy, choć i jego postać nie do końca... kolokwialnie mówiąc: trzyma się kupy. Jednak Eliza jest cały czas dla mnie zagadką, bo choć potrafię zrozumieć, że z żądnej krwi tygrysicy staje się pod wpływem wspomnień zahukaną myszką... to jednak trudno mi zrozumieć jak to się dzieje, że od lat wyzywa na każdym kroku faceta od dupków, żeby potem nagle stwierdzić, że go kocha, choć nawet nigdy z nim nie rozmawiała (ponieważ ich "rozmowy" ograniczały się do "zejdź mi z oczu" / "nie chcę cię widzieć"/ ew. "spadaj"), ale w końcu kto się czubi... ten się lubi.

"Z każdym oddechem" jest na swój sposób uroczą książką, którą mogłabym nawet nazwać świetną, gdyby nie słaby fundament fabularny. Autorka wrzuca czytelnika w akcję tak bezpardonowo, że przez naprawdę dużą część czasu spędzonego przy lekturze tej książki zastanawiałam się czy to przypadkiem nie jest druga część... I z tego wszystkiego pisząc tę recenzję upewniłam się czy czasami rzeczywiście nią nie jest. Myliłam się. To czwarta część serii, ale poprzednie trzy nie zostały wydane w Polsce. I tym sposobem wszystko wychodzi na jaw... brak podbudowania fabularnego, jakieś sprawy z przeszłości bohaterów (Eliza pracuje agencji ochroniarskiej), które brały się znikąd i zastanawianie się po co w sumie autorce wymyślanie historii wstecz. Historii, która co więcej stanowi ważny element tego tomu... bez znajomości pozostałych tomów wszystko wydaje się być bardzo płytkie, powierzchowne, takie słowa rzucane na wiatr bez żadnego konkretnego powodu. 

Wydawnictwo Harper Collins spłyciło "Z każdym oddechem" przez niewydanie poprzednich części. Książka wydaje się infantylna, ponieważ nie posiada fundamentu w postaci trzech poprzednich tomów. Miłość Elizy i Wade'a jawi się czytelnikowi jako niewiarygodna, a bohaterowie jako głupi. Czytając cały czas miałam wrażenie, że coś mnie ominęło... nie orientowałam się w akcji, w relacjach między bohaterami. "Z każdym oddechem" nie jest książką, którą można czytać bez znajomości poprzednich tomów, a polski rynek wydawniczy nie daje nam innej możliwości. Z tego też powodu uważam, że książka Banks jest dla Polek przegrana. Nie wiem o co chodzi z tym, że poprzednie części nie zostały wydane... może o to, że w tej części jest dużo gorących scen? Jestem przekonana, że gdybym znała poprzednie tomy ta powieść zyskałaby w moich oczach wyższą ocenę. Niestety ktoś nie pomyślał i nie dał możliwości poznania wcześniejszych części, a ja z bólem muszę ocenić ją naprawdę nisko, choć przecież wiem, że jako część całości, jako część historii, którą sama sobie dopowiedziałam na podstawie poszlak... jest świetną fabularnie i emocjonalnie powieścią. Jednak w formie jaką oferuje nam wydawca - zawodzi. 

Moja ocena: 5/10

poniedziałek, 20 lutego 2017

(603) Hotel Angleterre

Tytuł: Hotel Angleterre
Autor: Marie Bennett
Wydawnictwo Marginesy
Stron 610

"Czasem trudno jest powiedzieć na pewno, kiedy i dlaczego zaczyna psuć się w związku. Z początku nie musi chodzić o nic wielkiego, ale gdy związek już raz doznał wstrząsu, może to być początek końca, choć niekiedy minie jeszcze trochę czasu, zanim naprawdę się skończy." 

Marie Bennett, "Hotel Angleterre"

Nadchodzi taki moment w życiu czytelnika, kiedy trzeba odłożyć książkę, przy której spędza się wieczory zakopanym pod puszystym kocem z kubkiem ciepłej herbaty. Odłożyć książkę, która rozbudza wyobraźnię, wciąga, pasjonuje i ciekawi. Wciąga do swojego świata, zmusza do poznania losów bohaterów i nie pozwala od siebie odejść ani na chwilę... Odłożyć ją na rzecz notatek na egzaminy w szkole, na uczelni czy też na rzecz materiałów do pracy. Jednak odłożenie książki nie zawsze wywołuje irytację w tym samym natężeniu. Nie zawsze wywołuje tak dużą irytację jak w przypadku konieczności odłożenie "Hotelu Angleterre". Mimo wielu trudności (natury chronicznego braku czasu) udało mi się jednak w końcu skończyć książkę Marie Bennett i pierwsze co mi przychodzi na myśl to pełen zachwyt – nad portretami psychologicznymi bohaterów, wielowątkowością i barwnością tej pozycji. Niebanalnym urokiem, ponadczasową mądrością.

Rok 1940. Georg krótko po ślubie zostaje powołany do wojska, aby bronić granicy z Finlandią. Sadystyczny dowódca, jednostka, w której panują temperatury na poziomie minus czterdziestu stopni, brak odpowiedniego ekwipunki i ilości jedzenia. Georg w tym srogim otoczeniu, w którym ma spędzić min. trzy miesiące szuka przyjaznej duszy, ale relacje w obozie stają się coraz bardziej napięte. Giną ludzie, dochodzi do buntu, a powrót Georga do domu opóźnia się. W tym samym czasie pozostawiona samotnie Kerstin, żona Georga poznaje tajemniczą i urodziwą Violę. Podczas wspólnych patroli straży sąsiedzkiej zaprzyjaźniają się, choć różni ich wszystko: pochodzenie, stan majątkowy, poziom inteligencji i zainteresowania światem. Ich przyjaźń szybko przeradza się płomienny romans... tak płomienny, że czasem to uczucie zaczyna spalać Kerstin. Sytuację pogarsza fakt, że Viola znika bez słowa. Po kilku latach George wraca do domu i nie może uporać się ze wspomnieniami z wojny, choć nigdy nie walczył na pierwszej linii frontu. Marzy o zemście, próbuje odnaleźć się na nowo w świecie. Cierpi. Cierpi także Kerstin, która nie potrafi pogodzić się z finałem związku z Violą... Dodatkowo dowiaduje się, że ktoś ją śledzi i zna jej tajemnicę. Zaczyna się szantaż, groźby, a bohaterowie nie będą mogli ruszyć przed siebie tak długo, aż nie uporają się ze swoją przeszłością.

Wielkie brawa dla autorki za kreacje bohaterów, którzy nie są czarno – biali. Wzbudzają momentami sympatię, a kiedy indziej litość czy też irytację. Georg i Kerstin to prości ludzi, których prostota czasami irytuje nie tylko ludzi z ich otoczenia, ale także samego czytelnika. Brak im niezmierzonej odwagi, heroizmu, waleczności... są do bólu przeciętni, a przy tym (może właśnie przez to?) tak prawdziwi i tak ujmujący. Rozpaczliwie pragną akceptacji, zostają odtrąceni i paradoksalnie... właśnie z tego muszę czerpać w późniejszym czasie siłę. Podejmują wybory dalekie od idealnych, podejmują błędy, nie zawsze mogą je naprawić, a jednak ze swojego postępowania wyciągają lekcje nie tylko dla siebie, ale także dla czytelnika.

Marie Bennett studiowała historię sztuki i dziennikarstwo, a "Hotel Angleterre" to jej literacki debiut. Zaskakujący swoim bardzo dobrym językiem i literackim, jak i fabularnym poziomem. Wyraziści bohaterowie, moralne dylematy, akcja pełna zwrotów akcji, niesamowita wielowątkowość i silne osadzenie akcji w realiach historycznych, ponieważ choć Szwecja podczas II wojny światowej pozostawała raczej państwem neutralnym, jej też dotykały wojenne utrudnienia. Reglamentacja żywności, zamykanie zakładów pracy, działania ugrupowań nazistowskich i profaszystowskich, silne rozłamy społeczne wynikające z "różnych stron" barykady po których decydowali się stanąć ludzie. Bo choć duża część Szwedów potępiała działania Hitlera, reszta wspierała jego działania. Najwyraźniejszym problemem dla ludzi tamtego czasu wydają się być jednak obozy pracy, w których bez żadnego procesu zamykano ludzi, którzy byli chociażby podejrzani o działania przeciwko Szwecji. Do tego należy dodać szwedzkie wojska, które stacjonowały przy granicy z Finlandią – często bez odpowiedniego ekwipunku, zmagając się z odmrożeniami, ciężkimi marszami, a przecież większość mężczyzn w wojsku była niewyszkolona i nieprzygotowana do chociażby takiego wysiłku, nie wspominając już o walkach. Rodziny były w ten sposób niekiedy nawet na wiele lat rozdzielane, co doprowadziło do zachwiania standardowego modelu rodziny, emancypacji kobiet i trudnych powrotów do "pozaobozowej" rzeczywistości. Traumy bowiem pozostają. Marie Bennett zdaje się zdawać sobie z tego sprawę, a więc nie pomija tego wątku w swojej powieści. To pozwala spojrzeć czytelnikowi na wojnę w sposób nietuzinkowy i trochę od innej strony, choć jak zawsze... gdy wkracza się na temat wojny – w czytelniku burzy się krew. 

Drugim niezwykle ważnych wątkiem oprócz tych bardzo popularnych (jak zdrada, trauma wojenna, kłopoty małżeńskie, załamanie przyjaźni, zazdrość, tajemnice) jest homoseksualizm, który w pierwszej połowie XX wieku w Szwecji najpierw był uważany za przestępstwo, a potem za chorobę. Nie dziwi, więc postawa bohaterki, która chciała we wszelki możliwy sposób ukryć swój związek z kobietą. Przedstawianie związku dwóch osób tej samej płci jest trudne, ponieważ autorom nie zawsze udaje się opisać naturę ich relacji emocjonalnej jak i fizycznej w sposób "smaczny", który nie będzie raził osoby heteroseksualne. Bennett wykazała się w tym temacie dużym smakiem. Nic w tym dziwnego, ponieważ jest prawdziwą mistrzynią w ukazywaniu relacji międzyludzkich. Idealnym przykładem jest chociażby relacja Kerstin z rodzicami i przyjaciółką, gdy ta szczęśliwie zakochuje się i postanawia wyjść za mąż. Poczucie osamotnienie, zazdrość, rywalizacja, związana z tym niechęć... postacie Marie Bennett to postacie z krwi i kości. To wszystko razem tworzy bardzo poruszającą całość, która chwyta za serce, bo choć czytelnik nie zawsze zgadza się z postępowaniem bohaterów... rozumie je. Rozumie zachowanie i odruchy wynikające z ludzkiej słabości i konieczności kochania i bycia kochanym.

"Hotel Angleterre" to opowieść, która ujmuje dynamiką relacji między bohaterami. Barwne postacie i akcja, która chwyta za serce, a przy tym jest niesamowicie wyważona. Obrazy z mroźnym obozów wojskowych w Szwecji, gdzie ludzie nieustannie zmagają się z odmrożeniami, sprzeczki z agresywnym przełożonym, próby zawierania przyjaźni, poczucie odrzucenia, kłamstwa mieszają się z chwilami idyllicznej wręcz rodzinnej bliskości, scen radości niezmąconej niepokojem, spacerami po plaży, choć obok stacjonują żołnierze..., a do tego wszystkiego wyraźnie zarysowane polityczne tło. Powieść Marie Bennett to naprawdę bardzo dobra i co najważniejsze dopracowana pozycja, która zasługuje na uwagę. Emocjonalna, wielowątkowa, zaskakująca fabularnie i nieprzewidywalna. Monumentalna historia ludzkich wyborów. Wykwintna literatura. 

Moja ocena: 8/10 Wybitna!

czwartek, 9 lutego 2017

(602) W pułapce pamięci & Ostatnia mila

Tytuł: W pułapce pamięci & Ostatnia mila
Autor: David Baldacci
Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron 400 & 400

"Gdybyśmy wszyscy rodzili się cynikami, jakiż gówniany byłby świat." 

David Baldacci "W pułapce pamięci"

Detektyw Amos Decker za młodu na skutek urazu głowy, którego doznał na boisku zapadł na rzadką przypadłość jaką jest hipermnezja. Zapamiętuje wszystko, niczego nie zapomina. I choć jego przypadłość przydaje się w pracy jaką wykonuje... przez większość czasu jest dla niego utrapieniem. W kontaktach z drugim człowiekiem bywa obcesowy, nieporadny, a przy tym niekiedy brutalnie szczery, ale dzięki swojej dociekliwości w docieraniu do prawdy zyskuje sobie zwolenników (a także wrogów, którzy znajdują się po drugiej stronie barykady).  I to właśnie Amos Decker jest głównym bohaterem nowej serii bestsselerowego autora kryminałów i thrillerów, Davida Baldacciego. 

"W pułapce pamięci", czyli pierwszy tom jest świetnym początkiem i zaczątkiem intrygującej serii z ogromnie ciekawą postacią głównego bohatera. Rodzina Amosa Deckera – córka, żona i szwagier zostali brutalnie zamordowani w jego domu.  Mężczyzna stracił dom, pracę, sens życia... znajduje się na dnie, a wizja zamordowanej rodziny prześladuje go każdego dnia. Minęło półtora roku, a morderca nadal nie został złapany...  W miejscowej szkole dochodzi do strzelaniny, a Decker zostaje włączony w śledztwo w roli konsultanta. Szybko jednak okazuje się, że jego udział w śledztwie jest o wiele ważniejszy, niż było to przewidywane na początku. Rozpoczyna się gra z czasem – kolejne tropy, fałszywe poszlaki i coraz większa ilość osób zaplątanych w makabryczne wydarzenia. Niespodziewanie cała sytuacja wikła się coraz bardziej wokół Deckera, a społeczna nieufność względem niego zaczyna rosnąć podburzana przez jedną z miejscowych dziennikarek. Na koniec złego jedna z agentek federalnych ginie, a Decker wdaje się w konflikt z jej przełożonym. 

W "Ostatniej mili", czyli drugim tomie serii Decker, detektyw o niezawodnej pamięci postanawia zająć się sprawą Melvina Marsa. Mars został skazany na śmierć za zabójstwo swoich rodziców. Od samego początku utrzymuje jednak, że jest niewinny. Po dwudziestu latach nadchodzi termin jego egzekucji, ale w ostatniej chwili okazuje się, że ktoś inny przyznał się do tej zbrodni. Dlaczego i po co? I kto tak naprawdę zabił rodziców Melvina? On sam, płatny zabójca czy może osoba trzecia? Amos Decker stara się odnaleźć odpowiedź na te pytania, jednak z każdym kolejnym dniem, tygodniem sprawa staje się coraz bardziej zawikłana i zaczyna dosięgać coraz wyższych szczebli. Gdy znika jednak ze współpracownic Deckera staje się jasne, że chodzi tu o stawkę większą niż z początku przypuszczali i nikt kto pracuje nad tą sprawą nie jest bezpieczny. Decker jednak jako człowiek, który stracił już wszystko co mógł decyduje się podjąć grę i dotrzeć do prawdy... nie będzie w tym jednak sam. 

"W pułapce pamięci" to książka, która trafiła do mnie już jakieś pół roku temu jako wygrana w konkursie. Od tego czasu cały czas kręciłam się wokół niej, niestety nie miałam czasu, żeby po nią sięgnąć, choć czytałam / słyszałam niesamowicie pozytywne opinie na temat twórczości Baldacciego. Niedawno jednak na polskim rynku wydawniczym pojawiła się druga część cyklu, czyli "Ostatnia mila" i wtedy już wiedziałam, że muszę zabrać się za lekturę tej serii. Zabrałam, przeczytałam... i czekam na więcej, ponieważ oba tomy są naprawdę świetnymi kryminałami i już nie mogę doczekać się kontynuacji. I nawet nie wiem co wygrywa... wartka akcja, rewelacyjnie zawikłana fabuła czy główny bohater, który zyskuje sympatię już od pierwszych stron? Przywiązałam się do bohaterów, przywiązałam się do stylu Baldacciego i możecie mi wierzyć: to dawka rewelacyjnej literatury kryminalnej, która porywa do swojego świata, zmusza do wstrzymywania oddechu i przyprawia o wypieki z podekscytowania i co najważniejsze potrafi zachwycić nawet czytelnika, który po kryminały sięga rzadko (i z ograniczoną lubością).

Oba tomy są świetnie, a jednak Decker zdecydowanie zyskuje przy bliższym poznaniu. Od początku jednak zachwyca swoją inteligencją, pamięcią i co najważniejsze intuicją, która pozwala mu odkryć coraz to nowsze tropy. Ma dystans do siebie, a do drugiego człowieka podchodzi jednak z pewną dozą zrozumienia, choć zdaje sobie sprawę z tego, że dotarcie do prawdy jest najważniejsze... Pierwsza część jest bardziej skupiona na nim, a jednak kontakt z nim w obu tych książkach jest szalenie przyjemny. Decker jest po prostu ciekawym, intrygującym facetem, który przyciąga kobiecą uwagę. Książki Baldacciego nie są jednak książkami jednego bohatera. Tym bardziej, że główny bohater zaczyna coraz intensywniej wchodzić w interakcję z innymi bohaterami. Decker jest wygadany, bystry i naprawdę dojrzały, a co najważniejsze: ujmuje swoją postawą. Postawą, która dąży przede wszystkim do odkrycia prawdy. 

Obie te książki mają szalenie ciekawą fabułę i oczywiście są szalenie dobre. Chyba nie potrafię rozróżnić, która z tych pozycji podobała mi się bardziej, ale jedno jest pewne... Baldacci wie jak pisać – nie dość, że posługuje się naprawdę dobrym piórem to jeszcze w dodatku potrafi tak zawikłać akcję, zbudować napięcie, że jego powieści są zaskakujące. I choć Baldacci rozgrzewa się na dobre w drugiej części, to jednak z powodzeniem można sięgnąć po drugi tom bez znajomości pierwszego, ponieważ autor zgrabnie wprowadza czytelników we znajomość z Deckerem, dla którego samego warto poznać tę serię. Oczekiwałam rewelacyjnej lektury, która mnie naprawdę zaciekawi, wciągnie i porwie... i to też od Baldacciego otrzymałam. Wartka akcja, ciekawi bohaterowie, zwroty akcji, ciekawe zagadki kryminalne, wciągająca i pięknie zawikłana intryga. David Baldacci wie jak pisze się kryminały!

Moja ocena: 8/10

poniedziałek, 6 lutego 2017

(601) Eseje wybrane

Tytuł: Eseje wybrane
Autor: Virginia Woolf
Wydawnictwo Karakter
Stron 496

" [...] ale czy Hamlet jest lepszą sztuką niż Król Lear? Tego nie da się stwierdzić. Każdy musi to rozstrzygnąć sam. Jeśli wpuścimy do biblioteki autorytety, choćby najozdobniej przybrane w suknie i futra, i pozwolimy im, by dyktowały nam, co i jak mamy czytać oraz jaką wartość przypisywać temu, co czytamy, uśmiercimy ducha wolności, który jest oddechem tych sanktuariów. Prawa i konwenanse mogą nas obowiązywać wszędzie – ale nie tutaj." 

Virginia Woolf, "Eseje wybrane" (fragment eseju "Jak czytać książki?")

Virginia Woolf była genialną angielską pisarką i feministką, jedną z najważniejszych autorek XX wiecznej literatury modernistycznej. "Pani Dalloway", "Do latarni morskiej", "Fale", "Dama w lustrze" – piękne powieści i opowiadania, które od lat zyskują uznanie. "Eseje wybrane" to świetny zbiór jej esejów, w których ukazuje się nie tylko jako pisarka, recenzentka, komentatorka, ale także kobieta "uwikłana w świat". Jako feministka, jako kobieta, artystka... To zbiór piękny, różnorodny, do częstego wertowania i powracania. Zbiór esejów, który mnie po prostu w sobie rozkochał – oczarował, porwał. Pełen pięknych, wartościowych i co najważniejsze mądrych myśli. Literatura najwyższej próby, literatura z najwyższej półki, esencja tego co w literaturze najlepsze.

"Eseje wybrane" zostały podzielone na kilka kategorii... Czytanie, pisanie, recenzowanie, patrzenie, podróżowanie, Londyn, kobiety, życiopisanie, nieludzkie, życie i śmierć. Wszystkie te kategorie bardzo często łączą się w jakiś sposób z literaturą... I tak Virginia Woolf pisze między innymi o tym kim jest czytelnik, jak należy czytać książki, ponownie czytać powieści, o co chodzi w recenzowaniu... Mówi o kinie, kobietach w prozie literackich, znaczeniu śmiechu, odchodzeniu i wielu innych aspektach życia "szarego" człowieka jak i tego głęboko osadzonego w życiu literackim. To eseje zakorzenione nie tylko w literaturze, ale także bardzo silnie w społeczeństwie i jego problemach. Pewne jest, że "Eseje wybrane" są obowiązkową pozycję dla wszystkich czytelników żywo zainteresowanych literaturą, literaturą angielską, ale także światową i oczywiście postacią Woolf.

"Dawny pogląd głosił, że komedia przedstawia niedostatki natury ludzkiej, tragedia natomiast ukazuje ludzi wspanialszymi, niż są w rzeczywistości. Aby zatem przedstawić ich takimi, jacy są rzeczywiście, trzeba by znaleźć drogę pośrednią, uzyskując rezultat zbyt poważny, by uznać go za komiczny, zbyt niedoskonały, by nazwać go tragicznym – i to właśnie można określić jako humor." 

Virginia Woolf, "Eseje wybrane" (fragment eseju "Znaczenie śmiechu")

To co wyróżnia eseje Virginii Woolf to wielka erudycja, pięknie zbudowane zdania, niesamowity styl literacki... i różne podejście do tematu. Czasami lekkie, zabawne. Czasami pełne powagi, pewnego rodzaju nostalgii. Czasami nieubłagane, ironiczne, bezwzględne. Zawsze jednak wybitne, godne uwagi, choć czasami niełatwe. "Eseje wybrane" są literacką ucztą w najczystszej postaci. Inspirujące, wybitne teksty genialnej pisarki. Zbiór pięknie wydany i naprawdę godny uwagi. Virginia Woolf w swoich esejach dotyka np. istoty pisania, recenzowania, czytania i to właśnie te teksty interesowały mnie najbardziej – ich osadzenie w literaturze modernistycznej, epoce w której przyszło tworzyć pisarce. Są jednak ponadczasowe – za równo pod względem literackim, jak i merytorycznym. 

Pięknie spuentowane, pięknie napisane... każda strona w tym zbiorze jest zachwycająca, każda zmusza do przemyśleń. Virginia Woolf jawi się po lekturze tego zbioru jako nie tylko świetna pisarka i recenzentka, ale także teoretyczka literatury, która świetnie sprawdzała się w każdej formie literackiej. Sztuka Virginii Woolf znajduje się na wyżynach, do których każdy, który myśli o pisaniu... powinien dążyć, choć to zadanie trudne, ponieważ Woolf jest niezaprzeczalną mistrzynią. Jej eseje są mądre, poruszające, świetnie napisane, rewalacyjnie spuentowane, a co najważniejsze – jest w nich mnóstwo prawdy. "Eseje wybrane" to jedna z tych pozycji, z których cytaty czerpie się garściami, bowiem jakiego tematu Woolf by się w swoim eseju nie chwyciła... wychodzi z tego małe arcydzieło literatury. Niesamowita pozycja, która powinna znaleźć się w biblioteczce każdego. 

Moja ocena: 10/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...