sobota, 22 kwietnia 2017

(618) Słoneczne miasto


Tytuł: Słoneczne miasto
Autor: Tove Jansson 
Wydawnictwo Marginesy
Stron 304

Nigdy nie byłam fanką Muminków. Nigdy nie polubiłam wersji telewizyjnej tej historii, więc na wersję książkową... w moim życiu już miejsca zabrakło. Należy oczywiście dodać do tego fakt, że przez bardzo długi czas nie potrafiłam czytać płynnie. Miałam idealne zadatki na analfabetkę. A kiedy wreszcie nauczyłam się, że „l” i „a” w połączeniu nie daje „lu” tylko „la”... sięgnęłam po „Anię z Zielonego Wzgórza” i przeczytałam wszystkie tomy. Tak oto w wieku ośmiu lat z dziecka niepotrafiącego czytać stałam się dzieckiem książki... wręcz połykającym. Potem jednak już nigdy nie zabrałam się za literaturę dziecięcą lub przynajmniej tą skierowaną do najmłodszych czytelników. I choć staram się nadrabiać te zaległości... nie zawsze się to udaje. Tove Jansson, mamę Muminków poznaję jednak od pewnego czasu od strony literatury jej autorstwa skierowanej do dorosłych czytelników. Po lekturze zbiorów opowiadań „Wiadomość” i „Córka rzeźbiarza” nadeszła pora na dwie powieści Jansson - „Słoneczne miasto” opublikowane w Polsce po raz pierwszy oraz „Kamienne pole”. 

„Słoneczne miasto” to powieść o starości, starzeniu się, przemijającej młodości inspirowana wizytą Jansson w pewnym bardzo spokojnym miasteczku. Zachwyca od pierwszych stron literackim kunsztem, dokładnością, barwnością i plastycznością opisów... a jakie jest tak naprawdę tytułowe miasto? 

„(...) W Saint Petersburgu pracuje więcej fryzjerów niż gdziekolwiek indziej, specjalizują się oni w układaniu drobnych puszystych oków z cienkich białych włosów. Setki starszych pań wędrują pod palmami z białymi kędzierzawymi głowami, panów jest tu niewielu. W pensjonacie każdy albo ma swój pokój, albo dzieli go z drugą osobą, niektórzy mieszkają w tym jednostajnym klimacie tylko przez chwilę, ale większość przez cały czas, który im pozostał. Nikt nie choruje, to znaczy nie obłożnie, takie rzeczy załatwiane są niesłychanie szybko przez karetki, te zaś nigdy nie jeżdżą na sygnale. (…) Wiele sklepików oferuje aparaty słuchowe i inne udogodnienia, na każdym rogu anonsuje się w jasnych, wesołych barwach natychmiastowy pomiar ciśnienia, wszelkie informacje na temat emerytur czy kremacji, a także udzielanie porad prawnych. Ponadto dołożono starań, by oferta wzorów robótek na drutach,gier planszowych, materiałów do wyrobów broszek i tym podobnych była jak najbogatsza, a obsługa przyjazna i pomocna.”. Tove Jansson, "Słoneczne miasto"

To cytat, który zaczyna się już w połowie pierwszej strony... wprowadzając bardzo szybko czytelnika w klimat powieści. Nieśpiesznej, a przy tym niezwykle inteligentnej, w której z pozoru nic nie znaczące zdania noszą za sobą dużą dawkę życiowej mądrości. Tove Jansson stworzyła całą gamę bohaterów... Pani Morris, pani Peabody, specyficzny pan Thompson i wielu innych... różnorodność świata i ludzi ukazana za sprawą kilku emerytów siedzących na werandzie jednego z domów spokojnej starości, na bujanych fotelach. Tą spokojną idyllę czasami burzą jednak wydarzenia, które wstrząsają chociaż na pewien czas bohaterami... śmierć pensjonariuszy, kwestia pustego fotela bujanego, słowne utarczki, przyjazd nowego mieszkańca. 

Akcja toczy się w aurze oczekiwania na wielki, coroczny bal, który wyznacza w pewien sposób czas życia bohaterów. Jemu także towarzyszą barwne opisy, w pamięć zapada ostrzeżenie, że każdy tańczy na własną odpowiedzialność, pielęgniarka czekająca w holu... Tove Jansson wprowadziła do swojej książki kontrast. W świecie pełnym emerytów swoje miejsce znajduje także dwójka młodych ludzi – piękna pokojówka i jeżdżący na motorze Joe. Oni obaj, razem wkraczają dopiero w dorosłość w pełnym tego słowa pojęciu... Pensjonariusze dzielnie im się przyglądają, próbują przekazać swoją życiową wiedzę, jednak w rezultacie i tak trzeba wszystko przeżyć na własnej skórze. 

Słoneczne miasto” to krótka, słodko – gorzka historia o przemijaniu, samotności, poczuciu odosobnienia, ale także o młodości i jej ulotności... Mimo, że nie brak w niej ironii prowadzi do smutnych wniosków, zmusza do myślenia o przemijaniu, kruchości międzyludzkich relacji i niesie ze sobą silny ładunek emocjonalny. Jansson napisała powieść, której lektura, nie dość, że stanowi wyśmienitą ucztę literacką... to jeszcze pozostawia w czytelniku ślad. Historia grupki emerytów, relacji między nimi niesie za sobą uniwersalną myśl o zależnościach rządzącym światem, to paleta charakterów, zachowań... i marzeń.  Jansson pokazuje, że jest prawdziwą mistrzynią słowa, a czytanie tak dopracowanej historii... stanowi przyjemność. „Słoneczne miasto” przypadnie jednak do gustu przede wszystkim myślicielom, fascynatom literatury poruszającej i zmuszającej do refleksji, prozy bardzo dojrzałej i nieśpiesznej, w której brak pełnej zwrotów i szybkiej akcji... historii, której główną mocą są niuanse.
Moja ocena: 8/10


* * * 

Druga powieść z tego zbioru, czyli „Kamienne pole” to historia, której głównym bohaterem także jest emeryt, Jonasz. Bohater będąc na emeryturze podjął się napisana biografii niejakiego Igreka. Szybko dopada go niemoc twórcza, a doszukiwanie się coraz to nowych powodów, aby odkładać tę pracę na jak najpóźniejszą porę... nie pomaga. Zbiera jednak nadal materiały. Problem w tym, że uważa, że o Igreku nie można napisać niczego ciekawego. Tymczasem postanawia wyjechać z dwoma dorosłymi już córkami na wakacje. Te dbają o niego, jednak on cały czas nie wykazuje za grosz zainteresowania ich życiem... czy też wdzięczności. 

Nawet w tak zatwardziałym i pewnym siebie człowieku jak Jonasz pojawia się jednak chwila zastanowienia nad samym sobą. Emeryt zaczyna wspominać swoje życie, przypomina sobie niewygodne fakty i zaczyna dostrzegać jak bardzo przez lata był oddalony od córek. Brak bliższych relacji z nimi wczoraj jak i dziś prowadzi go do bolesnego rozrachunku z samym sobą. Nagle zaczyna dostrzegać, jak często uciekał od prawdziwego życia – córek, domu w świat słów... 

„Kamienne pole” to bardzo krótka historia twórczej niemocy, słów, które przejmują kontrolę nad ludzkim życiem. Powieść o braku międzyludzkich relacji, straconych szansach i rozbitej rodzinie. Silne rysy charakterologiczne bohaterów udowadniają, że w powieściach Jonsson to właśnie ludzie są najważniejsi. To historia pozbawiona banalności i obłudy. Relacje w rodzinie Jonasza choć trudne... w pewnym momencie stają się bardzo szczere, często bolesne, a jednak wreszcie są prawdziwe i silne emocjonalnie. W tym fragmentarycznym przedstawieniu losów Jonasza autorka wykazała się bardzo dobrym stylem i umiejętnością rozłożenia akcentów. Było nie tylko dobrze literacko, ale także interesująco...

Moja ocena: 8/10

wtorek, 18 kwietnia 2017

(617) Ironia losu


Tytuł: Ironia losu
Autor: Katarzyna Misiołek
Wydawnictwo Muza
Stron 415

Literatura kobieca, polska literatura kobieca rzadko bywa tak świeża i przejmująca jak "Ironia losu" Katarzyny Misiołek.
Sięgając po tę książkę starałam się zapomnieć, że jej autorką jest Polka... i to się udawało! Autorka reprezentuje najlepszy poziom literatury kobiecej, choć sama "Ironia losu" posiada niejedno odniesienie do polskiej rzeczywistości. "Ironia losu" jest niebanalna, zaskakująca i wstrząsająca, choć opowiada o tym co dzieje się non stop. Zdrady, niewierność, rozpadające się małżeństwa przez chęć przeżycia krótkiej, nic nieznaczącej historii... Katarzyna Misiołek opowiada o różnych postawach ludzkich, często bez ich jednoznacznego oceniania . Prawdopodobnie to własnie brak czarno – białego obrazu sprawia, że "Ironia losu" jest tak poruszającą pozycją. 

Marzena ma kochającego męża, dom, dobrą pracę i życzliwych ludzi wokół siebie. Jest szczęśliwa w życiu, które prowadzi. Sielankowa rzeczywistość, wracający po pracy mąż, którego kocha... wspólne kolacje, obiady, wyjścia, seks...  w pewnym momencie Marzenie zaczyna się wydawać, że to za mało i wdaje się w romans z młodszym od siebie Jackiem. Zakazany związek wymaga jednak od niej kolejnych  kłamstw, myśli o seksie z Jackiem stają się coraz nachalniejsze (bo przecież nie ma tutaj mowy o żadnym uczuciu) i powodują, że Marzena regularnie, stopniowo, krok po kroku traci relacje z najbliższymi. Czytelnik poznaje Marzenę, gdy ta tkwi w tym po uszy... bynajmniej nie z zakochania.

Mąż niczego nie podejrzewa, ale kochanek robi się nachalny, toksyczny, wydzwania do Marzeny, choć wie ile wyjście prawdy na jaw mogłoby ją kosztować.  Mówi, że jest zakochany w Marzenie... ale czy właśnie tak wygląda miłość? Sieć kłamstw i intryg męczy Marzenę – burzy jej sielankowe życie i przyprawia je nie tylko o adrenalinę. I choć Marzena chce skończyć ten układ oparty jedynie na seksie, który może zabrać jej wszystko... za każdym razem telefon od Jacka sprawia, że myśli o erotycznej rozkoszy przeżytej z kochankiem, o jego dłoniach na jej gołym ciele... i biegnie do niego. Po raz kolejny w podskokach. Dopiero potem przychodzi refleksja, a łańcuszek wydarzeń doprowadza do niespodziewanych wydarzeń. 

Ukazanie zdrady z perspektywy kobiecej to zabieg po który w ostatnim czasie sięga coraz większa ilość polskich pisarek. To taki głos wołąjący, że kobiety także zdradzają i są paradoksalnie bardzo często oceniane surowiej niż mężczyźni. Warto także spojrzeć na aspekt tego czy mężczyźni zdrady wybaczają? Zraniona duma, z reguły mniejsze przywiązanie emocjonalne sprawiają, że bywają niemiłosierni, obcesowi. Manifestują swój ból i zaskoczenie afrontem ze strony ukochanej w inny niż kobiety sposób. W powieści Katarzyny Misiołek główna bohaterka wręcz fanatycznie przesiaduje na forum o zdrady... dzięki temu czytelnik razem z nią poznaje historię niejednej zdrady. Większość z perspektywy kobiecej, które raz zdradzają, a raz są zdradzane. Każdej tej historii towarzyszą jednak inne motywacje, sytuacje i emocje. 

Marzena to zwykła bohaterka, której zachowanie nie jest jednak jednoznaczne. Czy możemy mówić o jej ocenianiu? Ona sama bardzo często ocenia się surowo, choć bywa także zaślepiona często zwalając całą winę i odpowiedzialność na kochanka. Zdaje się zapominać, że nie jet trzymana w tym układzie zniewolona. Brnie w to jednak dalej, gwałtownie reaguje na każdą, choćby najmniejszą krytykę ze strony siostry, przyjaciółki. Katarzyna Misiołek w dużej mierze ogranicza życie Marzeny do aspektu jej romansu i dylematu z nim związanego, co obrazuje jak wielką rysę na jej życiu stanowi. 

"Ironia losu" nie jest książką jednego bohatera, choć to Marzena i jej emocje grają w niej pierwze skrzypce. Wyrazisty jest jednak także świat emocji wokół niej: trudność w radzeniu sobie z dziećmi, plotkowanie, nieżyczliwość, samotność, choroby, rozstania i wreszcie społeczny ostracyzm. Ważna jest postać jej męża, Huberta. Podczas trwania jej romansu, a także wtedy, gdy się o nim dowiaduje... postawa zaskakująca, wywociekawym zwrotom akcji autorce udało się wystrzec schematyczności i banalności, a "Ironia losu" wyróżnia się na rynku wydawniczym i co najważniejsze: zostawia w czytelniczkach swój ślad. W pewnym momencie zapierająca dech w piersi, choć może niekiedy już nużąca dwulicowością Marzeny i jej spotkaniami z kochankiem... trzyma poziom. Naprawdę dobra polska literatura kobiecałująca w czytelniku zawód. Bo choć wiadomo, że wszystko zmierza ku wiadomemu zakończeniu – czytelnik cały czas ma nadzieję i choć nie identyfikuje się, nie zgadza z wszystkimi wyborami Marzeny – trzyma za nią kciuki. 

Historia Marzeny to historia, która staje się udziałem wielu kobiet. Dobrze, płynnie napisana, wciągająca, angażująca czytelniczki. Z wyrazistymi bohaterami, dobrze oddanymi realiami społecznymi i ciekawym portretem głównej bohaterki. Dzięki kilku ciekawym zwrotom akcji "Ironia losu" nie trąci schematycznością ani banalnością. Książka Misiołek zdecydowanie wyróżnia się na polskim rynku wydawniczym - fabułą, stylem, i wykonaniem. To naprawdę dobrze napisana, mądra literatura kobieca, która jednak nie ma za zadanie moralizować... a poruszać.

Moja ocena: 8/10

środa, 12 kwietnia 2017

(616) Bliskie kraje


Tytuł: Bliskie kraje
Autor: Julia Fiedorczuk
Wydawnictwo Marginesy
Stron 288

"Tajemnica zaczyna się tam, gdzie dotyka się czegoś, co jest już poza językiem, poza wszelką racjonalnością, po stronie mroku, jak "pępek snu", o którym pisał Freud w "Objaśnianiu marzeń sennych". To właśnie z tego ukrytego miejsca opowieść czerpie energię, stamtąd wyrasta jak roślinny pęd albo, jeśli trzymać się metafory Freuda, "jak grzyb ze swojej grzybni". Nie ma dużej różnicy między opowiadaniem a słuchaniem, w obu wypadkach zbliżamy się do tego mrocznego miejsca, oswajamy je, doświadczamy trwogi i zachwytu, smutku i radości, stajemy się sobą.Według badacza mózgu i świadomości Antonia Damasia istniejemy jako byty mentalne tylko dzięki pierwotnym opowieściom i tylko w nich. Jak muzyka, która istnieje tylko wtedy, kiedy trwa."

Julia Fiedorczuk, "Bliskie kraje"

"Bliskie kraje" to zbiór 22 opowiadań Julii Fiedorczuk, autorki "Nieważkości" nominowanej do nagrody Nike. Julia Fiedorczuk w "Nieważkości" skupiła się na opisaniu ulotności, dojrzewania, kobiecej psychiki i zwykłych ludzkich problemów. Nie ma w niej jednak miejsca na happy endy i szczęśliwe momenty... świat jest brutalny, świat jest prawdziwy, a kobiety próbują znaleźć w nim miejsce dla siebie – ich osobiste historie są jednak mało znaczące. Większego wymiaru nabierają dopiero przez ich połączenie. I piszę o tym wszystkim nie tylko dlatego, że "Nieważkość" była moim pierwszym spotkaniem z twórczością Fiedorczuk... W "Bliskich krajach" – jej kolejnym utworze widać bowiem echa "Nieważkości". Uważny czytelnik podczas lektury "Bliskich krajów" dojrzy w nich pararelę do historii i bohaterów przedstawionych w "Nieważkości" – delikatne, epizodyczne, a jednak tworzące pomost pomiędzy poszczególnymi utworami Fiedorczuk. I tak pojawi się wątek bezdomnej Ewy oraz Zuzanny, która wyjeżdża zafascynowana pracami młodego, niepełnosprawnego artysty...

Pierwsze skrzypce w utworach Fiedorczuk grają kobiety – młode i stare, biedne i bogate. Polska pisarka przedstawia czytelnikom zaledwie urywki ich życia, często wyrwane z kontekstu, a ze sobą powiązane jedynie emocjami. Z tych skrawków – pozornie zupełnie różnych wyłania się historia ulotności. W czytelniku pojawia się świadomość, która nie towarzyszy mu codziennie, a której przebłyski pojawiają się jedynie od czasu do czasu. Świadomość odrębności ludzkich bytów. Świadomość, że każdy człowiek mijany przez nas na ulicy posiada własną historię... wbrew pozorom nie jest jedynie tą chwilą, w której rozmawia przez telefon, pyta o godzinę, sprawdza rozkład jazdy autobusów, przepycha się obok nas w autobusie. Wokół niego istnieje także sfera przeszłości, przyszłości oraz teraźniejszości, w której prawdopodobnie my jesteśmy jedynie epizodem. 

Kobieta zakładająca nielegalny ogród na ostatnim piętrze warszawskiego bloku, mężczyzna składający ponad tysiąc żurawi i tym samym ratujący komuś życie, pogubiona kobieta, która cały czas szuka miejsca dla siebie... zagubiona i pogubiona pragnie zacząć wszystko od nowa lub zakończyć. Mała dziewczynka wyrusza w swoją pierwszą podróż mentalną i musi zmierzyć się z egoistycznym życzeniem, które wypowiedziała... obawia się, że popełniła grzech przeciwko grawitacji. Sekretarka zmarłego pisarza wchłania jego tożsamość i wykorzystuje jego życie dla własnych celów, punkowa poetka spotyka się z niepozorną kobietą, a potem staje się gwiazdą serialu telewizyjnego. A to tylko niektóre z historii przedstawionych w zbiorze Fiedorczuk – proste, a jednocześnie mocne i wyraziste

Opowiadania o inności, obcości i samotności wśród ludzi. Mimo bliskości drugiego człowieka – mentalność, zdolność odczuwania i wrażliwość bywa niekiedy bardzo daleka i niezsynchronizowana potrafi wyrządzić więcej złego niż dobrego. Bohaterki prozy Fiedorczuk przechodzą życiowe inicjacje – w relacji z Bogiem, drugim człowiekiem i przede wszystkim naturą, która odgrywa ważną rolę w opowiadaniach ze zbioru "Bliskie kraje". Degradacja naturalnego środowiska, wojny i kryzys ekologicznym stają się odzwierciedleniem moralnego upadku społeczeństwa. 

"Bliskie kraje" - zbiór elektryzujących, magicznych i wyrazistych opowiadań, które poruszają czytelnika do głębi. Ich bohaterowie cały czas poszukują siebie – nie tylko własnej drogi życiowej, ale przede wszystkim prawdy o samym sobie. Ucieczką mogą stać się żurawie, wycieczki, literatura, modlitwa... droga jest jednak zawsze długa i kręta. Świat przyrody przenikający się ze światem ludzkim rodzi wrażenie niepokoju, lęku i ciemności... przyprawia o szybsze bicie serce. Julia Fiedorczuk po raz kolejny wykazała się wirtuozerią języka. Stworzyła opowiadania po których lekturze w człowieku zostają nie tyle ludzkie historie, co emocje towarzyszące ich czytaniu... Moc literatury, moc słowa pisanego i świat ludzkich emocji, problemów. Choć nie chodzi tu nawet o "moc" problemów, co po prostu o zwykłą szarość ludzkiej egzystencji, która składa się z większych i mniejszych radości i smutków. Julia Fiedorczuk stworzyła hipnotyzującą prozę o wychodzeniu z własnych stref bezpieczeństwa, o zderzaniu się z rzeczywistością, która lubi zadawać ciosy. Ciekawa, oryginalna pozycja!

Moja ocena: 7/10

wtorek, 11 kwietnia 2017

(615) Córeczka


Tytuł: Córeczka
Autor: Anna Snoekstra
Wydawnictwo Harper Collins
Stron 272

"Córeczka" to powieściowy debiut Anny Snoekstry, która po ukończeniu studiów zaczęła pisać scenariusze do niezależnych produkcji filmowych i teatralnych, a także reżyserować videoklipy. "Córeczka" to zaskakujący thriller, który przyprawia czytelnika o gęsią skórkę, budzi niepokój, silnie angażuje w opowiedzianą historię i porywa. Nie tylko większa niż normalnie czcionka oraz stosunkowa mała ilość stron decyduje o tym, że "Córeczka" jest książką na jeden wieczór. Wartka historia, dynamizm akcji jak i postaci głównej bohaterki sprawia, że spokój czytelnika z każdą kolejną stroną ulega zaburzeniu... Zupełnie wbrew sobie w pewnym momencie miałam cichą nadzieję, że "Córeczka" okaże się po prostu historią obyczajową z dziwnym i trudnym początkiem, ale nic z tego! Anna Snoekstra przez pierwsze strony po prostu mobilizuje siły do finalnego uderzenia. Niezaprzeczalnie świetnego i niesamowicie zaskakującego! "Córeczka" nie jest z początku książką tak zaskakującą i to właśnie zakończenie decyduje o końcowej ocenie... I tu muszę zaznaczyć, że nawet 30 min przed skończeniem lektury "Córeczki" nie wiedziałam, że wywrze na mnie tak wielkie wrażenie. Było super, było ciekawie, było zaskakująco... ale nie było tego efektu "wow!". A pod koniec? Pełny zachwyt, wielkie wow i pełne oderwanie od rzeczywistości – w tak dużym stopniu, że człowiek zamyka się w świecie literatury... a każde wyrwanie z niego: budzi lęk i przestrach. 

Główna bohaterka "Córeczki" kilka lat żyła na ulicy. Gdy pewnego dnia po próbie kradzieży trafia na komisariat przypomina sobie o programie o zaginionych, który kiedyś oglądała. To właśnie wtedy dojrzała swoje podobieństwo do zaginionej przed laty Rebeki Winter. Postanawia przygarnąć sobie jej tożsamość i tym samym uniknąć kary więzienia za błędy młodości. Przejmuje nie tylko jej tożsamość, ale także życie – śpi w jej łóżku, nosi jej rzeczy, przytula się do jej mamy... zaczyna odgrywać rolę kochającej córki i siostry. Jednak to nie zmienia faktu, że tak naprawdę nie wie jak wyglądało życie Rebeki w rzeczywistości – czytelnicy za to będą mieli szansę poznać choć jego małe fragmenty, ale nic nie będzie zapowiadało tak wielkiej i mrożącej krew w żyłach tajemnicy. Główna bohaterka zbyt późno zrozumie, że nie tylko ona jest pozbawioną skrupułów oszustką, a zaginięcie Rebeki ma drugie dno... nim do tego dojdzie będzie musiała poradzić sobie z wieloma trudnościami w celu podtrzymania swojej tożsamości. Z pozoru radości bliźniacy, młodsze rodzeństwo Rebeki (w dniu "powrotu" prawdziwa Rebeka ma 27 lat) powrót zaginionej przed laty siostry przyjmują z lekkim niedowierzaniem. Przyjaciółka Rebeki, Lizzie, która znała ją dobrze jak nikt inny zauważa jej dziwne zachowanie... dziewczyna wydaje jej się inna, ale może to po prostu kwestia tego, że ma do czynienia z dorosłą – prawie trzydziestoletnią kobietą, a nie z niespełna siedemnastolatką, która dla rozrywki kradnie sukienki ze sklepów? Pozostaje jeszcze śledczy Andropolis, któremu sprawa zaginięcia Rebeki od lat nie daje spokoju... 

"Córeczka" nie zachwyciła mnie od pierwszej strony... często miałam wrażenie jakiś nieścisłości, nierealności przedstawionych sytuacji... Pod koniec okazało się jednak, że to wszystko to były zamierzone działania autorki, które tworzyły część misternie skonstruowanej fabuły, a nie były potknięciem – jak przypuszczałam. Akcja debiutu Snoekstry toczy się szybko i intensywnie, a jednak w pewnym momencie miałam wrażenie, że możemy dojść do nieprzewidywalnego happy endu... Nic z tych rzeczy. Tu cisza i spokój jest tylko pozorna. W końcu to thriller - nietypowy, może nie taki "stricte", ale naprawdę dobry!

Thriller z bardzo dobrze zarysowanymi portretami bohaterów. Postacie z jednej strony są takie oczywiste, przewidywalne, czasami banalne, a z czasem okazuje się, że one wszystkie są tak naprawdę bardzo niejednoznaczne i zagadkowe. Czarno – biała nie jest także kreacja głównej bohaterki, która wciela się w Rebekę, ale także samej... prawdziwej Bec. Ich historie czytelnik poznaje dwutorowo, a jednak zagadka dotycząca tego co tak naprawdę stało się z Bec wychodzi na jaw dopiero pod koniec książki, choć nawet temu... towarzyszy niejeden zwrot akcji. Autorka nagle przyśpiesza i zaczyna się szalona jazda! Główna bohaterka, choć z pozoru wydaje się do szpiku zepsuta (zresztą rzeczy, których czytelnik dowiaduje się o niej w trakcie mogłyby tę opinię tylko potwierdzać), bardzo szybko staje się odbiorcy bliska. Czytelnik podczas czytania czuje lęk.. nie tylko o to jak rozwinie się akcja, ale także jak skończy główna bohaterka.

"Córeczka" jest powieścią, która przyprawia o szybsze bicie serce. Jest zaskakująca, budzi delikatny lęk... Anna Snoekstra napisała rewelacyjną książkę, w której bardzo dobrze rozłożyła naciski między tym co było, a tym co dzieje się w książce obecnie. Wywodzi w pole nie tylko główną bohaterkę, ale także samego czytelnika, który w pewnym momencie traci czujność, a kiedy już ją odzyskuje... ciśnienie wzrasta! Thriller Snoekstry posiada nutę zabarwienia psychologicznego, które najwyraźniej ujawnia się pod koniec, jednak także wcześniej (czytelnik orientuje się dopiero po zakończeniu / pod koniec lektury) pojawiają się poszlaki o tym świadczące. Muszę przyznać, że dawno nie czytałam tak dobrego thrillera z rodzinnymi tajemnicami, sekretami, mrocznymi obliczami drugiego człowieka. Anna Snoekstra napisała niesamowicie WYRAZISTĄ książkę, w której nic nie jest mdłe, wszystko ma znaczenie, a ludzkie portrety są barwne i różnorodne. "Córeczka" jest utworem w którym podoba mi się dosłownie wszystko! Zaczyna się dosyć niepozornie, ale potem... prawdziwa petarda

Moja ocena: 9.5/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...