niedziela, 28 grudnia 2014

(320) Bogini oceanu

Tytuł: Bogini oceanu
Autor: P.C. Cast
Wydawnictwo Książnica
Stron 408

"Bogini oceanu" P.C. Cast to książka wobec której mam bardzo mieszane uczucia! Z jednej strony mamy tu odrobinę mitologii, można by jednak powiedzieć, że to typowy romans paranormalny... a z drugiej strony miałam momentami wrażenie, że ta historia jest absurdalna. Nie zrozumcie mnie źle... Bardziej absurdalna niż normalnie w romansach paranormalnych. Seks kobiety (człowieka) z trytonem? To chyba lekka przesada, która w dodatku mnie zgorszyła... No, ale chwila! Nie mogę się w końcu skupiać tylko na minusach. Plusy w końcu też są... Oryginalna fabuła (oj, bardzo), przyjazna bohaterka, która nie jest przeładowaną hormonami nastolatką, przystojny tryton no i ta mitologia... Tylko czy aby na pewno takie połączenie jest połączeniem stu procentowo dobrym? A może po prostu autorka nie wykorzystała w pełni pomysłu i swoich umiejętności? Czegoś zabrakło? Czegoś było za dużo? 

Christine Canady (dla przyjaciół CC) w dniu swoich dwudziestych piątych urodzin wypowiedziała pewne oryginalne życzenie... zażyczyła sobie, żeby w jej bezbarwnym życiu singielki pojawiła się magia. Jednak chyba nie dokładnie o to jej chodziło. Życzenie zostaje spełnione w sposób dość... hm... niekonwencjonalny, a przy tym wszystkim w taki jakiego CC się nie spodziewała. Podczas jej służbowego lotu samolot rozbija się, a ona sama staje się mityczną syreną Undine. W wodach oceanu jednak oprócz magii czai się także zło. Bogini Gaja postanawia się jednak zlitować nad śmiertelniczką, która tak ufnie (co prawda podczas upojenia alkoholowego, ale to zawsze coś) złożyła swoje życie na jej ręce rzucając zaklęcie pewna magii drzemiącej w każdej kobiecie. Oglądając żal Christine postanawia ponownie zamienić ją w kobietę, jednak żeby dziewczyna utrzymała swoją postać musi w sobie rozkochać człowieka. Na szczęście przystojny wybawiciel się zjawia, a więc marzenie Christine się spełnia. Wtedy jednak wracają wspomnienia związane z seksownym trytonem, który skradł jej serce i tęsknota za oceanem...

CC to bez wątpienia kobieta, którą czytelniczka może polubić od razu. A jej historia jest w większości oryginalna. Potem jedynie pojawiają się aspekty oklepane i powszechnie znane. Kiedy zaczynałam swoją przygodę z "Bogini oceanu" byłam nią zauroczona i miałam nadzieję, że nie będzie to banalna, głupia historia. I nie była... Tylko, że mam wrażenie, że autorka zaczęła świetnie, a wraz z rozwojem akcji zaczęła się chylić ku upadkowi, żeby potem zakończyć ją w świetnym stylu. Barwni bohaterowie, a wśród nich Gaja, Lir (król mórz), trytony i syreny to zdecydowany plus tej książki dla osób, które szukają przyjemnych elementów fantastycznych. Ale czy bohaterowie mogą zrekompensować momentami sztuczne dialogi i infantylne sceny, które bardziej nadają się do bajek niż dla książki dla dorosłej kobiety?

Tempo akcji nie jest zawrotne... i mamy kolejny minus. Jednak pomimo tych minusów "Bogini oceanu" to naprawdę przyjemna książka z nietuzinkową fabułą i bohaterami. Język autorki jest lekki, choć dialogi momentami sztuczne i naciągane. Na szczęście nie miałam do czynienia z takim sytuacją przez cały czas. Wydarzenia przedstawione w książce rozgrywają się na ziemi i w wodzie, a ja na skutek tego zastanawiam się o ile przyjemniej byłoby gdyby autorka "nasz kontakt" z lądem ograniczyła do samego wstępu, a potem skupiła się na wydarzeniach dziejących się w wodzie. Takie przechodzenie z lądu do oceanu było dosyć niekomfortowe. Były minusy to teraz wymagałoby  się w końcu skupić na plusach, a te także są. Pierwszy to już wspomniani bohaterowie. Drugi o którym też już wspominałam to pomysł na fabułę. Bardzo spodobał mi się udział magii biorący udział i wpływający na wydarzenia. Autorka pięknie wplotła podmorskie życie w dawne szare życie Catherine. Zrobiła to naprawdę bardzo zgrabnie. Potem niestety mam wrażenie, że zaczęła się troszkę mniej przykładać do tej powieści.. Ale koniec był zaskakujący!

No i jest jeszcze ta miłość, która z pewnością romantyczkom się spodoba. Silny tryton i biedna dziewczyna/syrena. Wątek tej miłości "mimo wszystko" jest wątkiem głównym to on przewija się na większości stron i to on chyba scala tę książkę w przyjemną całość. W końcu reszta, cała otoczka już taka przyjemna nie jest... Nie mniej wykreowany przez autorkę świat jest bardzo przyjemny tak samo jak aspekt miłości. Tylko ten seks moim zdaniem tu niepotrzebny. Choć nie zdziwię się jeśli niektóre dziewczyny, które przeczytały "Boginię oceanu" zaczną marzyć o spotkaniu na swej drodze trytona, który pokocha je bez reszty.

"Bogini oceanu" to książka z jednej strony świetna, a z drugiej strony... już nie taka świetna. Z jednej strony mamy świetnych bohaterów, fabułę, wykreowany przez autorkę świat. A z drugiej to wszystko moim zdaniem jest po prostu niedopracowane. Pomimo tego czas spędzony z tą książką był czasem miłym. Jest w niej coś co oczarowuje. Myślę, że to za sprawą tego pełnego magii oceanu i przyjaznej, mądrej bohaterki. Książce P.C. Cast moim zdaniem do miana wybitnej czy genialne, a już na pewno arcydzieła droga daleka, ale jest to z pewnością książka, która niejedną z Was zachwyci. Nie jest to książka bez wad, ale nie jest to także powieść bez zalet. Mogę ze spokojem ją polecić fankom troszkę oryginalniejszych powieści paranormal romance. Dla mnie jednak pozostanie ona w głowie przyjemnym czytadłem, którego autorka potencjału nie wykorzystała w pełni. Jednak nie był to czas stracony, bo uśmiech kilka razy na mojej twarzy się pojawił ;) Czytadłem w dodatku lepszym niż dobre...

Moja ocena: 7-/10 Bardzo dobra z minusem!

Za możliwość zapoznania się z "Boginią oceanu" serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej 
Publicat!

piątek, 26 grudnia 2014

(319) Oblubienica z Azincourt

Tytuł: Oblubienica z Azincourt
Autor: Joanna Hickson
Wydawnictwo Literackie
Stron 556

"Czy ktokolwiek może przewidzieć, jak potoczy się jego życie?" "Oblubienica z Azincourt" Joanna Hickson

Piękno bywa zgubne... i nie jest to z pewnością odkrycie roku. To stwierdzenie znajduje bez wątpienia potwierdzenie w książkach historycznych. I choć na takie książki natrafiam dosyć rzadko to jednak zdecydowałam się sięgnąć po pierwszą część sagi opowiadającej o Katarzynie de Valois, która zapoczątkowała powstanie dynastii Tudorów. Na razie na polskim rynku nakładem Wydawnictwa Literackiego pojawiła się tylko pierwsza część pt. "Oblubienica z Azincourt" napisana przez Joannę Hickson. Jednak już teraz mogę Wam napisać, że Joanna Hickson spowodowała swoją powieścią, że bez wątpienia po powieści historyczne zacznę sięgać o wiele częściej. No i nie ukrywam, że jestem ciekawa dalszych losów Katarzyny de Valois. Ale po kolei... 

Francja. Rok 1401. Córka paryskiego piekarza trafia na dwór królewski po tym jak jej dziecko umarło krótko po porodzie. Tego samego dnia na świat przychodzi kolejna córka Karola VI Szalonego - Katarzyna. W tym dniu losy księżniczki i Mette łączą się ze sobą. Mette staje się jej mleczną mamką, a potem jej nianią. Dziewczyna szybko zaczyna darzyć swoją podopieczną matczynym uczuciem. Jednak ich drogi ostają rozdzielone po to, żeby potem znowu się złączyły. Katarzyna zostaje wysłana do zakonu skąd wraca po dziesięciu latach. Ku jej uldze po powrocie nadal może liczyć na kobietę, która towarzyszyła jej przez pierwsze lata jej życia. Księżniczka choć młoda i niedoświadczona szybko zostaje wmieszane w pałacowe intrygi i staje się ważnym pionkiem na tle wydarzeń historycznych. Wraz ze wzrastającą rolą księżniczki rośnie także znaczenie Mette... co zbyt dobre nie jest. I ona szybko staje się pionkiem w pałacowych rozgrywkach ze względu  na zażyłość łączącą ją z Katarzyną. Pomimo całej swej miłości do Katarzyny kobieta dowiaduje się jednak, że nie może uchronić księżniczki przed całym czyhającym na nią złem. Małżeństwo, które ma zawrzeć księżniczka także jej przed tym nie uchroni. A spokój i bezpieczeństwo dla obu kobiet przez bardzo długi czas będą odległymi marzeniami.

Muszę zaznaczyć już na samym początku, że okładka mnie nie oczarowała - przerost formy nad treścią i myślę, że niejedna osoba w te kwestii się ze mną zgodzi. Ozdobne litery, jakieś zawijasy, kobieta bogato ubrana to lekka przesada... Ale może coś takiego pasuje do powieści historycznej? Mnie w każdym razie okładka nie zachwyca. Jej lekkie stonowanie z pewnością nikomu by nie zaszkodziło. Ale to już takie moje uwagi odnośnie wydania. Jeśli zgadzacie się z moją opinią to proszę... nie oceniajcie wnętrza tej książki po okładce, bowiem wnętrze prezentuje się o wiele atrakcyjniej. I jeszcze jedna uwaga... Nie piszcie czasami na podstawie tej książki biografii Katarzyny.  Bowiem wbrew pozorom jest to postać o której wiedza pozostawia wiele do życzenia. Odnośnie tej postaci cały czas istnieje wiele znaków zapytania. Pani Joanna w fabule tej powieści umieściła wydarzenia udokumentowane z życia Katarzyny. Reszta to jak wiadomo fikcja literacka z którą na szczęście autorka nie posunęła się zbyt daleko. Jak wiadomo w takich sytuacjach co za dużo to nie zdrowo. Z jednym tylko przesadziła... z określeniem, że piękno Katarzyny rozpętało wojnę. Jej piękno z pewnością odegrało dużą rolę, ale myślę, że jeszcze większą rolę odegrało męskie ego... 

Nie wiem dlaczego, ale mi ta książka przywodzi trochę na myśl... baśń. Piękna księżniczka będąca pod opieką niani, potem wysłana do zakonu. Nieszczęśliwa ze względu na los, który ma ją spotkać. Jest dobry duszek całej historii, którym bez wątpienia jest Mette, jest także piękno i nieszczęście. Brakuje mi tu tylko szczęśliwego zakończeniu - tekstu "i żyli długo, i szczęśliwie". Kto wie? Może w kolejnych częściach Katarzyna doczeka się szczęśliwego zakończenia? Wątpię w to jednak znając pobieżnie jej historię. "Oblubienica z Azincourt" to książka napisana z niebywałą gracją. Książka, która nie jest do bólu słodka, ale wręcz przeciwnie - dużo w niej niespełnionych nadziei, smutku i żalu. Plusem tej książki jest to, że autorka potrafi to wszystko zaserwować nam w odpowiednich proporcjach. Ani za mało, ani za dużo.

Postacie są barwne i mogę śmiało napisać, że wywoływały u mnie żywe emocje, a ich postępowanie żywe reakcje. Autorka przedstawia nam całą plejadę charakterów. Odważna, lecz wrażliwa Katarzyna, oddana Mette, samolubna matka Katarzyny, szalony ojciec księżniczki, ignoranccy bracia głównej bohaterki... i wiele, wiele innych. A o tym wszystkim odpowiada nam Mette z perspektywy czasu na podstawie swoich wspomnień oraz listów, które Katarzyna pisała, lecz nigdy nie wysłała do swojego brata. Pisząc jednak o losach Katarzyny nie zapomina o swoim udziale w tym wszystkim. Mette jest ważnym elementem w życiu Katarzyny o czym autorka nie pozwala nam zapomnieć ani na chwilę. Pomimo tego, że to księżniczka jest w kręgu wydarzeń to jej otoczenie i wydarzenia kształtują jej postać i życie. A warto tu zaznaczyć, że główna bohaterka jest postacią, która zdecydowanie da się lubić!

556 stron to ilość, która może niejednego przerazić. Nie obawiajcie się jednak tego, że akcja się wlecze... nic z tego! Plastyczne, pełne, lecz nieprzydługie opisy pozwalają czytelnikowi zanurzyć się w świat średniowiecza i osiąść w nim na kilka godzin. Autorka wie kiedy może sobie pozwolić na dygresje, a kiedy musi przejść do konkretów. Wszystko układa się w piękną całość, która choć nie zastrasza szybkim tempem akcji to jednak też nie przynudza. To po prostu książka dla tych, którzy chcą się rozkoszować lekturą podczas obcowania ze świetnym, lecz nieuciążliwym warsztatem pisarskim.

"Oblubienica z Azincourt" to naprawdę dobra, kobieca powieść historyczna. Nie brak w niej miłości, nadziei, smutku, bólu jak i oddania, wierności i intryg. Pani Hickson pokazuje w swojej książce główny zarys życia Katarzyny de Valois oraz jak duże znaczenie w XV w. miały pałacowe intrygi, zdrady. Akcję swojej książki prowadzi na przestrzeni wielu lat, więc możemy być świadkiem przemian zachodzących w społeczeństwie i w bohaterach. To krótko mówiąc pełna ciepła, dobrze napisana książka. Autorka pisze lekko, ale z gracją. A wszystko w tej powieści łączy w zwartą, inteligentną fabułę. I z tych wszystkich powodów, które wymieniłam nie pozostaje mi nic innego tylko serdecznie polecić Wam książkę Joanny Hickins. Nie jest to książka idealna, ale bez wątpienia bardzo dobra, która zapewniła mi kilka dobrze spędzonych godzin. Polecam!

Moja ocena: 7+/10 Bardzo dobra z plusem!

Za możliwość poznania pierwszej części sagi o Katarzynie de Valois serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

czwartek, 25 grudnia 2014

(318) Stosik świąteczno - noworoczny i życzenia

Zacznę dzisiaj od początku, czyli od stosiku książek, które zamierzam (a przynajmniej mam ambitne plany) przeczytać do końca roku... A jak to wyjdzie to zobaczymy ;)



Od góry:
1.Mała księżniczka Frances Hodgson Burnett
2. Nie wierzę w życie pozaradiowe Marek Niedźwiecki
3.Dziesięć bram świata Tadeuszn Biedzki
4.Kiedy ulegnę Chang - Rae Lee
5.Bat na koty Jerzy Niemczuk
6.Niedziela bez teleranka Beata Tadla
7.Bezpieczna przystań Nicholas Sparks
8.Halo, pan Bóg? Tu Anna Fynn

* * *
Teraz czas na drugą część czyli życzenia - a żeby było praktycznie to będą to życzenia świąteczna połączone z noworocznymi ;) 

A więc tak... 

Życzę Wam wielu pasjonujących lektur, świętowania w gronie w najbliższych Wam ludzi. W Nowym roku wielu pięknych chwil, które chcielibyście zapamiętać do końca życia. Poczucia spełnienia i satysfakcji z tego co robicie. I życzę Wam, żeby Wasze święta wyglądały tak jak pragniecie - tak jak sobie tylko wymarzycie. Uśmiechu, który będzie gościł na Waszej twarzy codziennie... Nie umiem składać życzeń, więc krótko mówiąc: zdrowia, szczęścia, spełnienia marzeń - po prostu wszystkiego dobrego!

poniedziałek, 22 grudnia 2014

(317) Czarne skrzydła

Tytuł: Czarne skrzydła
Autor: Sue Monk Kidd
Wydawnictwo Literackie
Stron 487

"Hałas znajdował się na liście niewolniczych grzechów, którą znaliśmy na pamięć. Numer jeden: kradzież. Numer dwa: nieposłuszeństwo. Numer trzy: lenistwo. Numer cztery: hałas. Niewolnik miał być jak Duch Święty - nikt go nie widział, nikt go nie słyszał, ale zawsze krążył w pobliżu, gotowy do wykonania polecenia. " "Czarne skrzydła" S.M.Kidd

Początek XIX w. Anglia. Dwie dziewczyny. Sara Grimke, która już niebawem ma stać się szanowaną białą panią, co córkę sędzi sądu najwyższego Karoliny Południowej bez wątpienia spotka. Z drugiej strony Hetty, nazywa przez większość Szelmą. Niska, wątła osóbka. Jej kolor skóry oraz przeszłość czyni z niej niewolnicę. A jej panią bardzo szybko staje się wspomniana już przeze mnie Sara Grimke. Łączy je jedno. Obie czują się nieszczęśliwe w rolach w których obsadziło je życie. Obie pragną wolności. Tej osobistej i tej do podejmowania własnych wyborów. Im obu jednak nie jest i nie ma zostać to dane. Kiedy Sara dostaje na jedenaste urodziny czarnoskórą Hetty obwiązaną lawendową wstążką wie, że coś jest nie tak. Wie, że życie powinno inaczej wyglądać . Ale czy jedenastoletnia dziewczynka może zaradzić złu związanemu z niewolnictwem? Nie może... i Sara szybko sobie to uświadamia. Pomimo tego spostrzega też, że są inne małe rzeczy, które mogą dać Szelmie "wolność". I w ten oto sposób zaczyna się ich wspólna historia. Wspólna, a jednak osobna, bowiem ich losy przeplatają się przez cały czas, ale splatają o wiele rzadziej... Nie mniej między nimi wytworzyła się więź, którą spokojnie można nazwać przyjaźnią, która miała swoje wzloty i upadki.

Macie czasami chwile, kiedy denerwuje Was pozycja, którą zajmujecie w świecie? Wasze miejsce? To, że musicie się zachowywać w określony sposób? Boicie się czasem wyrazić własne zdanie? Krótko mówiąc: Czy boicie się czasami być po prostu sobą? Żyć tak jak WAM się podoba? Robić to co WAM się podoba? Czy nikogo nie udajecie? Myślę, że książka Sue Monk Kidd zachęca do odpowiedzi na te pytania.. A przynajmniej mi one nasunęły się w trakcie czytania... "Czarne skrzydła" zaintrygowały mnie już w chwili, kiedy pojawiły się w zapowiedziach wydawnictwa. Okładka, opis, autorka... wszystko tylko zachęcało, a ja postanowiłam się skusić. I było warto! Bowiem "Czarne skrzydła" to piękna książka pokazująca życie po dwóch stronach barykady, chęć buntu, walkę o samego siebie, a przede wszystkim przyjaźń i chęć bycia niezależnym.

Obie niepokorne. I Hetty i Sara. Jednak obie są także odważne i nie boją się marzyć. A warto tu wspomnieć o tym, że nie każda kobieta żyjąca w Anglii w XIX w. taka właśnie była. Można by nawet powiedzieć, że większość była potulna jak baranki... Stąd też można śmiało powiedzieć, że "Czarne skrzydła" to swoisty obraz społeczeństwa angielskiego tamtych czasów. Obyczaj, prawo, religia... To były główne wyznaczniki życia w tamtych czasach. Niewielka ilość zamierzała się buntować i sprzeciwiać tym trzem jakże ważnym aspektom życia. A jednak p.Kidd w swojej postanowiła pokazać zderzenia tych dwóch nazwijmy to "ugrupowań" - tych pokornych i niepokornych. A dorzucając do tego jeszcze swój talent i świetny warsztat pisarski wyszła z tego rewelacyjna powieść o wielowątkowej fabule.

"Czarne skrzydła" to książka poruszająca trudny problem jakim jest niewolnictwo. W XIX wieku w Anglii był to temat na który lepiej nie było wypowiadać się negatywnie. Bowiem wyrażenie sprzeciwu dla niewolnictwa mogło spowodować znalezienie się na marginesie życia społecznego jak i również wykluczenie z niego, a w skrajnych wypadkach uznanie za wroga społeczeństwa. Prawo człowieka jakim jest wolność było w skutek tego niejeden raz łamane, a niewolnicy byli uznawani za gorszą "rasę". Pomimo tego Sara już jako jedenastoletnia dziewczynka uważała, że niewolnictwo jest czymś złym. Już wtedy próbowała uwolnić Hetty, zwrócić jej wolność. Jednak jak szybko się okazało to wcale nie jest takie proste, gdy wokół siebie ma się ludzi, którzy chcą przypodobać się reszcie świata. Ludzi, którzy nie chcą myśleć samodzielnie tylko myśleć tak jak inni byle było im wygodnie. Pomimo tego przyjaźń dziewczynek się rozwija co prowadzi do niejednego utrudnienia w ich życiu i komplikacji... Tym bardziej, że obie są zupełnie różne - i nie chodzi tu tylko o kolor skóry.
Hetty ma o wiele silniejszy charakter niż Sara. Znosi więc o wiele pokorniej niż ona los, który ją spotyka. Do czasu... Z czasem jednak wraz z upływem lat i presję wywieraną na nią przez jej Maumę jej poglądy się zmieniają. Szelma z pokornej niewolnicy staje się buntowniczką, a jej buntowniczość często graniczy z brawurą. Trudno powiedzieć, która z bohaterek przypadła mi bardziej do gustu. Obie mają bardzo skomplikowaną osobowość, a co za tym idzie osobowość. Obie są także osobami, które są gotowe walczyć o swoją wolność i nie tylko. Są przede wszystkim przykładem silnych kobiet, które chcą być niezależne w świecie, który na to nie pozwala.

Autorka stworzyła książkę o tak skomplikowanej fabule, że aż trudno pokazać wszystkie aspekty tego utworu. I z tego także powodu ja ich wszystkich nie zamierzam przedstawiać. Dzieło p.Kidd trzeba po prostu poznać i odczuć na własnej skórze. To trudna zmuszająca do myślenia książka. Jednak to także piękna opowieść o przyjaźni i sile marzeń oraz niezależności. To utwór przy którym łezka zakręci się w oku, ale także utwór przy którego czytaniu uśmiech pojawi się na twarzy. Autorka pisze z gracją, poruszając serce czytelnika. Zdecydowała się na poprowadzenie akcji powieści przez ponad trzydzieści lat na skutek czego możemy być świadkiem przemian zachodzących w postaciach głównych bohaterek. Pani Sue nie zniża poziomu powieści aż do samego końca. Kończy tak ładnie jak zaczęła, a zaczęła świetnie.

Reasumując "Czarne skrzydła" to piękna, poruszająca, a przede wszystkim mądra i wartościowa książka. Warto pamiętać o tym, że autorka swoją książkę oparła na historii Sary Grimke - kobiety, która w XIX w. działała na rzecz kobiet i zaniechania niewolnictwa. To wszystko przedstawiła w swojej książce dodając oczywiście elementy fikcyjne. Nie mniej to czyni moim zdaniem tą książkę jeszcze bardziej fascynującą! Z pewnością nie jest to książka o której "ot tak" się zapomina. Styl pisania autorki, jej pomysł na fabułę nie pozwala zapomnieć o tej książce. Serdecznie polecam osobom poszukującym wartościowej, a przy tym ciekawej i zgrabnie napisanej książki. Książki o przyjaźni, pragnieniu szczęścia i sprawiedliwości, której warto szukać...

Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!
Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

sobota, 13 grudnia 2014

(316) Jego Wysokość Longin

Tytuł: Jego Wysokość Longin
Autor: Marcin Prokop
Wydawnictwo Znak Emotikon
Stron 162

Marcin Prokop to znany dziennikarz i choć nie jest przez każdego uwielbiany to jednak z całą pewnością ma szerzę wiernych fanów. Osobiście być może nie należę do tych najwierniejszych fanów, a jednak Marcin Prokop to osoba, którą lubię i szanuję. Co więcej chętnie oglądam programy przez niego prowadzone. W związku z tym, kiedy usłyszałam o książce przez niego napisanej stwierdziłam, że bardzo chętnie się z nią zapoznam. Pomimo tego, że "Jego Wysokość Longin" to dzieła skierowane raczej dla tych młodszych czytelników. Nie mniej uważam, że nawet ci starsi mogą coś dla siebie znaleźć w tej książce. Godzinka miłej, niezobowiązującej, a przy tym momentami pasjonującej lektury? O tak! To było coś czego potrzebowałam. 

Longin to zwykły chłopak. Choć jednak troszkę niezwykły... jest dużo wyższy niż jego koledzy i koleżanki. Ma także niezwykłą wyobraźnię, a jego życie w PRL - u wcale nie jest takie nudne i szare jakby się mogło wydawać dzisiejszym dzieciom. Ostatnio na lekcji polskiego u mnie w szkole wywiązała się dyskusja jak to było jak w telewizji leciały tylko dwa kanały... jak widać jakoś było można wtedy żyć. Longin ma niezwykle ciekawe i barwne życie. Pomimo tego, że często pakuje się w kłopoty ma ciepłą i kochającą rodzinę. Jego wyobraźnia i niecodzienne pomysły często pakują jego i jego znajomych w kłopoty. No, ale czego nie robi się dla dobrej zabawy i poczucia, że jest się fajnym? 

Marcin Prokop stworzył niezwykle ciepłą i przyjemną książkę. To książka dla tego starszego czytelnika na zaledwie godzinkę, dwie. Utwór, który powoduje uśmiech. Jednak najważniejsze jest to jakie emocje może wywołać w tych młodszych. Myślę, że jest to fajny sposób na pokazanie pociechom, że dobra zabawa wbrew pozorom nie kończy się wraz z wyłączeniem telewizora i komputera. Fajny sposób na pokazanie, że dobra zabawa zaczyna się właśnie wtedy. Wraz z wyjściem na dwór, przebywając z innymi osobami. To właśnie kontakt z innymi osobami jest wzbogacający, a nie tylko gra na komputerze i "lampienie" się w telewizor. A jak za oknem brzydka pogoda to warto sięgnąć po książkę, prawda? Bo musicie wiedzieć, że Longin lubi czytać. Troszkę mniej lubi jednak swojego młodszego braciszka... 

Longin to niezły rozrabiaka, który za pomocą swoich wybryków może spokojnie rozbudzić wyobraźnię niejednego dziecka. Mnie w tej książce ujęło pokazanie czasów PRL. Oczami dziecka, a jednak zawsze. Jest to pokazanie w bardzo fajny sposób rzeczywistości tamtych czasów, a co za tym idzie myślę, że może być to sposób na pokazanie tym najmłodszym jak to wyglądało życie, kiedy w sklepach nic nie było. To fajne pierwsze zaznajomienie dzieci z tym jak to wszyscy wylęgali do sklepów, kiedy coś do nich "rzucali" ;) A przy tym wszystkim historyjki związane z Longinem są wciągające, ciekawe i niejeden raz zabawne. 

"Jego Wysokość Longin" to książka, która z pewnością oczaruje niejedno dziecko. I być może trochę Was zadziwię, ale myślę, że i dorośli czytając tą książkę z dziećmi, niejeden raz się przy niej uśmiechną. Będzie to ciekawe wspomnienie ich dzieciństwa, a także opowieści ich rodziców. Marcin Prokop inspirując się swoim dzieciństwem dał tej książce dużo z siebie. Widać w niej bardzo wyraźnie jego przyjazny sposób bycia. Marcin Prokop pisze łatwo i ze swego rodzaju polotem. Z pewnością polecę tą książkę dla dzieci w moim otoczeniu. To krótko mówiąc bardzo przyjazna i pozytywna pozycja, idealna dla młodych czytelników :)

Moja ocena: Brak, ale z pewnością bardzo pozytywna! :) 

Za możliwość zapoznania się z twórczością Marcina Prokopa serdecznie dziękuję Wydawnictwu Znak! 

wtorek, 9 grudnia 2014

(315) Babskie fanaberie... czyli w cholerę z tym wszystkim!

Tytuł: Babskie fanaberie... czyli w cholerę z tym wszystkim!
Autor: Anna Witowska
Wydawnictwo Feeria
Stron 212

"Podejmij wyzwanie! Wyjdź naprzeciw swoim marzeniom!" Ania Witowska

"Babskie fanaberie... czyli w cholerę z tym wszystkim." to moim zdaniem tytuł dosyć ryzykowny... w końcu przynajmniej mi "fanaberie" nie kojarzą się z niczym dobrym. A jednak postanowiłam zaryzykować i przeczytać książkę Anny Witowskiej. Czy było warto? Z pewnością! Widzicie... ta książka to poradnik dla każdej osoby płci żeńskiej - dwudziestolatki, trzydziestolatki, czterdziestolatki i tak dalej, wiek nie odgrywa żadnej roli. To porady uniwersalne i jestem pewna, że każda z nas wyciągnie coś z tej książki. Gdyby chociaż zapamiętać choć jedną radę to było warto poświęcić tej książce tą odrobinę czasu. Ja zapamiętałam niejedną - stąd moja opinia, że było warto... Może któraś z Was także się skusi?

Ania Witowska to kobieta można powiedzieć doświadczona przez życie - jest trenerem osobistym, a w swojej książce przedstawia 47 porad dla każdej kobiety. Porad, ale także faktów dotyczących każdej kobiety. No dobra - może prawie każdej kobiety. Autorka przedstawia to w sposób dowcipny, zwięzły i dosyć wymowny. A najfajniejsze jest to, że te wszystkie 47 porad to krótkie historyjki i podpowiedzi jak żyć oraz jak sobie radzić. Bardzo spodobało mi się także to, że "po drodze" znajdują się z strony z zadaniami to wykonania. W książce znajdziemy takie "zagadnienia" jak wymówki, pieniądze, samotność, zmiany... i wiele, wiele innych. To wszystko tworzy niezwykle spójną i ciekawą całość.

Każda z nas z pewnością miała (lub będzie miała) w swoim życiu chwilę, kiedy uznała, że jest beznadziejna. Chwilę - czas, kiedy nic nam nie wychodzi, kiedy nic nie układa się po naszej myśli. Właśnie w takich chwilach, gdy mamy złe mniemanie o innych, a jeszcze gorsze o samych sobie warto sięgnąć po książkę "Babskie fanaberie...". Aż pewnego dnia przekonacie się, że Ania Witowska wraz ze swoją książką stała się dla Was kimś w rodzaju przyjaciółki i doradczyni. Podeszłam do tej książki w sposób dosyć specyficzny... Nie zamierzałam jej przeczytać "od już" od deski do deski, a wręcz przeciwnie. Dawkowałam ją sobie w rozsądnych dawkach, żeby jak najwięcej z niej zapamiętać. Choć muszę przyznać, że pomimo tego, że od jej przeczytania przeze mnie minął już dłuższy czas to jednak nadal często do niej zaglądam. To jedna z tych książek przy której relacja czytelnika i książki (jeśli w ogóle można o czymś takim mówić) nie opiera się po jej przeczytaniu tylko na oglądaniu jak prezentuje się na półce.

Ujmująca w tej książce jest także szczerość, która z nie bije. Autorka nie mądrzy się, ale za to nawiązuje z czytelnikiem bardzo fajny kontakt. Przez to ta książka nie ma aż tak wyraźnego wydźwięku monologu, którym niewątpliwie książki są. Pani Witowska jednak zadaje pytania, próbuje wczuć się w to co czytelnik czuje czytając dane słowo. Krótko mówiąc po prostu próbuje być w pewnym sensie obok nas. Zachęca i kusi, żeby zastanowić się nad tym co nas trapi, jakie są tego przyczyny i jak możemy temu zaradzić. W pewien sposób zmusza nas do dyskusji... i do myślenia, a jak wiadomo o problemach ludzie wolą racze zapominać niż myśleć. Tylko, że w tym wypadku mamy się zastanowić nad swoim życiem i nad poczuciem własnej wartości, a  z tym bywa różnie.

Mogliby się odezwać odnośnie tej książki osoby działające na rzecz ochrony środowiska, bowiem... można by spokojnie zmniejszyć objętość (pod względem stron) tej książki o połowę, gdyby nie fakt, że każde "zagadnienie" opisane zaledwie kilkoma zdaniami zajmujące niespełna połowę strony. Dla jednych będzie to więc wada, ale dla mnie, choć staram się dbać o środowisko jest to zaleta. Dzięki temu teksty zawarte w książce są przejrzyste i rzucają się w oczy. Przewijające się przez książkę obrazki dopełniają w bardzo przyjemny sposób całość.

"Babskie fanaberie... czyli w cholerę z tym wszystkim!" to książka, którą powinna posiadać każda kobieta. Jest przejrzyście i szczerze napisana. Autorka niczego nie owija w bawełnę i pokazuje życie takim jakie jest następne. W dodatku wchodzi w bliską relację z czytelnikiem. Nie prowadzi nie wiadomo jak długich wywodów... pisze krótko, a dobitnie. Potrafi dotrzeć do czytelnika za pomocą słów na papierze. Cała książka tworzy bardzo ładną całość - obrazki, teksty i zadania. Ania Witowska stworzyła dzieło, które może, ale nie musi coś zmienić w naszym. Jednak z całą pewnością jest to książka z którą warto się zapoznać. Chociażby przejrzeć... tu nie chodzi o to, żeby przeczytać ją od deski do deski. Chodzi o to, żeby coś z tej książki wyciągnąć... Skusicie się? A nuż coś odmieni w Waszym życiu?

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!
Za możliwość poznania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

poniedziałek, 17 listopada 2014

(314) Zostań, jeśli kochasz

Tytuł: Zostań jeśli kochasz (dawniej: "Jeśli zostanę")
Autor: Gayle Forman
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 245

"„Uświadamiam sobie nagle, że umieranie jest proste. To życie jest trudne.”"* 

O książce "Zostań jeśli kochasz" zrobiło się naprawdę głośno, kiedy na ekranach kin pojawił się film, Pomimo tego ja już wcześniej dużo o niej słyszałam - wtedy jeszcze pod tytułem "Jeśli zostanę". Jednak dopiero teraz nadszedł czas i okazja, żeby ją przeczytać. I wiecie co? Było warto. "Zostań jeśli kochasz" to piękna, subtelna powieść, która jednak nie powaliła mnie od razu na kolana. Nie powaliła na kolana, ale za to chwyciła za serce... A przecież właśnie o to chodzi, prawda? Subtelność jest z jednej strony zaletą tej książki, a z drugiej maleńką wadą. Zacznijmy jednak od początku...

Wypadek. Co sekundę w wypadku samochodowym ginie na świecie jedna osoba. W wyniku wypadku w którym bierze udział Mia giną jej rodzice oraz brat. A ta siedemnastoletnia dziewczyna ląduje w szpitalu - zapada w śpiączkę. Musicie zrozumieć jedną rzecz... To nie jest książka o dziewczynie, która jest najpiękniejsza, najmądrzejsza, ma najfajniejszego chłopaka i najbogatszych rodziców. To książka o dziewczynie, która miała poczucie bezpieczeństwa, kochającą rodzinę, chłopaka, swoją wiolonczelę i plany na przyszłość. Jednak czy chłopak, wiolonczela i marzenia o przyszłości w przypadku kiedy tracicie najważniejsze w swoim życiu osoby ma jeszcze jakieś znaczenie? Mia staje przed wyborem: Podjąć walkę o odzyskanie przytomności czy po prostu umrzeć? Nasuwa mi się tu na myśl monolog Hamleta, a szczególnie jeden jego fragment: 

"Umrzeć - usnąć - 
Spać - i śnić może? Ha, tu się pojawia 
Przeszkoda: jakie mogą nas nawiedzić
Sny w drzemce śmierci, gdy ścichnie za nami
Doczesny zamęt?" 

Myślę, że większość z nas nie podjęłaby automatycznie wyboru - "Chcę żyć" ani "Chcę umrzeć". Myślę, że takie szybkie podjęcie decyzji tego typu graniczyłoby z brawurą, a może byłaby to po prostu odwaga? Główna bohaterka tej książki nie chce tej brawury, nie wykazuje tej odwagi. Zwleka z decyzją. Obawa przed tym co czeka ją jeśli się wybudzi, ból po stracie najbliższych sobie osób mam wrażenie, że zamazuje / zasłania w umyśle Mii to co jej jeszcze zostało. Tylko, że... jest to dla mnie zupełnie zrozumiałe. Kiedy piszę tą recenzję emocje, które odczuwałam podczas czytania tej książki odżywają... to naprawdę przejmująca, wspaniała książka i czuję to cały czas. Przedstawienie rozterek Mii i pokazanie podczas wspominania przez tą niepozorną siedemnastolatkę swojego życia było świetnym zabiegiem. W ten sposób możemy poznać życie Mii przed wypadkiem, a co za tym idzie w związku z tym zrozumieć jej ból i to na czym polega. Możemy zobaczyć co się zmieniło w jej życiu i co straciła. Jednak nie tylko to jest poruszające... poruszające jest także to jak Mia patrzy na to co obecnie dzieje się wokół niej. Przebywa poza swoim ciałem, jest obserwatorem. Widzi ból swoich dziadków, chłopaka... to o czym marzyła, widzi swoje plany o której realizacji tylko ona może zdecydować. To wszystko rzutuje na jej decyzję.

"Zostań, jeśli kochasz" to jednak książka pokazująca nie tylko aspekt decyzji przed jaką staje Mia, ale także pokazania miłości w rodzinie Mii, miłości Adama do Mii, pragnień, marzeń, ambicji - tych spełnionych i niespełnionych. Wiem, że w blogosferze pojawiały się opinie, że to odrobinę banalna książka, ale mnie ona swą prostotą własne urzekła. To naprawdę prosta historia, która pokazuje piękno życia, wartości, które będą liczyły się zawsze no i tą nieuchronną konieczność dokonywania wyborów. Dzieło Gayle Forman to jednak także dawka humoru i uśmiechu. To zderzenie teraźniejszości i przeszłości z myślą o przyszłości. 

Prosty język, ciekawi bohaterowie, żywe i mocne emocje... - taka właśnie jest w moim odczucia ta książka. Piękna w swojej prostocie. Nieidealna, a jednak wspaniała. Poruszająca, zmuszająca do myślenia. W książce pojawia się wiele wątków, które w sposób idealny są ze sobą przeplatane. Mogłabym tu jeszcze dyskutować na temat nowego tytułu... ale w moim odczuciu ta książka pozostanie jednak utworem o nazwie: "Jeśli zostanę". W końcu to właśnie to pytanie ("Jak będzie wyglądało moje życie, jeśli zostanę?") jest siłą napędową tej książki. Rodzina, miłość, przyjaźń, nadzieja - to tylko niektóre elementy tej powieści. Można by rzec, że każdy znajdzie w niej coś dla siebie.

Pewnie - znajdzie się grupa osób, którzy odbiorą tą książkę jako pustą historyjkę, ale dla mnie ta książka jest czymś więcej. To książka napakowana emocjami - żalem, rozpaczą, miłością, nadzieją. Jest momentami niełatwą lekturą. Niełatwą, ale wartościową. Ambitną. Nie każdy musi polubić bohaterów, ale to po prostu przeciętni ludzie. Warto się jednak zastanowić nad tym czy przeciętny oznacza zły? Moim zdaniem nie. "Zostań, jeśli kochasz" to idealna książka na długi, jesienny wieczór. Gayle Forman stworzyła książkę, która po prostu wzrusza... A Wy? Postanowicie wystawić swoje serce na drżenie podczas jej czytania? 

*Cytat "Zostań jeśli kochasz" Gayle Forman

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!
Za możliwość poznania tej historii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

wtorek, 11 listopada 2014

(313) Ksin. Początek.

Tytuł: Ksin. Początek.
Saga o Kotołaku (#1)
Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 368
Sama nie wiem co mam napisać na temat tej książki... Mam tak mieszane uczucia. Więc może zacznę po prostu od początku? Tak, tak będzie najlepiej. Saga o Kotołoku to saga, której historia kształtuje się już ponad ćwierć wieku! Jednak dopiero jej wznowienie spowodowało, że po nią sięgnęłam. A może przyczyną tego jest po prostu fakt, że dopiero teraz o niej usłyszałam? A szkoda, bo choć mam wobec niej mieszane uczucia szczególnie przez jeden fakt o którym wspomnę później to jednak jest to naprawdę dobra dawka literatury fantasy. Świat stworzony przez autora jest dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe, a sceny w książce naprawdę porażają. A jednak jest coś co mnie od tej książki odrzuca, ale o tym później...

Akcja tej powieści toczy się dwutorowo. Jeden tor to wydarzenia w obliczu których staje kotołak - Ksin. Śmierć swojej opiekunki zmusza go do opuszczenia Puszczy Upiorów i wyruszenia do miasta. Po drodze z rąk złoczyńców ratuje Hanti, która znajduje się w niezłych tarapatach. Szybko jednak zaczyna łączyć ich... sex. Fakt faktem, że ich relacje świadczą także o jakiś głębszych uczuciach, a jednak to ten aspekt seksu się przebija. Nie - nie ma tu scen na miarę Grey'a. Są tu raczej wzmianki o tym, że zaczęli uprawiać seks. Dużo jest wzmianek na ten temat, które moim zdaniem są niepotrzebne... A uprawianie seksu z kotem (ekhem...)... Może ja po prostu nie rozumiem powieści fantasy? To jest bardzo możliwe! Drugi tor tej powieści to wydarzenia dziejące się w okół czarodzieja Galiona, a tak naprawdę wokół córki kupca Aspai. Jakby na niepokorną córkę przystało Aspaja postanawia wyrwać się spod władzy ojca i uciec z domu. Z pomocą ma jej przyjść właśnie Galion. Trzeba przyznać, że ta dziewczyna jest chytra i przebiegła, a jednak nie tak bardzo jak wymaga tego sytuacja. Są chytrzejsi od niej, a ona będzie musiała ponieść tego konsekwencje. Szkoda tylko, że ucierpią także inne osoby...(i znowu sex...).

Jest w tej książce jednak bohater, która da się lubić i jest nim Ksin. Z początku wiemy o nim niewiele, a jednak później w miarę toczenia się powieści wszystko zaczyna się wyjaśniać, a elementy układanki zaczynają się układać w logiczną i ładnie wyglądającą całość. Jak możemy przeczytać już z tyłu okładki Ksin jest dzieckiem klątwy, zdrady i obsesji. Pomimo tych trzech "przywar" próbuje walczyć ze swoją naturą, która nie jest zbyt... potulna. Oddanie Starej Kobiety, która się nim opiekowała, a w późniejszym czasie oddanie zbiegłej dziewczyny z domu publicznego o imieniu Hanti powoduje, że Ksin potrafi zdusić w sobie kotołaka. Zdusić kotołaka a obudzić człowieka, który jest w stanie walczyć o dobro i w obronie osób słabszych. Nasuwa mi się tu myśl o rycerskich bohaterach...

Widzicie... staram się z lektury każdej książki wyciągnąć jak najwięcej. Pomimo tego, że jest zniesmaczona tym, że pod koniec każdego rozdziału pojawia się wzmianka na temat seksu, a przy tym mało jest tu uczuć to jednak ta książka ma także swe dobre strony. Trzeba przyznać, że biją  z niej bardzo silne emocje... namiętność, złość, nienawiść, strach, zło. To wszystko składa się na niezwykle realny świat, który próbował stworzyć autor. Sceny są mocne, momentami odrażające. A jednak chyba większość z nas ma w sobie pewną przekorę, która powoduje, że pomimo tego, że mamy ochotę odłożyć taką książkę na bok to jednak czytamy dalej. Osobiście mam w sobie taką przekorę, ale pomimo tego czasami musiałam ochłonąć. Już sama okładka sugeruje czytelnikowi, że nie jest to grzeczna, miła bajeczka. To po prostu książka z pazurem, która pomimo wielu niezwykłych stworzeń, które się przez nią przewijają nie powoduje śmiechu.

Pan Konrad T. Lewandowski pisze ze swego rodzaju kunsztem literackim. Podczas czytania wyraźnie odczuwałam to, że to doświadczony pisarz, który zna swoje pióro, a w którego głowie jest już jasno przedstawiona cała fabuła książki. Ten świat jest "jego" od początku do końca i to czuć na każdej stronie kartki. Myślę, że jestem bliska oczarowaniu przez tę serię... zobaczymy jak to będzie dalej. Jestem pewna, że chcę kontynuować tą znajomość z sympatycznym, choć groźnym kotołakiem. Ta książka pokazuje zawiść i to do czego potrafi doprowadzić oraz interesowność. To tak naprawdę przykry obraz tego jacy są ludzie - oczywiście mam na tu na myśli tą ciemniejszą stronę.

"Ksin. Początek" to bez wątpienia dobry początek tej sagi. Dobry, a jednak moim zdaniem nie znakomity. Nie uważam się za znawczynię powieści fantasy, ale pomijając te nieszczęsne "zbliżenia" uważam, że ta książka jest bardzo dobra pod względem fabuły jak i bohaterów. Akcja jest wartka, a co najważniejsze nie nudzi. Pan Lewandowski ma talent, a ja dziwię się tylko i żałuję, że tak późno natrafiłam na jego sagę. Ta książka to dobry przedsmak tego co będzie potem, a ja pomimo tych kilku niedogodnień chętnie zasmakuję się w dalszych częściach. Myślę, że dla fanów fantastyki będzie to prawdziwa gratka. Ja jeszcze dla tych najzacieklejszych fanów nie należę, ale i tak polecam! W końcu ta książka to powieść wielowarstwowa - powieść godna uwagi.


Moja ocena 7+/10 Bardzo dobry z plusem!


Za możliwość zapoznania się z kunsztem p.Lewandowskiego serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

środa, 5 listopada 2014

(312) Wieczna wiosna

Tytuł: Wieczna wiosna
Autor: Katarzyna Zyskowska - Ignaciak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 352

Macie czasami tak, że uznajecie jakąś książkę za arcydzieło, a jednak pomimo tego chcecie o niej zapomnieć? Mi taka sytuacja zdarzyła się jeden raz. A jak pewnie się domyślacie wydarzyło się to właśnie za sprawą książki pani Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak, autorki książki "Wieczna wiosna". Z pewnością nie tego się nie spodziewałam... nie spodziewałam się tak przejmującej, napawającej nadzieją, a z drugiej strony dołującej książki. Powieść p.Ignasiak do głębi mną poruszyła, a jednak... pomimo tego wolałabym chyba o niej zapomnieć. Bo choć jest bardzo pouczającą i wzbogacającą lekturą to jednak pokazuje też szarość życia, mówi o przemijaniu. A jak wiadomo nie każdy lubi takie książki... Myślałam, że to będzie lekka, niezobowiązująca lektura. Myliłam się i to bardzo.

Zaczyna się dość niepozornie... Wizyta w gabinecie lekarskim, rozmyślania przyjaciół. I diagnoza. Rak. Chemioterapia. Mastektomia.Wyrok. Życiu głównej bohaterki Łucji już od dawna brakuje wigoru, radości, szczęścia i miłości. Jest mężatką od ponad 20 lat, ale tak naprawdę jej związek jest o wielu lat tylko i wyłącznie fikcją. Z mężem nauczyli się żyć obok siebie, dzielą jeden dom i tylko to. Z pozoru idealna rodzina, idealne życie. "Mają piękny dom, pełne konto, jeżdżą na zagraniczne wakacje, a w garażu stoją dwa drogie samochody..."* Jednak nie na tym opiera się miłość. Każdy z nich ma własne życie, Jedno ich łączy... Są tacy bezradni. Są ze sobą ze względu na dzieci, które i tak wyfrunęły już z gniazda. Żadne z nich nie potrafi powiedzieć dosyć. Nie potrafi powiedzieć, że chce być szczęśliwy. Może Łucja w obliczu choroby wreszcie zrobi ten krok na przód? Zawalczy o swoje szczęście? Czy zdecyduje się na ten milowy krok naprzód, żeby spędzić resztę życia z człowiekiem, który jest światełkiem w tunelu jej życia? Czas pokaże...

Dla Łucji teoretycznie życie się skończyło. I teoretycznie nic dobrego już w jej życiu nie czeka... Jednak tylko teoretycznie, bo tak naprawdę wszystko zależy od niej samej. Żyje w pewnego rodzaju zawieszeniu obok swojego męża Marka, znanego lekarza. Jej dzieci są już dorosłe, a w jej głowie zostało po latach tylko mgliste wspomnienie po studiach - zresztą nieukończonych na Akademii Sztuk Pięknych. Jej życie jest poukładane, ale kiedy dowiaduje się jak ciężko jest chora jej życie rozpada się na milion malutkich kawałeczków. Ta czterdziestoparoletnia kobieta myśli, że w jej życiu nie ma już miejsca ani czasu na wielkie uczucia i szczęście. Pomimo tego spotyka ją miłe zaskoczenie... Autorka w swej książce pokazuje chorobę, smutek, żal, nieszczęście i zachowania ludzi w obliczu tego wszystkiego. Wnika i w pewien sposób analizuje. Skłania do refleksji nad własnym życiem. Bohaterzy to postacie realistyczne, nieidealni, czyli tacy jakich lubię.

Wiecie jak w moim odczuciu można opisać w trzech słowach tą książkę? Bardzo prosto. Powiedziałabym o niej po prostu krótko: "genialny wampir energetyczny". A do tego mogłyby jeszcze dołączyć takie określenia jak arcydzieło, wciągająca, wyżuwająca z emocji i wiele innych. W naszym życiu każdego dnia podejmujemy wybory - nawet w chwilach kiedy nie stajemy sobie z tego sprawy. Łucja także staje przed wieloma wyborami... Wyborami, które we mnie wywołały wielkie emocje. I ja musiałam dokonać wyboru - pójść spać czy skończyć czytać "Wieczną wiosną". Wybór był prosty... w końcu gdybym nie skończyła to nie mogłabym zasnąć. Oczywiście, jeśli pominiemy fakt, że potem od natłoku emocji i tak nie mogłam zasnąć. Ta książka wciąga i uzależnia. 

"Wieczna wiosna" to po prostu P-E-R-E-Ł-K-A. Perełka, która `jest tak dobrze i zgrabnie napisana, że autorka przelewa na czytelnika emocje, które towarzyszą bohaterom. Ale warto/trzeba zaznaczyć jedną rzecz. Ta książka nie jest przesadzona, a wszystko w niej jest wyważone. Widać już na pierwszy rzut oka, że p.Katarzyna nie chciała napisać banalnej historii, a raczej ambitną książkę, która trafi do czytelnika... i na długo zostanie w pamięci. A może w życiu niektórych osób coś zmieni? Autorka pokazuje prawdziwe oblicze świata, a także to, że to jak będzie wyglądało nasze życie zależy od NAS. Nigdy nie jest za późno na miłość, nigdy nie jest za późno na to, żeby zmienić coś w swoim życiu, nigdy nie jest za późno na to, żeby zawalczyć o swoje szczęście. Jednak to także książka o przemijaniu... temacie smutnym, często temacie tabu, a jednak autorka nie boi się zanurzać w te wszystkie aspekty życia. Może to przez to, że jest z wykształcenia dziennikarką? Oby więcej było takich dziennikarko - pisarek.

Jak widzicie ta recenzja to same "achy i ochy", ale nie bez powodu. Moim zdaniem ta książka naprawdę na to zasługuje. Na to i na wiele więcej. Katarzyna Zyskowska - Ignaciak stworzyła wspaniałą i piękną opowieść w każdym calu, w każdym najmniejszym szczególe. Nie ma nawet słów, które mogłyby to opisać. "Wieczną wiosnę" polecam wszystkim, którzy poszukują ambitnych i wartościowych lektur. Takich z którymi naprawdę warto się zapoznać. To poruszające, napisane pięknym, barwnym językiem dzieło. Wiem, że jest to książka do której wrócę jeszcze niejeden raz... Polecam!!! W końcu nie może być inaczej - "Wieczna wiosna" to powieść, która zabiera swojego czytelnika w niezwykłą podróż literacką, wzbudza łzy, radość i uśmiech. Jest kwintesencją tego co w literaturze najlepsze... Autorka w świetny sposób zaczyna tą książkę i w równie świetny oraz zgrabny ją kończy.

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość spędzenia wspaniałych, choć momentami przykrych chwil z tą książką dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

niedziela, 2 listopada 2014

(311) Niepokorne. Eliza.

Tytuł: Niepokorne. Eliza.
Seria: Niepokorne (#1)
Autor: Agnieszka Wojdowicz
Wydawnictwo Literackie
Stron 368

"Niepokorne. Eliza" to początek trylogii napisanej przez polską autorkę - Agnieszkę Wojdowicz. Opowiada o trzech niepokornych kobietach. Kobietach, które są gotowe sprzeciwiać się panującym mezaliansom, walczyć o swoje marzenia i szczęście. Chcą pokazać na co je stać i, że są warte o wiele więcej niż może wydawać się innym. Trzy kobiety - trzy historie, a każda z nich inna. Łączy ich jedynie niepokorność, swego rodzaju bunt. A w tle tego wszystkiego Kraków w 1894 roku. A to wszystko opisane w zgrabny, ciekawy i przemyślany sposób. No, ale w końcu po polonistce nie było można spodziewać się niczego innego.

Eliza jako jedna z pierwszych kobiet dostaje się na Uniwersytet Jagieloński. Chce zdobyć wykształcenie farmaceutyczne i stać się młodą, niezależną kobietą, która będzie mogła być oparciem dla swojej rodziny. Życie mocno ją doświadczyło, a jednak to dopiero początek... Już na początku swej podróży do Krakowa natrafia na trudności, które będą się za nią jeszcze długo ciągnęły... A może doprowadzą ją aż do szczęścia? Co prawda tytuł może nam sugerować, że to o niej będzie w szczególności opowiadała ta książka, a jednak to tylko swego rodzaju "zmyłka". Drugą ważną postacią jest żydówka - Judyta Schreiber. Dziewczyna wdaje się w romans z malarzem, lecz szybko spotyka ją rozczarowanie. Postanawia uciec z domu, aby podążać za swoimi marzeniami. Chce zostać malarką, co na tamtejsze realia okazuje się trudniejsze niż myślała. Szybko zderza się z ponurą rzeczywistością. Trzecią dziewczyną jest Klara - młoda emancypantka. Pomimo tego, że ma z pozoru prawie wszystko cały czas toczy walką o swą wolność. Prowadzi nieustanny bój ze swoim ojcem. Chce żyć inaczej niż widzi to ojciec. Czy wygra tą walkę? "Niepokorne. Eliza" to książka o tej walce. Napisana w sposób niezwykle ciekawy przedstawia nam te trzy postacie.

Po Wydawnictwie Nasza Księgarnia oczekiwałam naprawdę dobrej lektury. Już okładka świadczyła o tym, że ta książka będzie wciągającą. Jednak nie oczekiwałam aż tak dobrej lektury. Spotkało mnie jednak miłe zaskoczenie! Głównymi bohaterkami tej książki jest Judyta i Eliza. Klara jest jak na razie tak naprawdę tylko łącznikiem między nimi. Książka jest przeplatana ich historiami, choć trzeba przyznać, że ta część "Elizowa" góruje. I myślę, że to było bardzo dobre posunięcie. Młoda studentka jest rozważna, rozsądna i spokojna. Początek serii Agnieszki Wojdowicz opowiada op jej początkach w Krakowie, jej odczuciach, problemach z przestępcami oraz z pewnym przystojnym oficerem. A to wszystko robi w sposób przemyślany i co najważniejsze: nieprzesłodzony. Autorka potrafi wyważyć doznania, a poza tym wciągnąć czytelnika.

Rzecz się dzieje pod koniec XIX w. w Krakowie i muszę przyznać, że autorka świetnie oddała klimat tamtego czasu. Co więcej historia przez nią opowiedziana jest dobrze osadzona w realiach historycznych, a to w takiej powieści także jest bardzo ważne. Uwarunkowania społeczne są ważną częścią składową tej książki, a zgrabne ich opisania przez autorkę pozwala wczuć się w historię bohaterek, a przede wszystkim je zrozumieć. To w końcu nie są rozpaskudzone dziewczynki tylko młode kobiety, które chcą do czegoś dojść. Które chcą być niezależne względem mężczyzn. O kobietach, które chcą mieć w pływ na swoje życie i o nim decydować. Jednak to także książka o uprzedzeniach i ich przykrych skutkach, 

Agnieszka Wojdowicz stworzyła książkę niezwykle intrygującą i ciepłą. Książkę, która pochłonęła mnie na kilka godzin. Książkę, która nie jest infantylna, a w której opisana historia nie jest cukierkowa. Wątek miłosny w niej przedstawiony jest delikatny, subtelny, zgrabny i jakby gdzieś w tyle. Ta historia nie skupia się na miłości, a raczej na trudnej drodze do spełniania marzeń. Opowiada o tym jak ważne jest to, żeby się nie poddawać. Jest bardzo dojrzała, a choć czasy w niej opisane są nam dosyć odległe to jednak i w dzisiejszym społeczeństwie można zauważyć pewne (czasami bardzo przykre) zależności.

"Niepokorne. Eliza" to świetny początek tej serii. To książka pełna ciepła i swoistego uroku napisana przez polską autorkę. Książka o niesamowitych, silnych kobietach, które są gotowe walczyć o swoje szczęście i nie zamierzają się poddawać w drodze do samorealizacji i realizacji swoich marzeń... Pani Agnieszka Wojdowicz oczarowała mnie swoim stylem pisania. Stylem, który jest pełen gracji i uroku. Książka opowiadająca o trzech kobietach, które chcą osiągnąć rzeczy, które w tamtych czasach wydają się wręcz niemożliwe. To powieść przemyślana w każdym najdrobniejszym szczególe - od A do Z. Po prostu świetna. Serdecznie polecam!

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

wtorek, 21 października 2014

(310) Franciszek. Papież ludzi.

Tytuł: Franciszek. Papież ludzi.
Autor: Evangelina Himitian
Wydawnictwo Literackie
Stron 340

"Chcę Kościoła ubogiego dla ubogich."
Papież Franciszek

"Habemus papam!" te słowa rozbrzmiały 13 marca 2013 roku informując cały świat o radosnej nowinie. Papież został wybrany, a wybór okazał się być dość zaskakujący. Jorge Mario Bergoglia - papież Franciszek był jak dotąd postacią mało znaną. Pomimo tego jego wybór według wielu zapowiada nową erę w historii Kościoła. Jak można się pewno domyślić od razu pojawiła się "moda" na książki o nowym papieżu. Jednak książka Evangelini Himitan nie jest zwykłym dokumentem, a raczej swego rodzaju świadectwem. Autorka przedstawia postać papieża Franciszka rzetelnie, okiem dziennikarza, ale także zwykłej kobiety, która miała kontakt z jego życzliwością. To nie tylko opowieść o jego tytułach, ale także o uwarunkowaniach społecznych, jego rodzinie, przyjaciołach, o życiu wielkiego człowieka, który postanowił stać się ubogim dla ubogich. 

Widzicie... wyznaję zasadę, że trzeba wiedzieć co się dzieje na świecie. W pogoni za tą myślą stwierdziłam, że wypada wiedzieć co nieco o papieżu. Z pomocą przyszło mi Wydawnictwo Literackie wraz z książką "Franciszek. Papież ludzi". Wyglądała dosyć konkretnie, a i opis dawał nadzieję na dawkę dobrej literatury z której dodatku mogę się dużo dowiedzieć. No i nie myliłam się. Sięgniecie po książkę Evangelini Himitan było naprawdę dobrym wyborem. Autorka - dziennikarka z wieloletnim doświadczeniem pisze o papieżu w sposób niezwykle lekki. Nie przedstawia go tylko jako kapłana, ale także jako zwykłego człowieka...

Trudno to opisać, ale ta książka jest napisana z taką swego rodzaju czułością, a jednocześnie pewnym dystansem. Pani Himitan zna osobiście papieża Franciszka z czasów kiedy nim jeszcze nie był. W swojej książce pokazuje wszystkie aspekty, które go kształtowały przez lata. Poczynając od bliskiej relacji z babcią po doświadczenia zyskiwane już podczas pracy arcybiskupa. O.Bergoglia zmieniał przez lat swoją pozycję w Kościele jak i znaczenie. Piękne jednak jest to, że bez względu na tym czy był zwykłym księdzem, prowincjałem, kardynałem czy arcybiskupem zawsze miał wielkie serce dla biednych, słabszych od siebie. Dla tych, którzy codziennie potrzebują naszej pomocy. Potrafił być prawdziwym przyjacielem i opoką. Zresztą objęcie przez niego najważniejszej funkcji w Kościele tego nie zmieniło. Nadal potrafi uniżyć się poziomu innych ludzi, znaleźć czas dla swoich przyjaciół. To takie drobne, ale niezwykle ważne i piękne rzeczy, A właśnie o tych małych z pozoru nic nieznaczących rzeczach, które tak naprawdę okazują się wielkimi w wykonaniu papieża Franciszka mówi ta książka.

To ważny, a jednak nie jedyny aspekt tej książki. Evangelina Himitian pokazuje czas przemian społecznych, dyktatury i wydarzenia ważne dla Argentyny i Ameryki Łacińskiej oraz rolę i stosunek wobec takie wszystkiego papieża. Jednak autorki nie interesują tylko czasy przeszłe i teraźniejsze, ale również przyszłość w której na papieża Franciszka czeka wiele wyzwań. Przedstawia główne aspekty jego pontyfikatu oraz wyzwania które na niego czekają. Krótko mówiąc przedstawia całą jego drogę życiową opartą na bliskiej relacji z Bogiem. A także jej przyszłość... Jestem naprawdę ciekawa jak to się dalej potoczy. Ta książka rozbudza ciekawość. Opowiada o człowieku -  jezuicie, który jeździł autobusem, a zamiast okazałej rezydencji wolał skromny pokój. O człowieku, który wierzy w pokój między odmiennymi wyznaniami religijnymi.

"Franciszek. Papież ludzi" to książka, która została naprawdę solidnie napisana. Jednocześnie czyta ją się tak jakby to była po prostu pogawędka ze znajomym, niezobowiązująca opowieść. Evangelini Himitan ma bez wątpienia talent. Może to jest spowodowane faktem, że papież wywarł na niej jeszcze przed konklawe niezwykłe wrażenie. Ta książka to ambitne źródło wiedzy napisane z pasją, a informacje w niej zawarte są ułożone w logiczny ciąg, Jej lektura była dla mnie przyjemnością i dzięki temu dowiedziałam się naprawdę wielu rzeczy. Autorka w dodatku rozbudziła moją ciekawość związaną z postacią nowego papieża. Kto wie - może Evangelini Himitan pokusi się za kilka lat o książkę na temat jego pontyfikatu? Byłoby świetnie! Polecam także dla osób, które nie są zagorzałymi katolikami. Warto wiedzieć co nieco na temat ludzi, którzy mają na tym świecie znaczenie... A przynajmniej się z nim opatrzyć, a ta książka daje tą możliwość poprzez zdjęcia.

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!
                                                   

niedziela, 19 października 2014

(309) Posłaniec

Tytuł: Posłaniec
Autor: Markus Zusak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 346

"A jeżeli facet taki jak ty potrafi się podnieść i zrobić to, co ty zrobiłeś dla tych ludzi, to może każdy będzie w stanie. Może każdy zdoła się wznieść ponad swoje ograniczenia."*

Gracie w karty? A co gdyby pewnego dnia Wasza gra w karty obróciła się przeciwko Wam? Gdyby Wasza nijakość obróciła się przeciwko Wam... Ed Kennedy jest zwykłym, pospolitym taksówkarzem bez ambicji i większych pragnień. Pewnego dnia otrzymuje pierwszą wiadomość... As karo zaczyna jego przygodę, prowadzi do zmian. Stawia przed nim pierwsze zadania, wyzwania i niepokoi. A potem pojawiają się kolejne karty... Gra staje się coraz bardziej skomplikowana, zadania coraz trudniejsze, a strach coraz większy, Ed zaczyna pytać innych oraz samego siebie... Dlaczego ja? Kto jest panem tej gry? Do czego to ma prowadzić? A przede wszystkim... Czy dam radę? Co się stanie jeśli mi się nie uda? Będzie źle... Ale przecież nie ma rzeczy niemożliwych, prawda? 

"Posłaniec" to książka Markusa Zusaka - autora, którego ja uwielbiam, którego jestem wielką fanką. A to wszystko przez jego książkę "Złodziejka książek" (recenzja), która szczerze mnie zachwyciła. Czytałam ją w okolicznościach dosyć nieprzyjemnych, a jednak wywołała na mnie piorunujące wrażenie. Kiedy pojawiła się dla mnie możliwość przeczytania innej książki Markusa Zusaka stwierdziłam, że jestem szczęściarą. Choć z drugiej strony... pojawił się niepokój. No bo co jeśli tym razem się zawiodę? Co jeśli "Posłaniec" spowoduje jakieś odchylenia na mojej opinii na temat tego autora? Na szczęście p.Zusak nie jest jednym z tych autorów, którzy mają na swoim koncie dwadzieścia dobrych, ale nie genialnych książek. To jeden z tych autorów, który ma w swoim pisarskim dorobku kilka książek, ale takich, które się wyróżniają i, które są naprawdę warte przeczytania. "Posłaniec" udowodnił mi, a raczej potwierdził, że Markus Zusak ma świetne pióro, niezwykłą wyobraźnię i przede wszystkim... talent.

"Wstałem i zszedłem po schodach. Wolę gonić za słońcem, niż na nie czekać."*

Już na pierwszych stronach tej powieści poznajemy Eda - przeciętnego taksówkarza. Bohater tej książki jest naprawdę przeciętny... nie ma żadnych ukrytych mocy ani nic takiego. Żyje w brudnym, biednym mieście, na jego przedmieściu. W miejscu życia ludzi bez ambicji, których nic już nie czeka. Jego matka przy każdej możliwej okazji daje mu odczuć jak bardzo go nienawidzi... A jego jedynym towarzyszem życia jest Odźwierny - brudny i śmierdzący pies. Mieszkają razem w równie uroczej ruderze. Codziennie patrzy jak Audrey - dziewczyna, którą kocha spotyka się z innym facetem. A nie z nim. Pewnego dnia niechcący powstrzymuje napad na bank... Ed jeszcze tego nie wie, ale to wtedy pojawia się nadzieja na to, że coś może się zmienić w jego życia. Szansa na to znikoma, ale zawsze jakaś. Zostaje wybrany na Posłańca - ma ulżyć cierpiącym, czasami przez swoje własne cierpienie... Komuś może się wydać, że jest to raczej praca niewdzięczna, ale Ed szybko się przekonuje, że choć to praca trudna, ciężka to jednak niesie korzyści nie tylko dla jego "klientów". Teraz tylko pozostaje znaleźć odpowiedź na pytanie... kto za tym stoi.

Autor prowadzi akcję w taki sposób, że czytelnik nie może się domyślić co wydarzy się dalej... Ta książka to zagadki, niespodziewane zwroty akcji. A główny bohater szybko staje się naszym przyjacielem. Sposób narracji jak i cała historia jest niesamowity. Ed jest narratorem i prowadzi z czytelnikiem swego rodzaju rozmowę, która tylko napędzała u mnie chęć dalszego czytania tej powieści! Podczas jej czytania czułam się jakbym gdzieś biegła, prowadziła gonitwę z czasem. Czas w tej książce biegnie nieubłaganie. Narracja w czasie teraźniejszym jest dosyć rzadko spotykana, ale Markus Zusak śmiało po nią sięgnął i to się bez wątpienia opłaciło!

"Posłaniec" to książka z początku niepokojąca i przygnębiająca. Jest szaro i smutno... Potem to wszystko dzięki roli Posłańca nabiera powoli kolorów. I przez to ta książka jest wstrząsająca. Mogłam się tego spodziewać... bo przecież już "Złodziejka książek" wywarła na mnie takie wrażenie. A jednak ta książka także mnie zaskoczyła. Jest ciekawie, zgrabnie napisana. Ona intryguje i wciąga. Markus Zusak po raz kolejny stworzył niebanalną książkę, która jest swego rodzaju wiadomością dla nas samych. Pokazuje, że każdy z nas może odmienić swoje życie... na zmiany, nawet te wielkie wbrew pozorom nigdy nie jest za późno. Warto się zastanowić nad odpowiedziami na pytanie: Jak wygląda moje życie? Kim/gdzie będę za dziesięć lat? Czy coś się zmieni? Czy jestem szczęśliwy i dumny z powodu ? Dokąd zmierzam? 

"Wkrótce ona mówi:
– Jesteś moim najlepszym przyjacielem, Ed.
– Wiem.
Mężczyznę można zabić takimi słowami.
Bez pistoletu.
Bez kul.
Tylko słowa i dziewczyna."*

Markus Zusak daje nam impuls do zatrzymania się i zastanowieniem się nad swoim życiem. A robi to za pomocą "Posłańca" - książki wciągającej, zaskakującej i niebanalnej. Książki, która mnie oczarowała i porwała na kilka godzin. Ale ostrzegam... to książka momentami przygnębiająca, która jednak daje nadzieję na zmiany. Jest to pozycja idealna nie tylko dla fanów "Złodziejki książek". To powieść, która na długo pozostaje w pamięci... Uwiera, niepokoi i nie pozwala o sobie zapomnieć. To jedna z tych książek, które zostają w nas na zawsze, które mają na nas wpływ. Pokazuje zwykłych ludzi, odblaski szarości życia każdego z ludzi. W końcu życie nikogo tak naprawdę nie jest idealne...Ona pokazuje właśnie tą nieidealną, ciemną stronę życia - cierpienie, smutek, rozpacz, czarną otchłań...Autor po raz kolejny pozytywnie mnie zaskoczył, a także umocnił swoją pozycję na liście moich "naj. "Posłaniec" ląduje na półce obok "Złodziejki książek", ale także w  moim sercu... Serdecznie polecam!

*Wszystkie cytaty pochodzą z książki Markusa Zusaka "Posłaniec".

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!


niedziela, 5 października 2014

(308) Ciemna strona

Tytuł: Ciemna strona
Autor: Praca zbiorowa, opracował John - Henri Holmberg
Wydawnictwo Literackie
Stron 410

"Wyjątkowa antologia pięknych i mrocznych skandynawskich historii kryminalnych, ze Stiegem Larssonem jako wisienką na torcie" Camilla Läckberg

Zbrodnia, tajemnica, suspens... Myślę, że mogę śmiało napisać, że większość moli książkowych Szwecja ( i Skandynawia – ale o tym kiedy indziej) kojarzy się z... kryminałami. Na których zapoznania ja także postanowiłam się skusić. I było warto! „Ciemna strona” to zbiór opowiadań. Znajdziemy w niej dzieła tych bardziej popularnych jak i tych mniej popularnych autorów. A wisienką na torcie jak pisze sama p. Camilla Läckberg jest Stieg Larsson. I nie ukrywam, że to właśnie to nazwisko zaważyło na chęci przeczytania tej książki. Choć zazwyczaj staram się unikać zbiorów opowiadań. No, ale cóż... kto by dla szwedzkich autorów nie zdecydował się na wyjątek?

Jak to bywa z antologiami są tu opowiadania lepsze i gorsze. Autorzy mają różne dorobki literackie, różne doświadczenia związane z pisarstwem. Tych szwedzkich autorów jest tyle, że naprawdę trudno zapoznać się ze wszystkimi. Jednak w tej książce mamy przyjemność (większą lub mniejszą) zapoznać się z dziełami dwudziestu autorów. Bez wątpienia jest to ciekawe doświadczenia chociażby ze względu na to, że tych nazwisk powszechnie znanych o których huczy się non stop, a które jednocześnie cały czas nie wychodzą w Polsce z mody jest kilka. Jest to więc także sposób na poznanie tych mniej znanych autorów. A warto pamiętać, że „mniej znany” nie oznacza wcale „gorszy”. Przejdźmy więc teraz do samej treści...

Antologię otwiera opowiadanie pt.:”Spotkanie po latach” Tove Alsterdal, które opowiada o spotkaniu po latach przyjaciółek z czasów szkolnych. Pojawiają się tu jednak elementy mistyczne, które niepokoją, a w głowie pozostawiają znak zapytania... To bez wątpienia dobry początek tej antologii, który na długo zapada w pamięć. Kolejne opowiadanie „Lubił swoje włosy” Rölfa i Cilli Börjlind jest już inne. Jednak jest to kolejne niepokojące, może trudne do wyjaśnienia opowiadanie? Z pewnością ciekawe. Następnie mamy przyjemność zapoznać się z opowiadaniem Åke Edwardson'a pt.: „Nigdy w rzeczywistości”. Troszkę dziwny tytuł, a jednak podchodziłam do niego bardzo pozytywnie ze względu na samego autora. Bez wątpienia jest to jedno z lepszych i tragiczniejszych opowiadań w tej antologii. Super! „I w nasz ciemny dom” Inger Frimansson to dosyć przykre opowiadanie o tym co używki potrafią zrobić z człowiekiem. Przykre, a z drugiej strony porywające. Dzieło długoletniej życiowej partnerki Stieg'a Larrsona tj. p.Gabrielsson o tytule :”Ostatnie lato Paula” było dla mnie przyjemną, ale nie porywającą lekturą. A szkoda. Jedno z gorszych opowiadań moim zdaniem w tej antologii. Anna Jansson i jej opowiadanie „Pierścień” było dla mnie pozytywnym zaskoczeniem w którym jednak na początku było mi troszkę trudno się połapać. Ale ogarnęłam! ;) No i potem czeka na nas świetne opowiadanie, którego autorką jest Åsa Larsson pt.: „Sanie pocztowe” jest genialne w swojej prostocie. To była sama przyjemność! I jest to z kolei najdłuższe opowiadanie... Nadszedł czas na autora, którego najbardziej oczekiwałam. Przed Wami Stieg Larsson ze swoim opowiadaniem „Supermózg”. Choć tytuł jest moim zdaniem lekko infantylny, ale wnętrze jest o wiele ciekawsze i bardziej ambitne. Akcja tego opowiadania odgrywa się w przyszłości. Uznany biegacz zostaje zaproszony na badania... Nie przewiduje co będzie miało go tam spotkać. Bez wątpienia jest to najlepsze opowiadanie w tej antologii, które wyróżnia się z tego tłumu. Wciągające i intrygujące!

Z kolei "Nieprawdopodbne spotkanie" Henninga Mankella i Håkana Nessera opowiada o dość osobliwym spotkaniu dwóch panów pewnej nocy. Ciekawe, ale nie porywające. Porywające za to jest kolejny tekst, a mianowicie "Alibi señora Banegasa" Magnusa Montekiusa pokazujące do czego może doprowadzić kłamstwo. Tragiczne, a z drugiej strony śmieszne. Super! "Coś w jego oczach" Daga Öhrlunda to opowiadanie o pewnej policjantce i jednej z jej spraw. Bardzo spodobało mi się jego zakończenia. Jedno z lepszych opowiadań w tej antologii. "Ty zawsze przy mnie stój' autorstwa Malin Persson Giolito to utwór smutny, tajemniczy i przejmujący. Lubię, kiedy teksty wywołują w czytelniku żywe emocje, a to opowiadanie właśnie takie jest. Pokazuje bezduszność, której ja znieść nie mogę... I może właśnie dlatego to opowiadanie mi się spodobało? "Miltimilioner" Maj Sjöwall i Per Wahlöö to zabawne, ciekawe opowiadanie, ale nie jakieś arcydzieło. "Kalendarz Braun" Sary Stridsberg to słaby punkt tej antologii... Kolejne opowiadanie to "Zemsta dziewicy" Johan'a Theorin'a - ciekawe, inne, bardzo przyjemne. "Maitreja" Veroniki von Schenck to opowiadanie, należąca do tej trójki najlepszych moim zdaniem. Jest tajemnica, jest akcja, jest świetna bohaterka. Jest jak najbardziej na tak! Ostatnie opowiadanie czyli "Późno ocknie się grzesznik" Katariny Wennstam to dobre zakończenie tego zbioru. Tajemnica wyjawiona po latach to świetny pomysł, który autorka potrafiła wykorzystać.

W tej antologii najbardziej urzekły mnie trzy opowiadania: "Supermózg" Larssona, "Alibi senora Banegasa" Montekiusa no i "Maitreja" pani von Schenck. Ale jak pewno się domyślacie po tekście powyżej trudno było mi wybrać te trzy najlepsze opowiadania. A powód jest prosty. To antologia na naprawdę wysokim poziomie i moim zdaniem nie ma tu kiepskiego opowiadania. Są po prostu dobre, świetne i wybitne. Jednak praca Johna - Henri'ego Holmberg'a nie kończy się tylko na zebraniu tych opowiadań w jedną dość obszerną książkę. To także pojawiający się po tych opowiadaniach artykuł opowiadający o sukcesie szwedzkich kryminałów, ale... to jeszcze nie wszystko. Na końcu znajdują się także noty o autorach każdego z tych opowiadań. tym samym "Ciemna strona" staje się nie tylko zgrabną antologią, ale także źródłem wiedzy. Pomimo tego nie widzę przeszkody, żeby te dodatkowe strony pominąć. Nie mniej myślę, że warto się z nimi zapoznać chociaż dość pobieżnie. 

Myślę, że po swoich wcześniejszych słowach wyraz "Polecam" jest już zupełnie zbędny. "Ciemna strona" to naprawdę zgrabnie opracowana i zebrana antologia, której czytanie było dla mnie przyjemnością. Jest to z pewnością gratka dla fanów szwedzkich kryminałów. Choć... nie wszystkie opowiadania w niej się znajdujące są opowieściami czysto kryminalnymi. Można tu także znaleźć problemy społeczne, a  tym samym problemy zwykłych ludzi. Jest to więc także pewne świadectwo na temat społeczeństwa szwedzkiego. Naprawdę warto się skusić na lekturę tej książki. Tylko uwaga... Istnieje wysokie niebezpieczeństwo, że najdzie Was jeszcze większa ochota na czytanie szwedzkich kryminałów... Ale to przecież sama przyjemność, prawda? ;)

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobra!

Za możliwość zapoznania się z tą książką serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

sobota, 23 sierpnia 2014

(307) Recepta na miłość

Tytuł: Recepta na miłość
Autor: Paula Roc
Wydawnictwo SQN
Stron: 255

"Pewnie nie wybrałam dobrego dnia na ostateczne rozstrzygnięcie, ale czy kiedykolwiek byłabym w stanie wszystko naprawić i przestać się bać? Najważniejsze jednak, że Ty zdecydowałeś chwycić się mocno życia i nikt nie mógł Cię zatrzymać." str. 249 "Recepta na miłość" Paula Roc

Lekarze, pacjenci, recepty, choroby, śmierć...
Od kilku lat można zauważyć coraz popularniejszą, a co za tym idzie silniejszą modę na seriale medyczne. "Chirurdzy", "Dr House", "Na dobre i na złe", "Lekarze". Do tego należałoby jednak jeszcze dodać np.: "Szpital". Pomimo tego ja dzisiaj skupię na tej pierwszej grupie. Mamy lekarzy, pacjentów, choroby oraz problemy pacjentów, ale także życie prywatne tych pierwszych. Na ekranach telewizyjnych pojawia się coraz więcej seriali medycznych. a w sumie każdy ze scenariuszu kieruje się podobnym schematem. Pojawia się więc pytanie: Dlaczego takie seriale cieszą się taką popularnością? Czyżbyśmy tak bardzo potrzebowali kontaktu z lekarzami, chorobami, szpitalami? A może za tym stoi coś więcej? Pewna... prawdziwość życia, która z nich bije? Przejdźmy jednak do sedna sprawy. "Moda na szpitale" zaczyna powoli wywierać swój wpływ także na literaturę. Ale czy historie o lekarzach opowiedziane na papierze mają taką samą moc i siłę przebicia? Postanowiłam się o tym przekonać na własnej skórze czytając książkę Pauli Roc pt.: "Recepta na miłość". Zapraszam więc do zapoznania się z moimi wnioskami...

Próbowaliście kiedyś uciec od problemów? Z pewnością. W końcu kto z nas nie próbował zapomnieć, odciąć się od tego co złe i nieprzyjemne, krępuje i budzące smutek? Magda - główna bohaterka powieści Pauli Roc postanawia właśnie uciec... Przeprowadza się do Barcelony z nadzieją, że uda jej się rozpocząć nowe życie bez smutku, poczucia winy. Poznajemy także Juana, który nie ma odwagi podążyć za marzeniami, rzucić studia, które nie dają mu żadnej satysfakcji, przyjemności, a co najważniejsze wyznać Magdzie, że ją kocha. No i jest jeszcze mało odpowiedzialny Roi. Roi, który od razu jak burza wtargnął do życia Magdy. Choć żadne z nich tego nie chciało. Stażyści, kłótnie, nieporozumienia, relacje z rodzinami, znajomymi, błędy, porażki, wygrane... Jest jeszcze zakręcona Irati i jej równie zakręcone co niemiłe problemy. Nie zapominajmy także o Irene, która waha się czy ratować życie siostry. Wszystko leży w rękach Juana. Czy uda mu się jednak przekonać dziewczynę do dania siostrze jeszcze jednej szansy? Czy niedoszli lekarze nauczą się o co tak naprawdę chodzi w tym zawodzie? Czy uleczą samych siebie? Pytań jest wiele, ale odpowiedź na każde z tych pytań jest tuż obok...

Niespełnione marzenia, ambicje, oczekiwania, zawody... Myślę, że tym wszystkim w dużej części jest ta książka. Marzenia za którymi trudno podążać, z dnia na dzień zmienianie planów, nieustanne zmiany zachodzące w życiu. Strach, niepewność, niepokój, walka z samym sobą. Widzicie... każdy z bohaterów książki Pauli Roc zmierza się z którymś z tych problemów. Magda - główna bohaterka tej powieści jest zagubiona i szuka swojego miejsca w życiu, które utraciła na skutek nieprzewidzianych kolein losu. Ci młodzi lekarze, stażyści dopiero wkraczają w dorosłość, uczą się odpowiedzialności, wkraczają w samodzielne, pełne obaw i niepokojów, ale także i radości życie. Muszą wybierać, decydować, podejmować decyzje - czasami już nieodwracalne. Ale przede wszystkim, że człowiek, żeby być szczęśliwym musi żyć w zgodzie z samym sobą.

Ważnym wątkiem tej książki, choć może wątkiem na który autorka nie kładzie zbyt dużego nacisku jest relacja siostry z pacjentką szpitala w którym pracuje Magda. Irene zostaje poproszona przez rodziców i lekarzy, żeby oddała swój szpik kostny siostrze - Isabel. Każda dziewczyna zrobiłaby to na jej miejscu dla swojej siostry, prawda? Nie ona. Głęboko zakorzenione w niej poczucie odrzucenia, smutek, nienawiść, poczucie bycia gorszym powoduje, że chce, żeby jej siostra zniknęła - umarła. Irene jest przez to bardzo zamknięta w sobie... U jednych może budzić odrzucenie, odrazę... No bo w końcu... jak można odmawiać pomocy swojej siostrze? Zadać cios swojej rodzinie? Ale Juan nie jest taki jak inny. Cechuje się niezwykłą wrażliwością i empatią, która pozwala mu zrozumieć postępowanie Irene i współczuć właśnie jej. A kto wie? Może ta sprawa obierze zaskakujący finał?

Ta książka jest momentami przerażająca... Przerażająca przez swoją prawdziwość, przez pokazanie szarości życia, które jest jedynie przeplatane jasnymi barwami. Ta opowieść nie ma takiego zupełnego "happy end'u". Tu ten "happy end" jest zbudowany na fundamencie strachu, niepewności bólu. Jedna rzecz / sprawa przybiera właściwy, dobry obrót, ale niepostrzeżenie druga się wali. Czy tak właśnie nie jest w naszym życiu? Bo przecież chyba życie nikogo z nas nie jest w stu procentach idealne, prawda? A Paula Roc to odkrywa, wykładając na stół wszystkie karty. To nie jest książka odpowiednia na poprawę humoru - o nie! Bo to książka o życiu, tu nie ma mega uczuć, niezwykłych historii - tu jest po prostu życie. Szare, smutne, momentami radosne, trudne, a przede wszystkim kruche. Sama w sobie ta powieść jest momentami bardzo smutna... mowa tu bowiem o bólu, depresji, załamaniu, uzależnieniu od leków, udawaniu kogoś innego. W dzisiejszych czasach, czasach pogoni za pieniędzmi często można zauważyć ludzi załamanych, bo nie spełniają oczekiwań, bo sobie nie radzą, ale oni sami się do tego nie przyznają, nie chcą powiedzieć ani przyznać przed samym sobą "mam problem". Udajemy silnych w czasach, kiedy niepokój i słabość są niepożądane. Ale czy niepożądane jest także bycie sobą, a nie udawanie kogoś innego?

Ale "Recepta na miłość" to także nieszczęśliwa miłość i ukazanie trudności i tego jak bardzo skomplikowane są relacje damsko - męskie. Czyżby porozumienie między tymi dwoma płciami było momentami zupełnie niemożliwe? Paula Roc zaskakuje prawdziwością charakterów swoich bohaterów. Mają wady i zalety. Jednak podczas czytania tej książki odnosiłam momentami wrażenie, że autorka skupia się w większości na słabych stronach stworzonych przez siebie postaci. Szkoda, bo mają bez wątpienia także dobre strony. A jednak przez to bohaterowie nie są przerysowani ani wyidealizowani. Myślę, że ważnym aspektem tej książki jest pokazanie, a raczej przypomnienie, że "szewc chodzi bez butów". Lekarze z tej powieści zmagają się z problemami psychicznymi, zdrowotnymi... innym pomagają, a sobie pomóc nie potrafią. I, że pani w sklepie, nauczyciel w szkole, pracodawca w pracy... także mają własne życie, problemy i nie tylko.

Pisarka przez swoje dzieło chciała pokazać (a może przypadkiem to zrobiła?), że ważne jest pokazanie swojej prawdziwości i unikalności. Bowiem każdy jest inny. Może ja się po prostu do tego przyczepiłam? W każdym razie jeśli się o czymś nie mówi to nie znaczy to, że tego czegoś nie ma. I nawiązując do tego zamierzam nawiązać do pomyłki do której dopuściło się wydawnictwo (?), a tą pomyłką jest pomylenie imion na jednej ze stron powieści, ale mogę na to ewentualnie przymknąć oko...;)
Reasumując "Recepta na miłość" to ciepła powieść, która wzrusza przez swą prawdziwość. Nie jest to jednak książka dobra na poprawę humoru - ostrzegam! Autorka pokazuje, że tak naprawdę życie nikogo nie jest idealne. Są jednak też minusy - akcja rozgrywa się w Barcelonie... a gdzie tu jest ta Barcelona? Barcelony brak. A jednak... jeśli dla autorki Barcelona jest chlebem powszednim to po co się nad nią rozwodzić? Nie mogę też przyznać, że ta książka jest porywająca, bo nie jest... ale jest za to ciepła i pouczająca. Momentami męcząca, a jednak pokazująca jak ważne jest w trudnych chwilach wsparcie rodziny. Mało tu medycyny, więc dla fanów lekarzy nie polecam. No i ten banalny tytuł... no bo gdzie tu ta recepta na miłość? Jak widzicie ta książka ma swoje plusy i minusy. I to od Was zależy czy dacie jej szansę... jednak ja jej lektury nie żałuję. Warto sobie zadać pytanie: Czy każda książka musi być idealna?

Moja ocena: 6+/10 Dobra z plusem!

Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu SQN!

sobota, 26 lipca 2014

(306) Tancerka z Kairu

Tytuł: Tancerka z Kairu
Autor: DeAnna Cameron
Wydawnictwo Otwarte
Stron 355

"Modna dama, popularna w towarzystwie.To była tylko wizja, sen, nie rzeczywistość."

Taniec. Dla jednego to pasja, sposób na życie, a jeszcze dla innych jest to sposób na wyrażenie siebie samych - swoich emocji, odczuć, tego co w nas drzemie - smutku lub radości, wygranej lub porażki. Dla kobiet jest to każe sposób na wyrażenie swej kobiecości, powabu. Tego, że także mogą być niezależne. Nic więc dziwnego w tym, że taniec cieszy się coraz większym zainteresowaniem. Dziewczynki już od małego uczęszczają na lekcje tańca - jedne z lepszym, drugie z gorszym skutkiem. Łączy je jednak to, że wszystkie czerpią z tego radość. To zainteresowanie tańcem widać także w filmach jak i w książkach oczywiście. "Tancerka z Kairu" - tytuł pełen powabu, lecz nie wiadomo co się pod nim skrywa. Do tego jeszcze ta również pełna zmysłowości okładka. Cóż poradzić? Musiałam przeczytać tą książkę. Spodziewałam się jednak czegoś innego, ale... ale... otrzymałam coś więcej,
coś lepszego niż oczekiwałam. Jak sami wiecie niektóre niespodzianki bywają miłe. A "Tancerka z Kairu" autorstwa DeAnna Cameron okazała się dla mnie właśnie taką niespodzianką. W takim razie zapraszam do odpakowania tej niespodziewanie miłej niespodzianki wraz ze mną ;)

Rok 1893. Chicago. Dora Chambers jest młodą, a zarazem świeżo upieczoną mężatką. Trafiając za mężem do Chicago porzuca swoje dawne życie i próbuje się przyzwyczaić do tamtejszych realiów. Nie jest to jednak łatwe posiadając tak wymagającego męża jakim jest dla niej Charles. Aby sprostać jego wymaganiom kobieta postanawia pomóc przy organizacji Wystawy Światowej. Pomimo swojego braku doświadczenia panna Chambers już na samym początku ma postanowione na swojej drodze poważne zadanie. Zadaniem Dory ma być opieka nad grupą egipskich tancerek brzucha. Ale nie myślcie tu o zabawianiu ich itd... Główna bohaterka tej książki ma za zadanie "wyplenić" z ich tańca ruchy, które mogły wzbudzać pożądanie w mężczyznach. Jest to w oczach Pań Zarządzających wyjątkowo niepożądane, więc zrozumiała jest ich decyzja, aby nałożyć na tancerki pewne ograniczenia. Dotyczące także ich... stroju. Ale jak się pewno domyślacie tancerki nie zamierzają tak łatwo odpuścić swoich korzeni i poczucia wolności oraz bycia sobą. Przed Dorą stoi bez wątpienia trudne zdanie. Sytuację utrudnia jej dobroć, brak zdecydowania. A co najważniejsze nie została ona jeszcze "zepsuta" przez elitę. Kolejnym czynnikiem komplikującym jej położenie jest taniec. Bowiem taniec brzucha budzi w niej nieznane dotąd emocje, uczucia... Uczy się czym jest prawdziwa odwaga, namiętność, pasja... a może nawet miłość? Ten egzotyczny taniec uwalnia w Dorze coś dotąd zupełnie nieznanego, powoduje jej uwolnienie. Ale czy na tyle, że będzie gotowa odejść od męża? Być szczęśliwa u boku innego mężczyzny? Czy pozwoli przeżyć prawdziwej miłość? A taniec... gdzie w jej życiu znajdzie się miejsce dla tańca? A może odkreśli ten fragment grubą linią (przekreślając zarazem swe marzenia i pragnienia)?

Słyszeliście kiedyś o Little Egypt? Muszę przyznać, że ja osobiście o niej nie słyszałam aż do momentu przeczytania tej książki,  a jednak uważam, że warto się zapoznać z jej historią choć z grubsza, kiedy mówimy o książce p. Cameron. Taniec egipski jak i sama Little Egypt była dla autorki impulsem do napisania tej książki. No więc kim była ta Little Egypt? Odpowiedź jest bardzo prosta (z pozoru). Była jedną z pierwszych na świecie tancerek brzucha. Rozgłos zdobyła po występie na Wystawie Światowej w Chicago. Tym samym rozsławiając ten taniec na cały świat. Pomimo tego, że jej pojawienie się na scenie niesie za sobą takie "konsekwencje" to jednak jest to postać bardzo tajemnicza, o której wiemy nie wiele i pewno więcej się nie dowiemy. Nie mniej jest to postać ciekawa. A co więcej ściśle związana z tańcem brzucha. Ale powróćmy do wątku głównego...

Dora Chambers jest bohaterką, która zasługuje na uwagę. Myślę, że jej postawa obrazuje życie wielu z nas. W nowym miejscu jest zagubiona, a jednak pomimo tego stara się być odważna i szczęśliwa. Cieszyć się z tego co ma. Chce być idealną żoną. Chce, żeby Charles był z niej zadowolony. Aż pewnego dnia w sposób psychiczny zaczyna umierać... zamykać się w sobie. Choć jest otoczona tłumem ludzi czuje się bardzo samotna. Jest młoda, a mąż nie ułatwia jej życia. Jego wahania nastrojów, nieprzewidywalność, brak oznak miłości budzą w Dorze lęk i niepewność. Przez to wszystko zaczyna tracić pewność siebie, staje się nieszczęśliwa. Aż do pewnego dnia kiedy na jej drodze staje Hossam... ale o tym za chwilę ;) Jej relacje z mężem są bardzo kruche. Brak jej osoby z którą mogłaby o wszystkim porozmawiać, ale nie myślcie, że oddaje swoje małżeństwo bez walki. O nie! Jednak nie potrafi się odnaleźć w gronie elity. Dora pragnie stabilizacji, szczęścia w codzienności. Swoje miejsce znajduje właśnie wśród tancerek brzucha. Zaskakuje ją ich bezinteresowność, serdeczność... nie tego się spodziewała. A jednak dopiero tam odnajduje spokój. Widzicie... panna Chambers jest bohaterką, która pokazuje, że warto o siebie walczyć. Nie poddawać się. Bo w końcu... jeśli my nie zawalczymy o swoje szczęście to kto inny ma to zrobić? Wszystko leży tylko i wyłącznie w naszych rękach.

Wątek miłosny w tej książce to tak naprawdę zderzenie dwóch realiów w życiu Dory. Jej relacja z mężem, z którym nie łączy ją nic. Jest nieszczęśliwa, ale ukrywa to przed samą sobą. Próbuje fałszować prawdę. Pociesza się, próbuje się cieszyć tym co ma. A szczęście jest przecież tuż obok... Hossam jest przeciwieństwem jej męża. Czuły, troskliwy, czuje bijącą od niego miłość non stop. No i jeszcze jest ten żar, ogień, namiętność, radość z każdego spotkania, a tego w jej małżeństwie nie ma. Główna bohaterka staje przed trudnym wyborem. Może zostać przy mężu - być nieszczęśliwa, dusić się, mieć wrażenie, że nie spotka jej już nic dobrego. Ale jest też drugie wyjście. Rozstać się z mężem - być z Hossamem, być znowu szczęśliwą, spełnioną kobietą, otoczoną miłością i wrażeniem, że jest potrzebna. Wybór jest oczywisty, prawda? Gdyby to tylko było takie proste... Dora aby dojść do swojego szczęścia musi znaleźć w sobie odwagę, dążyć do niemożliwego. Czy jednak zdecyduje się na ten krok?

Opowieść miłosna opowiedziana w tej książce jest urocza, ciepła. Od niej wręcz bije ciepło! Relacja Dory z Hossamem jest fascynująca, piękna. A przy tym wszystkim tuż obok znajduje się jej relacja z mężem - z dnia na dzień ochładzająca się coraz bardziej. Bardzo polubiłam postać Dory, a w Hossamie mogłabym się wręcz zakochać ;) Ich relacja jest pełna czułości, tęsknoty za sobą, jest krucha, a jednak silna tak jak żadna inna. To jest po prostu para, której się gorąco kibicuje od początku do końca. Ta książka przez te wszystkie drobne i większe elementy jest książką o pokonywaniu własnych leków, przezwyciężaniu obaw, pogoni za szczęściem za którym po prostu czasami boimy się wyruszyć. Pokazuje także zderzenie dwóch światów elity i zwykłych ludzi. Jak myślicie... kogo życie bardziej mi się spodobało? Oczywiście, że zwykłych ludzi, którzy żyją pasją i są sobą. Nie udają nikogo innego, zgranej rodzinki, kiedy tak wcale nie jest. Bo prawdziwość liczy się najbardziej!
Pragnę jeszcze raz powrócić dzisiaj do tematu tańca.W tej książce jest go troszkę... mało. Mi to nie przeszkadzało, ponieważ w momencie kiedy był już ten taniec był zachowany jego klimat i urok, ale nie oczekujcie jego zbyt dużo. "Tancerka z Kairu" to opowieść, której taniec jest jedynie tłem. Interesującym i ważnym. Jest on bowiem fundamentem tej powieści. Początkiem i końcem. Autorka o nim nie zapomniała. Ale nie jest to rzecz, której poświęciła najwięcej uwagi. Przy tym jednocześnie go na pewno nie zaniedbała.

"W tej powieści jest wszystko! Czy jesteś dorosłą kobietą czy nastolatką, czy kochasz taniec czy nie, na pewno pokochasz tą książkę!" The Chronicles Magazine

Słowa, które zacytowałam wyżej mogłyby być tak naprawdę kwintesencją mojej recenzji. Dzieło DeAnny Cameron pt.: "Tancerka z Kairu" to książka w której jest naprawdę wszystko. Subtelna miłość, marzenia, walka o siebie, ciepło, walka z samym sobą, przyjaźń, odkrywanie, pasja no i jeszcze oczywiście... taniec. Pani Cameron oczarowała mnie swoją książką, a jej czytanie było dla mnie samą - czystą niezakłóconą niczym przyjemnością. Bohaterowie są barwni, a i historia ta została dobrze osadzona w czasach historycznych. Autorka pokazuje w niej przeciwieństwa, rozterki i nie tylko. Myślę, że to książka dla każdej kobiety, która nie jest jeszcze pewna swej wartości i tego czy warto podejmować śmiałe decyzje. (Warto!). To książka dla tej, która potrzebuje oderwania od szarości dnia codziennego. Dla tej, która potrzebuje się zrelaksować, przeczytać niezbyt szczęśliwą historię, która ma jednak szansę rozwinąć się jak najlepiej dla głównej bohaterki. Idealna to ta książka nie jest. To przyjemna powieść (romans) - idealna na rozluźnienie. Nie ma tu zbyt dużo egzotyki, arabii i tak dalej... Ale jeśli potraficie się bez tego obejść, a chcecie się zrelaksować to... Krótko mówiąc: Polecam, bo mnie ta książka oczarowała!

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!
Za możliwość przeczytania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Otwarte!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...