piątek, 6 lutego 2015

(331) Zac & Mia

Tytuł: Zac & Mia
Autor: A. J. Betts
Wydawnictwo Feeria
Stron 320

"-Nie powinno być tak cicho. (…) Chodzi mi o raka. To słowo na “c”, cancer. Rak niesie takie spustoszenie, że powinien wjeżdżać do ciała na syrenie z błyskającymi światłami. Nie powinno się mu pozwolić wśliznąć po cichu i zalęgnąć w mózgu, żeby się krył między wspomnieniami."*

Choroba, pobyt w szpitalu to ciężkie doświadczenie. Sama spędziłam na oddziale hematologicznym miesiąc, kiedy wyszło na jaw, że choruję na wrodzoną chorobę krwi. Tak więc pomimo świetnych recenzji "Zaca & Mii" podchodziłam do tej książki z lekkim dystansem, a jednak oczekiwałam czegoś naprawdę dobrego. Poruszającego. Zapadającego w pamięć. A niestety otrzymałam młodzieżówkę jakich wiele. Okładka moim zdaniem tragiczna, na szczęście zawartość tak samo tragiczna nie jest... Muszę przyznać, że pani Betts miała naprawdę dobry pomysł na tę książkę. Ale chyba nie potrafiła go odpowiednio wykorzystać. Ta książka ma wzloty i upadki... A pierwsze do czego muszę się doczepić to bohaterowie. Ale po kolei... Zac od miesiąca znajduje się w szpitalnej izolatce po przeszczepie szpiku (choruje na białaczkę). W szpitalu towarzyszy mu mama. Chłopak jest dzielny, prawie w ogóle nie skarży się na swój los. Zanurza się jedynie w świecie statystyk. Pewnego dnia w sali obok ląduje dziewczyna o imieniu Mia - zupełne przeciwieństwo Zac'a. Jest niepogodzona z losem i z rakiem tkanki kostnej. Warto tu jednak zaznaczyć, że Mia ma o wiele większe szanse na przeżycie niż Zac..., a dokładnie o jakieś 80%. I tu zaczyna się robić pod górkę. Zac to bohater, który irytował mnie od momentu, kiedy obok na sali pojawiła się dziewczyna. 

Dla Zac'a jej zachowanie jest tak niepojęte... to, że nie potrafi się pogodzić ze swoim losem. NIE WIERZĘ  w to, że gdyby w rzeczywistości od miesiąca w izolatce siedział sobie jakiś Zac... to potrafiłby akceptować swój los przez cały czas. I do tego jeszcze zbuntowana Mia, która nie zgadza się na nic. Która wszystkiemu jest przeciwna. Nie wierzę w takiego idealnego bohatera jakim jest Zac. Nie wierzę jednak także w bohatera tak zbuntowanego jakim jest Mia. Przez miesiąc swojego pobytu w szpitalu, kiedy codziennie rano pielęgniarka witała mnie słowami "Alicja, chodź na pobranie krwi, a potem będziesz miała takie, siakie i owakie badania" byłam spokojna przez większość czasu, ale zdarzały mi się dni kiedy miałam po prostu dość. Chciałam wrócić do szkoły, do znajomych, zacząć normalnie żyć! Więc bohater, który spokojnie bez ani cienia niezadowolenia siedzi w szpitalu przez miesiąc... nie jest dla mnie wiarygodny. Co więcej Zac nie potrafi zrozumieć Miii... uważa ją za rozpuszczone pannisko, a do tego nieodpowiedzialne. I choć postawa Mii na pochwałę nie zasługuje to jednak nie zasługuje też na wielką naganę, która została jej w tej książce udzielona. Oczywiście to się potem zmienia. Ale szczególnie na początku widoczny jest jasny podział: Zac - dobry, Mia - zły. Co daje się także odczuć przez postawy pielęgniarek i lekarzy. Ale czy naprawdę tak trudno jest zrozumieć to, że niektórym osobom czasami trudno pogodzić się z chorą? Że niektórzy nie potrafią powiedzieć "Aaaa... ok"? 

Początkowo akcja toczy się w szpitalu, a jej główną osią jest Zac. W pewnym momencie na scenę wkracza Mia z Lady Gagą. Bo to od piosenek tej pani zaczyna się relacja głównych bohaterów. A raczej od ich głosności. Potem zaczyna się ciekawość Zaca wobec dziewczyny i podrzucanie karteczek. Zac wychodzi ze szpitala, a ich kontakt się urywa. I można uznać, że od tego momentu autorka zaczyna się pozytywnie rozkręcać. Problemy chłopaka z wejściem ponownie w ten "normalny" świat, z zaakceptowaniem długiej listy tego czego ma unikać i czego nie może robić... (Ale - halo! Przecież to dla jego zdrowia!). Z tymi samymi problemami zmaga się dziewczyna. Jednak w jej wypadku do tego dochodzą jeszcze jej trudne relacje z matką oraz negatywne potwierdzenie przysłowia "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Bo jak się okazuje ona prawdziwych przyjaciół nie posiada. Nie ma na kim polegać. Warto jednak zaznaczyć, że te relacje z mamą są trudne,.. na jej własne życzenie. Autorka stworzyła dwóch bohaterów - dwa zupełne przeciwieństwa. Zac i Mia są zupełnie inni - objawia się to w ich zachowaniu, ale jest to także pokazane poprzez postacie ich rodzicielek.

Spójrzmy prawdzie w oczy... Moim zdaniem autorka miała naprawdę konkretny, ambitny pomysł. Przypuszczam, że chciała pokazać dylematy w obliczu choroby, kruche relacje w rodzinie, swego rodzaju niezgodę i bunt w obliczu białaczki i innych nowotworów. Ok. Pokazała to, ale w stopniu bardzo okrojonym, niewystarczającym. Może błędnie... ale oczekiwałam po tej książce ze względu na jej bez wątpienia trudny temat, że wzbudzi we mnie żywe emocje - żal, smutek. Oczekiwałam, że mnie wzruszy. Jednak się pomyliłam. Ponarzekałam sobie... To teraz spróbuję ugryźć tę książkę z drugiej strony.

"Zac & Mia" to w gruncie rzeczy naprawdę dobra książka. Książka, która wciąga i porywa. Jednak robi to wszystko jako dobra młodzieżówka. Bo choć choroba jest (niby) głównym tematem tej książki to jednak mam wrażenie, że autorka zaledwie przejechała po tym temacie palcami. Nie zagłębiła się w nim. Poszła drogą zbuntowanych nastolatków. Teraz przechodzimy do drugiej części tej recenzji... "Zac & Mia" to młodzieżówka lepsza niż inna, którą połknęłam w mgnieniu oka. Wartka akcja, ukazanie relacji między dziewczyną a chłopakiem - to się autorce udało. Problemy z rodzicami i nieudolne próby porozumienia się z nimi. To także się autorce udało. Nie mogę być niesprawiedliwa i muszę przyznać, że pod koniec książki zaczęło się robić odrobinę wzruszająco... Tylko, że... to był obrót o 360 stopni. Obrót wręcz nienaturalny. Choć nie mogę zapomnieć o zdecydowanym plusie tej książki, czyli podzieleniu jej na trzy części - "Zac", "I", "Mia".

Reasumując pani A. J. Betts stworzyła dobrą książkę skierowaną do młodzieży o relacjach między dwojgiem młodych ludzi, a także o swego rodzaju buncie, Ja jednak spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego - wzruszającej historii związanej z chorobą. Może podeszłam do tej książki ze zbyt dużymi wymaganiami? Ze zbyt dużą powagą? To jednak jest moja opinia. Nie powiem... miło spędziłam czas przy lekturze tej powieści Moim zdaniem to dobry "rozluźniacz". Wiem jakie ta książka zbierała pozytywne opinie, a jednak z mojej strony ta opinia stuprocentowa pozytywna być nie może. Tym bardziej, że w moim odczuciu bohaterowie są z początku przekoloryzowani... potem jest lepiej. A jednak to cały czas nie jest ten poziom, którego oczekiwałam. Ze strony na stronę było coraz lepiej, a jednak do miana chwytającej za serce książki moim zdaniem powieści "Zac & Mia" jeszcze daleko.

*Cytat pochodzi z książki "Zac & Mia" A. J. Betts

Moja ocena: 6+/10 Dobra z plusem!

Za możliwość poznania Zac'a i Mii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

11 komentarzy:

  1. Całkiem dobra książka, niby nic specjalnego, a jednak ma coś w sobie...

    OdpowiedzUsuń
  2. Książkę czytałam, ale jakoś nie zachwyciła mnie zbyt bardzo. W sumie moje odczucia po tej lekturze w dużym stopniu pokrywają się z twoimi.

    OdpowiedzUsuń
  3. MAm ją w polanach od pierwszych zapowiedzi. Z pewnością w przyszłości ją przeczytam, bo choć tematyka jest utrzymana w smutnym tonie to mnie do takich ksiażek najbardziej ciągnie.

    OdpowiedzUsuń
  4. Wydaje się być bardzo ciekawa. Może kiedyś uda się przeczytać :)

    OdpowiedzUsuń
  5. Nie nastawiam się na niezwykle porywającą powieść, która zawładnie moim sercem, ale na pewno sięgnę po tę lekturę, kiedy będę miała ochotę na coś mniej ambitnego i lżejszego.

    OdpowiedzUsuń
  6. Dla mnie każda ciężka choroba jest okazją do poczytania i oderwania się od pracy bez poczucia winy.

    OdpowiedzUsuń
  7. Ciekawe, jakie byłyby moje odczucia. Może spróbuję. :)

    OdpowiedzUsuń
  8. Nie ciągnie mnie jakoś specjalnie do tej książki :)

    OdpowiedzUsuń
  9. Okładka rzeczywiście tragiczna ;p a co do reszty... hmm, po Twojej recenzji mam mieszane uczucia i nie jestem do końca przekonana, czy warto ją czytać.

    OdpowiedzUsuń
  10. Wydaje mi się, że odebrałabym tę książkę podobnie, niby dobrze, ale nie do końca pozytywnie. Mimo wszystko nie dowiem się, jeśli nie spróbuję :)

    OdpowiedzUsuń
  11. Muszę się z Tobą nie zgodzić co do jednej kwestii, napisałaś "NIE WIERZĘ w to, że gdyby w rzeczywistości od miesiąca w izolatce siedział sobie jakiś Zac... to potrafiłby akceptować swój los przez cały czas". Otóż ja na oddziale onkologicznym spędziłam trochę czasu i znałam dwie wspaniałe osoby, które od początku (nie wiem jakim cudem) były pogodzone swoim losem. Podnosiły na duchu innych chorych mimo, że miały słabe dni, a rokowania nieciekawe. Może trzymały ten żal głęboko w sobie... Nie wiem. Sądzę, że to zależy już od człowieka i jego charakteru. Zaznaczę również, że na oddziale były dłużej niż miesiąc. Jeżeli chodzi o całość książki, to muszę przyznać, że też oczekiwałam czegoś innego, jednak ogólnie rzecz biorąc, książka jest warta przeczytania.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...