niedziela, 19 kwietnia 2015

(351) Billy. Kot, który ocalił moje dziecko.

Tytuł: Billy. Kot, który ocalił moje dziecko.
Autor: Louise Booth
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 320

" Dałam mu Billy'ego. Na szczęście."
Louise Booth, "Billy. Kot, który ocalił moje dziecko".

Koty jak i inne zwierzęta mają niezwykłą moc. Na pewno słyszeliście chociaż o jednej sytuacji, kiedy jakieś zwierzę wykazało się niezwykłą przenikliwością, pomogło chorej osobie. Osobiście jestem dumną posiadaczką kotki – mieszanki dachowca z persem. I może niektórzy z Was uznają to za głupie, ale ja wiem, że zwierzęta mają moc. Bo jak to się dzieje, że kiedy mój kot słyszy podniesiony głos zaczyna głośno zawodzić? Jak to się dzieje, że kiedy ktoś płacze podchodzi i zlizuje łzy? Zwierzęta są moim zdaniem niesamowite. Zresztą tak samo jak książka, którą miałam ostatnio możliwość przeczytać pt. „Billy. Kot, który ocalił moje dziecko.”

Lousie Booth w swojej książce opowiada historię swoją, swojej rodziny, a jednak przede wszystkim swojego synka Frasera i niezwykłego kota Billy'ego. Pani Booth miała od pierwszego dnia życia jej synka problemy z jego nagłymi wybuchami złości... spowodowanymi błahostkami. Rodzina pani Lousie widziała już przyszłość tylko w czarnych barwach – każdy ich dzień... można by rzec był męczarnią... Szczególnie trudne było to dla niej samej. Jednak pewnego dnia jej matczyna intuicja podsunęła jej pomysł, żeby przygarnąć kota. W ten oto sposób w życie Frasera wkroczył Billy – szaro – biały kot, który od razu zwrócił uwagę wszystkich. Cierpliwy, zaskakujący i żywiołowy zapoczątkował przełom w życiu całej rodziny Boothów. OK. Oczekiwali zmiany na lepsze, ale nie oczekiwali aż tak dużego postępu w rozwoju chłopca. Fraser stał się z zalęknionego, autystycznego chłopca żywiołowym dzieckiem, które stara się pokonywać swoje obawy, przekraczać kolejne granice. Bliscy Frasera nazywają to cudem, a za „winowajcę” tego wszystkiego uznają Billy'ego. Dla mnie jest to  kolejny dowód na niezwykłość zwierząt...

Pierwszą rzeczą, która rzuciła mi się w oczy jest już sam tytuł... Tytuł jasno mówiący o stosunku autorki do kota jej synka. Jasno daje czytelnikowi do zrozumienia, że jest to historia kota, która „ocalił” jej dziecko. Piękne zdjęcie na okładce głównych bohaterów... to wszystko powoduje, że podchodził do tej książki z bardzo pozytywnym podejściem. Oczekiwałam miłej, momentami wzruszającej lektury. I właśnie to otrzymałam! Tylko, że ja otrzymałam o wiele więcej – przywiązałam się do bohaterów... przez co czuję lekki niedosyt. Bardzo chciałabym poznać dalszą historię Frasera. Na szczęście istnieje taka możliwość... (choć trochę okrojona) przez stronę Frasera i Billy'ego na FB.

Niesamowita książka. Choćby z tego powodu, że od pierwszej strony jest niesamowicie wciągająca... do tego stopnia, że w pewnym momencie czułam się jakbym rozmawiała z dobrą koleżanką. Louise Booth wrzuca nas w wir wydarzeń, we wir swojego życia. A jednak robi to w tak dobry sposób, że raz dwa połapałam się w tej historii. A chyba najpiękniejsze jest to, że traktując nas jak dobrego przyjaciela odkrywa przed nami swoje najskrytsze myśli, uczucia, a z drugiej strony... cały czas pozostaje skryta. Wiem. Mogłoby się wydawać to trochę nielogiczne. Ale myślę, że osoby które znają tą książką lub się z nią zapoznają to zrozumieją to. Pani Booth pisze szczerze, ale z klasą. Każde jej słowo (choć niejednokrotnie przykre) jest niesamowicie wyważone. Wchodzi w dialog z czytelnikiem, a to nie zawsze jest takie proste.

Historia Frasera i Billy'ego mimo gorszych i lepszych chwil jest historią niezwykle pozytywną, a do tego niezwykle pozytywnie nastrajającą, a przy tym pokazującą, że nigdy, ale to nigdy nie można się poddawać! To powieść bardzo osobista, ale nie ma w niej żałości. Mam wrażenie, że autorka nie chce współczucia. Po prostu... wydaje mi się, że jest to dla niej swego rodzaju terapia po trudnych przeżyciach. Ostatnia rzecz, którą musi zrobić, żeby zamknąć ten trudny okres w swoim życiu, kiedy brakowało jej nadziei. Nie chcę Wam opowiadać o niezwykłości Frasera i Billy'ego. Ich trzeba poznać osobiście... Czy wierzę, że postęp Frasera miał miejsce za sprawą Billy'ego? Wierzę w to z całego serca!

„Billy. Kot, który ocalił moja dziecko” to piękna, ciepła historia. Momentami wzruszająca, ale nie obciążająca. W dzisiejszym świecie, kiedy codziennie dowiadujemy się o jakiejś tragedii cudownie było przeczytać tak pozytywnie nastrajającą powieść. Louise Booth pisze pięknie... jak matka. Widać jej miłość, zagubienie... pozwala siebie poznać, ale nie zakłóca moim zdaniem swojej prywatności. Historia Frasera jest historią autystycznego chłopca, pokazaniem, że dzieci chore mają takie same szanse na życie w społeczeństwie. Wszystko jednak zależy od tego na jakie natrafią na swojej drodze osoby... Bo w takich przypadkach najważniejsza jest miłość. Serdecznie polecam!

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

Za możliwość zapoznania się z historią rodziny Boothów serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

4 komentarze:

  1. Ja się kotów nie tykam ;) raczej nie przeczytam

    OdpowiedzUsuń
  2. Brzmi to dość autentycznie i ciekawie, choć nie jestem do końca przekonana. Czasem jednak potrzebuję takich optymistycznych, ciepłych powieści, więc może kiedyś wpadnie mi w ręce.

    OdpowiedzUsuń
  3. Jaka wysoka ocena. Lubię wszystkie zwierzęta, więc z pewnością sięgnę. To musi być piękna historia :)

    OdpowiedzUsuń
  4. Zauważyłam, że Naszą Księgarnię opanowały koty i to w dosłownym tego znaczeniu. Wcześniej był Bob, potem Kleo a teraz Billy. Historię opisaną tutaj poznałam dość dawno temu z fabebooka. Wspaniała opowieść wiem, że muszę koniecznie po nią sięgnąć.

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...