sobota, 26 grudnia 2015

(423) Nasze niektóre decyzje niosą za sobą opłakane skutki... "Srebrne cienie"

Tytuł: Srebrne cienie
Seria: Kroniki krwi (#5)
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 368

"Obłęd jest takim brzydkim określeniem - powiedział głos w mojej głowie. Pomyśl o tym jak o nowym spojrzeniu na rzeczywistość." 

Richelle Mead, "Srebrne cienie"


"Srebrne cienie" to piąta część serii "Kroniki krwi", autorstwa autorki bestsellerowej serii "Akademia wampirów". "Akademia wampirów" była swego czasu serią, która ogromnie przypadła mi do gustu... to w niej zaczytywałam się nocami, to na nią wydawałam ostatnie pieniądze. O dziwo jednak choć wszystkie tomy mam na półce...  to jednak ostatniego tomu historii Rose i Dymitra nie poznałam, a jednak doszłam do momentu kiedy na drodze Rose staje Sydney. A kim jest Sydney? Oczywiście główną bohaterką serii "Kroniki krwi". Nie znam poprzednich tomów, a jednak podczas jej czytania czułam się dosyć swojsko... ze względu na pojawianie się bohaterów z poprzedniej serii stworzonej przez Mead. Ten sam świat, a jednak ujęty pod innym kątem, ze zwróceniem uwagi na inne aspekty. 

Sydney jest młodą alchemiczką, znajomą Rose. Alchemicy to ludzie odpowiedzialni za ukrywanie przed innymi istnienia wampirów. Obowiązuje ich przede wszystkim jedna, nienaruszalna zasada. Alchemicy nie mają prawa wchodzić w bliższe niż służbowe relacje z wampirami. Serce Sydney odmawia jej jednak posłuszeństwa i wiąże się z wampirem, Adrianem.  Sydney postanowiła podążyć za głosem swojego serca i intuicji... tym samym sprzeciwiając się zasadom wpajanym przez lata przez alchemików. Ludzi, którzy nie przyjmują żadnych odstępstw od swojego toku myślenia. Każdy kto zdecyduje się inaczej myśleć jest skazany na karę. Sydney została porwana i zamknięta w ściśle tajnym ośrodku, bez okien, bez dostępu światła, w ciemnościach. Po dwóch miesiącach postanawia przystać na warunki alchemików widząc w tym nadzieję na szybszy ratunek... bo, że ten nadejdzie nie wątpi. Dla głównej bohaterki zaczyna się trudna rozgrywka. W otoczeniu ludzi, który mnie wie czy może ufać, bo każdy chce przede wszystkim uratować siebie musi podjąć trudną walkę o swoją tożsamość oraz o prawdę na tema tego co czuła i robiła przez większość swojego życia. Tortury, intrygi i wiele innych będzie musiała znieść Sydney na drodze do upragnionej wolności. 

W tym czasie jej ukochany Adrian zmaga się z problemami w rodzinie i próbuje nieskutecznie nawiązać kontakt z Sydney. Przechodzi załamanie nerwowe, zawracanie jednej dziewczynie w głowie, wraca na dwór i  wprowadza krótko mówiąc dużo zamieszania. Na szczęście ma przyjaciół na których zawsze może liczyć. To oni są dla niego największą podporą, a dochodzi nawet do tego, że są zmuszeni myśleć za niego gdy ten nie jest w stanie wrócić do trzeźwości umysłu. Adrian powoli zaczyna tracić determinację i wiarę w to, że uda mu się wraz przyjaciółmi uwolnić ukochaną. 

"Srebrne cienie" to książka, którą choć nie czytałam poprzednich tomów tej akurat serii czytało mi się w miarę dobrze. Mam jednak wrażenie, że udało mi się to w dużej mierze za sprawą znajomości "Akademii wampirów". Bez dwóch zdań Richelle Mead rzuca nas od razu na głęboką wodę. Co nie ukrywam, że przez chwilę powoduje lekki wstrząs termiczny, który jednak szybko udaje się opanować. Kiedy czytelnikowi uda się już wczytać... sama książka staje się świetnym czytelniczym doświadczeniem. Rozluźniającym, intrygującym i przede wszystkim wciągającym. Historia Sydney pokazuje drugie oblicze świata stworzonego przez Richelle Mead. Oblicze nadal ciekawe i nadal w pewnych kwestiach... brutalne. W tej powieści obok sytuacji tragicznych pojawiają się także sytuacje komiczne. Tak. Richelle Mead cały czas wstrzykuje w swoje powieści odpowiednią dawkę humoru. Humoru, która w większości przypadków mi odpowiadał.

Postawy bohaterów stworzonych przez Richelle Mead są bardzo zróżnicowane. Raz wykazują się niezwykłą dojrzałością, a kiedy indziej zachowują się jak dzieciaki... Może to wynika z niemożności poradzenia sobie z sytuacją w jakiej się znaleźli? W każdym razie momentami przez takie swoje załamywanie są postaciami irytującymi. Tym bardziej, ze w innych sytuacjach odwaga aż z nich bije. Z jednej strony rozsądni, a z drugiej strony zaskakująco dziecinni.  Sama fabuła jest bardzo ciekawa i w miarę wyważona. Dlaczego "w miarę"? Pod koniec staje się bowiem coraz bardziej komiczna... i nieprawdopodobna. No i od tego momentu niestety podoba mi się odrobinę mniej. Na szczęście na ostatniej stronie wszystko wraca na swój właściwy tor i do normy.

Więc jakie są te "Srebrne cienie"? Nierówne, intrygujące, wciągające... To książka mająca niesamowicie mocne, ale także bardzo słabe punkty. Idąc za tym tokiem rozumowania w rezultacie najnowsza książka Mead wydana w Polsce okazuje się książką dobrą z naprawdę dobrymi punktami. To oczywiście pozycja obowiązkowa dla fanów serii "Kroniki krwi", ale czy niezbędna dla fanów "Akademia wampirów"? To już zależy od tego jak bardzo się tym fanem jest. Z "Kronik krwi" możemy dowiedzieć się skrawków z tego co dzieje się po zakończeniu akcji "Akademii wampirów", są to jednak informacje naprawdę umieszczone na drugim planie. Czytanie "Srebrnych cieni" było dla mnie miłym, rozluźniającym doświadczeniem... jednak nierzucającym mnie na kolana. Przez to mam wrażenie, że to książka odpowiednia dla największych i najbardziej oddanych fanów tej serii. Bowiem w moim odczuciu "Akademia wampirów" to jednak seria lepsza. Nie mniej... jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Sydney i Adriana.

Za możliwość zapoznania się z kolejną książką Richelle Mead serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

3 komentarze:

  1. Ja jednak wolałabym przeczytać poprzednie tomy. Seria wydaje się ciekawa.

    OdpowiedzUsuń
  2. No niestety mnie ta seria nie przyciąga :(

    OdpowiedzUsuń
  3. Nawet gdybyś była zachwycona to i tak kompletnie nie moja bajka ;)

    OdpowiedzUsuń

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...