czwartek, 26 lutego 2015

(336) Niezłomna

Tytuł: Niezłomna
Autor: Agnieszka Lewandowska - Kąkol
Wydawnictwo Fronda
Stron 200

"Marzyła tylko o tym, by nikt jej już nigdy nie uderzył i by mogła ten czas przeżyć uczciwie, czyli zgodnie z zasadami, które wpojono jej w domu i w harcerstwie. " Niezłomna, Agnieszka Lewandowska - Kąkol


Zawsze bardzo ostrożnie podchodzę do recenzowania takich książek jak „Niezłomna”. W takich wypadkach staram się po prostu opowiedzieć o czym mówi książka, co i w jaki sposób przedstawia. I tak też spróbuję postąpić z tą publikacją. Moim najważniejszym wyznacznikiem jest czy tego typu publikacja porusza pewne struny w sercu czy może pisze o wydarzeniach dotykających bohaterów jak o pogodzie. „Niezłomna” należy jednak do tego pierwszego typu publikacji. Wdziera się do myśli człowieka i nie chce ich opuścić. To niezwykle smutna, a zarazem prawdziwa opowieść o losach Anny Górskiej - kobiety niezłomnej. Kobiety, która pomimo życia w nieludzkich warunkach i poniżania nie poddała się. Była torturowana, a nie zdradziła przyjaciół. Anna Górska nie była jedyną taką kobietą, ale losów każdej niezłomnej nie sposób poznać. Dlatego więc skupmy się o pani pod pseudonimem Kłos.

Anna Górska wychowała się w polskiej rodzinie na Kresach Wschodnich. Bliscy nauczyli ją czym jest patriotyzm, wiara w Boga i wierność zasadom moralnym. Kiedy wybuchła II wojna światowa Ania miała zaledwie szesnaście lat i była harcerką. Jak powszechnie wiadomo harcerstwo w czasie wojny było instytucją bardzo potrzebną. Ta młoda wówczas kobieta brała udział w różnych akcjach konspiracyjnych - niejeden raz unikając kary. Wstąpiła także do Armii Krajowej. Kiedy wojna się skończyła wyjechała do Białegostoku. Jej znajomi z Armii Krajowej pewni, że nic jej nie grozi zaczęli "sypać". Pod wpływem tortur zaczęli przypisywać jej działania, które choć bez wątpienia były objęte pochwałą ze strony Górskiej, to jednak działania z którymi nie miała nic wspólnego. Bardzo szybko dziewczyna jak i jej brat zostali aresztowani przez Rosjan, Już wtedy było wiadomo, że Rosjanie będą rządzić twardą ręką usuwając ze swojej drogi osoby, które walczyły z Niemcami. Mogły one bowiem sprzeciwiać się rządom Rosjan, a jednocześnie stawiać opór. Rosjanie wiedzieli, że Polacy jeśli sprzeciwili się jeden raz to zrobią to po raz kolejny. Było więc trzeba pozbyć się tych najaktywniejszych, odpowiedzialnych za najważniejsze akcje skierowane przeciw okupantowi. Anna Górska została aresztowana przez Rosjan, osadzona w więzieniu i brutalnie przesłuchiwana. Jej zeznania były fałszowane i w rezultacie trafiła do celi śmierci. Ostatecznie otrzymała wyrok 25 lat katorgi w najcięższych łagrach na Syberii. Warto wspomnieć, że tą karę otrzymali najciężsi zbrodniarze... najczęściej wielokrotni mordercy. Udało jej się jednak wrócić do Polski w grudniu 1955 roku.

Ta kobieta nigdy się nie poddała i nigdy nie zaprzedała swoich ideałów. Żyła przez lata w nieludzkich warunkach - brud, wszy. głód, gwałty, choroby, napady... Katorżnicza praca - praca tak ciężka, że osadzeni w łagrach, aby jej uniknąć odcinali sobie palce. Ciągle musiała walczyć o siebie. Otaczające ją wyrachowanie, rozwiązłość, przekleństwa... , a ona wyróżniająca z tej grupki. Jedyna dziewica, cały czas licząca na lepsze czasy. Cicha w swej pokorze i wierze w Boga. Dzieliła baraki z morderczyniami, a jednak pomimo tego nigdy się nie poddała. Nigdy nie porzuciła ideałów wpojonych jej przez rodzinę. A okazji miała ku temu mnóstwo. Gdyby nie te ideały z łagrów wyrwałaby się o wiele wcześniej, ale ona chciała być w porządku wobec samej siebie.

Propozycje seksualne, towarzyskie, objęcie stanowiska krótko mówiąc szpiega, wyjście za mąż, wydanie przyjaciół i wiele, wiele innych czynów mogło zmniejszyć wyrok Anny. A tym samym ukrócić jej męki. Jednak ona nigdy nie przystała na żadną z propozycji. Bóg, honor, ojczyzna... to było wyznacznikiem jej postępowania, to nadawało tory jej życiu. Widziała wiele, przeżyła wiele brutalnych chwil - egzekucje, strzelaniny.., Ale nie poddała się. Cały czas wierzyła, że Bóg w końcu da jej wolność. Przychodziły chwile zwątpienie..., ale ona nie dawała im się opanować.

To książka szczera do bólu, a przez to świetna. Pokazuje brutalność wojny i życie na co dzień w łagrach. Wymęczające prace w kopalni, przy budowie bloków, torów... Wiele osób umarło, ona przeżyła. Jej nieugiętość robi wrażenie, ale trzeba pamiętać, że nie była jedyną taką Polką. Było ich wiele, ale ona w tej książce ma być właśnie reprezentantką tych niezwykle silnych kobiet. Społeczeństwo przez lata przechodziło transformację... dzisiaj szesnastoletnie dziewczyny mówią, że chciałyby. żeby wybuchła wojna, bo chciałyby się prawdziwie zakochać. Cieszę się, że na rynku znajduje się wiele właśnie takich książek - prawdziwych. Spotkałam się kiedyś z reakcją: "Dlaczego to czytasz? Nie opowiadaj mi tego!" Ale ja będę czytać takie książki. Ci ludzie na zasługują... Walczyli nie tylko o lepszą teraźniejszość, ale także o lepszą przyszłość. Potem zostali za to ukarani.

Wspomnienia Anny Górskiej... wiele jest wstrząsających. Wyobrażacie sobie obudzić się w kostnicy? Oskalpować sobie nogę? Uciekać przed gwałcicielami? Patrzeć na koleżanki, które osiwiały w zaledwie kilkanaście minut? Być poniżanym i kopanym, a przy tym wszystkim nie poddawać się? Postawa bohaterki jest niesamowita, a wydarzenia, których była świadkiem i uczestnikiem są wyjątkowo przykre. Pomimo tego w tej książce nie brak także dobrych postaci, dobrych sytuacji... Niejedna osoba Górskiej pomogła. W łagrach ludzie mogli na sobie polegać - doświadczali cierpienia, odczuwali strach. To wszystko łączy ludzi.  To książka o której mogłabym rozpisywać się jeszcze długo, ale czas kończyć tą historię...

"Niezłomna" to wspomnienia Anny Górskiej spisane przez Agnieszkę Lewandowską - Kąkol. Źródłem informacji były wspomnienia bohaterki, ale także relacje jej rodziny. To książka niezwykle mocna w odbiorze. Niełatwa. Ciężka. I choć strony miałam ochotę przewracać w jak najszybszym tempie, żeby dotrzeć do końca, bo miałam nadzieję, że będzie on szczęśliwy to jednak dawkowałam sobie tą książkę. Obawiam się, że gdybym ją przeczytała jednym tchem... byłaby to lektura zbyt ciężka i zbyt przytłaczająca. W tych wszystkich wspomnieniach jest zachowany ciąg logiczny, a przy tym autorka nie zapomina o uczuciach towarzyszących bohaterce. To naprawdę porządnie napisana historia kobiety, która nigdy się nie poddała. Książka, którą powinno poznać jak najwięcej osób. Wiem, wiem... nie każdy nie lubi tego typu książki. W dzisiejszych czasach ludzie gustują w lekkich, niezobowiązujących lekturach. Jednak "Niezłomną" trzeba poznać jako niezwykłą powieść o przyjaźni, odwadze i nadziei. Przyznaję - to nie jest lekkie czytadło, a raczej bardzo smutne...  Ale to właśnie takie lektury wzbogacają ludzi najbardziej.

Moja ocena: brak

Za możliwość zapoznania się z niezwykłą postawą Anny Górskiej serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fronda!

poniedziałek, 23 lutego 2015

(335) Wróć, jeśli pamiętasz

Tytuł: Wróć, jeśli pamiętasz
Seria: Jeśli zostanę (#2)
Autor: Gayle Forman
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 288

„Więc to do tego doszło? Tym się stałem? Chodzącą sprzecznością? Jestem otoczony ludźmi a czuję się samotny. Twierdzę, że usycham z tęsknoty za odrobiną normalności, ale teraz kiedy ją mam, jakbym nie wiedział, co z nią począć. Nie potrafię już być normalnym człowiekiem.”

 Gayle Forman, "Wróć, jeśli pamiętasz"

Każdego dnia podejmujemy decyzje. Każda nasza decyzja z przeszłości ma jakiś wpływ na teraźniejszość. Każda minuta naszego życia ma jakiś wpływ na kolejne jego minuty. Nic nie przechodzi do przeszłości bez swego odbicia w przyszłości. Drogi Adama i Mii po wydarzeniach z powieści "Zostań, jeśli kochasz" rozeszły mogłoby się wydawać, że bezpowrotnie... co jednak się stanie, jeśli pewnego dnia ich drogi znowu się zetkną? Czy będą potrafili sobie ponownie zaufać i wyjaśnić wydarzenia z przeszłości? Złączą się czy rozłączą już na zawsze? Po twórczości pani Gayle Forman można spodziewać się naprawdę wszystkiego.

Po wypadku w którym Mia straciła rodziców i młodszego brata jej życie wywróciło się do góry nogami. Ta tragedia dotknęła jednak także jej chłopaka, Adama. Kilka lat po tragedii oboje są już dorośli. Ona - utalentowana, coraz popularniejsza wiolonczelistka. On - znany muzyk rockowy, ma już na swoim koncie największe nagrody świata muzyki. Ma karierę i uznanie o którym marzył przez lata, Brakuje mu jednak nie czegoś, a raczej kogoś... Brak odpowiedzi na dręczące go pytania rzuca cień na życie Adama. Powoli wszystko zaczyna się rozpadać jak domek z kart.... Czy niespodziewane spotkanie przyniesie Adamowi ulgę? A może Mia pojawiająca się znowu w jego życiu wprowadzi w nim jeszcze większy zamęt?

"Zostań, jeśli kochasz" to książka, która mnie oczarowała i tym samym wywołała bardzo silne emocje. Wiadomo - utrata bliskich, śmierć, pytanie: "zostać czy odpuścić i umrzeć?" to musi wzbudzać emocje. Jednak to wszystko było stonowane wspomnieniami Mii. Ta część cyklu "Jeśli zostanę" także mówi o stracie... Co było dla mnie zaskoczeniem. Bałam się, że autorka zrobi z tej części zwykłą młodzieżówkę. Weszła z wielkim "bum", dramatem młodzieżowym - trudno mi więc było uwierzyć w to, że uda jej się utrzymać ten poziom refleksji i braku banalności w następnej części. A jednak... udało się! Mia odeszła od Adama i tym samym zabiła jakąś jego część... Czy odpowiedź na pytanie: "Dlaczego?" może przynieść ukojenie? Czy poznanie odpowiedzi po trzech latach da Adamowi spokój?

Wiem, wiem... Ile osób tyle opinii na temat tej książki. Od najniższych not do najwyższych.  Jednak jak pewne już są zorientowaliście moja opinia znajdzie się w tej grupie najwyższych not. Gayle Forman mnie zaskoczyła, a jej powieść mnie porwała. Nie spotkałam się chyba jeszcze z tak zgrabnym pokazaniem uczuć, które towarzyszą ludziom, kiedy zostają porzuceni. Tym bardziej uczuć ze strony płci męskiej... Tak. W tej części to właśnie Adam jest narratorem. Poznajemy jego punkt widzenia, a co za tym idzie gamę uczuć, które towarzyszą mu "teraz" oraz, które towarzyszyły mu wcześniej sięgając aż do wydarzeń z "Zostań, jeśli kochasz". To zgrabna, pełna refleksji opowieść... A także wspaniałe uzupełnienie pierwszej części.

Porażające w tej książce jest to, że ta "główna akcja" toczy się przez zaledwie kilka dni. Kilka dni, ale jakże decydujących. W ciągu tych kilku dni Adam powoli sięga dnia, przechodzi wewnętrzną przemianę oraz poznaje odpowiedzi na dręczące go pytania. To kilka naprawdę bardzo szczerych dni, przemyśleń i wspomnień. To wszystko powoduje, że emocje, które mi towarzyszyły przy czytaniu były szczere i żywe. Naprawdę jestem w szoku. I choć język autor nie jest wyszukany i idealny to jednak jest łatwy w odbiorze, a to wszystko powoduje, że lektura "Wróć, jeśli pamiętasz" była dla mnie czystą przyjemnością. .

"Wróć, jeśli pamiętasz" to książka przesycona wieloma uczucia - przeważają jednak takie jak żal, upokorzenie, niepewność... To powieść, która pokazuje upadek człowieka, zakłamanie, że wszystko jest ok, kiedy wcale tak nie jest. Pokazuje jednak także, że przed prawdziwą miłością nie ma drogi ucieczki... Krótkie, ale treściwe... Mnie chwyciło za serce. Jest utrzymane w tak podobnym tonie do pierwszej części, że to aż zaskakujące - uczucia przy czytaniu, bardzo do siebie zbliżone. Nie oczekiwałam tak dobrej dawki lektury... Pani Gayle Forman utrzymała moim zdaniem poziom z poprzedniej części, a przy tym mnie oczarowała i związała z bohaterami.  Książka przesycona bólem i bardzo refleksyjna... krótko mówiąc.

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

Za możliwość poznania dalszych losów Adama i Mii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

czwartek, 19 lutego 2015

(334) Miniaturzystka

Tytuł: Miniaturzystka
Autor: Jessie Burton
Wydawnictwo Literackie
Stron 464

"Niebo jest jak bezkresne morze falujące między dachami, zbyt wielkie, by można było dostrzec gołym okiem, gdzie się zaczęło albo gdzie się kończy." 

Jessie Burton "Miniaturzystka"

„Miniaturzystka” autorstwa Jessie Burton to książka, która intrygowała mnie od kiedy tylko pojawiła się w zapowiedziach. Przyciągający opis, przyciągająca okładka... Wiedziałam, że po prostu muszę się zapoznać z tą książką. No i jeszcze w dodatku to, że akcja rozgrywa się w XVII wieku działało na plus, jeśli chodzi o chęć przeczytania tej książki. Bardzo lubię klimat, który autorzy potrafią otrzymać na skutek przeniesienia akcji w czasy nam odległe. Pani Burton udało się to po mistrzowsku nadając tym samym smaczku tej powieści. Spodziewałam się świetnej wciągającej książki i się nie pomyliłam! Pani Burton czekamy na kolejną część... Bo miejmy nadzieję, że będzie.

Amsterdam. Rok 1686. Jesień. To właśnie wtedy w życiu osiemnastoletniej Nelli Oortman wszystko się zmienia. Puka do drzwi kamienicy w zamożnej części Amsterdamu, aby rozpocząć życie jako małżonka u boku zamożnego kupca Johanessa Brandta. Jednak zamiast męża, w drzwiach wita ją jego nieprzyjemna siostra, Marin. Jednak to dopiero początek. Życie Nelli komplikuje się, kiedy w prezencie ślubnym od męża otrzymuje kredens przedstawiający ich kamienicę. Dziewczyna, aby jakoś zagospodarować swój czas postanawia umeblować go... w tym celu nawiązuje kontakt z miniaturzystką. Ta jednak okazuje się być bardzo tajemniczą osobą, a przy tym bardzo spostrzegawczą. Przedmioty wysyłane przez miniaturzystkę zaczynają wzbudzać w Nelli lęk. Obrazują bowiem w niezwykły, z niesamowitą przenikliwością sposób to co ją otacza... Z czasem młoda małżonka zaczyna coraz bardziej wchodzić w dotąd zamknięty świat rodziny Brandtów, ale to wiąże się z także odpowiedzialnością. Lepiej bowiem, żeby niektóre sekrety nigdy nie ujrzały dnia codziennego. A jeśli ujrzą... może to nieść za sobą opłakane skutki.

Już od pierwszych stron historia rodziny Brandtów jest owiana tajemnicą. To powoduje, że ta historia nabiera niesamowitej atmosfery. Zagubienie Nelli, nieprzyjemna Marin, dziwne relacje dziewczyny z mężem... a raczej ich brak – to wszystko powoduje, że „Miniaturzystka” naprawdę wciąga. Podczas czytania tej książki bardzo chciałam poznać dalsze losy Nelli. To nie jest słodka i łatwa historia. To historia o zdradzie, niepokojach, lękach, samotności i poszukiwaniu własnego miejsca w życiu. No i jeszcze ta tajemnicza postać można by powiedzieć wszystkowiedzącej miniaturzystki. To właśnie ona jest w pewnym sensie tym „gwoździem do trumny”. Tą wisienką na torcie, która czyni tą książkę naprawdę niezwykłą. Bo w końcu... o co jej chodzi? 

Byłam na początku bardzo zaskoczona kreacją bohaterów. Tym jak barwne postacie stworzyła autorka. Mamy tu naprawdę całą gamę postaci! Nella – bohaterka z początku zagubiona, młoda, cały czas poszukująca. Johanes – mąż nieidealny, obyty w świecie, pewny siebie, a przy tym wszystkim tajemniczy. Marin – można by rzec, że sknera, która niczego w swoim życiu nie przeżyła. A przy tym wszystkim próbuje w pewnym sensie być dyktatorką... Do tego służący i wiele objętych pychą mieszkańców Amsterdamu. Jednak te wszystkie postacie łączy jedno. Żadna z nich nie jest bez skazy. Każda z nich ma coś na sumieniu. Tylko... pojawia się pytanie: „Co takiego?”.

Fabuła jest przemyślana w każdym najdrobniejszym szczególe od początku do końca. Nie dostrzegłam w tej książce zgrzytów, nielogiczności ani tym bardziej przeskoków z jednego miejsca akcji do drugiego bez wyraźnego podparcia i uzasadnienia. Jednak, żeby to wszystko dostrzec trzeba ją po prostu przeczytać. Akcja jest wartka i zaskakująca. A wrażenia podczas jej czytania muszę przyznać, że naprawdę mocne. Każdy dialog, każde zdanie... wszystko ma ważny udział w całości tej książki. To po prostu powieść, którą trzeba się delektować słowo po słowie. Krótko mówiąc: Jedna wielka intryga. 

"Miniaturzystka" to powieść napisana niezwykle zgrabnym i plastycznym językiem. Każde słowo ma sens, a każde wydarzenie wnosi coś do "wyglądu" całości. Pani Jessie Burton nie traci czasu na bezsensowne "wstawki" i choć książka ta ma ponad 400 stron to trzeba przyznać, że żadna strona nie jest wciśnięta na siłę. Obrazu całości dopełnia znajdujący się na słowniczek oraz mdz. innymi przykładowa lista domowych wydatków w Amsterdamie, w XVII w. To pozwoliło mi bardziej wczuć się w sytuację bohaterów, a przy tym lepiej pojąć konteksty społeczne pojawiające się w książce. Za to porównanie zarobków pod koniec XVII w. w Amsterdamie było jakby dopełnieniem - wyjaśnieniem tych wszystkich zawirowań także społecznych ze względu na aspekty finansowe. Przez to motywy działania bohaterów stają się po prostu łatwiejsze do zrozumienia. 

Reasumując powieść p.Burton to książka, która mnie po prostu oczarowała. Fabułą, bohaterami, akcją, ale przede wszystkim klimatem siedemnastowiecznego Amsterdamu. A to wszystko za sprawą niezwykle zgrabnego języka autorki. Aż trudno uwierzyć, że to jej debiut. Może i debiut... ale za to jaki! Niesamowicie wciągający, hipnotyzujący... po prostu porywający do swojego świata. Wiem, że to książka o której będę długo pamiętać. Zawartość piękna, ale trzeba przyznać, że jeśli chodzi o wydanie wydawnictwo naprawdę się postarało. "Miniaturzystka" to majstersztyk... majstersztyk taki sam jak rzeczy tworzone przez tytułową miniaturzystkę. 

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość przeczytania i zrecenzowania "Miniaturzystki" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackiemu!

środa, 18 lutego 2015

(333) Nieznajoma z internetu

Tytuł: Nieznajoma z internetu
Autor: Nika Jabłonowska
Wydawnictwo Lucky
Stron 128
Bardzo rzadko sięgam po typowe młodzieżówki... a jednak czasami mi się zdarza. I tym razem miała miejsce taka sytuacja. Mój wybór padł na książkę „Nieznajoma z internetu” autorstwa Niki Jabłońskiej. Nie oczekiwałam po tej krótkiej powieści żadnych rewelacji i też takowych nie otrzymałam. To książka na godzinkę – max. dwie dla ( moim zdaniem ) uczennic szkoły podstawowej. Bowiem dla osób starszych ta książka może być odrobinę męcząca i infantylna. Osobiście postaram się na nią dzisiaj spojrzeć bardziej okiem jedenastolatki niż prawie szesnastolatki. Choć to może okazać się odrobinę trudne...

„Nieznajoma z internetu” to zapis ostatniego roku gimnazjum Agaty. Jak to z pamiętnikiem bywa ukazuje problemy tej szesnastolatki. A jak na razie jej problemami jest szkoła, wredna Justin, denerwujący, ale bardzo przystojny Kamiński i wolontariat w schronisku. I choć to brzmi bardzo rozsądnie to jednak postać Agaty jest... hm... ciężka. Agata reprezentuje tą bezmyślną, pustą, niedojrzałą część gimnazjalistów. Jest wściekła i ma dosyć życia, kiedy mama nie wypierze jej spodni, a do przyjaciółki odzywa się tylko wtedy, kiedy ma w tym jakiś interes. Więc jak widzicie... nie jest to bohaterka, którą da się lubić od samego początku. Ale jest to także bohaterka dynamiczna... jupi!

Agata pod wpływem nowych doświadczeń, tajemniczej nieznajomej oraz pracy w schronisku przechodzi przemianę na lepsze. I tu zaczynają się zgrzyty, ponieważ moim zdaniem ta przemiana została przekazana ze zbyt małą dokładnością. Autorka sobie w pewnym sensie „poskakała” po tych wszystkich czynnikach. Autorka czy może Agata? W końcu to jej zapis, ale czy można zakładać, że autorka z premedytacją okroiła te czynniki, żeby pokazać, że to nastolatka pisze te wszystkie zdania i, że to po prostu ona nie potrafi w sposób w pełni rzetelny ukazać tą historię? W tej kwestii to już by była chyba przesada.
Nika Jabłonowska miała naprawdę dobry pomysł na fabułę, ale jej rozwinięcie pozostawia jeszcze trochę do życzenia. Język jakim jest napisana ta książka wybitny nie jest – jak to język jakim posługuje się przeciętny Kowalski w wieku szesnastu lat. I to myślę, że mogę ze spokojem zrzucić na garb stylizacji języka. Krótkie zdania, brak swego rodzaju łączności między zdaniem A a zdaniem B. Może było trzeba zrobić z tej Agaty trochę lepszą uczennicę pod kątem polskiego? ;)

Dojrzewanie Agaty jak już napisałam wcześniej zostało moim zdaniem pokazane w zbyt szybkim tempie, ze zbyt wieloma lukami. Choć muszę przyznać, że pokazanie najpierw tej przemiany „pod publiczkę”, a potem tej szczerej wynikającej z prawdziwej potrzeby serca było zabiegiem dzięki któremu odrobinę przekonałam się do tej książki. Jednak te humory Agaty i jej trudne relacje z Kamińskim... Ale oczywiście to wszystko wina hormonów! Doszukałam się jeszcze jednego plusa tej całej historii, a mianowicie zwrócenia uwagi na problem porzucania psów. I to moim zdaniem naprawdę zasługuje na pochwałę.

Autorka zdecydowała się na ukazanie rozpuszczonej nastolatki dla której wszyscy muszą robić wszystko, a ona dla innych nic. Ma wszystko, ale nie potrafi tego docenić. Pani Jabłonowska pokazała ten model rodziny w której dzieci nie doceniają tego co dają im rodzice. Model rodziny w którym dzieci uważają, że wszystko im się należy, a one nie mogą nawet pójść do sklepu. Być może to zwróci uwagę uczniów podstawówki jacy niesprawiedliwi są czasami dla swoich rodziców. Autorka znalazła jednak także miejsce na pierwszą miłość. Jestem więc pewna, że uczennice gdzieś piątej – szóstej klasy podstawówki będą ją czytać z rumieńcami na twarzy.

„Nieznajoma z internetu” to muszę przyznać książka dosyć mądra, ale w wykonaniu pozostawiająca wiele do życzenia. Jednak jestem pewna, że uczennice podstawówki tych minusów nie zobaczą, a jeśli już zobaczą to z pewnością nie będzie im to przeszkadzać. To ciepła powieść, którą jedenastolatki będą czytać z rumieńcami na twarzy, a te rozpieszczone może zmienią pod jej wpływem swoje działanie? Króciutka powieść, ale dla młodego czytelnika myślę, że wartościowa... Jednak starszym osobom odradzam jej czytanie.  

Moja ocena: 6+/10 Dobra z plusem!

Za możliwość jej przeczytania serdecznie dziękuję Wydawnictwu Lucky!

sobota, 14 lutego 2015

(332) Stosik 2/2015

Trochę się tego uzbierało przez miesiąc... Jutro recenzja, a na razie przychodzę do Was ze stosikiem ;)


Lewy stosik:
1. Czerwona Azalia Anchee Min - uwielbiam książki o innych kulturach w stylu powieści autobiograficznych, a ta właśnie taką jest, więc oczywiście nie mogłam się jej oprzeć. Tym bardziej, że cena (1 zł!) kusiła. 
2. W hołdzie dojrzałym kobietom Stephen Vizinczey - mam słabość do Albratosa, a i opis był zachęcający.
3. Boliwia Martyna Wojciechowska - możecie mówić co chcecie, ale ja uwielbiam książki Martyny Wojciechowskiej. "Boliwia" to po "Australii" moje drugie spotkanie z nią. Już przeczytana :)
4. Tatuś Owen Whittaker - lubię takie mądre, pouczające książki. 
5. Dziękuję za wspomnienia Cecelia Ahern - w ramach poznawania tej autorki.
6. Cmętarz Zwieżąt Stephen King - tu sytuacja jak powyżej... Drugie dzieło tego autora, które posiadam, więc w końcu po któreś sięgnę ;)
7. Syn Heraklesa Halina Rudnicka - książka dzieciństwa mojej Mamy. Wynalezione za złotówkę, więc warto. 
8. Beltenebros Antonio Munoz Molina - objawia się moja słabość do wydawnictwa Rebis... 
9. Seks. Nie uwierzysz, dopóki nie przeczytasz Michał Wójcik - wynalezione w Carrefourze za 3 zł. To może być ciekawa lektura. 
10. Tulipanowa gorączka Deborach Moggach - wygrzebane za złotówkę.
11. Na imię mam jestem Mariusz Maślanka - tu z kolei znowu słabość do Albatrosa.
12. Zaginiona kartoteka Pittacus Lore - trzecia część książki "Jestem numerem cztery". Muszę się w końcu zabrać za tą serię. 
13. Talizman z jeziora Agnieszka Klimor - kupione w ciemno, choć polska autorka... Zobaczymy co z tego wyniknie. 
14. Języki i kolczyki Hitomi Kanehara - lubię książki o buntowniczkach ;) A już niejeden raz się przekonałam, że takie niepozorne książki są najbardziej wartościowe. To akurat książka na faktach, więc to dodatkowy plus. 
15. Potężna forteca Dawid Weber - potężna ta książka. Nie ma co. A zakup za złotówkę.
16, Muzyka z kufra Michael Connelly - kryminał i sensacja. Super!

Prawy stosik:
17. Pawi krzyk Gina B. Nahai - historia żydowskiej dziewczyny, czyli to co lubię. 
18. Łaskawa ziemia Pearl S. Buck
19. Dom w ruinie Pearl S. Buck
20. Synowie Pearl S. Buck - ta i dwie poprzednie książki to kupiona pod wpływem impulsu trylogia o Chinach. 
21. Czarny koktajl Jonathan Carroll - wszyscy tak się zachwycają tym panem, że nie sposób było się nie skusić... 
22. Więzy rodzinne Deborah Moggach - a tu autorka "Tulipanowej gorączki", może się polubimy? ;)
23. Burza William Shakespeare - trzy złote, a cieszy niezmiernie. Porządne wydanie z twardą okładką.
24. Sabriel Gart Nix - od wyd, Literackiego. Wszyscy się zachwycają, zobaczymy co z tego wyniknie... 
25. Szarlatańskie wersety. Rok w antykwariacie. Stanisław Koralewski - od wyd. Szarlatan. Pierwsze słyszę, ale to może być ciekawe doświadczenie... 
26. Zac & Mia A, J. Betts - od wyd. Feeria. (recenzja) Mogło być lepiej...
27. Co było przed tobą Sarah Cornwell - od wyd. PWN (recenzja) Naprawdę dobra książka... 
28. Miniaturzystka Jessie Burton - od wyd. Literackiego. Właśnie czytam. Jak na razie super!
29. Tablice biologiczne Praca zbiorowa - Przyda się w przyszłości, a i teraz zaglądam ;)
30. Opracowania lektur i wierszy Praca zbiorowa - j.w.

To by było na tyle.... A na półkach miejsca brak... ;/ No nic. Coś się wymyśli ;)
Pozdrawiam. Miłych walentynek 



piątek, 6 lutego 2015

(331) Zac & Mia

Tytuł: Zac & Mia
Autor: A. J. Betts
Wydawnictwo Feeria
Stron 320

"-Nie powinno być tak cicho. (…) Chodzi mi o raka. To słowo na “c”, cancer. Rak niesie takie spustoszenie, że powinien wjeżdżać do ciała na syrenie z błyskającymi światłami. Nie powinno się mu pozwolić wśliznąć po cichu i zalęgnąć w mózgu, żeby się krył między wspomnieniami."*

Choroba, pobyt w szpitalu to ciężkie doświadczenie. Sama spędziłam na oddziale hematologicznym miesiąc, kiedy wyszło na jaw, że choruję na wrodzoną chorobę krwi. Tak więc pomimo świetnych recenzji "Zaca & Mii" podchodziłam do tej książki z lekkim dystansem, a jednak oczekiwałam czegoś naprawdę dobrego. Poruszającego. Zapadającego w pamięć. A niestety otrzymałam młodzieżówkę jakich wiele. Okładka moim zdaniem tragiczna, na szczęście zawartość tak samo tragiczna nie jest... Muszę przyznać, że pani Betts miała naprawdę dobry pomysł na tę książkę. Ale chyba nie potrafiła go odpowiednio wykorzystać. Ta książka ma wzloty i upadki... A pierwsze do czego muszę się doczepić to bohaterowie. Ale po kolei... Zac od miesiąca znajduje się w szpitalnej izolatce po przeszczepie szpiku (choruje na białaczkę). W szpitalu towarzyszy mu mama. Chłopak jest dzielny, prawie w ogóle nie skarży się na swój los. Zanurza się jedynie w świecie statystyk. Pewnego dnia w sali obok ląduje dziewczyna o imieniu Mia - zupełne przeciwieństwo Zac'a. Jest niepogodzona z losem i z rakiem tkanki kostnej. Warto tu jednak zaznaczyć, że Mia ma o wiele większe szanse na przeżycie niż Zac..., a dokładnie o jakieś 80%. I tu zaczyna się robić pod górkę. Zac to bohater, który irytował mnie od momentu, kiedy obok na sali pojawiła się dziewczyna. 

Dla Zac'a jej zachowanie jest tak niepojęte... to, że nie potrafi się pogodzić ze swoim losem. NIE WIERZĘ  w to, że gdyby w rzeczywistości od miesiąca w izolatce siedział sobie jakiś Zac... to potrafiłby akceptować swój los przez cały czas. I do tego jeszcze zbuntowana Mia, która nie zgadza się na nic. Która wszystkiemu jest przeciwna. Nie wierzę w takiego idealnego bohatera jakim jest Zac. Nie wierzę jednak także w bohatera tak zbuntowanego jakim jest Mia. Przez miesiąc swojego pobytu w szpitalu, kiedy codziennie rano pielęgniarka witała mnie słowami "Alicja, chodź na pobranie krwi, a potem będziesz miała takie, siakie i owakie badania" byłam spokojna przez większość czasu, ale zdarzały mi się dni kiedy miałam po prostu dość. Chciałam wrócić do szkoły, do znajomych, zacząć normalnie żyć! Więc bohater, który spokojnie bez ani cienia niezadowolenia siedzi w szpitalu przez miesiąc... nie jest dla mnie wiarygodny. Co więcej Zac nie potrafi zrozumieć Miii... uważa ją za rozpuszczone pannisko, a do tego nieodpowiedzialne. I choć postawa Mii na pochwałę nie zasługuje to jednak nie zasługuje też na wielką naganę, która została jej w tej książce udzielona. Oczywiście to się potem zmienia. Ale szczególnie na początku widoczny jest jasny podział: Zac - dobry, Mia - zły. Co daje się także odczuć przez postawy pielęgniarek i lekarzy. Ale czy naprawdę tak trudno jest zrozumieć to, że niektórym osobom czasami trudno pogodzić się z chorą? Że niektórzy nie potrafią powiedzieć "Aaaa... ok"? 

Początkowo akcja toczy się w szpitalu, a jej główną osią jest Zac. W pewnym momencie na scenę wkracza Mia z Lady Gagą. Bo to od piosenek tej pani zaczyna się relacja głównych bohaterów. A raczej od ich głosności. Potem zaczyna się ciekawość Zaca wobec dziewczyny i podrzucanie karteczek. Zac wychodzi ze szpitala, a ich kontakt się urywa. I można uznać, że od tego momentu autorka zaczyna się pozytywnie rozkręcać. Problemy chłopaka z wejściem ponownie w ten "normalny" świat, z zaakceptowaniem długiej listy tego czego ma unikać i czego nie może robić... (Ale - halo! Przecież to dla jego zdrowia!). Z tymi samymi problemami zmaga się dziewczyna. Jednak w jej wypadku do tego dochodzą jeszcze jej trudne relacje z matką oraz negatywne potwierdzenie przysłowia "prawdziwych przyjaciół poznaje się w biedzie". Bo jak się okazuje ona prawdziwych przyjaciół nie posiada. Nie ma na kim polegać. Warto jednak zaznaczyć, że te relacje z mamą są trudne,.. na jej własne życzenie. Autorka stworzyła dwóch bohaterów - dwa zupełne przeciwieństwa. Zac i Mia są zupełnie inni - objawia się to w ich zachowaniu, ale jest to także pokazane poprzez postacie ich rodzicielek.

Spójrzmy prawdzie w oczy... Moim zdaniem autorka miała naprawdę konkretny, ambitny pomysł. Przypuszczam, że chciała pokazać dylematy w obliczu choroby, kruche relacje w rodzinie, swego rodzaju niezgodę i bunt w obliczu białaczki i innych nowotworów. Ok. Pokazała to, ale w stopniu bardzo okrojonym, niewystarczającym. Może błędnie... ale oczekiwałam po tej książce ze względu na jej bez wątpienia trudny temat, że wzbudzi we mnie żywe emocje - żal, smutek. Oczekiwałam, że mnie wzruszy. Jednak się pomyliłam. Ponarzekałam sobie... To teraz spróbuję ugryźć tę książkę z drugiej strony.

"Zac & Mia" to w gruncie rzeczy naprawdę dobra książka. Książka, która wciąga i porywa. Jednak robi to wszystko jako dobra młodzieżówka. Bo choć choroba jest (niby) głównym tematem tej książki to jednak mam wrażenie, że autorka zaledwie przejechała po tym temacie palcami. Nie zagłębiła się w nim. Poszła drogą zbuntowanych nastolatków. Teraz przechodzimy do drugiej części tej recenzji... "Zac & Mia" to młodzieżówka lepsza niż inna, którą połknęłam w mgnieniu oka. Wartka akcja, ukazanie relacji między dziewczyną a chłopakiem - to się autorce udało. Problemy z rodzicami i nieudolne próby porozumienia się z nimi. To także się autorce udało. Nie mogę być niesprawiedliwa i muszę przyznać, że pod koniec książki zaczęło się robić odrobinę wzruszająco... Tylko, że... to był obrót o 360 stopni. Obrót wręcz nienaturalny. Choć nie mogę zapomnieć o zdecydowanym plusie tej książki, czyli podzieleniu jej na trzy części - "Zac", "I", "Mia".

Reasumując pani A. J. Betts stworzyła dobrą książkę skierowaną do młodzieży o relacjach między dwojgiem młodych ludzi, a także o swego rodzaju buncie, Ja jednak spodziewałam się po tej książce czegoś zupełnie innego - wzruszającej historii związanej z chorobą. Może podeszłam do tej książki ze zbyt dużymi wymaganiami? Ze zbyt dużą powagą? To jednak jest moja opinia. Nie powiem... miło spędziłam czas przy lekturze tej powieści Moim zdaniem to dobry "rozluźniacz". Wiem jakie ta książka zbierała pozytywne opinie, a jednak z mojej strony ta opinia stuprocentowa pozytywna być nie może. Tym bardziej, że w moim odczuciu bohaterowie są z początku przekoloryzowani... potem jest lepiej. A jednak to cały czas nie jest ten poziom, którego oczekiwałam. Ze strony na stronę było coraz lepiej, a jednak do miana chwytającej za serce książki moim zdaniem powieści "Zac & Mia" jeszcze daleko.

*Cytat pochodzi z książki "Zac & Mia" A. J. Betts

Moja ocena: 6+/10 Dobra z plusem!

Za możliwość poznania Zac'a i Mii serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

środa, 4 lutego 2015

(330) Wołanie kukułki

Tytuł: Wołanie kukułki
Cykl: Cormoran Strike
Autor: Robert Galbraith (#1)
Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron 452
Kryminałom i mi jakoś zawsze było nie po drodze. Oczywiście, że od czasu do czasu zdarzało mi się jakiś przeczytać, ale nie ukrywajmy... nie działo się to zbyt często. Ostatnio to się jednak zmieniło na lepsze. Jakoś tak się polubiliśmy i z tej sympatii przeczytałam książkę „Wołanie kukułki” autorstwa Roberta Galbraitha. A raczej autorstwa J. K. Rowling piszącej pod tym pseudonimem. Hm... tu nasuwa się pytanie... po co ten pseudonim skoro i tak wiadomo o kogo chodzi? Choć... muszę przyznać, że podczas czytania, a nawet zasiadając do komputera, żeby napisać tą recenzję o tym... zapomniałam. W każdym razie było to moje pierwsze spotkanie z tą autorką ( pomijając oczywiście Harrego Pottera) – spotkanie owocne, przyjemne i zachęcające do sięgnięcia po następną część pt. „Jedwabnik”.

Cormorana Strike po rozstaniu ze swoją charakterną narzeczoną, kiedy ma już dosyć wszystkiego spotyka kolejne niemiłe zaskoczenie, kiedy w jego drzwiach staje kobieta o imieniu Robin, wysłana do niego przez Agencję Rozwiązań Tymczasowych. Na tym nie koniec zaskoczeń, bowiem potem do drzwi biura detektywa puka brat jego dawnego przyjaciela. Niespodziewany gość chce, żeby Cormoran zajął się sprawą śmierci jego siostry – supermodelki Luli Landry. Prywatny detektyw przystaje na propozycję tym bardziej, że wisi nad nim niezapłacony czynsz. Ta sprawa to dla niego szansa na rozpoczęcie życia od nowa po rozstaniu z kobietą swojego życia, zlikwidowania swoich długów oraz osiągnięcia spokoju. Ale Strike jest weteranem wojny w Afganistanie..., a to rzuciło cień na całe jego życie.

Robin z kolei jest dziewczyną, która dopiero szuka swojego miejsca w świecie pracy. Po przeprowadzce z chłopakiem staje się tzw. „tymczasowym rozwiązaniem” w ten sposób trafiając do Strike'a. Ich współpraca układa się z początku bardzo oschle... A wszystko przez to, że Cormoran nie dostrzega potencjału swojej nowej – tymczasowej sekretarki. Na szczęście dość szybko ulega to zmianie. Młoda kobieta jest spostrzegawcza i inteligentna, a co za tym idzie... mało brakuje jej do tego, aby dorównać swojemu mentorowi. Jej ambicje nie podobają się jednak jej partnerowi, ale trzeba mieć nadzieję, że to jej nie złamie...

Sama zagadka kryminalna jest ciekawa i zaskakująca. Policja uznaje, że Lula popełniła morderstwo, a jej brat twardo obstaje za tym, że to było zabójstwo... Detektyw ma twardy orzech do zgryzienia. I jeszcze jedno... zwroty akcji, ciekawi bohaterowie... J.K. Rowling wie jak pisać! I choć wejście detektywa w świat wyższych sfer jest tematem już trochę obrobionym to jednak pomimo tego postać głównego bohatera to wszystko rekompensuje. Czy wiedziałam kto zabił już na samym początku? Nie! I choć ja nie mam zbytnej wprawy to jednak uważam, że rozwiązanie zagadki jeśli chodzi o tą książkę bez wątpienia takie łatwe nie jest. „Wołanie kukułki” to książka, której strony przewracałam automatycznie... Wciągający świat i plastyczny język autorki. Tak by brzmiała krótka charakterystyka tej książki. To jednak także niezwykle ciepła powieść. Cormoran Strike jest skomplikowaną osobowością (chyba jak każdy detektyw w książkach... ups), a przy tym wszystkim postacią, którą ze strony na stronę lubi się coraz bardziej.

Robert Galbraith stworzył naprawdę świetny kryminał, który przeczytałam w mgnieniu oka. Czas spędzony z prywatnym detektywem Cormoranem był przyjemnością. Jego relacje z Robin oraz trafne dialogi bohaterów dodawały smaczku całej książce. Nie ma w tej książce wielkich romansów, ale jest za to naprawdę dobry wątek kryminalny. Zakończenie nie jest „oczywistą oczywistością”. Choć chyba wolałabym, żeby morderstwo dotyczyło osoby innej niż wielkiej sławy, bo to temat już trochę oklepany. Pomimo tego wejście w świat wyższych sfer i ich humorów bez wątpienia dodało smaczku całej książce. Autor(ka) ma naprawdę lekkie, wykształcone pióro.

„Wołanie kukułki” to książka, która wcale mnie nie zaskoczyła pod jednym względem. Wiedziałam, że będzie dobra i się nie myliłam ;) A musicie przyznać, że taki brak zaskoczenia jest akurat czymś bardzo miłym. J.K. Rowling stworzyła książkę ciekawą od początku do końca – w dodatku ze świetnymi bohaterami. Dobry wątek kryminalny to największy plus tej książki, a do tego dochodzą jeszcze świetne dialogi, które nie są głupie. Warto też dodać, że dzięki autorce dowiadujemy się dużo na temat samego detektywa - nie jest on tylko "robotem" w tej historii. "Wołanie kukułki" to przede wszystkim książka, która mnie niesamowicie wciągnęła - po prostu porwała. Ta książka ma klimat. Więc jeśli szukacie naprawdę dobrego kryminału to nie zostaje mi nic innego jak tylko Wam serdecznie polecić tę powieść! 

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!

Za możliwość poznania prywatnego detektywa Cormorana Strike'a serdecznie dziękuję Grupie Wydawniczej Publicat!

niedziela, 1 lutego 2015

(329) Podsumowanie miesiąca: STYCZEŃ

Pewno się nie orientujecie, ale przechodzę dzisiaj swego rodzaju chrzest... To w końcu moje pierwsze podsumowanie miesiąca na blogu, choć prowadzę go prawie cztery lata ;) Będzie więc krótko i treściwie. 

W styczniu na blogu pojawiło się 8 postów, a w tym 6 recenzji książek: 

I stosik oraz lista BBC.

Styczeń to także miesiąc próbnych egzaminów gimnazjalnych przez co przeczytałam mniej książek niżbym chciała. Ale nie jest źle. Za mną dziesięć książek...

1. Halo, Pan Bóg? Tu Anna... 
2. Bat na koty
3. Drzewo migdałowe
4. Historie miłosne 
5. Ciepłe ciała
6. Co było przed Tobą
7. Zac i Mia
8.Prawdziwa historia oparta na kłamstwach
9. Boliwia
10. Wiosna życia

Czyli łącznie stron: 2786 :)


Ten miesiąc to także bardzo fajny pomysł mojej Mamy związany z drabiną, którego efekty możecie zobaczyć na zdjęciu ;) Przynajmniej książki nie walają się po podłodze... 

A jak u Was wyglądał pod względem czytelniczym styczeń? Pozdrawiam!


LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...