poniedziałek, 30 marca 2015

(347) Znachor

Tytuł: Znachor
Autor: Tadeusz Dołęga – Mostowicz
Wydawnictwo MG
Stron 336

„[...] szczęście póty trwa, póki je człowiek ocenia należycie. A dla człowieka wartość ma tylko to, co ciężko się zdobyło.”
Tadeusz Dołęga – Mostowicz, „Znachor”

Tadeusz Dołęga – Mostowicz to autor, którego dzieła znałam dotychczas jedynie ze słyszenia. Choć przyznaję, że na półce już od kilku miesięcy stoi „Kariera Nikodema Dyzmy” to jednak dopiero propozycja zrecenzowania „Znachora” w pełni utwierdziła mnie w decyzji sięgnięcia po twórczość tego pana... Nie wiedziałam tylko, że będzie ona na tyle uzależniająca, że po skończeniu lektury „Znachora” będę miała taką ochotę na lekturę kolejnej części perypetii profesora pt. „Profesor Wilczur”. Czuję się pozytywnie zaskoczona, a przy tym wszystkim oczarowana tą historią pełną ciepła, udręki oraz podróży po nieokiełznanych koleinach losu.

Profesor Wilczur to znany i ceniony lekarz, chirurg. Jako jeden z najlepszych lekarzy w Polsce dorobił się niezwykle wysokiej pozycji w społeczeństwie, domu, sławy i pieniędzy. Nie myślcie jednak, że uderzyła mu ona do głowy... O nie! Nic z tego. Jest świetnym ojcem i mężem, a jednak i tych najlepszych dotykają tragedie. Kiedy główny bohater powieści Tadeusza Dołęgi – Mostowicza traci żonę jego świat i porządek w nim panujący ulega zawaleniu i rozproszeniu. Próbuje utopić smutki w alkoholu, a potem na skutek nieszczęśliwego wypadku traci pamięć... Jedno jednak po czasie sobie przypomina: jak leczyć ludzi i jak przynosić im ulgę. Pod nowym imieniem i nazwiskiem wznawia swoje praktyki lekarskie na wsi. Nowy konkurent nie podoba się jednak miejscowemu lekarzowi, które na skutek jego znachorskich praktyk zaczyna tracić pacjentów. W rezultacie zaczyna grozić mu, że pójdzie ze sprawą na policję...

Muszę Wam się do czegoś przyznać... nie przy każdej książce dostaję podczas czytania rumieńców. A jednak „Znachora” czytałam z prawdziwym zaangażowaniem i z wielką irytacją reagowałam, jeśli ktoś mi przerywał czytanie. Tym bardziej, że „Znachor” zalicza się u mnie do jednej z tych książek po które w chwili jeśli już po nie sięgnę to już nie potrafię się od niej oderwać. Piękny, plastyczny język był dla mnie prawdziwą rozkoszą podczas czytania... Ciekawa akcja, który przyciągnęła mnie już od pierwszej strony. Odrobinę nie rozumiem tego, że jest to powieść przez niektórych zalicza do romansu, bowiem ja tutaj wielkiego romansu się nie doszukałam, choć nie ukrywam, że wątek uczuciowy przez powieść się przewija...

Profesor Wilczur (Antoni Kosiba) po wieloletniej tułaczce wreszcie odnalazł swoje miejsce na świecie w młynie u zacnego Prokopa. Pomimo tego z tyłu głowy tego mądrego, lecz zagubionego człowieka cały czas kryje się jakieś niewypowiedziane pragnienie... Profesor Wilczur to postać tak poczciwa, że od razu zaczęłam go darzyć niewypowiedzianą sympatią. Jego trudne losy i postawa z jaką przyjmuje baty od życia... Ta książka krótko mówiąc wzrusza i zachwyca. Możemy obserwować wędrówkę bohatera... przemiany, które się w nim dokonują jak i chwile słabości. Główny bohater powieści "Znachor" zachwycał mnie przeciwnościami, które reprezentował... z jednej strony obojętność wobec życia, a z drugiej strony niesamowita pasja i chęć niesienia pomocy innym. Bohater bez wątpienia zasługujący na uwagę...

"Znachor" to jedna z powieści należących do klasyki literatury polskiej. I doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że wiele osób wzbrania się przed czytaniem klasyki... mam jednak wrażenie, że zupełnie niepotrzebnie. Gdyby "Znachor" został wydany po raz pierwszy dzisiaj pewno nie odniósłby takiego dużego sukcesu, a jednak "Znachor" to jedna z tych książek po które ludzie sięgają nieprzerwanie przez dziesięciolecia. Powieść Tadeusza Dołęgi - Mostowicza to jednak także dzieło wzruszające, wciągające... i w pewnym sensie bez wątpienia ponadczasowe. I z pewnością nie jest to dzieło, które męczy. Piękny język i ciekawa fabuła... to lubię!

Tadeusz Dołęga - Mostowicz w swojej powieści ukazuje realia życia w pierwszej połowie XX w. oraz tułaczkę człowieka, którą jest życie. Swoją powieścią wzrusza... Wyciska z człowieka łzy na początku, na końcu jak i w trakcie powieści. Nie chcę i nie zamierzam Wam zdradzać szczegółów tej powieści, a jednak... muszę zaznaczyć, że profesor Wilczur nie jest jedynym ważnym elementem tej książki. Pojawia się tu kilku innych, znaczących bohaterów, którzy swoimi wyborami mają istotny wpływ na akcję i przyznaję, że pojawia się w tej książce także miłość... Miłość, sensacja, ból, rozpacz i nie tylko. W tej klasycznej powieści znajduje się wszystko, a to wszystko razem tworzy całość olśniewającą i zachwycającą. "Znachor" to po prostu powieść o której nie zapomina się z dnia na dzień... 

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość zapoznania się z książką Tadeusza Dołęgi - Mostowicza serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!

środa, 25 marca 2015

(346) STOSik 4/2015

Bardzo nie lubię jak na blogu hula wiatr i w rezultacie przychodzę dzisiaj do Was ze stosikiem ;) A w najbliższych dniach na blogu recenzja takich książek jak "Kiedyś jutro", "Znachor", "Atlas: Doppelganger"... Ale powoli. Dzisiaj wstawiam stosik i uciekam ślęczeć nad podręcznikami od historii... - to akurat lubię. Dzisiejszy stosik podzieliłam na cztery części, aby był bardziej przejrzysty. Te książki to nabytki ostatniego czasu... kupione oczywiście w okazyjnej cenie (w tym wypadku akurat po 80 gr). A więc tak... 


Od góry: 
1. Zielona mila Stephen King - myślę, że tej książki nikomu przedstawiać nie muszę. Czaiłam się na nią już od dłuższego czasu... I myślę, że chyba właśnie od tej powieści zacznę swoją przygodę z Kingiem
2. Dotyk zła Alex Kava -  w sumie trochę podobna historia jak z King'iem. Twórczości pani Kavy nie znam, a poznać chciałam. No i wyniki tego widzicie. 
3. Nieszczęsny narzeczony Aurelii Mark Twain - nie mogło zabraknąć w tym stosiku czegoś z klasyki... i tym razem padło na Twaina, którego bardzo lubię, a to są podobno naprawdę świetne felietony. 
4. Ciało Tess Gerritsen - tej pani także nikomu przedstawiać nie trzeba, a ja miałam na nią chrapkę już od dłuższego czasu.
5. Bez skrupułów Tess Gerritsen - j.w.
6. Stado William Wharton - bo książki wydane przez Rebis kupuję w ciemno... no i przyznaję, że opis mnie skusił. 
7. Werniks William Wharton - j.w. 

Kolejna część tego stosu to sam Stanisłam Lem... autor do którego pragnę się przekonać, a te wydania kusiła, oj kusiły... :) 


8. Austronauci 
9. Solaris
10. Kongres futurologiczny & Maska
11. Szpital Przemienienia
12. Głos pana
13. Śledztwo & Katar
14. Wizja lokalna
15. Opowiadania
16. Eden


17. Zło konieczne Alex Kava 
18. Kraina życia Nicci French - ostatnio ciągnie mnie do sensacji i kryminałów... skutki tego widzicie. 
19. W sieci strachu Nicci French - j.w.
20. Zemsta kobiety w średnim wieku Elizabeth Buchan - musicie przyznać, że sam tytuł jest intrygujący ;) Opis jest równie ciekawy... zapowiada się dawka naprawdę dobrej literatury. 
21. Obłęd serca Chelsea Cain - może nie jestem wielką fanką czytania o psychopatach... no, ale cóż... 
22. Gra pamięci Nicci French 
23. Chirurg Tess Gerritsen 
24. Mama odeszła Joyce Carol Oates - bez wątpienia perła tego stosu. Twarda okładka, mądra, wartościowa fabuła... to lubię!


25. Paragraf 22 Joseph Heller - zaważył fakt, że jest to jedna ze stu książek, które trzeba przeczytać przed śmiercią, a poza tym... mam już dosyć sporą kolekcję książek w tym wypadaniu. 
26. Athabaska Alistair MacLean - ciekawość prozy tego pana.
27. Ubik Philip K. Dick - klasyka krótko mówiąc... a klasykę trzeba znać. 
28. Lewa ręka ciemności U. K. LeGuin - czytałam jedną książkę tej pani i to była trudna przeprawa. Liczę na większe powodzenie tej książki. 
29. 48 godzin Alistair MacLean
30. Lalka na łańcuchu Alistair MacLean
31. Skandal z Modiglianium Ken Follett - bo w końcu postanowiłam poznać tego autora. 
32. Człowiek z Petersburga Ken Follett 
33. Igła Ken Follett 
34. Klucz do Rebeki Ken Follett 

To już koniec... Pozdrawiam Was serdecznie :)

niedziela, 22 marca 2015

(345) Fortuna i namiętności. Klątwa.

Tytuł: Fortuna i namiętności. Klątwa.
Seria: Fortuna i namiętności. (#1)
Autor: Małgorzata Gutowska - Adamczyk
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 464

"Póki jeszcze czekał na karę, coś żywego tliło się we wnętrzu. Teraz to wszystko spopielało."
Małgorzata Gutowska - Adamczyk, "Fortuna i namiętności. Klątwa." 

W polskiej „sferze czytelnictwa” nie ma chyba osoby, która nie słyszałaby o powieściach pani Małgorzaty Gutowskiej – Adamczyk. A gdyby taka się znalazła... byłabym bardzo zadziwiona. Znajdą się jednak z pewnością osoby, które pomimo że słyszały to jednak nigdy nie czytały niczego co wyszło spod pióra tej pani. I muszę Wam się przyznać, że przez bardzo długo czas ja należałam właśnie do nich. Do czasu... do czasu aż w zapowiedziach wydawniczych pojawił się pierwszy tom serii „Fortuna i namiętności” pt. „Klątwa.” Piękna, intrygująca okładka, ciekawy opis... to wszystko spowodowało, że pomyślałam sobie „Muszę ją mieć!”. Dzisiaj już wiem, że to była jedna z lepszych myśli jakie mi przez głowę przebiegły, choć na początku było strasznie... Ale o tym za chwilę.

Litwa, rok 1733. Czas krwawych kar. Na stosie ginie młoda dziewczyna oskarżona o czary. Przedtem jednak rzuca klątwę na osoby, który przyczyniły się do jej śmierci. Od tego czasu sprawcom nie przestaje towarzyszyć pech... i nie mam tu na myśli pecha w postaci gubienia pieniędzy, ale pecha o wiele gorszego. Tymczasem na Litwie rozpoczyna się gorący okres. Śmierć króla Augusta II i następująca po niej wolna elekcja burzy tymczasowy spokój. Dwa przeciwne ugrupowania zjeżdżają się do Warszawy, aby wybrać godnego następcę. Okazuje się to jednak trudniejsze niż początkowo zakładali. W tych barwnych czasach toczy się historia dwóch kobiet: skromnej, inteligentnej Zofii oraz namiętnej i nierozważnej Cecylii. Ich losy przeplatają się przez całą powieść, a w niektórych momentach nawet zbiegają. Nie brak jednak w tej powieści także innych barwnych bohaterów.

W pierwszym akapicie recenzji napisałam, że na początku było strasznie... oj, było! Pierwsze kilkanaście stron tej powieści było dla mnie męką. Dlaczego? Odpowiedź jest prosta: staropolska mowa. Staropolska mowa, którą autorka posługuje się z gracją, ani na chwilę o niej nie zapominając... To co sprawiało mi na początku największe trudności, teraz uważam za jeden z największych plusów tej powieści. Przyznaję – na początku było ciężko. Jednak potem było już cudownie i lekko – czytanie nabrało tempa w chwili, kiedy „przystosowałam się” do języka jakim jest napisana ta książka. Trzeba się wczuć w klimat, skupić przez pierwsze kilkanaście stron, a potem pójdzie już prosto, jak z płatka. Staropolska mowa nadaje tej powieści rytmiczności (podczas czytania) oraz niebywałego uroku.  Małgorzata Gutowska - Adamczyk posługuje się mową staropolską tak dobrze, że język jakim jest napisana ta powieść nie wydawał mi się ani przez chwilę przesadzony, śmieszny czy niepotrzebny. Co więcej... w pewnym momencie stał się dla mnie po prostu czymś naturalnym. Przez to, że autorka posługuje się nim zgrabnie i z pewną niezachwianą pewnością "Fortuna i namiętności. Klątwa" nabrały naprawdę dużo smaczku - specyficznego. Dzięki mowie staropolskiej autorka jeszcze lepiej oddała klimat XVIII wiecznej Litwy i wciągnęła mnie do świata swojej powieści... Wessała tak mocno, że aż trudno z tego świata powrócić... Krótko mówiąc: pierwsza klasa. 

Kolejnym atutem tej powieści są żywi, barwni bohaterowie. A jakich bohaterów można w tej powieści znaleźć? Intrygujących, irytujących, wywołujących wzruszenie, śmiesznych, żałosnych, godnych ubolewania, godnych współczucia, dobrych, odważnych  i wielu, wielu innych. Cała gama postaci i kreacji. Tu jednak pojawia się malutki problem... tyci, tyci, ale jednak jest. Bohaterów jest naprawdę sporo i w pewnym momencie podczas czytania tej powieści straciłam rachubę kim są główni bohaterowie. Autorka poświęca dużo uwagi wszystkim bohaterom, a jednak główną osią całej historii są losy Cecylii i Zofii - trudno jest to jednak w trakcie czytania tej powieści czasami dojrzeć. Jakby to powiedzieć... żaden z bohaterów nie jest moim zdaniem widocznie na tym pierwszym miejscu z początku. Dopiero potem podział na bohaterów głównych i pobocznych staje się klarowniejszy. A jednak.,.. mi natłok bohaterów podczas czytania tej powieści w żaden sposób nie przeszkadzał - przez to stała się jeszcze barwniejsza i ciekawsza. Warto jednak zaznaczyć, że autorka przez całą książkę przypomina czytelnikowi o postaci dziewczyny, która spłonęła na stosie... jest ona bez wątpienia ważnym elementem tej historii.

"Fortuna i namiętności. Klątwa." to także książka pełna knowań i intryg. Pani Gutowska - Adamczyk z początku w spokojnym tempie wprowadza nas w wydarzenia, ale potem akcja nabiera tempa. Wydarzenie, za wydarzeniem... i tym sposobem przeczytałam ją w jeden dzień. Różne przewroty i zmiany... w tej książce tyle się dzieje, że mam wrażenie jakbym przeczytała książkę o dwa razy takiej objętości. Aż dziwne, że tyle się w niej pomieściło. To wszystko jednak powoduje, że niesamowicie wciąga i hipnotyzuje. Do tego zgrabne dialogi, których ciąg dalszy po prostu trzeba poznać. No i postać chciwego kasztelana... Nie, nie, nie... fabuły zdradzać Wam już więcej nie zamierzam. Uważam jednak, że należy Wam się jeszcze słowo wyjaśnienie odnośnie tytułu serii. "Fortuna i namiętności". Pierwsza część jest podyktowana bez wątpienia tym, że pieniądze w tej książce odgrywają dużą rolę... zresztą myślę, że kiedy przejdę do kontekstu historycznego to wszystko się bardziej rozjaśni. Kto ma pieniądze ten rządzi i ten ma władzę. Druga część... "namiętności" - oj, znajdzie się miejsce na rumieńce. Jakby Wam to powiedzieć... autorka krótko mówiąc bez pardonu funduje nam momenty. Choć "momenty" to za dużo powiedziane - to są po prostu krótkie "wstawki", najczęściej kilku zdaniowe. W dodatku "wstawki", które pojawiają się naprawdę rzadko... A jednak namiętność jest ważnym aspektem w tej książce... ze względu na Cecylię. Nie mogę w tym momencie swojej "mowy" zapomnieć o wątkach miłosnych, skomplikowanych relacjach damsko - męskich, relacjach w rodzinie, samotności, wyborach... coś pięknego!

Ostatni aspekt, który pragnę poruszyć to aspekt historyczny tej powieści. Pani Małgorzata i w tej kwestii się postarała. I cieszy mnie to tym bardziej, że tło historyczne w tej historii jest bardzo ważne. To ono uzasadnia bardzo dużą część wydarzeń. Autorka ukazała polską szlachtę wraz z ich wadami, ale w sposób bardzo rzetelny, a zarazem klarowny. W dodatku przedstawiła polskie społeczeństwo i wydarzenia związane z kłopotami i rozstrojami, które pojawiały się w państwie gdy dochodziło do wolnej elekcji. Ukazała rolę szlachty w tym wszystkim ( a przy tym rolę pieniądza), przez całą powieść konsekwentnie, lecz w małych dawkach przybliżając nam wiedzę historyczną ułatwiającą zrozumienie tej książki, lecz nie niezbędną.

Reasumując nie pozostaje mi więc nic innego jak tylko Wam serdecznie polecić książkę "Fortuna i namiętności. Klątwa." autorstwa Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk. Jestem pewna, że wytrwałych fanów twórczości tej pani zachęcać nie trzeba... a jeśli jeszcze się nimi nie staliście  - przypuszczam, że to jedynie kwestia czasu. Nadziwić się nie mogę nad tym jak dużego wkładu pracy ta powieść wymagała - tło historyczne, język jakim jest napisana, bohaterowie... z pewnością ogromnego. "Fortuna i namiętności. Klątwa." to powieść, która funduje czytelnikowi całą górę emocji. Wciągająca, ciekawa, barwna, a w dodatku napisana piękną polszczyzną. Powieść, która jest trochę jak wybitna potrawa składająca się z wielu składników - równa wspaniała w całości, jak i w poszczególnych kawałeczkach. Polecam, będąc pewna, że to nie koniec mojej przygody z twórczością tej pani. 

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

Za możliwość zapoznania się z dziełem pani Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

piątek, 20 marca 2015

(344) Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach.

Tytuł: Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach.
Autor: Grzegorz Kasdepke
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 80

"Miłość - uczucie, które potrafi dokonywać cudów."
Grzegorz Kasdepke, "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach"

Grzegorz Kasdepke to pisarz, który wraz ze swoimi książkami towarzyszy mi już od najmłodszych lat. Moja przygoda z publikacjami tego pana zaczęła się od serii książeczek "Co to znaczy...". Od tamtego pamiętnego dnia zawsze z zainteresowaniem przeglądam nowe publikacje pana Kasdepke, a i zdarza mi się z nimi zapoznawać bliżej. Jednym z takich bliższych spotkań była publikacja "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach", która wywołała we mnie chmarę pozytywnych uczuć... choć pertraktuje nie tylko o tych miłych i przyjemnych. Co więcej warto dodać, że to nie pierwsze publikacja Grzegorza Kasdepke mówiąca o uczuciach dla najmłodszych. 

"Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach" to zbiór ściśle ze sobą powiązanych zabawnych historyjek, których akcja rozgrywa się w przedszkolu. Ich bohaterami są oczywiście przedszkolaki, pani Miłka oraz pani Dyrektor. W przedszkolu dużo się dzieje, oj dużo! Pani Miłka ma jednak niesamowite zdolności pedagogiczne i potrafi sobie poradzić z każdym wyzwaniem: pogodzić zwaśnionych przedszkolaków, zorganizować przedstawienie, a nawet przepędzić duchy! A to wszystko robi nie bez dużych emocji i zaangażowania... nawet swojego narzeczonego. 
Dzieciaki jak to przedszkolaki to cała gama osobowości nad którymi często trudno zapanować: szczególnie, gdy do głosu dochodzą uczucia. A w tej części przed inne uczucia wybija się aż siedem. Są to: miłość, nienawiść, pogarda, strach, smutek, poczucie winy, szczęście. 

Jest jedna rzecz, która bardzo zaskoczyła mnie w tej książce... a mianowicie jej forma. Bowiem każdy rozdział składa się z historyjki, przystępnej, a zarazem napisanej z rozmachem definicji każdego z uczuć, zagadnienia pt. "Rady dla dzieci" oraz "Rady dla dorosłych". I właśnie to w tej książce urzekło mnie najbardziej - jest dobra dla każdego - dziecka jak i dorosłego. Co więcej warto zwrócić uwagę na to, że nie są to rady dla "rodziców", ale dla "dorosłych". A przecież... nie trzeba być rodzicem, żeby mieć do czynienia z dziećmi. Do tych moich zachwytów jeszcze w dodatku dochodzą piękne ilustracje zdobiące karty tej książeczki, których próbkę mamy na okładce. I to wydanie... twarda oprawa... rewelacja!

Dzieci - szczególnie w wieku przedszkolnym często mają problem w rozróżnieniu uczucia zakochania od lubienia kogoś, chwilowej złości od nienawiści. Przez to rzucają niektórymi określeniami trochę... no nie ukrywajmy... bezmyślnie chciałoby się powiedzieć. Ale dziecko pięcio-, sześcioletnie i starsze nie znając swego rodzaju definicji uczuć nie potrafi ich odpowiednio odczytać, a co za tym idzie dopasowywać do poszczególnych sytuacji. Z dziećmi o emocjach trzeba rozmawiać, a żeby tą rozmowę dorosłym ułatwić powstała książka "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach". A także, żeby umożliwić dzieciom osobiste poznanie tych emocji.

Historyjki są przezabawne i naprawdę bardzo realistyczne. Rady dla dzieci są bardzo trafne i widać, że autor "orientuje" się w dziecięcym świecie i jego problemach. W dodatku są napisane językiem, który bez problemu dotrze do małego czytelnika. Rady dla dorosłych są z kolei idealnie dopasowane do potrzeb dorosłego czytelnika. A przy tym są podpowiedzią mówiącą o tym jak zapoznać dzieci ze swoimi uczuciami i miejscem tych uczuć w świecie. Rady wprost idealne dla pedagogów pracujących z przedszkolakami i starszymi dziećmi jak i dla ich rodziców i "dużego" otoczenia. 

Wszystkie cechy tej powieści, które wymieniłam powyżej powodują, że książka "Kocha, lubi, szanuje... czyli jeszcze o uczuciach" jest pozycją idealną jako lektura do poduszki i nie tylko dla dzieci najmłodszych jak i dla tych starszych... powiedzmy gdzieś tak do dziesiątego roku życia. Myślę, że każdemu dziecku jest potrzebne od czasu do czasu przypomnienie co oznaczają pewne uczucia. Pozwala to bez wątpienia uniknąć wielu przykrości. Ta pozycja może się także stać prawą rękę dorosłych... Szczerze mówiąc nie myślałam, że ta książka oczaruje mnie tak bardzo. Tak samo jak nie myślałam, że książka dla dzieci może być pozycją tak ambitną...  Ale jak widać mój zachwyt nad dziełami Grzegorza Kasdepke nie słabnie z wiekiem. Jednak trudno się dziwić... są rewelacyjne i autor udowodnił mi to po raz kolejny. Będę bez wątpienia podrzucać tą książkę wszystkim dzieciom w rodzinie, ale oddać swojego egzemplarza nie oddam ;) 

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość zapoznania się z kolejnym dziełem Grzegorza Kasdepke serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

czwartek, 19 marca 2015

(343) Podsumowanie miesiąca: LUTY

Marzec zbliża się ku końcowi, a ja dopiero teraz przychodzę z podsumowaniem lutego. Ale lepiej wcześniej czy później. ;) Krótko mówiąc. W lutym pojawiły się osiem postów. W tym sześć recenzji: 


Luty był miesiącem pracowitym, ale przy tym udało mi się przeczytać dziewięć książek... Więc można uznać, że wynik dobry. Choć oczywiście mogłoby być lepiej. A wyglądało to następująco:

1. Stary człowiek i morze. 
2. Ostatni ślad.
3. Nieznajoma z internetu. 
4. Kiedyś jutro. 
5. Miniaturzystka. 
6. Wróć jeśli pamiętasz. 
7. Niezłomna. 
8. Wspomnienia w kolorze sepii. 
9. Oddziały wyklętych. 

Czyli łącznie 2720 stron :) (+ jeszcze oczywiście strony podręczników ;) ) 
Pozdrawiam i uciekam do książki Małgorzaty Gutowskiej - Adamczyk "Fortuna i namiętność. Klątwa". ;)

wtorek, 17 marca 2015

(342) Clariel

RECENZJA PRZEDPREMIEROWA, PREMIERA 26 MARCA 2015 ROKU

Tytuł: Clariel
Seria: Stare Królestwo (#4)
Autor: Garth Nix
Wydawnictwo Literackie
Stron 496

„Czy to idący wybiera drogę, czy droga idącego?”
„Clariel”, Garth Nix

Cykl „Stare Królestwo” to seria, która zawojowała Polskę już przed laty... Teraz za sprawą Wydawnictwo Literackiego ma okazję zrobić to ponownie. Pomimo wielu pochlebnych opinii na temat tej serii, ja swą przygodę ze Starym Królestwem i magią rozpoczęłam dopiero teraz. A to za sprawą prequelu serii pt. „Clariel”, który w sumie uchodzi za czwarty tom, ale tak naprawdę wydarzenia w nim się rozgrywające mają miejsce 600 lat przed narodzinami głównej bohaterki serii – Sabriel. Już teraz mogę Wam po cichu powiedzieć... (a raczej napisać), że z nadzieją, że otrzymam tak dobrą dawkę literatury jak podczas czytania „Clariel” sięgnęłam już po „Sabriel”. A jednak... dzisiaj skupmy się na Clariel.

Clariel jest córkę słynnej Złotniczki i jej męża. A przy tym wszystkim pomimo wysokiego miejsca w społeczeństwie Clariel jest bardzo nieszczęśliwa w otoczonym murami Belisaere. Tęskni do Wielkiego Lasu, do przyrody. Jest jednak posłuszna rodzicom i trwa nieszczęśliwa w mieście. Tam zaczyna uczęszczać do Akademii i douczać się pod kątem Magii Kodeksu. Jej życie jednak nie jest spokojne... Jest wnuczką Abhorsena – jednej z najważniejszym postaci, jeśli chodzi o magię oraz kuzynką Króla, który choć nie abdykował nie zajmuje się już od dawna sprawami królestwa. Król oczekuje powrotu swojej wnuczki od której wymaga, że obejmie od niego tron. Słuch jednak po niej zaginął. Pomimo tego Król nie zamierza dopełniać swoich obowiązków... Jednak nad miastem ktoś musi panować. Kontrolę, a zarazem władzę dosyć nieformalnie, a zarazem jawnie przejmuje rządca Kilp. Co więcej wraz ze swoim synem Aronzo oczekują czegoś od rodziny Clariel... To utrudnia dziewczynie spełnienie swoich pragnień i udanie się z powrotem do Wielkiego Lasu. 

Pomimo tego, że jak już napisałam wcześniej "Clariel" to dobra dawka literatury to jednak ma ona swoje plusy jak i minusy... Nie potrafię tylko rozstrzygnąć czy postać Clariel jest plusem czy minusem. Jej postać jest z początku tak irytująca, a w dodatku prawdziwa, że aż głowa boli. Clariel ma klapki na oczach jak koń. Widzi tylko to co przed sobą. A jej cel jest bardzo prosty: dotrzeć do Wielkiego Lasu i tam zacząć swoje nowe życie. A żeby to zrobić jest gotowa poświęcić bardzo wiele... choć chyba nawet nie zdaje sobie z tego sprawy. Przy tym wszystkim jej relacja z rodzicami jest bardzo oficjalna, brak w niej czułości i jakiś wyższych uczuć. Mam wrażenie, że to taka trochę transakcja wymienna. Jej ciągłe mówienie, że chce tylko dotrzeć do Wielkiego Lasu jest z jednej strony dobre, bo pokazuje jej miłość do niego i przywiązanie. Pokazuje, że Clariel wie czego chce od życia i, że jest gotowa osiągnąć swój cel. Z drugiej jednak jest trochę irytujące... przecież już o tym wiemy, prawda? W dodatku Clariel to postać dynamiczna... pomimo tego - trudno było mi ją polubić. Ale w końcu się udało. 

Ten smok na okładce był dla mnie jakby potwierdzeniem, że mam do czynienia ze stuprocentową powieścią fantasy. I choć po te stricte powieści fantasy sięgam stosunkowo rzadko to jednak bardzo się cieszę, że miałam możliwość przeczytania "Clariel". Magia, intrygi, trudne wybory... ach! Nie oczekiwałam tak dobrej powieści fantasy, ale jak wiecie apetyt rośnie w miarę jedzenia. Tak też było w tym wypadku.  I w rezultacie im bardziej dzieło Gartha Nix'a mi się podobała tym więcej zaczynałam od niego wymagać. Ale jedno muszę przyznać, że Garth Nix skonstruował świat pełen magii, intryg, królów, czarodziejów i nie tylko -  tak dobrze, że Stare Królestwo wydaje się tak realne, że to aż nie do pomyślenia. Podczas czytania czułam się tak jakby rzeczywiście gdzieś tam hen za górami rzeczywiście znajdowało się takie królestwo...

Minusem jest jednak to, że autor trochę się prześlizgał po niektórych tematach. Mam tu na przykład na myśli aspekt głównej bohaterki i jej nauki magii. Myślę jednak, że autor tak samo jak stworzona przez niego bohaterka miał jasno obrany cel i wiedział dokąd zmierza ta historia. I doprowadził ją do końca - posługując się cały raz zgrabnym, niemęczącym językiem i wyrobionym piórem. Czułam wagę każdego słowa w tej powieści. Mam wrażenie, że nic w niej nie było przypadkowe. A co więcej "Clariel" jest świetnym wprowadzeniem do historii Starego Królestwa. Jestem już w trakcie lektury "Sabriel", więc już w tym miejscu mogę napisać, że fakt, że poznałam tą książkę bez wątpienia ułatwia mi lekturę pierwszego tomu serii.  Ale nie ma w tym nic zaskakującego. Historia Clariel to bowiem delikatne wprowadzenie do świata Starego Królestwa i sposób na zaznajomienie się z nim i jego zrozumienie. 

Mam wrażenie, że p. Nix już od pierwszej strony tego prequelu rzuca nas na głęboką wodę, w sam wir wydarzeń... tym zdobył moją sympatię już od pierwszych stron powieści. A potem pomimo kilku niedociągnięć było równie dobrze albo i lepiej. No i ten wszystko wiedzący narrator, który widział więcej niż Clariel co czasami przyprawiało mnie o palpitacje serca. Garth Nix stworzył świat dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe, bohaterów prawdziwych, szczerych i zagubionych. Świetnie zaczął i świetnie skończył. A to wszystko powoduje, że nie żałuję czasu spędzonego podczas lektury "Clariel". To książka dla tych, którzy lubię się rozkoszować literaturą fantasy...Polecam!

Moja ocena: 8-/10 Rewelacyjna z minusem!

Za możliwość poznania tej książki serdecznie dziękuję Wydawnictwu Literackie!

niedziela, 15 marca 2015

(341) Tropicielka cieni

Tytuł: Tropicielka cieni
Autor: M. G. Gardiner
Wydawnictwo PWN
Stron 440
"- Co zamierzasz zrobić, Sarah?
 - Coś wymyślę.
 - Wymyślisz, jak przetrwać? 
 [..]
 - Nie. Jak wygrać." 
"Tropicielka cieni", M.G. Gardiner

Thriller i sensacja... po tego typu sięgam dosyć sporadycznie. Jednak dla „Tropicielki cieni” postanowiłam zrobić wyjątek. Rzadko zdarza się, żeby jakaś książka wciągnęła mnie tak bardzo, że sen nie chce przychodzić, a kiedy przychodzi to z pewnymi wyrzutami sumienia..., że nie pozna się „tu i teraz” dalszego ciągu tej historii. Jednak „Tropicielka cieni” wciągnęła mnie bez reszty, porywając do swojego świata na kilka dobrych godzin. Godzin, które najchętniej spędziłabym na obgryzaniu paznokci z nerwów... Na szczęście się powstrzymałam ;) Pani Gardiner wie jak pisać. Stworzyła świetną książkę, która porwała mnie już od pierwszej strony... Pościg, zawrotne tempo akcji... To lubię!

Sarah Keller jest matką samotnie wychowującą pięcioletnią córeczkę – Zoe. Mieszka, w spokojneym. Odległym regionie Oklahomy. Pracuje jako skip traicerka – poszukuje i ściga osoby, które uciekają przed policją, aby uniknąć spłacenia długów, sądu czy więzienia. Jest można by rzec, że łowczynią... Pewnego dnia zmienia się jednak sama w zwierzynę. W dniu kiedy wychodzi na jaw, że Zoe nie jest biologiczną córką Sarah kobieta z córką musi zacząć uciekać. Przed policją, FBI i groźnymi przestępcami, którzy nie cofną się przed niczym, żeby dopaść Zoe. A jak Zoe to i Sarah, ponieważ kobieta nie odda dziewczyny bez walki... Zaczyna się wielka ucieczka, wielki pościg. A temu wszystkiemu towarzyszy niejedno kłamstwo, strzelanina, śmierć, niebezpieczeństwo i strach. Strach, który udziela się także czytelnikowi... A jak strach to i zaangażowanie w historię.

„Tropicielka cieni” to kolejna książka Meg Gardiner. Nie miałam przyjemności zapoznać się z jej pozostałymi dziełami, ale jestem pewna, że postaram się to zmienić. Jeśli są chociaż w ¾ tak dobre jak ta powieść... to naprawdę warto. Dawno nie byłam pod tak silnym wpływem jakiejś powieści. Jednak historia Sarah... wciągnęła mnie tak mocno, że to aż nie do pomyślenia. Jest po prostu rewelacyjna! Może sprawia to fakt, że ważne w tej książce są losy dziecka? A jak wiadomo krzywda, które dzieje się dziecku lub, która może mu się dziać oddziałowuje bardzo mocno na psychikę człowieka, a w tym wypadku czytelnika. Dorosły może się chronić na różne sposoby... Dziecko jest bezbronne - może polegać tylko na dorosłych. Tym bardziej takie słodkie, a zarazem przenikliwe dziecko jak Zoe... 

I tu przy postaci Zoe autorka zyskuje u mnie kolejny plus. Zoe jest bardzo dojrzała jak na swoje pięć lat, a przy tym ma bardzo przenikliwy umysł. Dowiadujemy się już o tym na pierwszych stronach powieści. Pomimo tego dziewczynka wykazuje momentami zachowania idealne dla pięciolatki - tj, nie może się na przykład obyć bez swojej przytulanki, To czyni ją bohaterką bardziej realne. Przy postaci Sarah p. Gardin także się postarała. Stworzyła bohaterkę silną i niezależną, ale przy tym bohaterkę, która pozwala sobie pomóc. A co za tym idzie postać inteligentną i odważną. Kobietę, którą wychowało życie, niespełniona marzenia, a przede wszystkim miłość do Zoe. No i mamy jeszcze postać jak dla mnie szalonego detektywa FBI, który próbuje zrobić z głównych bohaterek przynęty i zwariowanych morderców. Nie brak jednak w tej powieści bohaterów jak najbardziej pozytywnych - wiernych, odważnych i oddanych przyjaciół. Ale muszę przyznać, że jednak motywy działania tych bohaterów mniej pozytywnych są bardziej interesujące ;) Cała gama postaci, zachowań i pytań "Dlaczego?" i "Po co?". W tej książce każdy bohater jest większą lub mniejszą zagadką... 

Było ochy i achy, ale teraz muszę sobie trochę pomarudzić... A mam zastrzeżenia do dwóch spraw. Pierwsza. Brakowało mi odrobinę reakcji Zoe na to co się dzieje wokół niej... Wiadomo. Strach. To autorka nam pokazała, ale zabrakło mi tego co potem. I tym oto sposobem dochodzi do drugiej wady. Pani Meg moim zdaniem ledwie przejechała palcem po tym co działo się po punkcie kulminacyjnym tej historii. O niczym nie zapomniała, wszystko krótko podsumowała, skwitowała. Dzieje się, dzieje... a potem pach i pach. A jednak ja z chęcią poznałabym tą końcówkę bardziej rozbudowaną, a co za tym idzie opisaną z większą dokładnością. Po prostu chciałabym otrzymać coś więcej niż zaledwie kilka zdań podsumowujących. Chcę poznać skutki - dokładnie opisane! Chcę poznać kawałki historii bohaterów "po"...  I tak oto tym sposobem z marudzenia przechodzimy z powrotem do "ochów i achów" ;)

Koniec pomimo tych małych niedogodności o których pisałam powyżej jest po prostu G-E-N-I-A-L-N-Y.  To koniec zaskakujący, a przy tym powodujący, że kiedy zorientowałam się, że to już ostatnia strona pomyślałam sobie "o nie...". Ja chcę więcej! Więcej akcji, ciekawej fabuły, zgrabnych dialogów. "Tropicielka cieni" to jedna wielka ucieczka... ucieczka, która ani przez sekundę nie jest nudna. W dodatku autorka w bardzo delikatny, a zarazem idealnie dopasowany do fabuły sposób wprowadza czytelnika w tą całą genezę pościgu. Bo w końcu gdzieś on bierze swój początek, prawda? Oj, ta przeszłość... Przy okazji autorka stopniuje napięcie.... i nie ujawnia wszystkiego na początku. Ujawnia nam po trochu tajemnic aż do ostatniej strony powieści... To trzymało mnie przy tej książce jeszcze bardziej.

"Tropicielka cieni" to książka porywająca w każdym calu. Wartka akcja, ciekawa fabuła, świetni bohaterowie i dialogi... to recepta na R-E-W-E-L-A-C-Y-J-N-Ą książkę. A pani Meg Gardin zna tą receptę i wykorzystała ją w stu procentach. W rezultacie powstała rewelacyjna książka, wciągająca od pierwszych stron. Pani Gardin wykorzystała potencjał tej historii. Jestem więc pewna, że mogę Wam polecić tą książkę z czystym sumieniem... Nawet nie wiecie jak jest mi żal rozstawać się z Sarah, Zoe oraz ich towarzyszami. Czytanie tej książki to była po prostu czysta przyjemność. Więc radzę Wam dobrze... nie odmawiajcie jej sobie! ;)

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

Za możliwość zapoznania się z "Tropicielką cieni" serdecznie dziękuję Domu Wydawniczemu PWN!

środa, 11 marca 2015

(340) Stosik 3/2015

Lecę się za chwilę uczyć, ale wcześniej zostawiam Was ze stosikiem :) Nie bójcie się! Jeszcze nie zbankrutowałam ;) Ten stosik kosztował mnie w sumie... 16 złotych.  Najpiękniejsze pozycje z niego to jak dla mnie "Gombrowicz", "Cedry pod śniegiem", "Droga bez dna", "Tato, gdzie jedziemy?", "Zimna góra" no i "Trzynaście księżyców" oraz... wszystkie pozostałe. 


Lewa strona:
1. Kolacja we dwoje Mike Gayle
2. Tato, gdzie jedziemy? Jean - Louis Fournier
3. Słowacki wysp tropikalnych Michał Choromański
4. Zimna góra Charles Frazier
5. Panowie z Pitchfork Kamil Gruca'
6. Pisać Ewangelię życiem Chiara Lubich 
7. Mała droga ufności Teresy z Lisieux Jacques Philippe
8. Trzynaście księżyców Charles Frazier
9. Nikt z rodziny Arkadiusz Pacholski 
10. Wieża Sokołów Erik Fosnes Hansen
11. Psalm u kresu podróży  Erik Fosnes Hansen
12. Lśnienie nad głębiną Arkadiusz Pacholski
13. Cierpliwość wobec Boga Tomas Halik
14. Gombrowicz w Vence i inne wspomnienia Kazimierz Głaz
15. Medycyna, moja miłość Jacek Imiela
16. Opowiadania pełne pasji Praca zbiorowa

Prawa strona:
17. Cedry pod śniegiem David Guterson
18. Trans śmierci Graham Masterton
19. Mimo wszystko Monika Sawicka
20. Droga bez dna Ben Okri
21. Letnie historie, zimowe opowieści David Lodge
22-31. Kot, który... tom 3-5, 7-10, 12-14 Lilian Jackson Braun
32, A nie mówiłam! Katarzyna Grochola
33, Wierna rzeka Stefan Żeromski
34. I ty kiedyś założysz rodzinę Kinga Wiśniewska - Roszkowska
35. Podwójne zabójstwo Jonathan & Faye Kellerman

Coś czytaliście? Znacie?
Pozdrawiam!

PS1.
Pisałam Wam już, że kocham antykwariaty? ;)
PS2.
Szykujcie się na recenzję "Kiedyś jutro" ;)

wtorek, 10 marca 2015

(339) 4 lata minęły jak z bicza strzelił, czyli... czwarte urodziny bloga.

1 marca 2011 roku. Miałam tamtego dnia jedenaście lat (a w sumie to jedenaście lat i dziewięć miesięcy) ... i byłam uczennicą piątej klasy szkoły podstawowej? Już nawet nie pamiętam. W każdym razie przejdźmy do meritum sprawy ;) Dokładnie 1 marca 2015 roku (czyli 9 dni temu) minęły cztery lata odkąd na blogu "Książki - inna rzeczywistość" pojawiła się pierwsza recenzja. Swoją drogą była to recenzja książki w której wówczas byłam zakochana. Oj ten "Zmierzch"... Swoją drogą to była zupełnie beznadziejna recenzja. Następna pojawiła się dopiero 18 marca... "Akademia Księżniczek", a za nią pierwszy komentarz, który padł 31 marca... cóż to była za euforia!

Od tego pamiętnego dnia (1 marca) na blogu pojawiło się ok. 370 postów, ok. 3700 komentarzy... i pewnie. Wyniki mogłyby być lepsze. Ale kiedy zakładałam tego bloga oczarowana blogami z recenzjami książek nie przypuszczałam, że moja "recenzencka" przygoda będzie trwać tak długo.  I wiecie co? Bardzo się cieszę, że ona nadal trwa.  Ze skutkami różnymi ... no, ale cóż...

"Książki - inna rzeczywistość" to taki mój mały sukces. Jestem teraz uczennicą 3 klasy gimnazjum i chyba dopiero teraz czuję, że jestem w pełni gotowa na prowadzenie tego bloga. Te cztery lata nie obfitowały w nowości... ale to się zmieni! I chyba piszę trochę lepiej. Do ideału mi jeszcze daleko...te wszystkie powtórzenia... ech... Ale zamierzam się doskonalić. A to chyba najważniejsze, prawda? Kiedyś byłam najmłodszą blogerką ksiażkową... teraz podchodzę pod tą średnią wieku. Ale czuję się jakbym cały czas raczkowała. To z jednej strony plus, a z drugiej minus... 

I znowu odeszłam od meritum sprawy... a w sumie ten post miał być po prostu jednym wielkim DZIĘKUJĘ za te cztery lata skierowanym w Waszą stronę, a więc... 

DZIĘKUJĘ!


niedziela, 8 marca 2015

(338) Oddziały Wyklętych

Tytuł: Oddziały Wyklętych
Autor: Szymon Nowak
Wydawnictwo Fronda
Stron 432

"Losy ludzkie są kręte jak drogi i ścieżki w Bieszczadach, zawsze jednak los człowieka zależy od drugiego człowieka."
"Oddziały Wyklętych", Szymon Nowak

1 marca to od zaledwie czterech lat Narodowy Dzień Pamięci "Żołnierzy Wyklętych". To pokazuje, że dopiero od paru lat historia Żołnierzy Wyklętych, a raczej Żołnierzy... Niezłomnych wychodzi na jaw. Przez bardzo długi czas wydarzenia po roku 1945 były owiane nutą tajemnicy, wieloma niedopowiedzeniami... W czasach komunistycznych zapadło milczenie. W szkołach uczono historii bardzo ogólnej, a przede wszystkim "wygodnej" dla ówczesnych władz. Jednym z faktów, które władze postanowiły zataić był fakt istnienia sporej grupy żołnierzy, którzy nie skapitulowali, ale postanowili dalej walczyć o Polskę. Chcieli Polski o jakiej walczyli przez lata. Pomimo ustanowienia Narodowego Dnia Pamięci Żołnierzy Wyklętych w ustawie programowej nauczania w gimnazjum cały czas ten aspekt nie jest ujęty. Ja na szczęście miałam możliwość poznawania po trochu tej historii przez trzy lata swojej edukacji w gimnazjum (której co prawda jeszcze nie ukończyłam, ale co roku co nieco się dowiedziałam na temat Żołnierzy Niezłomnych). Zachęcona i zainteresowana tematem sięgnęłam po książkę "Oddziały Wyklętych" - chciałam lepiej poznać ten kawałek historii Polski, a przy okazji ugruntować i wzbogacić swoją wiedzę. Książka Szymona Nowaka okazała się do tego lekturą idealną. 

Szymon Nowak w swojej książce ukazuje historię działań 22 oddziałów antykomunistycznej partyzantki oraz wiele nieznanych, rzadko widywanych fotografii. Do tego w książce znajduje się jeszcze mapa działań partyzantów oraz tras ich przemarszu. To wszystko tworzy naprawdę dobrze napisaną całość, która jest konkretnym źródłem informacji. Ale trzeba w tym miejscu zaznaczyć, że tworzy książkę idealną... dla osób zainteresowanych tematem. To obraz życia tych żołnierzy, którzy budzą w niektórych tyle mieszanych uczuć, obraz akcji w których brali udział i nie tylko. Przez większość czasu żyli w cieniu swoich dowódców... może to i dobrze? 

Przez jednych są nazywani Żołnierzami Wyklętymi, a przez innych Żołnierzami Niezłomnymi... Jednak ci, którzy przeżyli do dnia dzisiejszego wolą tą drugą nazwę. Byli NIEZŁOMNI. NIE PODDALI SIĘ. WALCZYLI DO KOŃCA. Wyklęci zostali przez komunistów. Z racji tego, że ich historia była przez długi czas trzymana w zaciszu starych archiwów informacje o ich akcjach są trudne do odtworzenia, a wprowadzenie ich do mentalności współczesnego człowieka jeszcze trudniejsze... Tym bardziej dla osób, które swoją edukację odbywali w czasach komuny. Nagle, znikąd pojawili się Żołnierzy Wyklęci. Trzeba jednak mieć nadzieję, że pamięć i wiedza o nich właśnie przez takie książki będzie coraz silniejsza i większa. 

Patriotyzm, godność, honor - to właśnie te trzy rzeczy przyświecały Niezłomnym najbardziej. To właśnie one nie pozwalały im skapitulować. To właśnie one nie pozwalały oddać Polski bez walki. To właśnie one trzymały ich przy życiu. To właśnie one umacniały ich postanowienie walki. Pragnęli wolnej Polski. Nie powstrzymywały więc ich beznadzieja, trudności, nędza... głód, ciągłe narażanie życia. Każda chwila ich życia mogła być tą ostatnią... moment nieuwagi, źle wypowiedziana komenda, a do tego zupełnie powszechne niebezpieczeństwa: głód, choroby. Życie w lesie, z dala od osad. Ciągły strach, niepokój... ale nie poddali się. Byli NIEZŁOMNI.

Szymon Nowak pokazuje historię Żołnierzy Niezłomnych w sposób niezwykle rzetelny. Od pierwszego rozkazu... daje nam odpowiedź na pytanie: "Dlaczego? Po co?", a przede wszystkim pozwala nam ich zrozumieć. Nie chcę Wam przybliżać z bliska historii tych 22 oddziałów. Je trzeba poznać osobiście i... poczuć. Oczywiście. Znajdą się sceptycy, którzy stwierdzą, że ten upór był niepotrzebny. Że powinni odpuścić. Ale tu zaczyna się już dyskusja podobna do tej na temat powstania warszawskiego. Zostanę więc po prostu przy tym, że to historia ludzi, którzy się nie poddali. Ludzi, którzy zasługują na pamięć... 

"Oddziały Wyklętych" to literatura obowiązkowa dla wszystkich osób żywo zainteresowanych historią. Przede wszystkim historią II wojny światową i tego co działo się po niej. To książka dla osób, które chcą uczcić pamięć Żołnierzy Wyklętych. Ich historia będzie żywa tak długo aż mi będziemy o niej pamiętać... Plusem tej pozycji jest opublikowanie w nich zdjęć. Nie jest to książka nudna ani lektura, którą czyta się bardzo trudno ze względu na dużą liczbę nazwisk i dat. Ale jak to bywa z tego typu książkami - ich temat musi po prostu człowieka interesować. "Oddział Wyklętych" Szymona Nowaka to książka, która spełniła moje oczekiwania w 100%, a przy tym poszerzyła moją wiedzę. 

Moja ocena: brak

Za możliwość bliższego zapoznania się z historią Żołnierzy Niezłomnych serdecznie dziękuję Wydawnictwu Fronda!

niedziela, 1 marca 2015

(337) Wspomnienia w kolorze sepii

Tytuł: Wspomnienia w kolorze sepii
Seria: Nad Czarnym Potokiem (#2)
Autor: Anna J. Szepielak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 448

"Może nasze reakcje, an to o nas spotyka, też są dziedziczne. Może boimy się nie tylko za siebie, ale za te wszystkie rozczarowane życiem babki i prababki." 

Anna J. Szepielak, "Wspomnienia w kolorze sepii"

Wspomnienia są rzeczą bardzo ulotną. Z wiekiem u jednych stają się coraz wyraźniejsze, a u innych zanikają. Jednak wspomnienia drugich osób wraz z ich śmiercią zanikają bezpowrotnie... Można jednak tego uniknąć. Słuchać, wyciągać informacje, aby dowiedzieć się jak najwięcej o naszych bliskich i o wydarzeniach, które ich ukształtowały. Dzieci czasami słuchając opowieści dziadków wpuszczają informację jednym uchem, a wypuszczają drugim. Książka „Wspomnienia w kolorze sepii” pokazuje jak ważna jest wiedza o swoich przodkach. Myślę, że tak naprawdę każdy ma tą potrzebę gdzieś tam... głęboko w sobie. Tym bardziej, że jesteśmy tak naprawdę ostatnim pokoleniem, które wspomnienia o II wojnie światowej może poznać z pierwszej ręki.

XX wiek był dla Polaków wiekiem bardzo bogatym w wydarzenia. Ludzie zmagali się z wieloma przeciwnościami losu.. Życie pod okupacją, wywózki do przymusowych robót, obozów, a co za tym idzie śmierć i rozstania z najbliższymi. Po wojnie wiele rodzin się nie połączyło. Wspomnienia te u niektórych były tak bolesne, że choć w sercu cały czas mieli swoich bliskich to jednak woleli o nich nie rozmawiać. Nie chcieli po prostu na nowo rozszarpywać powstałej rany. Joanna, główna bohaterka książki „Wspomnienia w kolorze sepii” napotyka z tego powodu niejedną trudność na drodze swoich genealogicznych poszukiwań. Ale myślę, że pomimo tego nie ustanie w poszukiwaniach ;)

Joanna jest po rozstaniu z narzeczonym, mieszka na przyjaznej wsi, w której bezrobocie aż huczy. Niestety i ją dotknęło. Pomimo tego kobieta się nie poddaje i jakoś wiąże jeden koniec z drugim. Najważniejsza jest dla niej rodzina. Kiedy jej siostra rodzi synka, przed Joanną staje wyzwanie: Co dać mu w prezencie na chrzciny? Przy okazji przeglądania strychu wpada na pomysł stworzenia drzewa genealogicznego dla małego Kacperka. Posiada koleżankę – Martę, która jest utalentowana plastycznie, więc pomysł wydaje się idealny. Ciągnie jednak za sobą konsekwencje w postaci rozbudzenia w Joannie genealogicznych zapędów. Od tego momentu zaczynają się wielkie poszukiwania, aby odnaleźć jak najwięcej informacji na temat swojej rodziny. Wydaje się to trudniejsze niż kobieta przypuszczała, jednak walczy z niechęcią, ponieważ odkrywa jak ważne jest poznanie swojej tożsamości. W jej życiu oprócz nowej pasji pojawia się także tajemniczy Filip. Kim jest ten mężczyzna ze snów?

„Wspomnienia w kolorze sepii” to książka niezwykła, ponieważ akcja rozgrywa się od początku XX do jego połowy, a także w roku 2013. Krótko mówiąc poznajemy losy Joanny, rozgrywające się w 2013 r. oraz kobiet z jej rodziny. Połączenie dwóch perspektyw czasowych tworzy niesamowitą aurę, a co za tym idzie mnie ta książka po prostu zahipnotyzowała. Pokazanie życia kobiet w XX wieku, podczas I i II wojny światowej wyszło autorce bardzo zgrabnie. Pani Anna J. Szpielak jednak przy tym wszystkim pokazała, że choć świat się zmienia to kobiety cały czas mogą być takie same: silne. Losy Joanny i jej babci Danuty napawają nadzieją, że kobieta może znieść wszystko i wyjść z tego jeszcze silniejsza niż dawniej.

Dopiero w trakcie pisania tej recenzji, kiedy szukałam więcej informacji na temat autorki i książki dowiedziałam się, że jest to druga część cyklu „Nad Czarnym Potokiem”. Było to dla mnie zaskoczeniem tym bardziej, że ta część była dla mnie tak czytelna, że do głowy by mi nie przyszło, że jest to druga część cyklu. A tu takie zaskoczenie! Jak się okazuje: cykl ma trzy części, o trzech przyjaciółkach. Pierwsza część opowiada o Marcie, druga o Joannie, a trzecia jeszcze niewydana o Elwirze. Elwira i Marta przewijały się także przez tą powieść, więc miłą niespodzianką było, że mogę poznać także ich losy z bliska. Bo widzicie... ja już teraz jestem pewna, że będę się rozglądać za pozostałymi częściami cyklu. Powód jest bardzo prosty... po prostu warto!

Książka pani Anny J. Szpielak może się wydać niektórym nieco staroświecka. Autorka pokazuje wartości, które były ważne w XX wieku i, które powinny zachować także swoją ważność w wieku XXI. Wiejski klimat, porządność i prawość życia ludzi to wszystko jednak powoduje, że „Wspomnienia w kolorze sepii” stają się świetną powieścią obyczajową, po prostu idealną dla kobiet. Mądra i wartościowa... Tak samo jak bohaterowie tej książki. Joanna to kobieta śpioch, ale przy tym wszystkim kobieta dla której rodzina jest najważniejsza. Zasługuje na uwagę.

„Wspomnienia w kolorze sepii” to książka pełna ciepła. Powieść pokazująca jak ważne są więzi rodzinne, przyjaźń i... wspomnienia. Mnie osobiście zmusiła do refleksji i spowodowała, że zamęczę swoją rodzinę o ich wspomnienia – rzecz tak ważną, bo tworzącą obraz człowieka. Czas spędzony przy lekturze tej powieści był magiczny. Przyjemnością było rozkoszowanie się każdym zdaniem tej lektury. Autorka ma naprawdę dobrze wyrobiony styl pisania. Co mnie w ogóle nie dziwi... w końcu to nie jest jej pierwsza książka. A co najważniejsze „Wspomnienia w kolorze sepii” to książka, którą można poznać nawet jeśli nie zna się pierwszej części cyklu. To co... wybierzecie się w tą podróż wspomnień i szukania swojego miejsca w świecie?

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!


Za możliwość poznania losów Joanna serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...