piątek, 28 sierpnia 2015

(386) Najdłuższa podróż


Tytuł: Najdłuższa podróż
Autor: Nicholas Sparks
Wydawnictwo Albatros
Stron 496

"Ufaj ludziom - powtarzał mi - dopóki nie okażą się niegodni twojego zaufania. A przed takimi, którym przestałeś ufać, miej się na baczności."

Nicholas Sparks, "Najdłuższa podróż" 

Nicholas + Sparks to połączenie chyba zna każda osoba "czytająca". Jedni książki tego pana czytają z uwielbieniem, drudzy podchodzą do nich obojętnie, a jeszcze inni traktują jego powieści jak harlequiny. Osobiście należę do grupy delikatnego uwielbienia. Jak dotąd przeczytałam "Jesienną miłość", "Ostatnią piosenkę" , "Bezpieczną przystań" (jeszcze niezrecenzowaną) no i oczywiście "Najdłuższą podróż". W moim odczuciu każda książka Sparksa jest inna i zaskakująca. Przyznam Wam się, że po "Najdłuższą podróż" sięgnęłam w ciemno. Nie wiedziałam o czym jest ta książka, kim są bohaterowie.  Tym większe po jej przeczytaniu jest zafascynowanie nią.... Nie tego się spodziewałam i myślę, że będę mogła śmiało powiedzieć, że to jak dotąd najlepsza książka Sparksa jaką dane mi było przeczytać. Piękna przez to, że zbiegają się w niej dwie historie miłosne, które w niespodziewanym momencie się krzyżują... mogąc odmienić swoje losy. 

Ira Levinson ma 91 lat i przed sobą kilka miesięcy życia. Jego życie jest pozbawione barw odkąd jego żona Ruth umarła. Kiedy pewnego dnia jego samochód wypada z drogi Ira jest pogodzony z tym, że zbliża się koniec jego ziemskiej wędrówki. W końcu szanse na to, że ktoś zauważy jego samochód pod górą śniegu są znikome. Niespodziewanie jego współpasażerką staje się Ruth. Zmarła przed laty żona próbuje powstrzymać Ira na duchu. Tym sposobem Ira ma szansę jeszcze raz przeżyć i powspominać historię swojej miłości z Ruth... Analizuje, przeżywa jeszcze raz i walczy o każdy oddech. 

Cztery miesiące przed wypadkiem Iry zaczyna toczyć się historia miłosna Luka i Sophii. Sophia jest studentką historii sztuki, Luke pracuje na ranczu swojej mamy i ujeżdża byki. Ich drogi krzyżują się, kiedy przyjaciółki Sophii namawia ją na to, żeby zobaczyła ujeżdżanie byków na żywo. Dziewczyna jeszcze nie spodziewała się, że ten wypad może zmieni całe jej życie... Z nieprzyjemnej sprzeczki z byłym chłopakiem wybawia ją Luke. Ten przystojny kowboj szybko opanowuje jej myśli... a ona jego. Od tego niespodziewanego spotkania zaczyna się ich wspólna podróż. Długa i trudna... Pochodzą z dwóch zupełnie różnych światów. Ona planuje pracować w muzeum, on chce dalej żyć na ranczu. Jednak przecież już niejedna historia pokazała, że miłość potrafi pokonać wszelkie przeszkody, prawda?

Nicholas Sparks zaserwował tym razem swoim czytelników dwie historie miłosne, które udało mu się w zaskakujący sposób ze sobą połączyć. Tak naprawdę myślę, że trudno określić, która z tych historii spodobała mi się bardziej. Każda ma w sobie to "coś" i każda ma w sobie coś z dramatu. Mimo to te historie są naprawdę bardzo różne... już samo oddalenie kilkudziesięciu lat między ich rozpoczęciem się powoduje, że ich bohaterowie są zupełnie inni. Historia Ruth i Iry tak samo jak historia Sophii i Luke'a to historia skomplikowanej miłości. I choć ta pierwsza toczyła się kilkadziesiąt lat temu to jednak Sophii i Luke mogą z niej wyciągnąć profity emocjonalne także dla siebie. Może to właśnie Ira ma im wskazać drogę w którą mają podążać?

Nicholas Sparks stworzył wyrazistą dwójkę głównych bohaterów. Sophii jak i Luke wiedzą co czują i wiedzą, czego oczekują od życia. Jednak nasze pragnienia i oczekiwania nie zawsze pokrywają się z rzeczywistością. Niestety tak jest i  ta para młodych ludzi sama szybko zaczyna sobie zdawać z tego sprawę. Z początku myślałam, że Luke będzie raczej jakimś typowym macho, a okazał się bohaterem bardzo dojrzałym, przyjaznym i niezapatrzonym w siebie. Z Sophii sytuacja przedstawia się następująco  - jest odrobinę nieśmiała, a w niektórych sytuacjach bardzo odważna, a co najważniejsze nie zachowuje się jak zepsuta laleczka. Ira to z kolei człowiek po którego myśleniu w ogóle nie widać jego wieku, a raczej jego życiowe doświadczenie. Przez to nawet te części książki w których to on przejmował pałeczki nie były ani trochę męczące. Śmiem nawet twierdzić, że to właśnie one wzbogacały ją o pewną życiową mądrość. To właśnie te fragmenty z historią Ira i Ruth nadały tej książce swego rodzaju powagę i spowodowały, że nie jest pierwszą lepszą książką dla młodzieży. Nicholas Sparks umieścił w tej powieści bohatera dojrzałego, który wiele przeżył. Przez ten zabieg nadał tej historii niesamowity wydźwięk...

"Najdłuższa podróż" to powieść o najdłuższej podróży w poszukiwaniu miłości, spełnienia, a co za tym idzie szczęścia. Ta podróż nie zawsze jest łatwa. Miłość nie zawsze jest łatwa. Jednak Nicholas Sparks swoją książką przekazuje myśl: "Miłość może pokonać każdą przeszkodą". Autor stworzył kolejną piękną powieść. Zakończenie przyprawiło mnie o gęsią skórkę i spowodowało, że jeszcze długo byłam podekscytowana tym co przeczytałam. Są książki o których po przeczytaniu chce się mówić, mówić i mówić! "Najdłuższa podróż" jest właśnie jedną z nich - wciągającą, porywającą, niekiedy wzruszającą, a kiedy indziej wywołująca uśmiech na twarzy. Świetny pomysł na fabułę, przystępny język... pozostaje się tylko cieszyć, że na półce pozostaje jeszcze do przeczytania "Anioł Stróż", "Na zakręcie" i "List w butelce".

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

sobota, 22 sierpnia 2015

(385) Noc nad Samborzewem

Tytuł: Noc nad Samborzewem
Autorka: Wiesława Bancarzewska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 448

"Zaufanie jest jak zapałka, drugi raz jej pan nie zapali." 

Wiesława Bancarzewska, "Noc nad Samborzewem" 

"Noc nad Samborzewem" to kolejna po "Powrocie do Nałęczowa" oraz "Zapiskach z Annopola" książka Wiesławy Bancarzewskiej opowiadająca o losach Anny, która na skutek tęsknoty za swoimi bliskimi odnajduje drogę, żeby się z nimi ponownie zobaczyć i poznać ich historię osobiście. Tajemniczy obraz z modrzewiem przenosi ją z 2011 roku do ubiegłego wieku, gdzie zaczyna prowadzić normalne życie... wychodzi za mąż, ma córeczkę. W 2011 roku czas dla niej stanął, cały czas jest ta sama data, ten sam piątek.  "Noc nad Samborzewem" to książka, której akcja rozpoczyna się we wrześniu 1939 roku. Mąż Anny wyrusza na wojnę, a dwór w którym dotychczas mieszkali zajmuje nowy niemiecki "właściciel". Anna z Walentynką znajdują schronienie w małym, skromnym mieszkanku w Samborzewie,  przy stacji kolejowej.  Kobieta ma bardzo dużo zadań na głowie - praca, prowadzenie domu, opieka nad córeczką, przechodzenie z 1939 roku do roku 2011, skąd szmugluje żywność, lekarstwa, opał i nie tylko. W kamienicy w której mieszka na szczęście mieszkańcy trzymają się w tej trudnej wojennej rzeczywistości razem. Tym samym Anna zaprzyjaźnia się z Dominikiem, byłym naczelnikiem stacji kolejowej. Problem w tym, że Dominik oczekuje czegoś znacznie więcej niż przyjaźni... Wspólne, ciężkie przeżycia zbliżają ich do siebie. 

Po książkę Wiesławy Bancarzewskiej sięgnęłam głównie dlatego, że niesamowicie spodobała mi się okładka. Wiedziałam oczywiście, że jest to trzecia część cyklu, jednak stwierdziłam, że ten fakt nie będzie dużą przeszkodą, jeśli chodzi o jej przeczytanie. I nie był! Popełniłam tylko jeden błąd... nie spodziewałam się tak magicznej i porywającej lektury. Zdawałam sobie sprawę z tego elementu podróży czasu, ale nie wiedziałam, że będzie on wprowadzony w tą historię tak zgrabnie i naturalnie. Choć sięgnęłam po nią z innego powodu... Chciałam bowiem przeczytać książkę obyczajową, której akcja toczy się podczas drugiej wojny światowej. Chciałam ujrzeć życie, problemy dnia codziennego. I od tej strony niestety ta powieść nie spełniła moich oczekiwań. 

Anna nie ma problemów z przenoszeniem się z roku 1939 do 2011. Z tego też powodu może bez problemu szmuglować jedzenie, leki i inne przydatne podczas wojny rzeczy. Oczywiście musi uważać,  żeby się nie zdradzić z tym, że są to rzeczy z przyszłości. Nikt nie zna jej tajemnicy, a jej życie staje się coraz trudniejsze... bowiem kobieta się nie starzeje i cały czas wygląda w dwudziestym wieku na dwadzieścia parę lat. Ale... w końcu od czego jest makijaż? Te braki problemu z organizowaniem potrzebnych rzeczy zmniejszają rolę rzeczywistości wojennej w tej powieści. Ma też w tym udział bez wątpienia fakt, że Samborzewo nie znajduje się w centrum wydarzeń wojennych. Jednak mimo to jestem tym faktem trochę zawiedziona... mam wrażenie, że pani Wiesława uczyniła w tej książce wojnę tłem, a nie ważnym jej elementem. Pewnym uzasadnieniem niektórych wydarzeń. Choć bez wątpienia musimy pamiętać o tym, że wojna w takich małych miasteczkach wyglądała inaczej niż np. w takiej Warszawie.

Przyznam Wam się, że na początku w ogóle nie mogłam wczuć się w klimat tej powieści i miałam chwile, kiedy chciałam ją po prostu odłożyć na bok... mimo to czytałam dalej i już tak naprawdę po kilkunastu stronach przepadłam. Wiesława Bancarzewska na początku zaczęła dosyć spokojnie, ale potem z każdą stroną się rozgrzewała. Do tego stopnia, że każdą kolejną stronę przerzucałam coraz szybciej, bo też każdą kolejną stronę czytałam z coraz większym zapałem. Bardzo, ale to bardzo spodobał mi się wątek pracy Anny u Niemca, a co za tym idzie pokazanie, że nie każdy Niemiec był człowiekiem złym, przesiąknięty złem i Hitlerem do szpiku kości. Na szczęście w tej książce pojawiają się i dobrzy, i źli Niemcy.

Postać Ani bardzo, ale to bardzo polubiłam już od pierwszych stron tej powieści. Jest wyrazista i odważna. Wyraźnie została ukazana jej relacja z córeczką, Walentynką oraz jej mężem, Olkiem. To kobieta zdolna do poświęceń. Silna, której jakby się wydawało nic nie może złamać. Dominik to z kolei druga niesamowicie ważna postać w tej książce. Były naczelnik stacji chce walczyć, nie chce się zatrzymać pod naporem niemieckiej okupacji. Ta powieść to estrada silnych osobowości - ludzi organizujących tajne nauczanie, pomagających sobie wzajemnie. 

"Noc nad Samborzewem" to jak się przekonałam w trakcie czytania tej powieści książka napisana z dużym rozmachem... i pomysłowością! Autorka swoim pomysłem związanym z przechodzeniem w czasie między rokiem 1939 a rokiem 2011 prawdziwie mnie oczarowała i spowodowała, że niesamowicie żałuję, że nie znam pozostałych tomów tej serii. Historia pani Wiesławy bardzo mnie wciągnęła. To jedna z tych powieści o których po przeczytaniu myśli się jeszcze bardzo długo, jedna z tych książek, którą naprawdę trudno odłożyć. Czyta się ją płynnie i z zapałem. Choć przyznaję, że autorka mogła rozwinąć trochę wątek wojny to jednak dzięki temu jest to książka dla wszystkich. Pani Bancarzewska pisze lekko, a swoją książką porywa! Porywa swoją rewelacyjną i ciekawą książką...

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!

Za możliwość przeczytania rewelacyjnej książki pani Wiesławy serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

środa, 19 sierpnia 2015

(384) Moja biblioteczka cz. 2

Dwa dni temu pokazałam Wam pierwszą część swojej biblioteczki (TUTAJ). Dzisiaj więc przyszła pora na drugą część... 

Mniejszą, bo są to dwa zestawy półeczek i kawałek komódki. Zobaczycie na niej jedynie książki w wersji pocket, ponieważ inne najzwyczajniej w świecie musiałabym po prostu na nią wpychać... a tego nie lubię. 

Oczywiście przepraszam za jakość zdjęć... 

I zapraszam do oglądania! :) 

CAŁOŚĆ:


Poszczególne półeczki: 

Jak się w swoim czasie przekonacie BARDZO lubię książki z serii salamandra... Tak patrząc na te w wersji pocket stwierdzam, że najszybciej zabiorę się za powieść Evansa. A i trylogia Tamory mnie kusi... Z kolei książki o aniołach (pierwsze) czytałam, ale mnie nie powaliły na kolana. I muszę Wam powiedzieć, że "Chłopiec i rzeka" to przepiękna powieść!






A tu mamy misz - masz... Chmielwska, kryminały, listy Marka Twaina o niebie i piekle, anegdoty, mitologia... Swoją drogą chyba każdy znalazł by w tym stosie coś dla siebie ;) 
Aż wstyd się przyznać, ale nie czytałam jeszcze żadnej książki Christie ani Kinga... a jak widać czekają na półce. Federico Moccia to autor, którego dzieła bardzo lubię... na przeczytanie czeka jeszcze "Amore 14". I o czym warto jeszcze wspomnieć? "Spadkobiercy" mnie kuszą niesamowicie i "Dymy nad Birkenau", choć to będzie bez wątpienia przykra lektura... A opowiadania Schmitta z tomiku "Historie miłosne" już czytałam. Jeszcze została "Trucicielka". 

Martyny Wojciechowskie zostały mi do przeczytania niestety jeszcze tylko dwie: RPA i Tajlandia. Za co zabiorę się w pierwszej kolejności? 
Oczywiście za książki Ahern i Giffin (której twórczość bardzo lubię). Myślę, że i Heller nie będzie długo czekał na swoją szansę.  I "Sahara", bo film był moim zdaniem genialny!


Świetny Coben, Biała Masajka... nie wiem jaka. "Bella i Sebastain", "Cedry pod śniegiem", "Ciemność mroczniejsza niż noc" i nowele Jack'a Londona - to właśnie te pozycje z tej półeczki interesują mnie najbardziej... 
Choć z pewnością niebawem sięgnę po drugi tom "Trędowatej". 



Masterton, Kava, "Rzeka słońca" i opowiadania Mark Twaina przeczytam w pierwszej kolejności... Tym bardziej, że te cienki książeczki zostały już przeze mnie przeczytane dawno temu... 

Świetna seria koliber, a wśród niej najszybciej zabiorę się za opowiadania Thomasa Hardy'ego, Fitzgeralda "Ostatni z wielkich" i może tomik opowiadań "Pożegnanie z Marią? Na tej półeczce także genialne opowiadania Doyle'a i czekające, niezwykle intrygujące "Pawi Krzyk", "Wielki Gatsby" i "Godziny". 
 Jedna z najładniejszych wydań w mojej biblioteczce. Uwielbiam wiersze Staffa, "Panią Bovary" po prostu muszę przeczytać. Z "Cieniem wiatru" czekam aż skompletuję całą serię. No i ten Murakami, którego twórczość w końcu powinnam poznać... 
"Zielona mila", "Ojciec chrzestny" i "Moja ulubiona żona" (z miłości do twórczości tego autora) przyzywają mnie od dawna... 



To by niby było na tyle, ale nic z tego, bo po zrobieniu tych zdjęć zakupiłam trzy książeczki, które znajdą swoje miejsce na tych półkach, a są to: 


1. Reymont "Wampir" (jestem niesamowicie ciekawa tej książeczki!)
2. Stendhal "Kroniki włoski"
3. Malraux "Dola człowieka"

Jak wrażenia? Przed nami jeszcze trzy części ;) 
Pozdrawiam!

poniedziałek, 17 sierpnia 2015

(383) Moja biblioteczka cz. 1

Cześć!
Od dłuższego czasu chodzi już za mną myśl, żeby pokazać Wam swoją biblioteczkę... Jest to jednak zadanie trudne, ponieważ nie wszystkie książki mieszczą mi się na regałach... A jednak ostatnio po gruntownych porządkach (usunięciu dubletów - choć nie wszystkich) udało mi się troszkę miejsca wygospodarować przez co osiągnęłam względny ład... Stąd też dzisiejszy i jeszcze kilka innych postów.

Co zobaczycie w moje biblioteczce? Książki od wampirów, po klasykę młodzieżą, literaturę obyczajową, książki religijne, teologiczne czy historyczne... Nie zobaczycie jednak harlequinów ;) 

Mam w domu bardzo dużo książek dlatego stwierdziłam, że oprowadzenie Was po mojej biblioteczce etapami będzie o wiele lepszym pomysłem niż zarzucenie Was od razu setką zdjęć... ;) Tak więc dzisiaj możecie przyjrzeć się tej części na której w większości znajduje się literatura młodzieżowa, ale i sporo pięknej... kompletny misz - masz w tym temacie - za co serdecznie Was przepraszam i zapraszam do oglądania :) 

PS. Z góry przepraszam za jakość zdjęć!

Całość: 


Poszczególne półki: 

Na tej części półeczki najbardziej zasługuje oczywiście "Grek Zorba", którego niestety jak na razie czytałam tylko fragmenty. "Sekretne składniki miłości" to z kolei książka w której się kompletnie zakochałam *_*. A "Bat na koty" to urocza choć trochę smutna historia... A na co mam największą ochotę? Oczywiście na "Leon i Luiza", "Siostra", "Grek...","Błękitny chłopiec", "Ocaliła mnie łza", "Obietnica gwiezdnego pyłu" i może dla chwili relaksu "Zazdrość" i "Dom na Zanzibarze"? 

A co tutaj ciekawego mamy? Bez wątpienia "Samotny mężczyzna", "Kochałem ją", "Szkodliwe intencje", książka Blixen, "Motyl", "Wiadomość z nieba", "Dziecko i Księżyc". Te książki już niebawem wpadną w moje łapki! A ta cienka książeczka na górze to ballady Mickiewicza dla dzieci. Książki z Kory i WAM przeczytane i zrecenzowane... zachęcam do wyszukiwania interesujących Was tytułów ;) PS. No i kochany Doyle...
Na tej półeczce o uwagę szczególnie prosi "Mama odeszła", "Pokuta", "Światłe pochylenie". Uwagę zdobyła już natomiast bez wątpienia "Upalne lato Gabrieli" czy np. "Podróż po miłość. Lilianna" i książeczka Kasdepke... 
W ten oto sposób dochodzimy do wstydliwych książek, czyli tych których nieprzeczytania wstydzę się najbardziej... a to oczywiście książki Kostovy. No i jeszcze na "Strażnika kłamstw" skusiłabym się w pierwszej kolejności. "Z ciemnością..." wspominam niesamowicie mile, ale do recenzji nie będę Was odsyłać, bo musiałabym się jej wstydzić. Natomiast "W butach Valerii" to tak pozytywna książka! :D
 Książka Giffin, Allende - rewelacja! "Córki łamią.." idealne na rozluźnienie. A kusi najbardziej "Obłęd serca", "Obcy" no i "Przebudzenie Jane Fox"... - ta ostatnia chyba najbardziej. Z tej półeczki na specjalną uwagę zasługuje także "Niewiarygodna historia miłosna" (Charlie st. Cloud), której recenzji jeszcze nie widzieliście, ale to się zmieni ;) 
Najlepsze pozycji z tego zdjęcia to bez wątpienia "Uprowadzona" , która jest genialna i którą chętnie bym jeszcze raz przeczytała. Tak samo "Zapytaj Alice" jako pamiętnik narkomanki jest niezwykle mocny... "Kochaj i tańcz" z perspektywy czasu bardzo dobra, ale nic poza tym. Książki z Kory wszystkie są rewelacyjne! Przejmujące, mądre i życiowe... Szczególnie książki Anne Cassidy się wybijają ( 1 , 2, 3
A najchętniej przeczytam "Z deszczu pod rynnę" i "Truskawkowe pole" (o narkotykach). 

To tak... "Brisingr" przeczytany, a niezrecenzowany, ale wszystko przed nami. Najlepsze: "Odłamki", "Anielski ogień" i "Szmaragdowy atlas", który UWIELBIAM i "Przygody Tappiego..." Najchętniej przeczytam "Muzykę z kufra", "Taniec czarownic", "Meksykańską szaradę" i "Wybór Anny". 
Kusi: "Zimna góra", "Córka Nomadów", "Tato, gdzie jedziemy", "Dlatego mnie kochasz" i "Czerwony kapturek". Uwiodła mnie już "Koralina" i "Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie" za Włochy i niesamowitą narrację. I może trochę "Przyrzeczeni", bo są niekonwencjonalni


 Na tym zdjęciu (swoją drogą najbardziej rozmazanym) faworytem jest "Gdzie indziej", które uwielbiam, bo jest niesamowicie mądrą książką. Jedna z najukochańszych mi książek... choć nie nazwałam jej arcydziełem. Kolejną taką książką jest "Akademia księżniczek", która nie jest tak banalna jak jej tytuł. I niesamowicie ciekawa "Zaginiona księga z Salem". A przeczytać bym chciała... "Lśnienie nad głębią" i "Kamyk" :) 
 "Zakochana w mroku" cały czas czeka aż się za nią zabiorę, ale jakoś mi się nie po drodze... to się zmieni! I tak samo się stanie "Rokiem na Majorce" może nawet w te wakacje?No i książkę Leguin i "Merlin..." wypadałoby przeczytać. (I Czahary!) A bardzo, bardzo fajna jest "Magiczna połówka" - jeszcze z czasów, kiedy tego bloga nie było :) "3maj się" może być ;)
Jednak najbliższy mojemu sercu z tej półeczki jest "Pejzaż z królikiem", bo związany ze wspomnieniami. 

Książki, które niechlubnie wylądowały na górze, bo już dawno przeczytane... Góruje "Scarlett"  i "Szeptem". Odsyłam Was tylko do pierwszej części tych serii, ale recenzje pozostałych także możecie przeczytać na moim blogu. "Na tropie bestii" to z kolei seria do której mam ogromny sentyment. Chyba z tej półeczki nie przeczytałam tylko "Podziemnego królestwa"... 

 "Syrena" mogłaby być lepsza, ale i tak jest bardzo dobra... "Pamiętniki wampirów" moim zdaniem zupełna porażka! Może to przez to, że najpierw oglądałam serial? 

 "Akademia wampirów" to seria w której byłam dawno temu zakochana i którą czytałam po nocach. Chyba jedynie nie przeczytałam i nie zrecenzowałam ostatniej części... 
"Zmierzch" z kolei kochałam, ale teraz już za taką dobrą serię nie uważam... 
 "Ever" i kolejne części są bardzo przyjemne. Tak samo "Dziewczyny z Hex Hall". Z kolei seria o wróżkach "Krucha wieczność" itd... nigdy porządnie mnie nie uwiodła. A to dziwne, bo mając jedenaście lat czytałam tylko paranormal romance ;) 
"Kod królów" jest świetny (jeszcze nie recenzowany) tak samo jak "Dom tajemnic". Z kolei "Zmrok" (parodia "Zmierzchu") to moim zdaniem istna katastrofa! Oj, i "Hyperversum" oraz "Ognista" zasługują na szczególną uwagę. Najbardziej chciałabym przeczytać... "Dziewczynę o szklanych stopach" i "500 000 opowieści o miłości". Choć muszę przyznać, że i "Diabeł autobiografia" kusi...

"Ciepłe ciała" podobały mi się, ale nie powaliły mnie na kolana... może dlatego ich jeszcze nie zrecenzowałam? 
Za to bez wątpienia ŚWIETNA jest "Tropicielka cieni" - porywająca! 
A przeczytam z pewnością "Przez starą szafę", czyli swego rodzaju przewodnik i wytłumaczenie świata Narnii. 
"Siostrzyca" jest rewelacyjna i niepokojąca.., a przez to świetna. I w sumie na tym zdjęciu nie ma więcej rewelacyjnych, naprawdę niesamowitych książek, które przeczytałam... Choć "Królestwo Nashiry" może do nich należeć tak samo jak "Nevermore". Jak widzicie mam tylko pierwszą część serii o Harrym Potterze, choć całość przeczytałam... trochę szkoda, ale myślę, że to się w końcu zmieni. 
Z pewnością przeczytam: "W stronę Toskanii" (zapowiada się pozytywnie!), "Tajemnica Rajskiego Wzgórza", "Pocałunki na Manhatatnie", "Proroctwo kamieni", "Moja cesarzowa" "Raj utracony" i "Droga do szczęścia" oraz "Szachiści". A kiedy będę chciała się trochę lękać sięgnę po "Zmorojewo" ;) 

Na tym zdjęciu bezapelacyjnym faworytem jest "Wiadomość w butelce" (ta cienka pomarańczowa książeczka), a porażką "Gwiazda anioła", której nie dałam rady przeczytać... 
W przyszłości chętnie sięgnę po "Nie dla mięczaków" i "Tomcia Serdecznego". 


"Lisia" (o dziewczynce, która rozmawia z kwiatami), "Tam gdzie nie czuć już lęku" oraz seria o Panu Przypadku to faworyci tego zdjęcia. 
Z wyjątkową chęcią sięgnę po "Zemstę kobiety w średnim wieku", "Ulicę marzeń 31", "Przez ciebie" oraz "Sekrety róż".
Tu z kolei moimi ulubieńcami są: "Szkoła, miłość i inne diety" oraz "Deklaracja", "Najdalsza podróż" oraz książki Jaqueline Wilson. 
Bez wątpienia z nieukrywaną przyjemnością po książkę Gerritsen. I myślę, że może kiedyś po "Intruza" i "Wiek luksusu". Pożyjemy, zobaczymy ;)






Mam nadzieję, że jakoś przeżyliście te moje wywody. Zapewniam Was, że nie każda z części będzie taka obszerna :) Jak wrażenia? 

Pozdrawiam!

sobota, 15 sierpnia 2015

(382) Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem.

Tytuł: Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem.
Autor: Robert M. Rynkowski
Wydawnictwo WAM
Stron 192

"Czas rozmowy to czas poświęcony wyłącznie rozmówcy, osobie, z którą rozmawiamy. To bycie w czasie dla drugiej osoby." 

Robert M. Rynkowski, "Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem"

Dawno, dawno temu... a konkretnie ponad dwa lata temu w moje ręce wpadła książka "Każdy jest teologiem" autorstwa Roberta Rynkowskiego. To był czas, kiedy moje zainteresowanie religią i teologią dopiero się rozwijało. Mimo to książka przypadła mi do gustu, ale miałam kilka rzeczy autorowi do zarzucenia. Napisałam wtedy np; że: "Autor stawia zbyt wiele pytań, a daje zbyt mało odpowiedzi." "Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem" to jego druga książka. I już na wstępie muszę zaznaczyć, że spodobała mi się o wiele bardziej! Ale czy autor nadal stawia za dużo pytań, a daje zbyt mało odpowiedzi? Bez wątpienia nie. I choć czuję po przeczytaniu tej książki jest większą ciekawość to jednak wiem, że żadne zagadnienie poruszone przez autora nie zostało zaniedbane. Te dwa lata temu napisałam także, że nie uważam, żeby "Każdy jest teologiem" było książką dla każdego. A jak jest ze "Zrozumieć wiarę..."? O wiele lepiej! 

"Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem"  to jak pisze sam autor kolejny etap trudnego górskiego szlaku. Pierwszy etap: książka "Każdy jest teologiem" miała na celu ukazanie, że do rozmowy z Bogiem zobligowany jest każdy i, że każdy ma do tego prawo. Niezależnie czy jest teologiem, czy architektem... Druga publikacja pana Rynkowskiego opowiada o tym jak powinien wyglądać ten dialog z Bogiem. Choć wydaje się to temat łatwy, to jednak okazuje się w rzeczywistości o wiele trudniejszy. Powód tego jest prosty: Jak ma wyglądać rozmową z Bogiem, którego nie widzimy? Jak ma przebiegać dialog, kiedy odpowiedź z drugiej strony nie zawsze jest dla nas jasna? Jednak, żeby uzyskać odpowiedzi na te wszystkie pytanie trzeba się w temat o wiele bardziej wgłębić...

I tym oto sposobem przechodzimy do aspektu teologii... i filozofii w tej książce. Aby uzyskać odpowiedź na pytanie jak powinien wyglądać dialog z Bogiem trzeba w końcu najpierw pojąć czym jest dialog, skąd się rodzą nieporozumienia i zrozumieć różnice językowe wynikające ze środowiska w którym żyjemy i nie tylko. Trzeba zrozumieć Boga... poprzez istotę Wcielenia, Trójcy Świętej i wiele innych aspektów. Autor nieustannie zachęca nas do rozmowy z Bogiem, prawdziwej i żywej. Zachęca nas do dialogu... nie jeden raz stawiając i odpowiadając na naprawdę trudne pytania.  A każdy następny rozdział wynika z poprzednich przez co ta pozycja staje się niezwykle spójną książką.

Robert M. Rynkowski w swojej publikacji przedstawia nam także różne prawdy filozofii, które mają nam pomóc zrozumieć ich aspekt teologiczny. Są jednak przytoczone w taki sposób, że czytając je nie domyślilibyście się, że są częścią jakby nie było książki teologicznej. Autor cytuje znanych i cenionych filozofów oraz teologów. Wyciąga tezy i szuka argumentów na ich potwierdzenie. Na początku każdego rozdziału "bombarduje" nas pytaniami i zachęca do szukania wspólnej odpowiedzi. Spekuluje i odpowiada... A pytania, które zadają nierzadko bywają naprawdę trudne. Pyta np.: "Czy na świecie musi być cierpienie?", "Czym jest piekło?", "Czym jest czyściec?"... i udziela odpowiedzi popartych opiniami wielu znanych postaci i oczywiście fragmentów z Pisma Świętego. Tym samym pokazuje jak duże znaczenie ma przekład Pisma. 

Napisałam na początku, że uważam, że "Zrozumieć wiarę,.." to książka przystępna, także dla "zwykłego człowieka". Zapewniam Was, że nie trzeba być fanem teologii, żeby ta książka Was zafascynowała. W końcu myślę, że nawet osoba, która ma podejście względem wiary dosyć trywialne zastanawia się nad odpowiedziami na pytania, które przytoczyłam... Jeśli boicie się specjalizacyjnego słownictwa - bez obaw! Autor unika słownictwa, którego ktoś nie będący teologiem może nie zrozumieć. Jednak jeśli takowe słownictwo już się pojawia to zapewniam Was, że wytłumaczone w przystępny sposób. 

Muszę przyznać, że niezmiernie spodobało mi się, że autor przytaczał w tej pozycji dzieła szeroko pojętej kultury. Znajdziemy w niej fragment piosenki Ellie Goulding, Marka Grechuty czy Marii Peszek. Robert M. Rynkowski jest dobrym obserwatorem świata, który go otacza i skrzętnie to wykorzystuje. A co najważniejsze w tym co pisał czułam prawdziwą pasję, może momentami nawet wzburzenie? To nie jest podręcznik do teologii. To książka napisana przez człowieka z krwi i kości - to czuć. Nie mamy w niej nudnych wywodów... Autor pisze w taki sposób, że zachęca nas, żebyśmy sami zastanowili się nad pewnymi rzeczami, a nie tylko przyswajali informacje, które on podaje nam na tacy. 

"Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem" to... fascynująca pozycja. Przystępna w odbiorze i ciekawa. Bez wątpienia także poszerzająca wiedzę - osobiście poznałam dzięki niej niejedno nowe słowo. Jej autor stawia pytania, ale daje także odpowiedzi. To nie jest napisana przez robota książka, suche teksty - to także spostrzeżenia. Mimo to widać w niej ogromny nawał pracy. Jestem bowiem pewna, że przytoczenie tylu cennych, a co za tym idzie wartościowych myśli w odpowiednim miejscu i czasie nie było łatwe. Pewnie wiele osób powie "to książka nie dla mnie" , ale osobiście uważam, że horyzonty należy poszerzać. Dlatego gorąco zachęcam Was po sięgnięcia po nią, jeśli choć trochę interesujecie się światem. Mnie urzekła w niej i filozofia, i teologia. Urzekł mnie także fakt, że jest o wiele lepsza od pierwszej książki autora. Mam wrażenie, że pan Rynkowski wypracował już sobie wspólny język z odbiorcą... Przez co nie są to nudne wywody doktora teologii, a naprawdę rewelacyjna i ambitna książka. Polecam!

Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

Za możliwość zapoznania się z książką "Zrozumieć wiarę. Niecodzienne rozmowy z Bogiem" serdecznie dziękuję Autorowi :) 

(381) Z dala od zgiełku

Tytuł: Z dala od zgiełku
Autor: Thomas Hardy
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 480

"[...] zdarza się czasem, że gdy czuję się wyjątkowo pełen nadziei i wewnętrznej pogody, jakaś troska czyha już na mnie z oddali. Toteż często z zadowoleniem witam w sobie smutek, a lękam się nastroju pogodnego." 

Thomas Hardy, "Z dala od zgiełku" 

Thomas Hardy to pisarz kojarzony przede wszystkim z powieści "Tessa d' Urberville ". Stąd też od razu skojarzyłam jego nazwisko. "Z dala od zgiełku" to jedna z jego pierwszych powieści. Napisana jeszcze przed tą, którą przyniosła mu największą sławę. Jest o wiele mniej znana, ale w Wielkiej Brytanii także niesamowicie ceniona. W Polsce wznowiona przez wydawnictwo Nasza Księgarnia i za sprawą filmu, który pojawił się w kinie w lipcu przeżywa drugą młodość. "Z dala od zgiełku" to klasyczny dramat. Nie spodziewałam się jednak, że będzie to powieść tak klasyczna. Nie spodziewałam się jednak także, że będzie to powieść tak wciągająca. Choć już od paru pierwszych stron główna bohaterka mnie irytowała... 

XIX w; angielska prowincja. Betsaba Everdene zostają spadkobierczynią majątku po swoim bogatym wuju. W spadku otrzymuje dobra ziemskie w postaci mdz. innymi farmy. Oszukana przez rządcę postanawia sama zająć się zarządzaniem gospodarstwa. Uważa, że nie ma czasu na miłostki. Jednak nie wszyscy kawalerzy podzielają jej zdanie... Betsaba jest kobietą piękną i intrygującą. Przyciąga mężczyzn jak magnes swoją niezależnością i pewnością siebie. Na skutek tego o jej rękę zaczyna zabiegać trójka dżentelmenów - trzy zupełnie różne postacie. Każda z nich ma jednak niezwykle silną osobowość. Uczciwy pasterz Gabriel Oak, bogaty właściciel ziemski William Boldwood oraz sierżant królewskich dragonów, a zarazem kobieciarz - Franciszek Troy.

Betsaba Everdene oprócz tego, że jesteś pewna siebie i niezależna jest osóbką nieposkromioną, nieokiełznaną i o czym piszę z przykrością postacią.. próżną. Jej próżność rośnie przez otaczających ją mężczyzn. Ich spojrzenia pełne pożądania, ich uległość, gorące słowa i uczucia... to wszystko psuje Betsabę, wzmaga jej chyżość. Młoda kobieta zdaje sobie sprawę z tego, że jej postępowanie nie zawsze jest moralnie poprawne. Panna Everdene wodzi za nos mężczyzn. Sami więc rozumiecie, że momentami bywała postacią irytującą (szczególnie w chwilach swojej naiwności!),

Thomas Hardy stworzył niezwykle wyraziste postacie. Pokazuje w pełni ich miłość, niekiedy obłęd, oddanie uczciwość, dwulicowość... Mogę śmiało powiedzieć, że postacie z książki "Z dala od zgiełku" to bohaterowie z krwi i kości. Nietrudne jest stwierdzenie, która postać przypadła nam do gustu, a która nie. Moim faworytem stał się pasterz Gabriel Oak, który urzekł mnie swoją mądrością i oddaniem. A główna bohaterka? Główna bohaterka jest postacią pogubioną. Postacią, którą zgubiła próżność. Mimo to - każdy ma w końcu prawo do popełniania błędów, a jej rozterki są godne obserwacji. W tej powieści nie ma ideałów. Każdy bohater jest tak naprawdę chociaż odrobinę pogubiony... jak w prawdziwym życiu.

Im dłużej piszę o tej powieści tym pozytywniejsze stają się moją odczucia względem niej. Biorąc pod uwagę fakt, że już przy pierwszym zdaniu tej recenzji były niesamowicie pozytywne.... teraz już nie wiem jak dobre są. Dzieło Thomasa jest troszkę poplątane, a powód tego jest prosty... Chociaż główna bohaterka momentami mnie irytowała to jednak ona jest największym atutem tej powieści. Jest postacią dynamiczną, która płaci za swoje błędy z wysoko podniesioną głową. Mimo iż to nie zawsze jest łatwe, a najczęściej jest bardzo trudne.

"Z dala od zgiełku" to tytuł idealny dla tej powieści. Choćby ze względu na to, że jej akcja rozgrywa się właśnie z dala od zgiełku wielkich miast. Sielankowe krajobrazy z farm i okolicznych małych wiosek nadają tej powieści klimatu. Podczas czytania miałam wrażenie jakbym przeniosła się do zupełnie odległego świata. Krainy, która tak naprawdę nie istnieje... Sama fabuła, choć wydaje się może odrobinę trywialna w praniu okazuje się niezwykle ciekawa, intrygująca i co najważniejsze zaskakująca oraz wciągająca. Jednak rzeczą zupełnie urzekającą jest narrator. Narrator wszechwiedzący opowiada tą historię jakby siedział z rodziną przy stole i opowiada ją skrzętnie wykorzystując wiedzę o tym co wydarzyło się później oraz o tym co wydarzyło się wcześniej. Nie brak mu także domysłów... To wszystko powoduje, że "Z dala od zgiełku" staje się powieścią niezwykle swojską.

"Z  dala od zgiełku" to dramat w którym nie brak miłości ani dramatycznych wydarzeń. Pokazuje walkę człowieka z własnymi słabościami i hipnotyzuje... Godziny spędzone podczas czytania książki Thomasa były czasem niezwykle dobrze spożytkowanym. "Z dala od zgiełku" to klasyka, która mnie nie nużyła ni przez chwilę. Powieść napisana pięknym językiem, która zasługuje na uwagę i rozkoszowanie się nią. Co najważniejsze to dzieło dojrzałe i mądre. Zero trywialności i zero głupot. Jedna z tych lektur na które warto poświęcić czas... Jedna z tych lektur, których przeczytania się nie żałuje. Po prostu świetna. Polecam!

Moja ocena: 9+/10 Wybitna z plusem!

Za możliwość poznania powieści "Z dala od zgiełku" serdecznie dziękuję Wydawnictwu  Nasza Księgarnia!

wtorek, 11 sierpnia 2015

(380) Tajemny ogród. Rysuj, koloruj, przeżywaj przygody.

Tytuł: Tajemny ogród. Rysuj, koloruj, przeżywaj przygody.
Autor: Johanna Basford
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 96

"W ręku masz pędzel i farby. Najpierw malujesz raj, a potem do niego wchodzisz."

Nikos Kazantzakis

Jedni czytają, drudzy śpiewają lub słuchają muzyki, a jeszcze inni kolorują. Wszystkie te osoby jednak chcą się w ten sposób zrelaksować. Jak doskonale zdajecie sobie sprawę... zazwyczaj wybieram tą pierwszą opcję, czyli czytanie. Jednak ostatnio kolorowanki dla dorosłych (i nie tylko) stały się tak popularne, że i ja postanowiłam się na jedną skusić... Padło na "Tajemy ogród. Rysuj, koloruj, przeżywaj przygody". Kiedy tylko trafiła w moje ręce zaczęłam swoje pieśni pochwalne na temat pięknych ilustracji przygotowanych do kolorowania, które okazały się jeszcze atrakcyjniejsze w rzeczywistości niż na ekranie komputera. Ale, ale... ilustracje to nie są jedyną rzeczą, którą można w tej książeczce spotkać. Powód jest bardzo prosty. To kolorowanka pobudzająca wyobraźnię i zachęcająca nie tylko do kolorowania... 

Johanna Basford zachęca nas nie tylko do kolorowania, ale także do szukania w tych misternie skonstruowanych ilustracjach zwierząt i nie tylko. Osobiście jestem istnym beztalenciem, jeśli chodzi o rysowanie, ale i fani rysowania znajdą w tej kolorowance co nieco dla siebie. Na niejeden kolorowance znajduje się podpowiedź co narysować i w jakim miejscu... to kusi i powoduje, że "Tajemny ogród" staje się pozycją jeszcze bardziej osobistą. Miło po jakimś czasie sięgnąć po taki owoc swojej pracy. 


Dużym atutem tej kolorowanki jest fakt, że każda z ilustracji ma ściśle określone ramy przez co cały zbiór zostaje utrzymany w pewnym porządku i ładzie. Co mi się bardzo podoba! Małe, śliczne elementy zachęcają do wypełnienia ich barwami. 

Na stronie wydawnictwa można przeczytać, że jest to pozycja skierowania dla osób w wieku od sześciu do stu lat. I jest w tym bez wątpienia dużo prawdy! Myślę jednak, że sześcioletnie dzieci będą się bardziej rozkoszować w kolorowaniu misi, a że dorośli zasiądą właśnie do tej kolorowanki... Malutkie elementy mogą być nie lada wyzwaniem nawet dla dorosłej osoby. Ale od czego w końcu jest tło? A motylki kto inny namaluje jak nie dziecko? Tym oto sposobem pozycja "Tajemny ogród. Rysuj, koloruj, przeżywaj przygody" staje się idealną pozycją dla całej rodziny. Relaksacja przy tej kolorowance dodatkowo pobudza wyobraźnię, rozwija spostrzegawczość i przenosi nas do Tajemnego Ogrodu. Piękne ilustracje są dodatkowo prawdziwą ucztą dla zmysłów... Polecam!


Za możliwość wypróbowaniu swoich sił przy kolorowaniu serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

piątek, 7 sierpnia 2015

(379) Jak wam się podoba

Tytuł: Jak wam się podoba
Autor: William Shakespeare
Wydawnictwo Literackie
Stron 168

"O, cóż za świat to, w którym doskonałość 
Gniew jadowity budzi!" 
William Shakespeare, "Jak wam się podoba"

Twórczość Shakespeare zna chyba większość z nas... Ja pierwszą okazję do jej poznania miałam w gimnazjum, podczas czytania "Hamleta". Recenzji nie doczekał się do dnia dzisiejszego... może kiedyś się to zmieni? Wiadome jest jedno: "Hamlet", "Makbet" i "Romeo i Julia" to najbardziej znane utwory Williama. "Jak wam się podoba" to książka, którą wynalazłam w antykwariacie za zaledwie złotówkę. A muszę Wam powiedzieć, że to była jedna z najlepiej wydanych przeze mnie złotówek... Choć wahałam się przed jej zakupem - mimo twardej oprawy. Mimo wszystko przecież nigdy NIC o niej nie słyszałam. Tym większe było moje szczęście, kiedy po przeczytaniu powieści Gayle Forman "Ten jeden dzień" (w której "Jak wam się podoba" jest często cytowanym utworem) odnalazłam tą książeczkę na swojej półce. Od razu zabrałam się do czytania! I tym oto sposobem spędziłam przemiły wieczór przy klasyce... w najlepszym wydaniu!

W "Jak wam się podoba" jest wyraźnie zaznaczony aspekt dramatów jako utworów gotowych do wystawienia  na scenie. Widać to wyraźnie w epilogu... Ale po kolei. "Jak wam się podoba" to komedia. Prosta fabuła dźwięczy z tego utworu i bawi. Główną postacią jest Rosalinda, która po tym jak jej ojciec został wygnany Księcia Fryderyka sama musi uciekać do lasu... Jej wuj po tym jak zagarnął rządy w królestwie w trosce o interesy swojej córki Celii postanawia zabić Rosalindę, jeśli ta nie opuści królestwa. Powód jest prosty: Rosalinda przyćmiewa Celię i to ona zyskuje większą przychylność społeczeństwa... Córka wygnanego Księcia Seniora postanawia jednak uciec pod przebraniem mężczyznę - widząc w tym większe szanse na swoje przetrwanie w Lesie Ardeńskim. 

W tym samym czasie Oliver - syn sir Rowlanda de Boys musi uciekać przed swoim złym bratem, który czyha na jego życie. Udaje się do Lasu Ardeńskiego, jednocześnie nie mogąc zapomnieć o pięknej Rosalindzie, którą poznał krótko przed swoją ucieczką... Spotykają się, jednak Oliver nie rozpoznaje w nieznajomym paniczu Rosalindy, a ta nie jest skłonna wyjawiać mu od razu swojej tajemnicy. Pragnie przekonać się czy uczucie Oliviera względem niej jest prawdziwe. Oczywiście z tej przebieranki wynika niejedna zabawna sytuacja. 

Oczywiście wątek Rosalindy i Oliviera nie jest jedynym wątkiem w tej książce. Bo szczerze mówiąc mnie najbardziej ujął wątek Probierka (błazna królewskiego) i Pastereczki. Nie, to nie jest miłość jak z obrazka. Raczej miłość oparta na tekście typu: "skoro nikt jej nie chce to chociaż ja ją wezmę". Przy tym wszystkim  właśnie postać Probierka jest postacią, która najbardziej mnie ujęła. W roli błazna tej komedii sprawuje się świetnie! To on nadaje jej tempa, humoru i specyficznego klimatu. A niektóre jego kwestie po prostu rozkładają na łopatki. 

Z jednej strony "Jak wam się podoba" powinno być utworem smutnym. W końcu pojawia się w nim nieszczęśliwa miłość, wygnanie, niezgoda między braćmi... Jednak dzięki brawurze i odwadze Rosalindy "Jak wam się podoba" staje się sztuką niezwykle pogodną i wesołą. Taką przy której czytelnik niejeden raz ma ochotę się roześmiać. Nie przypuszczałam nigdy, że będę mogła tak polubić (ba! pokochać!) twórczość Shakespeare. "Jak wam się podoba" to utwór, którego nie odłożyłam tak długo, aż nie skończyłam go czytać od momentu wzięcia go do ręki. A co najważniejsze "Jak wam się podoba" to utwór przy którym "Hamlet" może się schować w najciemniejszym kącie pokoju... Utwór, który rozbudził we mnie chęć poznawania twórczości tego pisarza - tej mniej znanej. Lekki, zabawny i naprawdę dobry! Wyśmienity! Jeśli jeszcze nie mieliście okazji się z nim zapoznać to serdecznie zapraszam Was do nadrobienia tych zaległości... 

Moja ocena: brak (ocenianie w skali twórczości Shakespeare byłoby zawstydzające...) 

wtorek, 4 sierpnia 2015

(378) Ten jeden dzień

Tytuł: Ten jeden dzień
Cykl Ten jeden dzień (#1)
Autor: Gayle Forman
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 384

"Rodzimy się w jeden dzień. Umieramy w jeden dzień. W jeden dzień możemy się zmienić. I w jeden dzień możemy się zakochać. Wszystko może się zdarzyć w ciągu zaledwie jednego dnia." 
Gayle Forman, "Ten jeden dzień"

Każdy z nas lubi czasami sięgnąć po jakąś lekką, ale jakże przyjemną książkę. Ja także! W jeden z upalnych dni mój wybór padł na najnowszą powieść Gayle Forman na którą czaiłam się odkąd tylko pojawiła się w zapowiedziach. I wiecie co? To był świetny wybór. "Zostań, jeśli kochasz" tej autorki to książka, która bardzo mi się spodobała. "Wróć, jeśli pamiętasz" to książka, która mnie zachwyciła... Ale jak się mówi - do trzech razy sztuka. Idąc za tą myślą "Ten jeden dzień" to powieść, która mnie w sobie rozkochała. Powieść, która nie tylko rozkochała mnie w sobie, ale także w twórczości Szekspira. Jednak nie tej tragicznej, a tej komediowej o której słychać mało. "Hamlet", "Makbet", "Romeo i Julia"... dzieła baaardzo znane. A "Wieczór Trzech Króli" lub "Jak wam się podoba"? Ale, ale... o Szekspirze jeszcze sobie porozmawiamy, a jak na razie przyszedł czas na długi wywód na temat książki "Ten jeden dzień" autorstwa Gayle Forman. Na wywód na temat książki, która mnie powaliła na kolana. 

Allyson to jedna z tych idealnych dziewczyn. Idealnych w pozytywnym tego słowa znaczeniu. Choć nie powala urodą to jednak jej zewnętrzna powłoka jest bardzo przyjemna dla oka. Ma świetne oceny, bogatych rodziców, jest dobrze ustawiona. Z okazji ukończenia szkoły otrzymuje od rodziców prezent - wycieczkę objazdową po Europie. W ciągu dwóch tygodnia ma zwiedzić najważniejsze miasta Europy. Poznać w pigułce ich historię i kulturę. Wycieczka jednak nie okazuje się tak pasjonująca jak myślała dziewczyna. Przynajmniej dla niej. Oczywiście do czasu... Wszystko zmienia się, kiedy Allyson postanawia urwać się z "Hamleta" na przedstawienie plenerowe, a mianowicie "Wieczór Trzech Króli". To właśnie tam poznaje Willema, młodego i obiecującego aktora. Są zupełnymi przeciwieństwami, a jednak dziewczyna postanawia pojechać z nim do Paryża. Jeden dzień w mieście o którego zwiedzaniu marzyła. Jeden dzień pełen pasji, emocji, ryzyka i poczucia wolności... Jeden dzień, który odmieni całe jej życie... 

Oczekiwałam miłej i pozytywnej książki. I takową otrzymałam, ale nie tylko... Bowiem dzieło pani Forman jest w dodatku momentami bardzo wzruszające. A co najważniejsze: trzyma w napięciu, wciąga i miałam poczucie, że nie mogę odłożyć tej historii na bok tak długo aż nie poznam jej zakończenia. Wbrew pozorom "Ten jeden dzień" nie jest historią błahą. Jest historią z jednej strony tchniętą optymizmem, a z drugiej zmuszającą do refleksji. Przede wszystkim jest historią uświadamiającą, że nic nie dzieje się bez powodu, że czasami mały wypadek (spóźnienie na pociąg, zmiana typowej trasy do sklepu, wpadnięcie na drugiego człowieka w drzwiach itp,) mogą odmienić całe nasze życie - mogą zmienić bieg wydarzeń. Pani Forman zdaje sobie z tego doskonale sprawę...

"Ten jeden dzień" to powieść ciepła, urocza i... romantyczna, Nie spodziewajcie się jednak samych słodkich scen. Gayle Forman nie przesłodziła tej powieści. Stworzyła wyważoną historię, z ciekawą fabułą, bohaterami i wątkami. Wątkami tak zgrabnie poprowadzonymi, że aż zaskakującymi, O tak... to naprawdę dobra książka dla czytelnika lubującego się w romantycznych, ale inteligentnych i intrygujących historiach. Przy tej powieści można się bowiem spłakać... jak nie ze śmiechu to ze smutku i ze wzruszenia. Tak. To powieść bardzo emocjonalna. Powieść bardzo dobra. Świetna,
Kolejnym ciekawym elementem najnowszego dzieła pani Forman jest postać, a zarazem transformacja, którą przechodzi Allyson. Dziewczyna dojrzewa i odkrywa siebie. Siebie, ale tą prawdziwą. Nie tą Allyson pod publiczkę. Nie tą Allyson, która ma spełniać oczekiwania wszystkich. Odkrywa tą Allyson, która ma spełniać oczekiwania samej siebie. Tą Allyson, która ma się czuć dobrze sama z sobą. Obserwowanie tej transformacji było zajęciem niezwykle ciekawym... Tym bardziej, że cały czas pozostaje dla mnie nie do końca wyjaśnioną zagadką postać Willema. A muszę Wam zdradzić, że nie on jeden jest intrygującą postacią w tej książce.

Przy recenzowaniu tego utworu pani Forman nie mogę zapomnieć o jego niesamowitej atmosferze. Paryż. Paryż jak z filmu, a jednocześnie Paryż o jakim nie słyszy się na codzien. To Paryż o jakim można marzyć... Paryż nadaje tej powieści klimat. Jednak jest to jedynie jeden z czynników czyniących tą książkę tak niezwykłą. Drugim aspektem jest Szekspir i jego dzieła, ale nie te najbardziej znane typu "Hamlet". Cytaty, scenki... Szekspir przewija się przez tą książkę od pierwszej do ostatniej strony. Może to właśnie tym tak naprawdę autorka mnie zdobyła? Nie wiem. Jednak wiem, że po przeczytaniu książki "Ten jeden dzień" od razu sięgnęłam po komedię Szekspira "Jak wam się podoba".

Boję się, że nie potrafię oddać Wam w pełni swoich emocji, tego co czuję po przeczytaniu powieści pani Forman. Zachwyt, "wow" ciśniące się na usta i niecierpliwe oczekiwanie na wrzesień, kiedy to na rynku wydawniczym pojawi się kolejna część tej niezwykłej historii pt.; "Ten jeden rok". Jest to bez wątpienia jedna z najlepszych książek dla młodzieży jakie dane mi było przeczytać. To miłe móc się czasami zrelaksować przy tak dobrej książce... Czuję niedosyt. I chcę jeszcze! To jedna z tych książek po których przeczytaniu myśli się o nich jeszcze długo. Gayle Forman rozwija skrzydła. Każda jej kolejna książka jest moim zdaniem jeszcze lepsza od poprzedniej. Aż boję się pomyśleć jak dobra będzie następna! "Ten jeden dzień" to krótka mówiąc książka porywająca, wciągająca, oczarowująca... Piękna powieść o tym, że nie ma wypadków. Piękna powieść o odkrywaniu siebie i niesamowitych chwilach, które mogą zmienić wszystko.

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Za możliwość zapoznania się z kolejną książką pani Gayle Forman serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

niedziela, 2 sierpnia 2015

(377) Pamiętnik Wacławy. Ze wspomnień młodej panny ułożony.

Tytuł: Pamiętnik Wacławy. Ze wspomnień młodej panny ułożony.
Autor: Eliza Orzeszkowa
Wydawnictwo MG
Stron 736

"Zbyteczna pokora tak samo pozbawia sił, jak zarozumiałość."
Eliza Orzeszkowa, "Pamiętnik Wacławy" 

Eliza Orzeszkowa to bardzo ceniona polska pisarka, choć przez większość kojarzona jedynie z powieścią "Nad Niemnem". Mimo to jest także autorką takich książek jak "Cham", "Dziurdziowie" czy "Pamiętnik Wacławy". "Pamiętnik Wacławy" to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, więc podchodziłam do tego spotkania z wielką nadzieją i tak naprawdę bez zbędnych obaw. I wiecie co? Posiadanie jakichkolwiek obaw byłoby po prostu w tym wypadku śmieszne... "Pamiętnik Wacławy" to jedna z pierwszych powieści Orzeszkowej. Jedna z pierwszych, ale jakże urzekająca. I to już od pierwszej strony! Choć doskonale zdaję sobie sprawę z tego, że nie każdy będzie podzielał moją opinię... Nie zamierzam jednak patrzeć na tą powieść przez pryzmat dzisiejszych czasów. To w końcu powieść z drugiej połowy XIX wieku. Oczywistym jest, że pewne rzeczy postrzegano kiedyś inaczej oraz, że społeczeństwo przedstawiało się zupełnie inaczej. Choć pewne sytuacje (może jak na dzisiejsze czasy odrobinę przekoloryzowane) pojawiają się i w dzisiejszych czasach.

Od pierwszych stron powieści poznajemy Wacławę - dobrze ułożoną, wywodzącą się z bogatego rodu pannę, a jednak owoc mezaliansu. Jej rodzicielka, światowa kobieta wyszła za młodu za uczonego mężczyznę, profesora. Za kogoś kto zarabia na chleb pracą swoich rąk i umysłu. Za kogoś nie zajmującego w społeczeństwie tak samo wysokiej pozycji jak ona. Ich małżeństwo się rozpadło, ale jego owoc w postaci Wacławy został. Rodzice Wacławy ustalili między sobą, że po opuszczeniu przez dziewczynę pensji spędzi z matką rok, a na kolejny rok ma udać się pod opiekę ojca. Jej matka za główny cel postawiła sobie wydanie za mąż Wacławy, aby ta nie znalazła się pod opieką ojca. Okazuje się to jednak trudniejsze niż myślała...
Wacława po opuszczeniu pensji zaczyna wcielać w życie swoje marzenia o balach i światowym życiu. Szybko jednak jej wyobrażenia zderzają się brutalnie z rzeczywistością. Przeżywa pierwsze miłosne rozczarowania i zaczyna pytać... "czy istnieje prawdziwa miłość? Czy istnieje sprawiedliwość? Czy ludzie robią coś bezinteresownie?". W dodatku kłopoty zaczynają się zbierać czarną chmurą nad głową jej matki. Dziewczyna na jej polecenie udaje się do ojca, gdzie poznaje zupełnie inny świat. Uczy się czym jest praca, ustala hierarchię w swoim życiu i poszukuje... odpowiedzi na to jak żyć i jakie życie jest dobre.

Główna bohaterka książki Orzeszkowej nie godzi się ze światem w którym przyszło jej żyć. Początkowa olśniona jego blaskiem nie zauważa jego ułomności. To jednak z czasem się zmienia. Nie godzi się na zamążpójście bez miłości, zauważa obłudę w świecie bogactw i wysokich pozycji. Jedna z moich pierwszych myśli na temat tej powieści właśnie w ten sposób się układały: "Książka o młodej pannie niepogodzonej z niesprawiedliwością i obłudą świata." Wacława posiada wielki skarb... matkę, która choć nie zgadza się ze wszystkimi jej stwierdzeniami, bo jest wpatrzona w błyszczący świat bogactwa nie zabrania córce mieć własnego zdania. Nie zabrania jej postępować w sposób w jaki ona sama chce. To był chyba najbardziej zaskakujący element tej książki. Spodziewałam się raczej despotycznej rodzicielki, a tu spotkało mnie miłe zaskoczenie. Choć postać Matyldy, matki Wacławy idealną nie jest... jest postacią ułomną przez świat w którym została wychowana.

"Pamiętnik Wacławy" to typowa powieść pozytywistyczna. Eliza Orzeszkowa krytykuje i w pewien sposób ośmiesza bogate ziemiaństwo. Ale, ale... ośmiesza tą część, która nic nie robi. Ośmiesza  tą jego część, która bez opamiętania jest wpatrzona w swoje bogactwa, Część, która dla bogactwa jest gotowa zrobić wszystko. Porzucić ukochaną, zostawić rodzinę, zaprzedać się... Wacława ląduje właśnie w tym świecie i kiedy odkrywa jego prawdziwy obraz nie godzi się na takie życie. Bohaterowie stworzeni przez Orzeszkową to w większości postacie pogubione i zalęknione. Niejedna z nich jednak wkroczy na właściwą drogę... A inne? Będą stracone do końca.

Utwór Elizy Orzeszkowej o Wacławie to piękne dzieło, z którego powinnyśmy być dumni. Orzeszkowa jest ostra, krytykuje ludzi zapatrzonych jedynie w swoje bogactwo. Jednak nie wrzuca wszystkich bogatych do jednego worka. Nie zakłada na wstępnie, że każda osoba, która posiada dużą ilość dóbr materialnych jest osobą zepsutą i obłudną. To czyny świadczą o tym jakimi jesteśmy ludźmi i Orzeszkowa doskonale sobie zdaje z tego sprawę. Pokazuje podział w społeczeństwie na bogatych i biednych. Pochwala osoby, które pracują i dbają o rozwój społeczeństwa. Tym bardziej panie, które nie zajmują się jedynie przygotowywaniami w buduarach...

Powieść Elizy Orzeszkowej to moim zdaniem genialny, moralizatorski majstersztyk. Uwielbiam chwile, kiedy czytam i mam wrażenie, że czytam coś naprawdę inteligentnego i wartościowego. Mimo swoich właściwości moralizatorskich i pouczających "Pamiętnik Wacławy" to także ciepła, momentami przygnębiająca, a jednak cały czas niesamowicie urokliwa książka. Nutka romansu, przyjaźni, a nawet tajemnicy sprzed lat! Postacie pozytywne i negatywne... To wszystko powoduje, że przez losy Wacławy przebiega się naprawdę zgrabnie i szybko. Polska pozytywistka stworzyła świetne postacie, dopracowane w każdym najdrobniejszym szczególe. Czy muszę dodawać, że i fabuła jest dopracowana w każdym najdrobniejszym szczególe?

"Pamiętnik Wacławy" to gruba książka, ponad 700 stron. Ale nie przerażajcie się jej objętością. Jest podzielona na dwa tomy, które spokojnie można czytać z odstępem czasowym, bowiem oba mogą tworzyć odrębne części. Nie przerażajcie się także językiem. Jest inny od dzisiejszego - jest piękniejszy, ale to właśnie przez to czytałam tą powieść ze swego rodzaju namaszczeniem. Eliza Orzeszkowa krótko mówiąc rozkochała mnie w swojej powieści. Pięknej i wartościowej powieści. Wiem (ba! jestem pewna!), że sięgnę po nią jeszcze niejeden raz pomimo jej objętości. Piękny język, ciekawa fabuła, intrygujący bohaterowie to wszystko spowodowało, że... lektura "Pamiętnika Wacławy" była dla mnie prawdziwą literacką ucztą!

Moja ocena: 10/ 10 Arcydzieło!

Za możliwość zapoznania się z twórczością Elizy Orzeszkowej serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...