czwartek, 31 grudnia 2015

(426) Pojedynek

Tytuł: Pojedynek.
Seria Niezwyciężona (#1)
Autor: Marie Rutkowski
Wydawnictwo Feeria
Stron 384

"Czego nie rozumiem? Tego cholernego valoriańskiego honoru? A może tego, że twój ojciec wolałby raczej zobaczyć cię z nożem w bebechach, niż żyć z córką, która odwołała pojedynek?" 

Marie Rutkowski, "Pojedynek"

Seria Niezwyciężona to nowa seria na rynku wydawniczym, która już zdobyła mnóstwo oddanych czytelniczek. Kiedy zobaczyłam okładkę książki Marie Rutkowski wiedziałam, że będę ją chciała przeczytać jak najszybciej. W końcu znalazłam ku temu sposobność i przede wszystkim czas. W ten oto sposób zaczęła się pasjonująca i niestety jak dla mnie o wiele za krótka przygoda. "Pojedynek" okazał się niezwykle ciekawą, wciągającą i elektryzującą powieścią skierowaną głównie dla młodzieży. Napisana dobrym językiem, ze świetnie wykreowanym światem , zgrabnymi dialogami i pełną zwrotów akcję. Historia młodej Valorianki nie wciągnęła mnie od pierwszej strony, a jednak to błyskawicznie uległo zmianie. 

Główną bohaterką powieści Marie jest młoda Valorianka, córka generała. Valorianie są ludem zwycięzców. Przed 10 laty podbili Herran, a z jego mieszkańców Herrańczyków uczynili swoich niewolników. Ona cieszy się wieloma przywilejami ze względu na jej pozycję społeczną, a przy tym wiedzie życie pozbawione trosk, pełne zabaw. Nie daje jej to jednak satysfakcji. Czuje, że nie potrafi sprostać oczekiwaniom swojego. Staje przed dylematem: albo wstąpi do wojska albo wyjdzie za mąż. Obie te opcje nie przypadają do gustu Kestrel. Pewnego dnia trafia na aukcję niewolników. Od tego momentu w jej życiu zachodzi wiele zmian... 
On, niewolnik, Arin, Herrańczyk stracił wszystko. Jedyne co posiada to silna wola, upór i nieposkromiony duch. 

Różni ich wszystko. Łączy patriotyczna lojalność. Pochodzą jednak z wrogich sobie ludów, więc to jest jedynie przeszkodą na drodze do ich wspólnego szczęścia. Wbrew sobie rodzi się między nimi cienka nić porozumienia, która z czasem staje się coraz silniejsza. Jak można się domyślić zaczyna się między nimi rodzić uczucie. Uczucie kruche i niestabilne. Uczucie, które nie ma prawa istnieć. Aby być z sobą musieliby zdradzić swoje ludy. Aby być razem musieliby zdradzić siebie nawzajem? Jaką podejmą decyzję? Seria "Niezwyciężona" to seria pełna podstępów, intryg, akcji, brudnych tajemnic, bitw, tajemnic poliszynela. Porywa - po prostu. 

Świat wykreowany przez Marie Rutkowski to kraina pełna pięknych sukien, mieczy, intryg. To świat inny niż nasz, a przez to jeszcze bardziej pociągający. Żołnierze, okręty wojenne, wielkie bale, arystokracja, a obok tego niby pokorni niewolnicy, którzy tak naprawdę marzą i knują obok nich, aby odzyskać swoją upragnioną wolność. W książce Marie Rutkowski nic nie jest oczywiste od samego początku. Mimo to wszystko ładnie się rozwija z każdą kolejną stroną, a w dodatku tempo akcji oraz stopień zaciekawienia nią z każdą kolejną stroną w moim wypadku wzrastał... i to było bardzo przyjemne uczucie!

Bohaterowie serii "Niezwyciężona" to dojrzałe postacie, które znają swoje ograniczenia. Ich kroki są w większości bardzo przemyślane, a postępowanie nie jest głupie. Autorka skonstruowała je bardzo wyraziście, a przy tym z dużą dawką emocji. Nie ma w tej książce postaci czarno - białych. Postać, która z początku wzbudzała niechęć czytelnika poprzez taki zabieg na końcu może wzbudzić jego współczucie. Myślę, że w tej powieści nie da się nikogo definitywnie przekreślić. A jaka jest główna bohaterka? Kestrel to mądra, inteligentna dziewczyna, która potrafi kochać i nienawidzić. Co prawda jak to zawsze bywa w tego typu książkach... jej decyzje czasami bywały irytujące, jednak wynikały z jej bardzo dużej dojrzałości. 

"Pojedynek" to świetny początek w serii w której zakochałam się... od drugiego wejrzenia. A która zaciekawiła mnie niesamowicie i zaintrygowała od wejrzenia pierwszego. Marie Rutkowski pisze świetnie i niesamowicie zgrabnie. Wyraziści bohaterowie, szybka akcja, bardzo dokładnie wykreowany świat. A i wydanie jest niczego sobie ;) Tym bardziej, że na początku znajduje się mapa, która pozwala nam wejść jeszcze głębiej w świat w którym przyszło żyć Kestrelowi i Arinowi. Mogłoby się wydawać, że to dosyć oklepany pomysł na wątek miłosny... Są to jednak tylko pozory, ponieważ autorka stworzyła powieść wyróżniającą się i naprawdę porywającą. Nie kłamie opis z okładki, że to pierwszy tom emocjonującej trylogii. Serdecznie polecam wszystkim lubiącym te klimaty! Szukacie emocjonującej, porywającej książki? Jeśli tak to "Pojedynek" jest książką dla Was.

Za możliwość przeczytanie książki "Pojedynek" serdecznie dziękuję Wydawnictwu Feeria!

środa, 30 grudnia 2015

(425) Huczmiranki. Eukaliptus i werbena.

Tytuł: Huczmiranki. Eukaliptus i werbena.
Seria Huczmiranki (#1)
Autor: Agata Mańczyk
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 460

"Słabość nadeszła szybko. Porwała mnie gwałtownie, a ja nie stawiałam oporu. Ta ucieczka w nicość była moim wybawieniem. Jedyną sensowną drogą, którą mogłam podążyć. Dotrzymałam danego słowa. Ród Huczmiran pozostał bezpieczny, choć nieszczęśliwy. Takie jest nasze przeznaczenie."

Agata Mańczyk, "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena." 

Agata Mańczyk to polska pisarka, autorka książek głównie dla młodzieży. To spod jej pióra wyszły takie utwory jak "Rupieciarnia na końcu świata" czy "Jajecznica na deszczówce". Żadnej z tych książki niestety nie miałam okazji przeczytać i przyznam Wam się, że po poznaniu pierwszego tomu serii "Huczmiranki" uznałam to za dużą stratę i zaniedbanie. "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to pierwsza powieść pani Mańczyk skierowana do dojrzalszych czytelniczek. To powieść dla szesnastolatki, osiemnastolatki, trzydziestolatki jak i sześćdziesięciolatki. Przedział wiekowy jest bardzo duży, bowiem i w samej historii każda kobieta znajdzie coś dla siebie. "Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to świetny początek nowej serii, która pojawiła się niedawno na polskim rynku  wydawniczym. Opowieść o sile kobiet, dumie ich oraz dumie Warszawy. 

W pierwszym tomie autorka skupia się na bliższym przybliżeniu postaci trzech bohaterek: Niny, Darii, Lindy. Najważniejszą postać jednak jest Nina, ponieważ obecnie to na jej życie obecnie najbardziej syntezuje przeszłość związana ściśle z historią jej przodkiń. Tym samym czytelnik ma okazję poznać trzy wcielenia Warszawy: z XIX, XX i XXI wieku. Za chwilę przejdę do króciutkiej charakterystyki fabuły, ale już w tym miejscu muszę napisać, że obraz Warszawy jest w tej książce niezwykle ważny. Klimatyczne kawiarenki, spacery po ulicach po których czytelnik może się przejść i dzisiaj... to dodaje tej powieści niesamowitego, a przede wszystkim niepowtarzalnego uroku.

Rok 1890. Linda Huczmiran wraca jak córka marnotrawna do domu po kilkunastomiesięcznej nieobecności. Linda staje przed rodziną ze złamanym sercem, w ciąży. Najbliższe jej osoby - inne Huczmiranki są gotowe zrobić wszystko, aby pozbyć się hańby, którą ściągnęła na swój ród oraz aby powstrzymać jego istnienie. Liczy się dla nich moc i przetrwanie. W Lindzie odzywa się jednak instynkt macierzyński. Jest gotowa zrobić wszystko, aby uratować swoje nienarodzone dziecko... nawet jeśli będzie musiała się sprzymierzyć ze swoim największym wrogiem. Jednak jak wiadomo bratanie się z wrogiem na dłuższą metę nie przynosi niczego dobrego. 
Rok 1963. Daria Huczmiran jest piękną, młodą, silną i przede wszystkim szczęśliwą młodą kobietą. Przyjęła oświadczyny swojego ukochanego i jest pewna, że cały świat stoi przed nią otworem. Patrzy z nadzieją w przyszłość upatrując w niej wiecznego szczęścia. Nie pozostaje jej jednak długo cieszyć się zaręczynami. Jej babka oraz matka mają zupełnie inną wizję jej przyszłości... sprzeczną z jej wyobrażeniami. Daria Huczmiran zmienia się nie do poznania, poszukując odpowiedniej roli dla siebie w tej nowej rzeczywistości w której została zmuszona żyć. 
Rok 2013. Nina Huczmiran wraca do Warszawy po długiej podróży po Europie w czasie której szukała ukojenia dla swojego bólu. Po stracie dziecka oraz męża jej cały świat się zawalił. Wszystko przestało się dla niej liczyć, Tym bardziej zasady stworzone i przestrzegane przez kobiety należące do jej rodu. Bez zgody wyjechała i oddaliła się od rodu. Nie jest to jednak jedyna rzecz, którą zapracowała sobie na nieprzychylne spojrzenia pozostałych Huczmiranek. Ślub z człowiekiem, urodzenia chłopca, a nie dziewczynki, niestawianie się na zjazdy. Trochę się tego nazbierało. Była nieposłuszna. A nieposłuszeństwa Huczmiranki nie akceptują. 

Tyle razy w tej mojej krótkiej charakterystyce fabuły tej powieści pojawiają się słowa "Huczmiran", "Huczmiranki". Dlatego dla tych niewtajemniczonych należałoby dodać, że Huczmiranki to niezwykle silne i dumne kobiety, które zawsze musiały sobie radzić w życiu same. Wiele z nich uważało, że mężczyźni pojawiający się w rodzie osłabiali ich moce. Stąd też wynikło przekonanie, że rodzą jedynie dziewczynki. Wszyscy "chłopcy" byli uznawani za swego rodzaju anomalie. Niezwykła moc tych kobiet polega na panowaniu nad zapachami. Według najstarszych Huczmiranek przebywanie wśród ludzi osłabia ich moce... stąd też przekonanie, że powinny jedynie czerpać od nich energię, ale nie wchodzić z nimi w żadne relacje przyjacielskie czy też inne. Huczmiranki uważają, że najważniejsze dla nich powinny być więzy krwi. Problem pojawia się gdy ktoś ze sposobu tego myślenia postanawia się wyłamać. Tym właśnie zawiniły Linda, Daria i Nina. Życie w rodzinie z wieloma, wiekowymi tradycjami jak pokazuje książka Agaty Mańczyk jest naprawdę trudne.

Agata Mańczyk pisze jak się okazało niesamowicie zgrabnie i ciekawie. Właśnie przez tą grację nie miałam problemu z odnalezieniem się w fabule tej powieści. Pisarka po malutkim kawałeczku odkrywa przed czytelnikiem tajniki fabuły i muszę przyznać, że przez to ta książka z każdą stroną staje się coraz bardziej elektryzująca i magiczna. Samo wydanie ma format większy niż "statystyczna" książka, a także dosyć sporą ilość stron... ma jednak także większą czcionkę co jest bez wątpienia ułatwieniem dla czytelników skarżących się na problemy ze wzrokiem. A jaka jest sama fabuła? Szybka, ciekawa i piękna łącząca się w spójny obraz. Jestem pod wielkim wrażeniem pomysłowości autorki i przede wszystkim umiejętności oddania realiów panujących w Warszawie w poszczególnych wiekach. 

"Huczmiranki. Eukaliptus i werbena" to niesamowita powieść, którą czytałam z wielką przyjemnością. Agata Mańczyk stworzyła książkę o kobietach i dla kobiet. Pokazuje jak silne potrafią być i, że potrafią sobie poradzić ze wszystkim co je spotka. To wszystko obrała w bardzo ciekawą formę, która przypadnie kobietom w różnym wieku. To książka o więziach rodzinnych, nieporozumieniach, ludzkich dramatach i radościach. Powieść pełna zapachów i przede wszystkim utwór bardzo dojrzały. To jednocześnie utwór, który na długo pozostanie w mojej pamięci. Już nie mogę się doczekać następnego tomu... tym bardziej, że autorka zakończyła ten tom tak sprytnie, że po prostu nie da się okiełznać ciekawości. Serdecznie polecam!

Za możliwość poznania tej powieści serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

niedziela, 27 grudnia 2015

(424) Potwory, brutalność i przygody... czyli "Ksin. Sobowtór"

Tytuł: Ksin. Sobowtór
Saga o kotołaku (#3) 
Autor: Konrad T. Lewandowski
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 336

"Ksin stał jak skamieniały, nie mogąc podjąć decyzji. A właściwie to ta decyzja podejmowała się sama,  wystarczyło jej tylko nie przeszkadzać." 

Konrad T. Lewandowski, "Ksin. Sobowtór" 

"Ksin. Sobowtór" to kolejna część serii o przygodach groźnego kotołaka. Serii, którą bardzo lubię mimo jej krzty brutalności... no może odrobinie większej krzty. To chyba jedyna seria stricte fantasy na której kolejne tomy czekam niecierpliwie. Trzeci tom to jak na razie tom najkrótszy, a przy tym moim zdaniem tom najlepszy. Najciekawszy, najżywszy i pod pewnymi względami najnormalniejszy. Ksin jest co prawda nadal postacią bardzo mało uczuciową, szorstką, a jednak mimo tego da się go lubić i ja go lubię. Kolejna część sagi Konrada T. Lewandowskiego jest jeszcze bardziej porywająca niż poprzednie... po prostu świetna! W dodatku urozmaicona... nawet problemy miłosne (w malutkiej dawce) się w niej pojawiają.

Przed Ksinem, dowódca armii po raz kolejny stają nowe wyzwania. Wizyta oblubienicy króla u podejrzanej Hadeny pozwala wysunąć wniosek, że ktoś pragnie przeprowadzić zamach na życie króla posługując się jego własnym dzieckiem. W tym samym czasie nieodpowiedzialne zachowanie jednego z magów powoduje zachwianie granicy między poszczególnymi światami. Ksin wyrusza w podróż, aby znaleźć pośrednich sprawców tego zachwiania. Podczas swojej wyprawy natrafia na specyficzne osoby... najemnik, złodziejaszek, jeszcze nieprzemieniona strzyga, która aby klątwa nie zaczęła działać musi zaspokajać każdej nocy i każdego dnia jakiegoś mężczyznę. Kotołak musi rozwiązać zagadkę, aby powrócić do swojego kraju i zapobiec wielkiej wojnie, której Suminor nie ma możliwości wygrać. Ksin poznaje także nową miłość i staje przed wyborem: słuchać serca czy rozumu? A może i to, i to da się połączyć? To bez wątpienia będzie trudna decyzja!

Świat stworzony przez pana Konrada został przez niego dopracowany w każdym najdrobniejszym szczególe. Jest to świat inny niż nasz w bardzo wielu aspektach. Potwory Onego, czarownicy, królowie... to wszystko tworzy niezwykły klimat tej powieści. Świetne opisy powodują pojawianie się gęsiej skórki i trzeba przyznać, że ta powieść ma momentami w sobie coś z horroru. Ten klimat, aura tajemniczości i niebezpieczeństwa wiszącego w powietrzu... Ta niewiedza czy coś się wydarzy czy nie. Świetnie skonstruowana powieść pod względem świata przedstawionego oraz bohaterów. Ksin nie jest postacią wzbudzającą miłe emocje. To potwór i czasami zachowuje się jak na potwora przystało, zmierza jednak ku sprawiedliwości. To taki srogi, pewny siebie facet, ale dosyć sprawiedliwy. Za wierność nagradza, za wszelkie odchyły w tej wierności i przestrzeganiu prawa, każe. 

Konrad T. Lewandowski stworzył swój świat bardzo odważnie i bez zahamowań. Seks, brutalność? Dla niego nie ma ograniczeń. To taka prawdziwa książka fantasy, którą czyta się zaskakująco szybko, a przy czytaniu której niejednokrotnie można mieć ochotę odłożyć ją na bok... aby trochę odpocząć i na chwilę wyrwać się ze świata, który momentami swoją brutalnością poraża i odstręcza. Robi to jednak tylko w pewnych momentach. Przez większość czasu poziom brutalności jest wyważony. Podobnie ma się sprawa z seksem i gadkami o nim w sposób dosyć... hm... mało subtelny. Taka jest jednak cecha tej książki... brak zahamowań, odwaga i bardzo wyrazisty świat oraz jego bohaterowie. 

Fabuła tej części przygód Ksina jest bardzo żywa w zwroty akcji i nie ma w niej prawie żadnych zastojów. Od pierwszej strony akcja jest szybka, a sama książka przez to porywająca. Autor niejednokrotnie mnie zaskakiwał. Jestem pod naprawdę dużym wrażeniem, a musicie wiedzieć, ze fantasy zdecydowanie nie jest moim ulubionym gatunkiem. Mimo to książka Lewandowskiego potrafiła mnie prawdziwie porwać i wciągnąć do swojego świata... do tego stopnia, że nie mogę się doczekać, kiedy będę mogła poznać dalsze losy kotołaka Ksina. Postaci specyficznej, ale przy tym niesamowicie intrygującej. Ja go po prostu lubię!

"Ksin. Sobowtór" to najkrótsza z obecnie dostępnych na rynku wydawniczych części serii o Ksinie. Najkrótsza, a w moim odczuciu także najlepsza. Najciekawsza, najbardziej porywająca. Konrad T. Lewandowski ma niezwykłą umiejętność budowania napięcia w świecie przez siebie stworzonym. Nie dość, że głowa autora jest pełna pomysłów to jeszcze potrafi je w odpowiedni sposób wykorzystać . A jak wiadomo to już nie zawsze jest takie proste. Nie mogę się doczekać kiedy na rynku wydawniczym pojawi się czwarta część sagi o Ksinie kotołaku. Jeśli jeszcze nie mieliście z nią "do czynienia", a lubicie tego typu książki to ja osobiście bez najmniejszego wahania mogę powiedzieć, (a nawet wykrzyczeć) głośne "Polecam!". Wartka, ciekawa, szybka akcja... zwroty akcji, świetni bohaterowie, odrobina humoru i brutalności - a to wszystko podane (prawie) zawsze w odpowiednich dawkach. 

Za możliwość zapoznania się z kolejną świetną częścią przygód Ksina serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

sobota, 26 grudnia 2015

(423) Nasze niektóre decyzje niosą za sobą opłakane skutki... "Srebrne cienie"

Tytuł: Srebrne cienie
Seria: Kroniki krwi (#5)
Autor: Richelle Mead
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 368

"Obłęd jest takim brzydkim określeniem - powiedział głos w mojej głowie. Pomyśl o tym jak o nowym spojrzeniu na rzeczywistość." 

Richelle Mead, "Srebrne cienie"


"Srebrne cienie" to piąta część serii "Kroniki krwi", autorstwa autorki bestsellerowej serii "Akademia wampirów". "Akademia wampirów" była swego czasu serią, która ogromnie przypadła mi do gustu... to w niej zaczytywałam się nocami, to na nią wydawałam ostatnie pieniądze. O dziwo jednak choć wszystkie tomy mam na półce...  to jednak ostatniego tomu historii Rose i Dymitra nie poznałam, a jednak doszłam do momentu kiedy na drodze Rose staje Sydney. A kim jest Sydney? Oczywiście główną bohaterką serii "Kroniki krwi". Nie znam poprzednich tomów, a jednak podczas jej czytania czułam się dosyć swojsko... ze względu na pojawianie się bohaterów z poprzedniej serii stworzonej przez Mead. Ten sam świat, a jednak ujęty pod innym kątem, ze zwróceniem uwagi na inne aspekty. 

Sydney jest młodą alchemiczką, znajomą Rose. Alchemicy to ludzie odpowiedzialni za ukrywanie przed innymi istnienia wampirów. Obowiązuje ich przede wszystkim jedna, nienaruszalna zasada. Alchemicy nie mają prawa wchodzić w bliższe niż służbowe relacje z wampirami. Serce Sydney odmawia jej jednak posłuszeństwa i wiąże się z wampirem, Adrianem.  Sydney postanowiła podążyć za głosem swojego serca i intuicji... tym samym sprzeciwiając się zasadom wpajanym przez lata przez alchemików. Ludzi, którzy nie przyjmują żadnych odstępstw od swojego toku myślenia. Każdy kto zdecyduje się inaczej myśleć jest skazany na karę. Sydney została porwana i zamknięta w ściśle tajnym ośrodku, bez okien, bez dostępu światła, w ciemnościach. Po dwóch miesiącach postanawia przystać na warunki alchemików widząc w tym nadzieję na szybszy ratunek... bo, że ten nadejdzie nie wątpi. Dla głównej bohaterki zaczyna się trudna rozgrywka. W otoczeniu ludzi, który mnie wie czy może ufać, bo każdy chce przede wszystkim uratować siebie musi podjąć trudną walkę o swoją tożsamość oraz o prawdę na tema tego co czuła i robiła przez większość swojego życia. Tortury, intrygi i wiele innych będzie musiała znieść Sydney na drodze do upragnionej wolności. 

W tym czasie jej ukochany Adrian zmaga się z problemami w rodzinie i próbuje nieskutecznie nawiązać kontakt z Sydney. Przechodzi załamanie nerwowe, zawracanie jednej dziewczynie w głowie, wraca na dwór i  wprowadza krótko mówiąc dużo zamieszania. Na szczęście ma przyjaciół na których zawsze może liczyć. To oni są dla niego największą podporą, a dochodzi nawet do tego, że są zmuszeni myśleć za niego gdy ten nie jest w stanie wrócić do trzeźwości umysłu. Adrian powoli zaczyna tracić determinację i wiarę w to, że uda mu się wraz przyjaciółmi uwolnić ukochaną. 

"Srebrne cienie" to książka, którą choć nie czytałam poprzednich tomów tej akurat serii czytało mi się w miarę dobrze. Mam jednak wrażenie, że udało mi się to w dużej mierze za sprawą znajomości "Akademii wampirów". Bez dwóch zdań Richelle Mead rzuca nas od razu na głęboką wodę. Co nie ukrywam, że przez chwilę powoduje lekki wstrząs termiczny, który jednak szybko udaje się opanować. Kiedy czytelnikowi uda się już wczytać... sama książka staje się świetnym czytelniczym doświadczeniem. Rozluźniającym, intrygującym i przede wszystkim wciągającym. Historia Sydney pokazuje drugie oblicze świata stworzonego przez Richelle Mead. Oblicze nadal ciekawe i nadal w pewnych kwestiach... brutalne. W tej powieści obok sytuacji tragicznych pojawiają się także sytuacje komiczne. Tak. Richelle Mead cały czas wstrzykuje w swoje powieści odpowiednią dawkę humoru. Humoru, która w większości przypadków mi odpowiadał.

Postawy bohaterów stworzonych przez Richelle Mead są bardzo zróżnicowane. Raz wykazują się niezwykłą dojrzałością, a kiedy indziej zachowują się jak dzieciaki... Może to wynika z niemożności poradzenia sobie z sytuacją w jakiej się znaleźli? W każdym razie momentami przez takie swoje załamywanie są postaciami irytującymi. Tym bardziej, ze w innych sytuacjach odwaga aż z nich bije. Z jednej strony rozsądni, a z drugiej strony zaskakująco dziecinni.  Sama fabuła jest bardzo ciekawa i w miarę wyważona. Dlaczego "w miarę"? Pod koniec staje się bowiem coraz bardziej komiczna... i nieprawdopodobna. No i od tego momentu niestety podoba mi się odrobinę mniej. Na szczęście na ostatniej stronie wszystko wraca na swój właściwy tor i do normy.

Więc jakie są te "Srebrne cienie"? Nierówne, intrygujące, wciągające... To książka mająca niesamowicie mocne, ale także bardzo słabe punkty. Idąc za tym tokiem rozumowania w rezultacie najnowsza książka Mead wydana w Polsce okazuje się książką dobrą z naprawdę dobrymi punktami. To oczywiście pozycja obowiązkowa dla fanów serii "Kroniki krwi", ale czy niezbędna dla fanów "Akademia wampirów"? To już zależy od tego jak bardzo się tym fanem jest. Z "Kronik krwi" możemy dowiedzieć się skrawków z tego co dzieje się po zakończeniu akcji "Akademii wampirów", są to jednak informacje naprawdę umieszczone na drugim planie. Czytanie "Srebrnych cieni" było dla mnie miłym, rozluźniającym doświadczeniem... jednak nierzucającym mnie na kolana. Przez to mam wrażenie, że to książka odpowiednia dla największych i najbardziej oddanych fanów tej serii. Bowiem w moim odczuciu "Akademia wampirów" to jednak seria lepsza. Nie mniej... jestem ciekawa jak potoczą się dalsze losy Sydney i Adriana.

Za możliwość zapoznania się z kolejną książką Richelle Mead serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

czwartek, 24 grudnia 2015

(422) Wesołych świąt!

Dzisiaj krótko i na temat :) Czego Wam życzę z okazji Świąt Bożego Narodzenia? Szczęścia i spełnienia marzeń, dobrych wybór, podążania za marzeniami... i zmierzania ku szczęściu. Wszystkiego dobrego!

Ekhem.... I oczywiście wielu wspaniałych czytelniczych przeżyć! ;)

środa, 23 grudnia 2015

(421) Nauka przez kreatywność... czyli "Rok w lesie"

Tytuł: Rok w lesie
Autor: Emilia Dziubak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 28

"Muchy

Zupełnie nie pojmujemy, czemu nikt nas nie lubi. Macie niepotrzebną kanapkę, śliwkę lub ciastko? Chętnie się nimi zaopiekujemy."

Emilia Dziubak, "Rok w lesie"

Zdecydowanie ostatnio nastawiłam się na zapoznawanie z literaturą dziecięcą i pozycjami skierowanymi bezpośrednio do dzieci, także tych edukacyjnych. Z literatury był "Ignatek szuka przyjaciela". Z tej drugiej grupy (tj. edukacyjnej) w moje ręce wpadła pozycja "Rok w lesie", która zachwyciła mnie oraz zaciekawiła odkąd tylko zobaczyłam jej okładkę. Potem było tylko lepiej. "Rok w lesie" to prawie w stu procentach książka bez słów. To obraz jest bowiem jej najważniejszym elementem - elementem bardzo dopracowanym.

"Rok w lesie" Emilii Dziubak to pozycja składająca się z dwunastu rozkładówek miesięcy (każda na jeden miesiąc) oraz dwóch dodatkowych. Pierwsza z nich to krótka charakterystyka zwierząt, które dziecko (oraz dorosły) może ujrzeć w lesie p. Dziubak. Charakterystyka oczywiście z jednej strony rzetelna, a z drugiej dosyć żartobliwa. Przykład takiej charakterystyki przedstawiłam akurat na przykładzie muchy, jednak w książce Emilii Dziubak można dojrzeć mnóstwo innych zwierząt: łosie, bobry, bażanty, słowiki, rysie i wieeele innych. Druga dodatkowa rozkładówka to labirynt dla dzieci. Oczywiście zadanie polega na tym, aby dziecko doprowadziło jedno zwierzątko do drugiego... lub do jedzenia którym się pożywia.

Kartki z powieści Emilii Dziubak zostały wydane w postaci tekturowych, twardych stron. Stąd też prezentuje się okazale i bardzo solidnie. A i zawartość jest piękna! Każdy miesiąc jest przedstawiony pod względem tego co dzieje się w tym czasie w lesie bardzo szczegółowo. Są to jednak oczywiście rzeczy dosyć umowne. Widać to idealnie na miesiącu "grudzień", gdzie cały las jest spowity śniegiem. A jak większość z nas widzi za oknem tegoroczny grudzień tak nie wygląda, ale... jeszcze w końcu wszystko przed nami.

(zdjęcie robione wieczorem, przy słabym oświetleniu - wybaczcie jakość)

"Rok w lesie" ma za zadanie pobudzić wyobraźnię i spostrzegawczość dziecka. Autorka niczego nie podaje odbiorcy "na tacy".  Kontakt z tą pozycją może być dla dziecka bez wątpienia wspaniałą zabawą. To poznawanie tajników lasu w kolejnych miesiącach od podszewki. Dziecko może poznawać las i jego mieszkańców oraz co najważniejsze... ich zwyczaje. Dla człowieka dorosłego może się to wydawać bardzo oczywiste. A jednak dla młodego, małego człowieczka las i zwierzęta w nim mieszkające są zjawiskiem magicznym. Dzięki publikacji Emilii Dziubak las może się stać miejscem jeszcze cudowniejszym. W dodatku to jedna z tych książek nad którymi można siedzieć godzinami, poznając wszystkie zakamarki jej ślicznych ilustracji. Mądra, piękna i poruszająca wyobraźnię - polecam! Zdobędzie serce niejednego czytelnika podczas ciekawych wędrówkach po jej stronnicach... 


Za możliwość zapoznania się z tą pozycją serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

niedziela, 20 grudnia 2015

(420) Kilka słów o pięknej książeczce dla dzieci... pt.: "Ignatek szuka przyjaciela"

Tytuł: Ignatek szuka przyjaciela
Autor tekstu i ilustracji: Paweł Pawlak
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 40

"Rozmawiali bez końca o wielkich sekretach, marzeniach i innych bardzo ważnych rzeczach." 

Paweł Pawlak, "Ignatek szuka przyjaciela" 

Widzicie tego smutnego kościotrupka spoglądającego z okładki? To Ignatek. Ignatek jest smutny, ponieważ zgubił ząb. Dla Was może to i głupstwo, ale dla niego? To koniec świata! Małemu, brzydkiemu szkieletowi jak sam mówi trudno znaleźć przyjaciela... a co dopiero bez jednego zęba! Wtedy to już się chyba zupełnie okropnie wygląda. Ale, ale... Ignatek zauważył pewną dziewczynkę zakopującą ząb... z nadzieję, że dzięki temu spełni się jej marzenie. A jakie jest marzenie tej małej, rudej dziewczynki? Pragnie znaleźć tak samo jak Ignatek przyjaciela. Godzi się jednak oddać ząbek Ignatkowi, ponieważ i ona uważa, że wygląda... naprawdę okropnie. Zrobi to jednak tylko pod jednym warunkiem. Jeśli ten pomoże jej znaleźć przyjaciela. Ignatek się zgadza i spędzają z dziewczynką caaaaały dzień pokazując sobie to co pokazaliby swojemu przyjacielowi, gdyby takiego mieli. Potem jednak muszą się rozstać... ale... Jak się pewnie domyślacie z ostatniej strony tej krótkiej i pięknej książeczki spogląda już na nas nie smutny, ale uśmiechnięty od ucha do ucha Ignatek... nadal bez jednego ząbka.

Uwielbiam piękne i mądre książeczki skierowane dla tych najmłodszych czytelników. Za lekturę książeczki Pawła Pawlaka "Ignatek szuka przyjaciela" zabrałam się kiedy tylko odebrałam od listonosza przesyłkę. Od tego czasu przeczytałam ją niejednokrotnie, a zapewniam Was, że mam więcej niż 5, 10 lat. Doszło nawet do tego, że kiedy przyszła do mnie przyjaciółka nie mogłam się powstrzymać i po prostu musiałam pokazać jej tą pozycję. W dodatku historia Ignatka zachwyca mnie za każdym razem w tak samo dużym stopniu. Piękne ilustracje, esencja przyjaźni w bardzo dostępnej i miłej formie dla dzieci. 


Ilustracja powyżej to tylko jedna z wielu znajdujących się w tej książeczce i w dodatku ilustracja wyróżniająca się. Większość jest bowiem stworzona na zasadzie kontrastu ciemne (Ignatek) - jasne (dziewczynka). Jak widzicie ilustracje są naprawdę ładne, a samo wydanie tej książeczki niesamowicie porządne. Grube kartki, wyraźne ilustracje, dosyć dużo druk. Z tym drukiem to jednak jest tak, że jest go bardzo... niewiele. Mniej niż trzysta słów. Trzysta niezwykle bogatych słów. Ta króciutka historia (idealna do przeczytania dziecku przed snem) mówi pięknie o przyjaźni dla której nie liczy się czy ktoś jest ładny czy brzydki. W dodatku szczęśliwe chwile przychodzą do nas także wtedy, kiedy jesteśmy bardzo, ale to bardzo smutni. 

A skąd ten kontrast? Mała dziewczyna wchodzi w ciemny świat Ignatka lub zabiera go do swojego, jasnego. Oboje nie boją się swojej odmienności, ponieważ uczą się, że bycie innym, brzydszym nie jest niczym złym, ponieważ liczy się to co mamy w sercu i co mamy do zaoferowania drugiej osobie. W końcu przyjaźni pragnie i na przyjaźń zasługuje każdy... nawet mały kościotrup. Tego wszystkiego jednak młody czytelnik musi się domyślić sam, autor nie podaje nam takiego na tacy.

Pozycja Pawła Pawlaka pt.: "Ignatek szuka przyjaciela" to mimo smutnej i dosyć pesymistycznej okładki to książeczka niezwykle pozytywna i piękna, która ujęła mnie za serce i za to serce chwyta w dalszym ciągu. Prosta, ale przemawiająca nawet do najmłodszych odbiorców. Bez wątpienia przypadnie do gustu najmłodszych książkoholikom (a także tym, którzy jeszcze nimi nie zostali). Choć obranie za bohatera postaci mało optymistycznej - (wszyscy dobrze wiemy, że kościotrupy budzą w strach dzieciach) było dosyć ryzykownym posunięciem to jednak pan Pawlak stworzył z Ignatka postać tak ciepłą i sympatyczną, że po prostu nie da się jej nie lubić... a co dopiero jej się bać! Mądra książka dla dzieci o wychodzeniu poza schematy, o akceptacji i przyjaźni na którą zasługują wszyscy. Historia idealna dla dzieci, które boją się wyjść do rówieśników i nie tylko. W dodatku przedstawiona w naprawdę pięknej formie: twarda okładka, śliczne ilustracje... ta historia na długo pozostaje w sercu. Może warto sprezentować ją pociechom nas otaczających? 

Za możliwość zapoznania się z historią sympatycznego Ignatka serdecznie dziękuję Wydawnictwu Nasza Księgarnia!

sobota, 19 grudnia 2015

(419) Kiedy dwójka ludzi z obsesją na siebie wpada... czyli "Uwikłani. Pokusa"

Tytuł: Uwikłani. Pokusa
Seria: Fixed (#1)
Autor: Laurelin Paige
Wydawnictwo Kobiece
Stron 355

"Chciałam go mieć natychmiast. Ziarenko obsesji zaczęło boleśnie kiełkować w moim brzuchu".

Laurelin Paige, "Uwikłani. Pokusa"

Władysław Tatarkiewicz, Nietzsche, Eliade, Jacqueline de Romilly - i jeszcze paru innych. To są moje codzienne lektury. Jak sami doskonale widzicie "Uwikłani. Pokusa" do tego zestawienia nie pasuje. Też trafiła do niego zupełnie przypadkiem. Jakie było moje zdziwienie po rozpakowaniu paczki. Zdziwienie, a potem śmiech. Za chwilę... pomysł: "Skoro nie dałam rady przeczytać sławnego Grey'a to może dzięki tej książce będę miała możliwość zrozumieć o co chodzi... w literaturze erotycznej i co w niej jest takiego przyciągające, że tyle ludzi po nią sięga i, że cieszy się takim zainteresowaniem. Tak więc... usiadłam w jedno z piątkowych popołudni i zabrałam się za czytanie. Jak było? Było zabawnie, wciągająco i rozluźniająco. Czyli tak jak chciałam, żeby było :)

Alayna Wither to młoda, piękna i ambitna kobieta. Po ukończeniu prestiżowej szkoły zarządzenia staje przed nią pytanie: Co dalej zrobić w swoim życiu? Pragnie zostać menadżerką w klubie, w którym pracuje. To jej główny cel, który jednak niektórzy z jej otoczenia uznają za zbyt... trywialny i zaniżony. Wszystko jednak się zmienia gdy poznaje niezwykle przystojnego (a przy tym bogatego) Hudsona Pierce'a. Wybucha między nimi ogromna namiętność. Oboje się pragnę. Oboje są ambitni. Oboje mają za sobą ciemną przeszłość. Oboje nie chcą się angażować. Oboje obawiają się tego co może przynieść ich relacja. A jednak oboje nie chcą jej przetrwać. 

Zaczęło się dosyć hm... banalnie, ale "Uwikłani. Pokusa" to jedna z tych książek, które z każdą kolejną stroną podobają się czytelnikowi coraz bardziej. Nie jest przesycona seksem, ale oczywiście jak to w powieści erotycznej jest tych scenek dosyć dużo. Nie wiem czy to przez tłumaczenie... czy też przez pewną nieudolność autorki powodują one częściej jednak śmiech i zniesmaczenie (lub jakiekolwiek inne emocje). Możecie się w tej powieści spodziewać takich określeń jak "majestatyczne berło". No tak..., ale określeń typu "O święty Barnabo" w niej nie uświadczycie - taka mała aluzja. Powieść Laurelin Paige jest reklamowana jako trylogia lepsza niż trylogia o Grey'u i myślę, że to prawda biorąc pod uwagę fakt, że jej pierwszy tom przeczytać mi się udało, a historii Grey'a nie... ale wiecie co? Nie żałuję.

Relacje między Alayną i Hudsonem są bardzo skomplikowane (nie wiem dlaczego, ale jakoś imię Hudson mi tu nie pasuje- taka dygresja) jak się pewno domyślacie. W dodatku nie opierają się tylko na seksie, a raczej na pewnym ciekawym układzie... Alayna ma udawać dziewczynę Hudsona w której ten jest szaleńczo zakochany. Jest to o tyle trudne, że ze swojej relacji już na wstępie postanowili usunąć wszystkie "ckliwe" uczucia, aby to nie zakłócało ich pracy (udawania), którą jasno oddzielają od łóżkowych przygód. Potem jednak to wszystko zaczyna się komplikować, a uczucia zaczynają odgrywać pewną rolę w tym całym przedstawieniu, przedsięwzięciu... Różnoraką. Nienawiść, złość, radość, a może i miłość?

Oboje naznaczeni wstydliwą przeszłością są w dodatku przez nią bardzo silnie naznaczeni. W opinii własnej oraz opinii innej. Także na tej płaszczyźnie dochodzi między nimi do różnych spięć. Stosunkowo szybko stają się dla siebie jednak swego rodzaju opoką przez to, że potrafią się porozumieć, gdy inni wdają się z nimi w ciągłe nieporozumienia. Nieporozumienia, które wywołują niejednokrotnie także śmiech, bowiem niektóre sytuacje zostały naznaczone dość sporą dawką dobrego humoru.
Książka Laurelin to cała gama bohaterów. Oczywiście nie są oni tak zwariowani jak główni bohaterowie, a jednak także mają w sobie to "coś". W tej kwestii przed szereg wychodzi zdecydowanie matka Hudsona, która w sytuacji Alayny jest jakby odbiciem brata dziewczyny. Oczywiście matce Hudsona nie przypada do gustu Alayna... zresztą z wzajemnością. Mimo  to ich potyczki słowne są warte tego, że się w ogóle musiały poznać! Każda z postaci pojawiających się w tej powieści jest zupełnie inna i to nadaje jej charakteru.

"Uwikłani. Pokusa" to książka ciekawa i przez swą lekkość wciągająca. Nie da się jednak ukryć, że ma kilka słabszych punktów. Sceny erotyczne to jeden z nich. Są jakieś takie porwane i bardzo niedopracowane. Nie stanowią jednak przeważającej części tej książki. Tym samym powieść Laurelin Paige odbieram jako naprawdę dobre romansidło na smutne jesienne i zimowe wieczory. Odprężyłam się przy tej książce, na chwilę zapomniałam o całym świecie. Osiągnęłam to co chciałam. Paige stworzyła bardzo realnych i prawdziwych bohaterów. Pozytywnie zaskoczyła mnie sposobem zakończenia tej powieści i spowodowała, że jestem ciekawa tego co los dalej przyniesie Alaynie i Hudsonowi. To był naprawdę miło i pozytywnie spędzony czas. Co prawda momentami czułam takie grey'owskie naleciałości... ale z każdą stroną autorka się tego wyzbywała. Jeśli lubicie tego typu literaturę lub po prostu chcecie się odprężyć jak ja... polecam! Tym bardziej, że nie jest to książka tylko i jedynie emanująca seksem.

Za tą miłą pomyłkę serdecznie dziękuję Wydawnictwu Kobiece!

piątek, 11 grudnia 2015

(418) Nie tylko wielka artystka, ale także kobieta z wadami i pragnieniami... czyli "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach. "

Tytuł: Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach.
Autor: Mariola Pryzwan
Wydawnictwo MG
Stron 270

"Tym co w jej sposobie bycia i powierzchowności uderzało od pierwszej chwili i najsilniej, był pewien osobliwy, dowcipny i wykwintny wdzięk"

Mariola Pryzwan, "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach"

Czytacie poezję? Pewnie odpowiedzi na to pytanie będą różne. Osobiście czytam poezję także poza lekcjami polskiego, gdzie to jest po prostu moim obowiązkiem (czasami bardziej, czasami mniej przyjemnym). W moim domu znajdują się trzy tomiki poezji Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej po które... przyznaję, że nie sięgam każdego dnia, a raczej bardzo okazyjnie bowiem są poetki, których twórczość przypadła mi do gustu jeszcze bardziej. Nie mniej Pawlikowska - Jasnorzewska to poetka tak znana, ceniona i jednak osoba, która zapisała się na kartach kultury polskiej, że wiersze te naprawdę warto i przede wszystkim trzeba znać - choćby te najpopularniejsze. "Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach" jak sam tytuł głosi nie jest stricte pozycją biograficzną. Są to wspomnienia ludzi, którzy znali Marię oraz listy pisane przez nią i do niej. Pamiętajmy, że Maria Pawlikowska Jasnorzewska żyła w niezwykle ciekawym okresie literatury polskiej... Grupa "Skamander", Żeromski i wiele, wiele innych wybitnych twórców. A kogo wspomnienia można znaleźć w zbiorze pani Pryzwan? Zofii Kossak, Jarosława Iwaszkiewicza, siostry Jasnorzewskiej - Magdaleny Samozwaniec, Jana Lechonia i wielu innych postaci, którzy także zapisali się w historii literatury polskiej.

Maria Pawlikowska - Jasnorzewska to polska poetka i dramatopisarka dwudziestolecia międzywojennego żyjąca w latach 1891 - 1945. Zmarła w młodym wieku ze względu na chorobę nowotworową, której ofiarą się stała. Jej ojcem był sławny malarz Wojciech Kossak, którego obrazy nadal są powszechnie cenione. Bratem, Jerzy Kossak - także malarz, a siostrą pisarka pisząca utwory satyryczne pod pseudonimem Magdalena Samozwaniec. Życie Marii nie zawsze było dla niej łaskawe. Otoczona w domu miłością, pokrzywdzona przez ułomność fizyczną związaną z kręgosłupem i niejednokrotnie nieszczęśliwa w miłości. Jej życiorys znajduje swoje pełne odzwierciedlenie w jej twórczości. Wierszy pochwalne miłości w chwilach gdy była szczęśliwie zakochana, utwory o miłości, stracie, gdy miłość od niej odchodziła. Pod koniec znalazła swoją miłość, która została z nią do końca - Lotka, lotnika. Potem jednak w czasie wojny i nawet po niej pojawiło się cierpienie związane z tęsknotą za ojczyzną. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska niczego tak nie pragnęła jak wrócić do ojczyzny - wpierw było to niemożliwe ze względu na wojnę i represje wyciągane względem polskiej inteligencji, twórców. Potem przez chorobę. Nie zdążyła ujrzeć swojej ojczyzny przed śmiercią, odeszła w obcym kraju. Cierpiała z tego powodu. Grób jej i jej męża znajduje się w Manchesterze.

Może to niepoprawne co napiszę, ale i tak to zrobię. Czytając poezję nie myślę o tym co spotkała danego poetę/poetkę... są to dla mnie po prostu słowa, które mogę przelać/porównać do swojego życia, swoich przeżyć, doświadczeń, ułomności, zalet, marzeń, pragnień i cierpień. Poeta, poetka jest dla mnie w trakcie czytania poezji czymś odrębnym, nieważnym. Przynajmniej tak było do czasu, gdy sięgnęłam po tą pozycję. Ze zbiorów Marioli Pryzwan wyławia się portret szalenie ciekawej i intrygującej kobiety. Portret pokazujący jak wielki wpływ na twórczość danego autora ma jego własne życie, myśli, poglądy. To jednocześnie książka pozwalająca na nowo odkryć poezję - jej moc, wartość i pewno niebywałą magię. Nie każdy lubi czytać poezję... ba... większość nawet tych czytających poezji nie czyta, myślę jednak, że patrząc jedynie na warstwę literacką poezji Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej omijając warstwę symboliczną, genezy itp. to jest to jednak poezja warta uwagi i przede wszystkim wartościowa.

Jaka była Maria Pawlikowska - Jasnorzewska? Po trochu rozpuszczona, kapryśna, zadzierająca nosa, uważająca swoją siostrę za niedojrzałą, głupszą, a przy tym wrażliwa, pomocna, potrafiąca docenić dzieła innych.... jednak nie znosząca krytyki. Postać jak dla mnie fascynująca, bo niezwykle barwna. Ludzka. Ze wspomnień zebranych w tym tomie przez Mariolę Pryzwan układa się obraz genialnej poetki, a przy tym zwykłej, słabej kobiety - lubiącej wydawać pieniądze, dostawać je, nie znoszącej krytyki skierowanej wobec siebie, nieustępliwej. A przy tym obraz bardzo poruszający.

Wspomnienia i listy zawarte w tym zbiorze to wspomnienia jej przyjaciół, rodziny, ale także zwykłych obserwatorów. Tych którzy ją kochali, ale także tych, którzy patrzyli na jej zachowanie nieprzychylnym okiem. Z tego wszystkiego wyłania się niezwykle prawdziwy i ujmujący portret bohaterki.  Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej było daleko do zwiewnej, uroczej, kochanej nimfy. Lubiła, żeby jej zdanie było tym ostatnim, ale lubiła też kochać. Potrzebowała tej miłości. Portret kobiety naprawdę fascynującej. Humorzasta, niekiedy wredna, znęcająca się, a kiedy indziej uśmiechnięta od ucha do ucha... pełna wdzięku i dziewczęcego powabu. Kobieta o wielu twarzach. Z tych wszystkich skrawków z wrażeń, które odnieśli przy spotkaniu z nią ludzie, którzy mieli ten zaszczyt ze względu na ich zgrabne i sensowne ułożenie w tym utworze układa się obraz jej życia. Jego blaski i cienie. Chwile największych sukcesów, ale także chwile największych cierpień. 

"Lilka. Maria Pawlikowska - Jasnorzewska we wspomnieniach i listach." to pozycja obowiązkowa dla tych, którzy cenią poezję Jasnorzewskiej. Pozycja obowiązkowa dla ludzi interesującym się życiem innych, zasłużonych. To także książka dla tych, którzy chcą odkryć radość z odkrywania autora, jego życia. Opowieść o niezwykłej, budzącej skrajne emocje poetce. Opatrzona ilustracjami - zdjęciami, jej rysunkami, obrazami Wojciecha Kossaka. Tak, Maria Pawlikowska - Jasnorzewska odziedziczyła także po ojcu talent rysowniczy - postanowiła jednak go porzucić na rzecz poezji. Tej i wielu innych rzeczy możecie dowiedzieć się z tej pozycji. Poznać obraz kobiety niejednoznacznej, intrygującej. Kobiety, która zyskała nieśmiertelność dzięki mocy swej poezji. Jednak... nim zabierzecie się za jej czytanie zamierzam zaopatrzyć się w jakiś tomik poezji. Zbiór Marioli Pryzwan to niezwykle inspirująca książka ukazująca po raz kolejny jak poezja jest niezwykła, jak wiele za sobą niesie. A może po prostu o tym przypominająca...? Serdecznie polecam!

Za możliwość zapoznania się ze wspomnieniami o Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!



środa, 9 grudnia 2015

(417) Silne, niezależne, dążące do szczęścia kobiety... czyli "Chcę wszystko"

Tytuł: Chcę wszystko
Autor: Charlotte Bronte & Dorota Combrzyńska - Nogala
Wydawnictwo MG
Stron 318

"Jest również pewna historia, której szczegóły często słyszałam od różnych osób i które pragnę streśćić w coś podobnego w formie do opowiadania [...]"

Charlotte Bronte "Chcę wszystko"
 
Charlotte Bronte to oczywiście autorka niezwykle znana ze względu na swoją powieść "Dziwne losy Jane Eyre", którą pokochały tysiące czytelniczek. Trzy lata temu zabrałam się za czytanie powieści "Dziwne losy Jane Eyre" pod wpływem filmu w którym się zakochałam. Niestety dałam wtedy radę przeczytać jedynie niewiele ponad połowę z tej powieści. Ciekawa fabuła, intrygujący bohaterowie, ale w tamtym czasie język jakim została napisana ta powieść mnie pokonał. Autorka powieści losach Jane Eyre zaczęła pisać kolejną powieść pt. "Ashworth" - niestety jej nie ukończyła. Po latach Dorota Combrzyńska - Nogala podjęła się dokończenia tej historii. Jak się jednak okazuje twórczości Bronte w tej powieści jest bardzo mało, przeważa twórczość współczesnej pisarki i mam wrażenie, że dla większości będzie to dobra wiadomość, bowiem język, którym posługuje się Charlotte nie każdemu przypadnie do gustu. Język pani Doroty jest bez wątpienia o wiele przystępniejszy, lżejszy i mniej wyrafinowany co w tym akurat przypadku może być plusem. "Chcę wszystko" okazało się powieścią bardzo przyjemną i przede wszystkim udaną, choć nie oszukujmy się... powieść Charlotte Bronte była do niej jedynie pewną inspiracją, zalążkiem - reszta została w rękach polskiej autorki.
 
Angielska pisarka zaczyna swoją powieść historią pana Ashwortha, który przehulał cały swój majątek. Mężczyzna traci wszystko - żonę, majątek, synowie gdzieś daleko hen w świecie, a jedynym co ma jest córka odbierająca nauki na pensji. Historia pisana przez jedną z sióstr Bronte urywa się, kiedy dziewczyna wraca do domu. To właśnie w tym momencie pani Dorota przejmuje pałeczkę pisząc historię młodych bohaterek osadzoną w realiach wiktoriańskiej Anglii. Pełną zwrotów akcji, przyjaźni, miłości, ale także tragedii. Powieść pani Nogali to powieść pełna wigoru i emocji powieść ukazująca jak silne i niezależne potrafią być kobiety. Nawet w chwilach, kiedy wydaje się to być niemożliwe.  Panna Ashworth po powrocie do domu uczy się żyć wraz ze swoim ojcem, wchodzi w towarzystwo i szuka swojego miejsca w tej nowej dla siebie sytuacji. Kobiecie mieszkającej od początku na pensji trudno jest się z początku odnaleźć, ale jest tak wyszkolona, że oczywiście tego po sobie nie pokazuje. To jej niewzruszenie od razu przyciąga uwagę pewnego młodzieńca Artura Ripley'a. Niespełna szesnastoletnia Mary pozostaje jednak obojętna na jego zaloty. Może z czasem to się jednak zmieni?
 
Równie ważne są jednak losy Ellen Hall, cichej, skromnej i pracowitej przyjaciółki Mary, którą poznała jeszcze na pensji. Biedna dziewczyna, zdana na łaskę brata niejednokrotnie musi udowodniać, że mimo swojej niskiej pozycji społecznej jest warta tyle samo ile inne uczennicy pensji. Tylko ona musi na to dodatkowo zapracować. Jej zmagania z nauczycielką francuskiego, której widocznie nie przypadła do gustu osładza jednak przyjaźń z grubą Jane dla której jest jak wnuczka. Ku uldze Ellen także dyrektorka pensji jest jej życzliwa mimo tego ile obecność dziewczyny sprawia jej kłopotów. Ellen Hall swoją życzliwością pozyskuje życzliwość innych ludzi. Jest oddana i ma wrażenie, że jeszcze wszystko przed nią. Nie ma nic do stracenia, a jedynie wszystko może zyskać... Choć... Na jej drodze od czasu do czasu staje pewien panicz, intrygujący i zachwycający ją swoją bezinteresowną dobrocią. Pochodzą jednak z zupełnie innych klas społecznych, a to wszystko utrudnia. Jednak teoretycznie "Dla chcącego nic trudnego".
Trzecią bohaterką "Chcę wszystko" jest cichutka Marian, zniszczona przez życie. Jej rola w całej powieści wzrasta z każdą stroną, aby w końcu dojść do punktu kulminacyjnego.
 
Trzy bohaterki, trzy życiowe historie splatające się ze sobą w jedną wspólną historię opowiadającą o sile kobiet i ich niezależności. Bohaterki to z jednej strony postacie pogubione, a z drugiej strony osoby obdarzone w sytuacjach tego wymagających niezwykłą odwagą i szlachetnością. Pewne siebie, a przy tym momentami bardzo niepewne. Postacie stworzone przez Charlotte, a dalej poprowadzone przez Dorotę Combrzyńską - Nogalę to postacie bardzo wyważone. Samo ukazanie ich relacji między sobą wyszło polskiej autorce świetnie, a i ukazanie ich losów, a przede wszystkim pomysł na nie wyszedł autorce świetnie. Kruche relacje międzyludzkie, zawiść w rodzinie i kobiety walczące o swoje szczęście. Szczęście czasami do zdobycia bardzo trudne. Pani Dorota ukazuje to wszystko w sposób bardzo wysublimowany.
 
"Chcę wszystko" to świetna powieść osadzona w realiach wiktoriańskiej Anglii, którą czytałam z wielką przyjemnością. Skomplikowane relacje, miłość, przyjaźń, odkrywanie samej siebie i trudności w poszukiwaniu szczęścia. Moc przyjaźni i niezwykła moc kobiet, ich niezależność i wewnętrzna siła - choć czasami bardzo trudna do zdobycia. O tym wszystkim jest ta wzruszająca, wartka historia napisana przez panią Dorotę. To jej część prześwituje przez tą powieść. Stąd też nie odbieram jej jako klasyki, twórczości Bronte jest w tej książce bardzo mało. Inny język - występuje kontrast między tym co napisała Charlotte a tym co napisała Dorota. Stąd też nie radzę odbierać tej książki jako kolejnego dzieła Bronte, a jedynie jako powieść współczesnej autorki inspirowaną powieścią Bronte. Powieść naprawdę bardzo dobrą, przyjemną i godną uwagi.
 
Książka Doroty Combrzyńskiej - Nogali to powieść niesamowicie dobra i godna uwagi. Napisana przez współczesną autorkę, a jednak dobrze oddająca realia panujące w wiktoriańskiej Anglii. To idealna powieść dla tych, którzy nie lubią ciężkiego języka klasyki, a przy tym lubią powieści na ubiegłe epoki stylizowane. Ta jest właśnie jedną z takich powieści. Dorota Combrzyńska - Nogala inspirując się znikomą namiastką twórczości Charlotte Bronte stworzyła powieś, którą czyta się lekko i z zainteresowaniem. Świetne bohaterki, bardzo ciekawa fabuła niejednokrotnie chwytająca za serce. Widać różnicę w narracji obu pisarek, a jednak przy tym pierwsze strony napisane przez Charlotte są idealnym wprowadzeniem do całej powieści i jej klimatu. Oczywiście pani Dorota nie pisze tak nazwijmy to ekskluzywnym językiem, ale posługuje się bardzo dobrym piórem. Reasumując powieść "Chcę wszystko" to naprawdę dobry, porywający utwór, który czyta się z wypiekami na twarzy stworzony przez polska pisarkę. Eksperyment z którego wyszła naprawdę dobra powieść. Polecam fanom powieści osadzonych w wiktoriańskiej Anglii, na wrzosowiskach, o dzielnych i niezależnych kobietach!
 
Za możliwość zapoznania się z tym "eksperymentem" serdecznie dziękuję Wydawnictwu MG!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...