czwartek, 16 czerwca 2016

(501) Beatlesi

Tytuł: Beatlesi
Autor: Lars Saabye Christensen
Wydawnictwo Literackie
Stron 732

"Czas nie mija. Czas po prostu jest. Zegarki są dla mnie materialistów i ludzi z przerośniętymi ambicjami. [...] Chodzi o to, żeby być teraz [...]. Wspominanie nie ma sensu. Planowanie też. Chodzi o to, co jest tu i teraz." 

Lars Saabye Christensen, "Beatlesi"

Lars Saabyer Christensen jest od lat wymieniany jako główny norweski kandydat do Nagrody Nobla. Jego powieści cieszą się ogólnokrajowym uznaniem (w Polsce zostały także wydane  mdz. powieści "Odpływ" i "Półbrat"). "Beatlesi" to jego najpopularniejsza powieść, w Norwegii już kultowa, a dodatkowo jest uznawana za najważniejszą i największą powieść 25 - lecia w literaturze norweskiej. Christensen stworzył niesamowitą, wspaniałą książkę o dojrzewaniu. Wielką i niesamowicie prawdziwą. Norweski pisarz ukazał dojrzewanie paczki przyjaciół w sposób wręcz boleśnie prawdziwy. Poznajemy młodych bohaterów - pełnych nadziei i marzeń, a potem jesteśmy świadkiem ich powolnej degradacji, ich upadku.. A wszystko w atmosferze muzyki Beatlesów, na tle wojny w Wietnamie, przemian kulturowych lat 60., protestacji, buntu młodych.

Oslo, rok 1965. Czwórka przyjaciół – Kim, Gunnar, Seb i Ola jest nierozłączna. Na świecie trwa beatlemania, która ogarnęła także Norwegię i głównych bohaterów powieści Christensena. Dla młodych bohaterów największe święto jakie może być to nowy longplay Beatlesów i wspólne leżenie podczas jego odsłuchiwania wokół gramofonu. Są młodzi, mają marzenia i pragnienia. Szybko okazuje się, że chcieliby być tacy jak zespół z Liverpoolu. Lars Sababye Christensen zabiera czytelników w świat przemian kulturowych lat 60., ukazuje dorastanie... począwszy od pierwszych samotnych wypraw na ryby poprzez pierwsze miłości i randki, a kończąc na protestach przeciwko wojnie w Wietnamie, balangach, narkotykach. Pokazuje stopniową degradację młodego człowieka, a w świat jego bohaterów i ich niewinnych marzeń powoli zaczyna się wkradać mrok i niepokój. Wraz z muzyką Beatlesów zmieniają się sami bohaterowie. Fabuła powieści Christensena jest zbyt bogata i wielowątkowa, by możliwe było jej opisanie w zaledwie paru zdaniach. Tak naprawdę wystarczy napisać, że to niekiedy rozdzierająca serce historia o dojrzewaniu. Dojrzewania wraz ze wszystkimi jego odcieniami... Dojrzewaniu, któremu towarzyszą zarazem chwile bezgranicznej radości jak i bezgranicznego smutku. Dojrzewanie na które czytelnik się nie godzi.

"Beatlesi" to książka niezwykle mocna przez swój klimat i kreację bohaterów. Niekiedy przytłaczająca, rozsiewająca smutek w czytelniku... Przy tym niesamowita. To wszystko za sprawą niewinności bohaterów, która przeradza się w różne demony... w postaci seksu, alkoholu, narkotyków i nie tylko. Christensen mydli oczy czytelnikowi już na pierwszej stronie. Przedstawia można wręcz powiedzieć, że sielankowy obraz czwórki dzieciaków! Wielkich fanów Beatlesów, którzy są w stanie skakać pod sufit, gdy dowiadują się o ich nowym utworze. Beztroskich chłopaków, którzy marzą o założeniu własnego zespołu. Uczniaków, którzy rumienią się gdy podchodzi do nich koleżanka... zastanawiając się kogo imię ma napisane na ręce. Ten obraz zostaje jednak przez autora stopniowo rozmyty, aby mógł ustąpić miejsca pierwszym tragediom i rozłamom w ich krótkim życiu. Christensen z dziecięcej beztroski przechodzi do pierwszych małych, a potem cały czas powiększających się dramatów. Norweski pisarz tworzy obraz niezwykle sugestywny. Obraz przypominający czytelnikowi, że to co jest pewne dzisiaj... jutro już takie może nie być. Także klimat powieści Christensena ulega przemianie. Z takiej sielankowej, spokojnej, ciepłej atmosfery zamienia się w klimat pełen niedopowiedzeń i szerzącego się mroku... A niepokój czytelnika o losy bohaterów wzrasta z każdą kolejną stroną. Wzrasta na tyle, że w pewnym momencie "Beatlesi" stają się książką ciężką... niedającą się czytać strona po stronie. Czytelnik jest zmuszony robić przerwy, aby ochłonąć... nabrać dystansu do wydarzeń na które nie ma żadnego wpływu.

Zawsze bardzo chętnie sięgam po powieści/ filmy/ seriale, których akcja rozgrywa się na tle przemian kulturowych lat 60., a co za tym idzie na tle odrzucenia wzorców poprzednich pokoleń, rewolucji seksualnej, protestom przeciw wojnie w Wietnamie. Lata 60. to jednak także niesamowita muzyka. Beatlesi, Roling Stones, The Doors, Animals i wielu, wielu innych. W książce Christensena te wszystkie elementy składowe lat 60. mają bardzo duże znaczenie i nie można przejść obok nich obojętnie. Kłótnie z rodzicami, długie włosy także u chłopaków (co jednak przed latami 60. było czymś niezwykłym), pewne rozprężenie obyczajów – alkohol, narkotyki, seks, coraz ostrzejsze protesty przeciwko wojnie w Wietnamie i interwencji obcych wojsk. Dla autora te wszystkie wydarzenia są nie tyle tłem jego opowieści, co jej ważnym elementem. Przykładowo: wojna w Wietnamie ma dla życia bohaterów i ich losów wyjątkowo duże znaczenie, ponieważ po raz pierwszy spotykają się z tym problemem jako dzieci o bardzo małej wiedzy, a potem ta wojna jakoś cały czas towarzyszy im w dorastaniu. A myśli na jej temat / stosunek wobec niej zaczynają w nich dojrzewać. Główni bohaterowie zostają zmuszeni do obrania stanowiska po której stronie barykady stoją. Tu nietuzinkowe znaczenie ma także fakt, że czytelnik losy bohaterów poznaje z perspektywy jednego z nich.

"Beatlesi" nie są powieścią jednolitą. Autor porusza różne problemy – społeczne jak i obyczajowe. Pojawiają się wątki rodzinne, przyjacielskie, polityczne, kulturowe, jednak z każdą kolejną stroną "Beatlesi" są powieścią dojrzalszą, bardziej dopracowaną. Zmienia się także sposób narracji – jest bardziej gorzki, niepokojący. Emocje narastają, a czytelnik czeka na chwilę, kiedy dojdzie do ich ostatecznego nagromadzenia i wybuchu... Jest jednak trzymany w tej niepewności, w swego rodzaju udręczeniu. Christensen potrafi zawładnąć czytelnikiem, grać mu na emocjach. Ma niesamowity talent pisarski.

"Beatlesi" są powieścią niezwykłą. Po prostu. Mimo, że nie są powieścią bez wad. Posiadają słabsze momenty, kiedy czytanie już nie idzie tak płynnie, a sama akcja nuży. To jednak nieważne, to jednak drobnostka. Rozumiem Norwegów, którzy uważają dzieło Christensena za jedną z najważniejszych powieści norweskich. 
"Beatlesi" to książka wielka, wzruszająca, intrygująca, wciągająca... i niesamowita. Obraz dojrzewania w niej przedstawiony jest boleśnie prawdziwy i bardzo przenikliwy. Miliony ludzi uważają ją za powieść, która odmieniła ich życie. Nic w tym dziwnego, bowiem brakuje tak szczerych utworów. Szczerych aż do bólu. "Beatlesi" to literacka uczta, dzieło wieloznaczne, piękne i zaskakujące, Christensen pisze mistrzowsko, konstruuje akcję z niezwykłą precyzją i zachwyca... gra na emocjach czytelnika – wzbudza łzy i uśmiech. Książka Christensena to nie tylko literacka uczta, ale także niesamowita literacka podróż po meandrach dojrzewania... Niebanalna i bardzo przenikliwa.

Moja ocena: 9+/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...