wtorek, 23 sierpnia 2016

(529) Cztery rzęsy nietoperza

Tytuł: Cztery rzęsy nietoperza
Cykl o Zawrociu (#6) 
Autor: Hanna Kowalewska
Wydawnictwo Literackie
Stron 624

"Dużo różnic. Jeszcze ich nie chcemy widzieć, ale one są. Będziemy się o nie potykać. I co z tego? Może miłość polega właśnie na tym, że potykanie się o wady osoby, którą się kocha, w tajemniczy sposób dodaje energii, podczas gdy w innych przypadkach rozprasza ją i niszczy?"

Hanna Kowalewska, "Cztery rzęsy nietoperza"

"Cztery rzęsy nietoperza" to kontynuacja cyklu o Zawrociu. Tym samym to moje pierwsze spotkanie z twórczością Kowalewskiej. Czytelnikom, którzy skuszą się na serię polecam jednak zaczęcie od pierwszego tomu... dla pełniejszego obrazu sytuacji. Najnowsza powieść Kowalewskiej ma lepsze i gorsze momenty. Niezmiennie jest jednak boleśnie prawdziwa. To nie jest powieść po którą sięga się "na poprawę humoru". Hanna Kowalewska stworzyła książkę o życiu, jego różnych odcieniach, jego nieprzewidywalności, o tym, że co prawda po deszczu zawsze wychodzi słońce... tak samo jak po słońcu zawsze zaczyna padać – kwestia: wcześniej czy później? To powieść o nieżyczliwych ludziach, codziennych kłopotach, wyborach i miłości... trudnej, skomplikowanej, czasami niezrozumiałej. Uczuciu, które niesie za sobą tak dobre jak i złe chwile. 

Do Zawrocia zawitała zima. Matylda chce odmienić w Zawrocie w dom dla siebie, Pawła i dziecka, którego się spodziewa. Za nią piękny, pełen miłości i ciepłych uczuć miesiąc. Paweł poprosił ją o rękę, zaoferował, że będzie ojcem dla jej dziecka. Ich sielankę przerywa jednak informacja, że Paweł musi wyjechać do Stanów Zjednoczonych. Nie wiadomo na jak długo. Matylda zostaje sama, a z każdej strony otacza ją niezadowolenie i zawiść. Niezadowolona rodzina, ponieważ Paweł jest jej ciotecznym bratem. Byłe ukochane Pawła, które nie mogę znieść tego, że to do Matyldy teraz należy... Jego niezadowoleni przyjaciele, siostra Matyldy, która obwinia ją za każde swoje niepowodzenie, byli faceci Matyldy... sporo jest osób, które źle im życzą. Sytuacja staje się tym trudniejsza, że ktoś zaczyna straszyć Matyldę. Dodatkowo Paweł także coś ukrywa... Niedopowiedzenia, tajemnice, ekscentryczność ludzi wokół niej i tęsknota za Pawła – przed Matyldą co rusz stają nowe wyzwania, a sytuacja staje się coraz trudniejsza. 

Hanna Kowalewska stworzyła powieść w której udało jej się wystrzec absurdów. Absurdów, które jeśli patrząc na fabułę powinny pojawiać się dosyć często. Matylda i Paweł są dorosłymi, dojrzałymi ludźmi i mają za sobą niejedno niepowodzenie, niejeden związek... teraz muszą nauczyć się żyć razem, wspólnie zmagać się z problemami. Muszę także wyznaczyć granicę bliskości i zależności od siebie. Odpowiedzieć na pytanie, gdzie kończy się ich zdrowa indywidualność i niezależność. Docierają się... niestety na odległość. Matylda to jednak bohaterka silna i twardo stąpająca po ziemi. Niejedna czytelniczka chciałaby mieć takie podejście do życia jak ona. Podejście emocjonalne, a przy tym nie pozbawione zdrowego rozsądku. 

Powieść Kowalewskiej składa się z mnóstwa ekscentrycznych bohaterów i czytelnik w pewnym momencie już sam nie wie kogo lubi, a kogo nie. To w większości ludzie nastawieni na siebie, dwulicowi, zdominowani i zniewoleni przez własne ego. Chyba nie ma w tej książce postaci, która nie irytowałaby czytelnika choć przez chwilę. Jednak w prawdziwym życiu to także właśnie tak wygląda. Sama fabuła nie jest naciągana – w życiu Matyldy pojawiają się dobre jak i złe chwile. Przez pewien czas jest różowo, a potem znowu świat nabiera ciemnych barw... Dodatkowo Hanna Kowalewska obrała zakończenie, które nie daje czytelnikowi jednoznacznie do zrozumienia czy powstanie kolejna część cyklu o Zawrociu. Zresztą... to poprzedni tom miał być tym ostatnim.

"W domu było ciepło, bezpiecznie, za godzinę miało być też czysto, a ja poczułam jakiś lęk. Życie wydało mi się nagle potwornie kruche. Niemal jak te spopielone drewienka, które wystarczyło dotknąć pogrzebaczem, by się rozsypały na tysiące drobin. Szczęście było tak samo kruche. "

Hanna Kowalewska, "Cztery rzęsy nietoperza"

Jest w powieści Hanny Kowalewskiej coś smutnego, a przy tym niesamowicie prawdziwego. "Cztery rzęsy nietoperza" to powieść z lekka dołująca, bo ukazująca szarość ludzkiego życia. Szarość przeplataną co prawda promykami słońca, ale zawsze. Bez wątpienia nie pomaga w tej kwestii szczątkowa znajomość losów Matyldy – myśl, że już niejednokrotnie myślała, że będzie szczęśliwa... To znamienne dla rodzaju ludzkiego, prawda? Nie można zapomnieć, że akcja "Czterech..." toczy się zimą – to dodatkowo nie pomaga w wytwarzaniu endorfin podczas czytania tej powieści. Jedno jest pewne: najnowsza powieść Kowalewskiej nie jest powieścią odpowiednią na chandrę. Choć pojawia się w niej nawet delikatny wątek kryminalny, który w sumie nie zaskakuje... to mimo jest to powieść, którą bardziej odbiera się emocjonalnie niż przez literacki/czytelniczy zmysł. 

Szósta część cyklu o Zawrociu, losów Matyldy zachwyca swoją prawdziwością, brakiem banałów i absurdów. To powieść do bólu prawdziwa, która ukazuje życie i relacje międzyludzkie takim jakie naprawdę jest. Hanna Kowalewska nie obiera najgorszego ani najlepszego scenariusza – obiera scenariusz "statystyczny". "Cztery rzęsy nietoperza" to powieść smutna w swym wydźwięku... przez to momentami czytelnik ma ochotę odłożyć ją na półkę. Jej czytanie trochę przypomina oglądanie serialu, który nie ma zaplanowanego zakończenia, a jedynie pokazuje życie grupy ludzi. Nie ma w niej miejsca na wielkie happy endy, przeświadczenie, że "teraz już wszystko będzie dobrze". Bohaterowie doskonale zdają sobie z tego sprawę – z nieprzewidywalności losu, z trudności, które na pewno się jeszcze przed nimi pojawią... Ale Hanna Kowalewska oczarowuje językiem, dopracowaniem, podsuwaniem kolejnych wątków z poprzednich części i tak jak to bywa z serialami... chce się czytać jej powieść, z nadzieją, że w życiu bohaterów znowu nastanie szczęście. W "Czterech rzęsach nietoperzach" nie ma miejsca na lukier – jest rzeczywistość, czasami brutalna, w otoczeniu nieprzyjaznych ludzi, małych radości, dużych trosk i niepokoju o jutro... lepsze czy gorsze? Kowalewska stworzyła po prostu bardzo życiową powieść – przez to trudną, nieodpowiednią na chwile smutku... napisaną dobrym językiem, z ciekawymi bohaterami. I wiecie co? Ja będę cały czas kibicowała bohaterom, bo chcę wierzyć w to, że w życiu mogą nastać tylko szczęśliwe chwile, że może nastać szczęście tak wielkie, że żadne większe lub mniejsze potknięcia nie będą miały znaczenia. 

Moja ocena: 7+/10 Bardzo dobra z plusem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...