niedziela, 29 maja 2016

(495) Sukienka z mgieł

Tytuł: Sukienka z mgieł
Autor: Joanna M. Chmielewska
Wydawnictwo MG
Stron 231

"Impulsy... Czasami z pozoru niewiele znaczące zdarzenia - ot, choćby taka wizytówka, ludzik z kamyków, jakieś zdanie wypowiedziane w odpowiedniej chwili, latte podane zamiast mocnej, czarnej Monsooned Malabar... - pojedyncze zdarzenia lub ich ciągi wpasowują się w czyjąś życiową układankę. Stają się inspiracją. Początkiem łańcuszka lub też jego kolejnym ogniwem. Niteczką splatającą ze sobą ludzkie losy. Albo liną ratunkową." 

Joanna M. Chmielewska, "Sukienka z mgieł"

"Sukienka z mgieł" to moje drugie po "Poduszce w różowe słonie" spotkanie z twórczością jednej z najpopularniejszych polskich pisarek - Joanną M. Chmielewską. Spotkanie nostalgiczne, melancholijne, a przy tym co zaskakujące tchnące optymizmem. Chmielewska w swojej powieści osnutej wokół postaci smutnych, pogubionych, samotnych... pokazuje, że nigdy nie jest za późno na zmiany. Te dobre zmiany, które przynoszą owoc w przyszłości. "Sukienka z mgieł" to krótka książka na jedno popołudnie. Popołudnie pełne skrajnych emocji, które czytelnik zakończy z uśmiechem na twarzy. Powieść Chmielewskiej nie jest banalnym, emocjonalnie ubogim utworem, ale jest powieścią dającą nadzieję. Na lepsze jutro. Na to, że nic nie dzieje się bez powodu. 

Weronika to główna bohaterka powieści Chmielewskiej. Prowadzi Piwnicę pod Liliowym Kapeluszem - niesamowitą kawiarnię do której klienci przychodzą nie tylko ze względu na aromatyczną kawę i pyszne ciasta, ale także ze względu na empatyczną właścicielką, która dostrzega więcej niż inni. Widzi ludzi takimi jacy są naprawdę...  Sama zmaga się jednak z przeszłością. Brakiem uwagi ze strony rodziców - lekarzy, ich brakiem zadowolenia z drogi jaką obrała. Udowodniono, że środowisko / nasze kontakty z rodzicami mają ogromny wpływ na to jacy będziemy w przyszłości... Weronika jest tego najlepszym przykładem. Mimo, że dorosła i niezależna - cały czas niesamowicie pogubiona.

Do Piwnicy pod Liliowym Kapeluszem trafia wiele osób, które cały czas poszukują zrozumienia, spokoju ducha. Jedną z nich jest Krycha Karpieluk - niegdyś rezolutna dziewczyna, żyjąca jednak w patologicznej rodzinie... dzisiaj ukrywająca siniaki powstałe w wyniku zachowania jej męża, alkoholika. Martwiąca się o swojego syna i o to czy zdoła zapewnić mu inną przyszłość. Przyszłość lepszą od tej, którą sama miała.. Oprócz niej czytelnicy mogą poznać autystyczną Korę, która nigdy nie wypowiedziała jeszcze żadnego słowa oraz jej mamę, obgryzającego paznokcie, sympatycznego Andrzejka, pisarza, który do kawiarenki Weroniki przychodzi w poszukiwaniu inspiracji... "Sukienka z mgieł" to jednak o wiele więcej postaci, które szybko zyskają przychylność czytelników... których dalsze losy zostaną objęte ich uwagą

Teoretycznie "Sukienka z mgieł" to drugi tom "Poduszki w różowe słonie". Praktycznie jednak nie ma to żadnego znaczenia, bowiem znajomość "Poduszki..." nie jest nam potrzebna do czytania "Sukienki..." i tak samo "Sukienka... " nie uzupełnia specjalnie "Poduszki...". Co nie zmienia faktu, że obie te książki Wam serdecznie polecam! Byłam jednak troszkę zawiedziona brakiem wyraźnej kontynuacji losów Ani, Hanki i Łukasza. Z drugiej jednak strony... ich historia po prostu ma się toczyć. Zaryzykowali. Weszli do rwącego potoku, a teraz zadaniem czytelnika jest jedynie trzymać kciuki, żeby dali radę. "Sukienka z mgieł" to mimo braku wyraźnej kontynuacji losów bohaterów "Poduszki..." powieść wielowymiarowa, niekiedy trudna... smutna. Zachwyca kreacją bohaterów, brakiem koloryzowania. Ukazaniem szarości życia z jego przebłyskami radości. 

Powieść Chmielewskiej ma niesamowity klimat, który trudno mi nawet opisać. Z jednej strony bardzo melancholijny, nieśpieszny, jakiś taki oddalony... a z drugiej strony bardzo bliski czytelnikowi, mimo, że niespotykany w innych powieściach. Chmielewska nie boi się pisać o rzeczach trudnych: zdrady, przemoc w rodzinie, alkoholizm, bieda, brak wsparcia drugiej osoby. To wszystko mogłoby się wydawać przytłaczające, męczące... Tak jednak nie jest, bowiem Chmielewska zabiera czytelnika w podróż mającą pokazać ciemne zaułki życia... a raczej fakt, że nawet w nich pojawia się czasami promyk nadziei. Promyk, który za sprawą jednego gestu, słowa może zamienić się w prawdziwy ogień. 

"Sukienka z mgieł" to wreszcie powieść piękna na której opisanie brakuje słów. Z wyrazistymi bohaterami, historiami chwytającymi za serce. Chmielewska po raz kolejny oczarowała mnie historią przez siebie stworzoną. "Sukienka z mgieł" to powieść od której trzeba dojrzeć, aby dostrzec jej prawdziwe piękno, jej sens i niezwykłość. Niezwykłość ukazaną przez zwykłość. Nie tą z pierwszych stron gazet mówiących o "celebrytach", ale tą mieszkającą u statycznego Kowalskiego. Bardzo często naznaczoną trudami, niepowodzeniami... niekiedy bardzo szarą. "Sukienka z mgieł" nie jest jednak powieścią szarą. Niesie za sobą optymistyczną myśl. Niesie nadzieję. Nie brak w niej wątków społecznych, rodzinnych, przyjacielskich, miłosnych... Historia Weroniki to historia wielopłaszczyznowa, która oczaruje niejednego. 

Moja ocena: 9-/10 Wybitna z minusem!

środa, 25 maja 2016

(494) Niebezpieczne kłamstwa

Tytuł: Niebezpieczne kłamstwa
Autor: Becca Fitzpatrick
Wydawnictwo Moondrive
Stron 424

"Prawdziwa miłość nie potrzebuje żadnego konkretnego powodu. Miłość to głęboka więź i pełne oddanie. Prawdziwa miłość powinna zapierać nam dech w piersiach i nigdy nie powinna zmuszać nas do postępowania wbrew sobie."

Becca Fitzpatrick, "Niebezpieczne kłamstwa"  

Becca Fitzpatrick, autorka serii "Szeptem" oraz powieści "Black ice" pokusiła się o napisanie kolejnej powieści bez wątków fantastycznych. "Niebezpieczne kłamstwa" to opowieść o tym jak kłamstwo wypowiedziane w dobrej wierze może skomplikować nam życie. Opowieść o dziewczynie, która była świadkiem morderstwa. Opowieść o dziewczynie, która została objęta programem ochrony świadków. Moje piąte spotkanie z twórczością Becki Fitzpatrick (poprzednie miały miejsce podczas czytania serii "Szeptem") okazało się niezwykle interesująca i wciągająca. Cieszy mnie to tym bardziej, że książki młodzieżowe po które sięgałam w ostatnim czasie okazywały się niewypałem... większym lub mniejszym. Podczas lektury "Niebezpiecznych kłamstw" przypomniałam sobie za co tak bardzo lubiłam polubiłam twórczość Fitzpatrick i uświadomiłam sobie, że chociaż od czasu, kiedy sięgnęłam po nią po raz pierwszy prawie pięć lat temu... mój zachwyt nad nią trwa nadal! "Niebezpieczne kłamstwa" to bowiem świetna powieść skierowana do młodzieży - tej młodszej jak i starszej. 

Główną bohaterką powieści Fitzpatrick jest siedemnastoletnia Estella. Po tym jak decyduje się zeznawać przeciwko jednemu z głównych "dowodzących" jednego z największego kartelu narkotykowego na Wschodnim Wybrzeżu w sprawie morderstwa - rząd proponuje jej przystąpienie do programu ochrony świadków. Jej matka znajduje się na odwyku, a ona sama zostaje oddelegowana do starszej policjantki, która ma sprawować nad nią pieczę do czasu, gdy Estella osiągnie pełnoletność. Estella jest zmuszona porzucić wszystkie swoje marzenia, plany, a także ukochanego z którym planowała wspólną przyszłość. Pod nowym imieniem i nazwiskiem teraz już Stella próbuje poukładać sobie życie w nowej rzeczywistości. Cały czas jednak nie może zapomnieć o tym, że ktoś bardzo chce ją znaleźć... i zabić. Zmuszona do życia w ciągłym kłamstwie nieustannie się buntuje. Zwraca jednak uwagę jednego z miejscowych chłopaków. Oraz wdaje się w miejscowe utarczki...

Postać Estelli czy też Stelli (jeśli patrzeć na przyjętą przez nią tożsamość) była w moim odczuciu z początku najsłabszym ogniwem. Bohaterka była przekonana o swojej wyższości, nieomylności, zarozumiała i niepokorna. Krótko mówiąc niesamowicie zbuntowana i irytująca. Z drugiej strony to jednak bohaterka, która zyskuje dopiero przy głębszym poznaniu. Tak więc to co było najsłabszym ogniwem szybki stało się ogniwem najmądrzejszym. Szczerze mówiąc nie przypuszczałam, że będę mogła się kiedykolwiek utożsamić ze Stellą. To jednak się stało i wywarło na mnie bardzo pozytywne wrażenie. Stella to bohaterka dynamiczna, która zapowiada się tragicznie... a kończy wspaniale. 

Cała akcja osnuta jest wokół wątku programu ochrony świadków. Estelli bardzo trudno z dnia na dzień zerwać ze swoim starym życiem, zaakceptować brak możliwości powrotu do Filadelfii, niemożność kontaktowania się ze starymi przyjaciółmi, a przede wszystkim ze swoim chłopakiem. To wywołuje niemałe spięcia, jednak dziewczyna zdaje sobie sprawę z tego, że to wszystko dla jej dobra.. i choć nie rozumie idei rozłączania jej z jej chłopakiem to jednak żyje nadzieją, że gdy tylko osiągnie pełnoletność to wszystko się zmieni. 
O wiele ważniejszym jednak wątkiem jest obraz jej relacji z matką - narkomanką, która już dawno zostawiła Estellę samej sobie. W pewnym momencie doszło nawet do tego, że zamieniły się rolami... matka - córka. Dziewczyna jest przez to ogromnie pogubiona. Przez swoją złość i ból. Niemożność przebaczenia. 

Zawsze bardzo ceniłam sobie wątki romantyczne kreowane przez Fitzpatrick. Za niesamowity sposób oddania motyli w brzuchu, za cytaty za którymi nastolatki szaleją. Faceci tworzeni przez Fitzpatrick to niezwykle szarmanckie i romantyczne postacie, a przy tym naprawdę przystojne. Jak tak teraz piszę tę recenzję przypominam sobie urywki z serii "Szeptem" i zaczynam zauważać pewne podobieństwa. Prawda jest jednak także taka, że przypominam sobie także, że istnieje coś takiego jak intertekstualność, a więc nie można stworzyć czegoś absolutnie świeżego i nowego. Tym co mnie jednak najbardziej uwiodło w "Niebezpiecznych kłamstwach" to wyważona akcja i obraz relacji Stelli i emerytowanej policjantki pod której opiekę trafiła. No i piękny wątek romantyczny ;) 

Cudownie było się móc zrelaksować przy "Niebezpiecznych kłamstwach" - powieści wciągającej, której akcja się nie wlecze... a przy tym także zbytnio nie śpieszy. Becca Fitzpatrick zna umiar. Wie z czym nie ma przesadzić. "Niebezpieczne kłamstwa" nie są więc utworem przekoloryzowanym ani przesłodzonym. Najnowsza powieść Becci Fitzpatrick to jedna z tych powieści, które czyta się z wypiekami na twarzy z wielką irytacją, jeśli ktoś Wam tę lekturę postanowi przerwać. "Niebezpieczne kłamstwa" to świetna, niebanalna powieść ukazująca problem przebaczania, narkotyków, zaufania... i miłości. Fitzpatrick po raz kolejny oczarowała mnie swoim pisarstwem...  Pisze  niebanalnie i naprawdę ciekawie. Ma niesamowitą umiejętność tworzenia wątków sensacyjnych jak i tych romantycznych i rodzinnych. To zasługuje na uwagę. 

Moja ocena: 9/10 Wybitna!

poniedziałek, 23 maja 2016

(493) Znieczulenie

Tytuł: Znieczulenie
Autor: Robin Cook
Wydawnictwo Rebis
Stron 556

"[...] nie wyobrażam sobie, żeby chciał tak po prostu darować im winy. Ja zresztą też nie daruję..."

Robin Cook, "Znieczulenie"

Robin Cook - mistrz thrillera medycznego, autor "Dewiacji", "Toksyny", "Nano" i wielu innych książek wraca do czytelników z najnowszą powieścią. "Znieczulenie" to książka elektryzująca - jeśli nie od pierwszej strony to z pewnością od drugiej. Robin Cook niepokoi czytelnika wizją szpitala do którego nigdy nie chcielibyśmy trafić, lekarzy przez których nigdy nie chcielibyśmy być badani/ leczeni. "Znieczulenie" to nie tylko moje pierwsze spotkanie z twórczością Cooka, ale także z thrillerami medycznymi w ogóle. I choć z początku przeżyłam prawdziwy szok... i swego rodzaju lęk w obliczu tych wszystkich medycznych szczegółów i scen przedstawionych przez Cooka - lęk szybko ustąpił zaciekawieniu. Najnowsza powieść Cooka ma w sobie to co każdy naprawdę dobry thriller mieć powinien - akcję, wyrazistych bohaterów, tajemnicę i wciągającą fabułę. 556 stron to dużo? Nie w wypadku książki Cooka, którą czyta się wyjątkowo szybko. Pozostaje tylko cieszyć mi się, że na półce czeka jeszcze kilka innych książek jego autorstwa. Autorstwa lekarza, który postanowił zostać pisarzem. Pisarzem świetnym, piszącym rewelacyjnie i dynamicznie.

Chłopak Lynn Peirce, studentki czwartego roku medycyny trafia do szpitala na rutynową operację kolana. Nie budzi się jednak ze znieczulenia i zapada w stan wegetatywny. To powoduje chaos w życiu dziewczyny. Lynn postanawia wraz ze swoim przyjacielem, czarnoskórym Michaelem dowiedzieć się co się wydarzyło, co poszła nie tak, co spowodowało, że rutynowa, prosta operacja skończyła się tragicznie. Sprawa okazuje się jednak bardziej niż przypuszczali trudna i skomplikowana. Władze szpitalnie próbują coś ukryć. Dodatkowo na skutek nie do końca legalnych działań bohaterowie dowiadują się, że u zadziwiająco wielu pacjentów jest wykrywana rzadka i bardzo groźna choroba krwi. W szpitalu do którego trafił chłopak Peirce średnia zachorowań znacząco przewyższa średnią krajową, a i jego operacja nie była pierwszą, która bez żadnego (widocznego) uzasadnienia skończyła się tragicznie. Wątpliwości Lynn i Michaela zostają rozwiane, gdy ktoś zaczyna grozić im śmiercią. Zaczyna się gra z czasem, a jej wynik wcale nie będzie do przewidzenia...

Główni bohaterowie powieści Cooka to postacie wyraziste, żywe i bardzo prawdziwe. Czasami nawet boleśnie prawdziwe. Lynn i Michael to postacie zupełnie różne. Ona... impulsywna (ale trudno jej się dziwić), często nierozważna, niepoukładana. On poukładany, porządny, przewidujący. Obaj jednak są świetnymi studentami medycyny, a już za parę miesięcy mają stać się rezydentami. Mimo to... czasami miałam ochotę udusić Lynn gołymi rękami. Kierowała się emocjami, więc podczas czytania miałam czasami wrażenie, że oszaleję... z niepokoju o bohaterów. Miałam ochotę krzyczeć i ich ostrzegać. Robin Cook zaplątał tak zgrabnie fabułę, a ciężar akcji rozłożył w tak umiejętny sposób, że czytelnik przez cały czas żyje w napięciu, a to napięcie i tak z każdą kolejną stroną rośnie. 

Jak przystało na thriller medyczny nie brak w "Znieczuleniu" pojęć medycznych, zabiegów, chorób. Robin Cook nie traktuje tego po macoszemu, powierzchniowe, ale też nie wchodzi w temat na tyle, żeby czytelnik (niebędący lekarzem lub studentem medycyny) mógł poczuć się tą powieścią zmęczony. Autor wzbogaca w wiedzę medyczną czytelników, ale robi to w sposób bardzo zrównoważony, nienatarczywy, a tą dawkę wiedzy rozkłada na te ponad 500 stron. O tych wszystkich tajnikach medyny pisze w sposób intrygujący i fascynujący, a przy tym nieobciążający czytelnika. 

Akcja w powieści "Znieczulenie" rozwija się z każdą kolejną stroną. Z każdą kolejną stroną robi się także coraz ciekawiej... i niebezpieczniej. Fabuła jest zaskakująca, z pewnością po części bardzo nieprzewidywalna i czytelnik sam w pewnym momencie dostaje paranoi - któremu bohaterowi może ufać, a któremu nie. I choć nie zgadzało mi się parę rzeczy jeśli chodzi o tło obyczajowe... to jednak wynikało to jedynie z tego, że akcja tej powieści trwa tak naprawdę cztery dni. Cztery dni napakowane emocjami, zagadkami i rozwiązaniami. Choć... autor na koniec zostawia niejeden znak zapytania, który nie pozwala szybko zapomnień o "Znieczuleniu". 

Robin Cook stworzył świetny thriller medyczny dopracowany w każdym najmniejszym szczególe. Jestem pod wrażeniem jego dopracowania, sprawnego posługiwania się językiem autora, umiejętnością wplecenia terminologii medycznej do powieści w której akcja stopniowa nabiera coraz większego tempa, a jednak medycyna cały czas nie pozostaje w tle. "Znieczulenie" to coś więcej niż lekkie czytadło w postaci thrillera. To książka z której wręcz "spija" się kolejne, niesamowicie zgrabne i dopracowane zdania. Wciąga, intryguje i porywa. Robin Cook stworzył świetną powieść, która absorbuje uwagę czytelnika na kilka rewelacyjnie spędzonych godzin. Jeśli szukacie wciągającego thrillera medycznego - "Znieczulenie" jest pozycją dla Was :) 

Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

sobota, 21 maja 2016

(492) Euforia

Tytuł: Euforia
Autor: Lily King
Wydawnictwo Rebis
Stron 320

"Zapytałem, czy wierzy, że naprawdę można zrozumieć inną kulturę. Powiedziałem, że im dłużej tu jetem, tym bardziej durny wydaje mi się nasz wysiłek i coraz częściej się zastanawiam, skąd bierzemy przeświadczenie, że w ogóle możemy być obiektywni, my, którzy przychodzimy z własnymi definicjami uprzejmości, siły, męskości, kobiecości, Boga, cywilizacji, dobra i zła." 

Lily King, "Euforia"

Genialna powieść. Elektryzujące studium wiedzy o innych kulturach i człowieku. Powieść pełna iskry, namiętności (choć nie seksu) oraz egzotyki. Niesamowity klimat, niesamowita fabuła, niesamowita historia opisana z ogromnymi pokładami przenikliwości... i świetnego warsztatu pisarskiego. Lily King stworzyła książkę stanowiącą prawdziwą ucztę literacką. "Euforia" to rewelacyjna i porywająca powieść napisana świetnym, dopracowanym językiem. Powieść niesamowita przez swój klimat, kreację bohaterów, opowiedzianą historię. Niezwykle aromatyczna, wciągająca i oszałamiająca... Arcydzieło współczesnej literatury amerykańskiej. Zakochałam się i kompletnie zatraciłam w tej historii.

Lata 30. XX wieku. W Nowej Gwinei badania prowadzi małżeństwo młodych antropologów - Fen i Nell rezygnują z obcowania z jednym z tamtejszych plemion po tragicznych wydarzeniach do których doszło. Planują udać się do Australii, ale wtedy na ich drodze staje samotny antropolog badający kulturę plemiona Kionów. Bankson proponuje, że zaprowadzi ich do plemiona, które może stać się obiektem ich badań. Nie przypuszcza jednak jak trudne zadanie to będzie... tym bardziej, że para antropologów jest bardzo wymagająca i wybredna. Relacje i sytuacja między tą trójką bohaterów jest trudna tym bardziej, że w buszu mają tylko siebie... samotność, rywalizacja i próba osiągnięcia jak najlepszych wyników badawczych, a przy tym samym zupełnie różne konspekcje ich prowadzenia prowadzą do utworzenia między bohaterami elektryzującej atmosfery, która będzie silnie oddziaływały także na czytelników. Oddalenie od cywilizacji, zetknięcie białych ludzi z pradawnymi kulturami. Ich wkraczanie, wtargnięcie w życie osad... wprowadzenie cywilizacji zmusza czytelnika do zadania sobie pytania o prawdziwe oblicze kolonizacji, poznawania innych kultur.

"Człowiek nie zdaje sobie sprawy, jak bardzo język zakłóca komunikację, dopóki nie zostanie go pozbawiony; jak język staje na drodze niczym dominujący zmysł. Kiedy nie rozumie się słów, trzeba zwracać znacznie więcej uwagi na wszystko inne. Kiedy jest rozumienie języka, wiele z tego innego ucieka. Polegasz wtedy na ich słowach, a słowa nie zawsze są najbardziej wiarygodne."

Lily King, "Euforia" 

"Euforia" to powieść inspirowana losami amerykańskiej antropolożki Margaret Mead oraz towarzyszącej jej dwójce mężczyzn jej życia w Nowej Gwinej w latach trzydziestych, kiedy prowadziła tam badania. To właśnie Margaret Mead wysnuła tezę, że za zachowanie człowieka odpowiada środowisko w którym przyszło mu żyć, a nie geny. Jej opis niczym nieskrępowanej miłości ludów pierwotnych przyczynił się do seksualnej rewolucji lat sześćdziesiątych. Jej bogate życie osobiste interesowało niejednego, a szczególnie jej biseksualizm. Także plemiona umieszczone w książce powstały jedynie z inspiracji Lily King prawdziwymi plemiona żyjącymi w Nowej Gwinei. Można więc śmiało powiedzieć, że "Euforia" to fikcja literacka. Fikcja literacka dopracowana w najmniejszym szczególe, która już od pierwszej strony wciąga czytelnika w wir wydarzeń. 

To co najbardziej uwodzi w powieści Lily King to jej klimat. Upał i parność gorącego lata, atmosfera tropików. Pełne namiętności relacje głównych bohaterów. Egzotyka, zwyczaje  i zachowanie plemion pierwotnych, dżungla, badanie kultury, chmary owadów, moskitiery w domkach antropologów - to wszystko widać jak na dłoni, jak na świetnie skonstruowanym filmie. Tło wydarzeń jest niesamowicie soczyste i nastrojowe. Pełne barwnych obrazów. W książce Lily King nic nie jest szare. Wszystko jest wielobarwne, zresztą tak samo jak okładka "Euforii". Czytając "Euforię" czytelnika przenosi się do innego świata, wpada w trans i obserwuje w napięciu co się wydarzy... i uczestniczy w tej atmosferze ciężkiej od niedopowiedzeń. Lily King nie podaje rozwiązań na tacy, ona zachęca do drążenia, a jej powieść nurtuje jeszcze długo po zakończeniu jej czytania.

Trójka bohaterów i trójka zupełnie różnych poglądów na badanie plemion. Niewolnikami? Zwierzętami? Kim dla antropologów są ludy pierwotne w powieści King? Odpowiedzi są różne. Lily King w swojej powieści pokazuje jak różne podejście mogą mieć ludzie do odkrywania plemion, do wkraczania w ich życie. Nie krytykuje otwarcie, ani nie pochwala. Wszystko przedstawia w taki sposób, że to czytelnik musi opowiedzieć się za którymś z rozwiązań. Czy zrozumie? Zaakceptuje? "Euforia" zmusza do myślenia. Relacje między Fenem, Banksonem a Nell przez ich oddalenie od "cywilizacji" - pełne napięcia, niedomówień, namiętności prowadzą do pytania o moralność człowieka. Moralność człowieka względem drugiej osoby, innych plemion, a także samego siebie. Lily King stworzyła barwnych, wyrazistych bohaterów... różne punkty widzenia przedstawione przez różnych narratorów tylko przypominają o tym jak ci bohaterowie są w pewien sposób... egzotyczni. Nie ma jednak w tym nic dziwnego czy niepokojącego, bowiem "Euforia" jest niezmiennie egzotyczna i nietuzinkowa. 

"Euforia" to powieść z emocjonującą fabułą, która ukazuje najskrytsze zakamarki duszy człowieka. Wielopłaszczyznowa i magiczna. Została w niej ukazana i wykorzystana w stu procentach zachwycająca rola niedomówień i niedopowiedzeń. Dzieło Lily King to pozycja pełna zmysłowości, zachwycająca klimatem, oddaleniem od świata, atmosferą... niesamowicie odrywa od rzeczywistości i nurtuje. Powieść inspirowana postacią Margaret Mead jest w dodatku niesamowicie wyrazista, egzotyczna, pełna subtelnego erotyzmu i poruszająca. Genialna. Prawdziwa, porywająca od pierwszych stron uczta literacka. Tak smakowita, że niemożliwe jest oddanie jej istoty w słowach. To trzeba samemu przeczytać / przeżyć. Gorąco Was do tego zachęcam.

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

piątek, 20 maja 2016

(491) Czytelnicze nawyki TAG

William James powiedział, że „Całe nasze życie, tak dalece, jak dalece ma ono określoną postać, nie jest niczym więcej niż zbiorem nawyków.” A więc nawyki towarzyszą nam w każdej sferze życia... także w czytelnictwie. Do tagu "Czytelnicze nawyki" zostałam nominowane przez Meg Sheti. Jeszcze raz dziękuję za nominację!

1. Czy masz w domu konkretne miejsce do czytanie? 

Nie, jednak najczęściej czytam siedząc w fotelu lub w łóżku. Ta druga opcja wchodzi w grę jednak o wiele rzadziej, bo łóżko działa na mnie najzwyczajniej w świecie... usypiająco, a więc skupienie się na lekturze bywa utrudnione ;)

2. Czy podczas czytania używasz zakładki, czy przypadkowych świstków papieru? 

Mam cały karton zakładek, ale z nich nie korzystam... Jeśli chodzi o zaznaczenie strony na której skończyłam lekturę - zazwyczaj po prostu zapamiętuję jej numer. Jeśli chcę coś zaznaczyć - używam świstków papieru, karteczek samoprzylepnych.

3. Czy możesz po prostu skończyć książkę? Czy musisz dojść do końca rozdziału, okrągłej liczby stron?

Nie mam z tym problemu. Zazwyczaj staram się doczytać jak najwięcej (czy też do końca rozdziału), ale czasami to niemożliwe, bo trzeba wysiadać z autobusu, bo ktoś do mnie podszedł... Staram się jednak wszystko zaplanować tak, żebym książkę musiała odłożyć po doczytaniu jej do końcu strony.

4. Czy pijesz albo jesz podczas czytania? 

Nie, ponieważ należę do osób, które nawet na piciu wody wolą się skupić. Czytam - to czytam. Jem to jem, bo ja uwielbiam i to...  i to. Jestem prawdziwym smakoszem! I na jedzeniu lubię się skupiać ;) Co do picia - to by mnie wytrącało z transu, a tego podczas czytania nie lubię.

5. Jesteś wielozadaniowa? Słuchasz muzyki albo oglądasz telewizor podczas czytania?

I tak i nie. Jadąc autobusem mam słuchawki w uszach i wtedy najczęściej w uszach pobrzmiewa mi coś z muzyki klasycznej, lecz jedynie po to by odizolować się od porannego/popołudniowego gwaru w środkach komunikacji i móc się lepiej skupić na lekturze. Więc tak naprawdę nie, bo muzyka działa wtedy na mnie jedynie jako izolator... na którym się nie skupiam.

6. Czy czytasz jedną książkę, czy kilka na raz? 

W tygodniu dwie naraz - cienka jeździ ze mną komunikacją miejską, ma swoje miejsce w torebce itp. Z grubą zasiadam w domu i bez reszty oddaję się lekturze :)

7.Czy czytasz w domu, czy gdziekolwiek? 

Gdziekolwiek - staram się mieć zawsze pod ręką książkę, bo w ten sposób zawsze uda mi się wygospodarować chwilę na chociaż kilka stron. Nie mniej - najlepiej czyta mi się w domu.

8. Czytasz na głos, czy w myślach?

W myślach... zazwyczaj. Po głos "sięgam", gdy muszę przeczytać jakiś trudny esej, tekst. To ułatwia mi jego zrozumienie i jakieś takie poukładanie ;)

9. Czy czytasz naprzód, poznając zakończenie? Pomijasz fragmenty książki? 

Nie, choć... czasami mi się zdarza. Na swoje usprawiedliwienie dodam, że naprawdę rzadko.

10. Czy zginasz grzbiety książek?

Tak. I zaginam też narożniki stron ;) Uważam, że książki są dla ludzi, a nie ludzie dla książek... Oczywiście nie robię tego perfidnie, ale jeśli zagnie mi się narożnik książki - nie przeżywam tego. Nie mam także nic przeciwko książkom, których cały grzbiet jest pozaginany. Najbardziej liczy się dla mnie treść.

11. Zaznaczasz swoje ulubione fragmenty? Jak?

Tak, najczęściej karteczkami, świstkami papieru ;)

A Wy? Jakie macie czytelnicze nawyki? 

środa, 18 maja 2016

(490) To ty jesteś Bobbym Fischerem

Tytuł: To ty jesteś Bobbym Fischerem
Autor: Christer Mjaset
Wydawnictwo Smak Słowa
Stron 208

"Było za późno. 
Teraz już nigdy nie uzyskam przebaczenia za to, co zrobiłem."

Christer Mjaset, "To ty jesteś Bobby Fischer" 

"To ty jesteś Bobbym Fischerem" to powieść nurtująca czytelnika już od pierwszych stron. Bo tak naprawdę... co to za powieść? Kryminał czy powieść obyczajowa? W ogólnym rozrachunku wychodzi, że to krótka powieść obyczajowa z wątkiem kryminalnym, której autorem jest norweski pisarz. Christer Mjaset przedstawił dorastanie na gruncie norweskim i tajemnicę sprzed lat, która rzutuje na życie bohaterów jego powieści. "To ty jesteś Bobbym Fischerem" to bardzo dobra, krótka i satysfakcjonująca, a przy tym wciągająca powieść. 

Głównym bohaterem powieści Mjaseta jest Hakon. Mężczyzna po raz pierwszy od dwudziestu pięciu lat wraca do miastaczka Lillehamer w którym się wychowywał. Ma wziąć udział w pogrzebie przyjaciela sprzed lat. Czterdziestoletni mężczyzna już w pociągu czuje, że podjął złą decyzję. Powinien zostać w domu i tym samym uniknąć okazji do spotkania z dawnymi kolegami. Ich ponowne zetknięcie się staje się pretekstem do przetworzenia jeszcze raz potwornych zdarzeń, które były ich udziałem ponad dwadzieścia lat. Wydarzenia przykre i trudne do zrozumienia nawet po upływie czasu. Nawet po upływie czasu żłobiące tory w psychice człowieka i niepozwalające spokojnie spać. Czytelnik wraz z Hakonem wybiera się w podróż w przeszłość, aby rozwiązać historię wydarzeń, które były udziałem czwórki kolegów i przyjaciółki Hakona... odkryć prawdę. Choćby nie wiem jak brutalną. 

W książce Mjaseta (której tytuł jest swoją drogą inspirowany postacią znanego szachisty Fischera) teraźniejszość przeplata się z przeszłością. Dojrzały, czterdziestoletni Hakon powraca wspomnieniami do okresu dziecięcych wybryków, pierwszych miłości i pierwszych prawdziwych kłopotów. Cały czas towarzyszy mu jednak poczucie winy, a więc nie może spojrzeć na wydarzenia tamtego upalnego lata w sposób obiektywny. Mimo nabranej dojrzałości i pewnej powagi cały czas podchodzi do tego co się wydarzyło bardzo emocjonalnie. Nie potrafi na to spojrzeń w sposób chłodny, obojętny. Zresztą jak czytelnik się przekona – ma to swoje uzasadnienie. 

Christer Masjet stworzył barwnych bohaterów, a co za tym idzie bohaterów z wyraźnie zarysowanymi sylwetkami. Autorowi udało się wytworzyć między nimi atmosferę pełną napięcia poprzez tajemnicę ich łączącą. To dorośli faceci, którzy jednak tak naprawdę w pełni nie uporali się z przeszłością, która była ich udziałem. Powoli dochodzą do odkrycia prawdy wcześniej im nieznanej. Co zastanawiające i odrobinę przytłaczające to fakt jak bardzo nasza przeszłość może na nas oddziaływać. Jak wielki wpływ ma na nasze relacje z ludźmi może mieć to co o nich myśleliśmy jako dzieci... nawet teraz – kiedy jesteśmy już dorośli. Hakon sprzed dwudziestu pięciu lat to nie ten sam Hakon, którym jest dzisiaj, a norweskiemu autorowi udało się to świetnie przedstawić. Hakon wraca mentalnie do przeszłości przez którą nie potrafi ułożyć sobie życia, a czytelnika wyrusza w tą podróż wraz z nim... 

"To ty jesteś Bobbym Fischerem" to książka z wątkiem szachowym w tle, jednak bardzo ubogim, więc nie ma czego się obawiać. Powieść Masjeta mimo, że bardzo krótka jest także bardzo treściwa. Trudne relacje w rodzinie, pierwsze miłości, zbrodnia... nie brak w niej wątków społecznych jak i kryminalnych. To co jednak najbardziej w niej zaskakujące to nie rozwiązanie zagadki, a sposób przedstawienia fabuły. "To ty..." to jakby wycinek z życia Hakona, wycinek będący pogrzebem i okolicznościami mu dotyczącymi. Nie ma znaczenia to gdzie mieszka na co dzień Hakon, czym się zajmuje, znajomi z jego poprzedniego życia. Liczy się to co tu i teraz oraz przeszłość, którą spędził w Lillehamer. To tworzy niesamowitą atmosferę. 

Christer Mjaset stworzył powieść składającą się z zaledwie wycinka życia bohaterów. To dobrze i źle. Dobrze, bo tworzy obraz tego co najważniejsze przez co ta powieść jeszcze bardziej w czytelnika uderza. Źle, ponieważ kontynuacja ich losów byłaby ciekawym doświadczeniem. Zdaję sobie jednak doskonale sprawę z tego, że to co najważniejsze zostało już powiedziane. Prozę norweskiego pisarza charakteryzuje brak rozwlekłości, uderzanie w sedno sprawy, genialne stopniowanie napięć i atmosfera tajemnicy. Autor posługuje się lekkim językiem tworząc jednak przy tym intrygującą treść, zarysowując klimat panujący w Norwegii i tworząc zarys norweskiego społeczeństwa. "To ty jesteś Bobbym Fischerem" to bardzo dobry, wciągający utwór na jedno popołudnie pokazujący, że pogodzenie się z przeszłością bardzo często pozwala nam ruszyć naprzód. Mjaset stworzył powieść nietuzinkową, która ujmuje swoją treścią i takim skupieniem autora nierozpraszanym przez bijatyki, morderstwa. Norweski autor pięknie oddaje dorosłość i okres dzieciństwa. Przez konfrontację tych dwóch okresów w życiu człowieka połączonych przez przeszłość powstał utwór godny uwagi. "To ty jesteś Bobbym Fischerem" to powieść ciekawa, poprawna... pozostaje jednak pewien niedosyt, bowiem Mjaseta stać na jeszcze więcej. Jestem o tym przekonana. 

Moja ocena: 8-/10 Rewelacyjna z minusem!

niedziela, 15 maja 2016

(489) Cześć, co słychać?

Tytuł: Cześć, co słychać?
Autor: Magdalena Witkiewicz
Wydawnictwo Filia
Stron 320

"Czasem tęsknię za czymś, czego nie potrafię nazwać, uśmiecham się do ludzi, chociaż w sercu mam bałagan. Może coś tracę, zyskując spokój. Bardzo dbam, by nie padły słowa, których nie można wymazać. Nigdy jednak nie przyszło mi do głowy, jak niebezpieczne może być: Cześć, co słychać?" 

Magdalena Witkiewicz, "Cześć, co słychać?" [fragment opisu książki]

Polska pisarka, bestsellerowa autorka takich książek jak "Opowieść niewiernej", "Pierwsza na liście", "Moralność pani Piontek" wraca do czytelniczek z kolejną powieścią – "Cześć, co słychać?" to absorbująca, ujmująca, a przede wszystkim bardzo ludzka opowieść o tym, że jedna chwila może odmienić całe życie. Historia kobiety, która zaczęła poszukiwać, choć to co najważniejsze już dawno znalazła. Magdalena Witkiewicz stworzyła powieść bardzo kobiecą, wciągająca i intrygującą, choć nie bez wad. Mimo, że "Cześć, co słychać?" nie jest arcydziełem to jednak jest książką dla której warto poświęcić czas. 

Życie Zuzanny zaczyna się zmieniać, gdy jedna z jej przyjaciółek ze szkolnych lat publikuje na facebook'u informację, że od ich matury minęło już dwadzieścia lat. Ta informacja jak i późniejsze spotkanie przyjaciółek skutkuje napływem wspomnień z licealnych lat, które już dawno odeszły w zapomnienie. Te wspomnienia przypominają Zuzannie jaka była kiedyś. Skutkują myślą, że gdzieś zatraciła siebie po latach małżeństwa, podczas wychowywania dwójki dzieci... żyjąc w ciągłym pędzie. Jej małżeństwo z Wojtkiem jest udane, a jednak brak już tej iskry co dawniej... a może nie było jej nigdy? Pod wpływem impulsu wysyła do swojej pierwszej miłości, Pawła wiadomość zaczynającą się słowami "Cześć, co słychać?". Odnawianie więzi, powrót do dni, które przeminęły z pominięciem wydarzeń przykrych prowadzi do wielu zmian w życiu Zuzy. Magiczna czterdziestka będzie trudnym czasem nie tylko dla niej, ale także dla jej przyjaciółek. 

Zuza to postać wobec której podczas czytania miałam bardzo mieszane odczucia. Pragnie motyli w brzuchu, ponownego etapu zakochiwania się powolutku zaczyna odsuwać się od swojej rodziny. Bo mąż jest nudny, bo listów nie pisze, bo seks jest taki zwykły... co rzuca się w oczy to fakt, że te pragnienie odmiany pojawia się w niej nagle, a ona sama nie robi nic, aby do tej odmiany  doszło.  Krok po kroku zmierza do degradacji tego co przez lata udało jej się wybudować. Co najgorsze... nie ze względu na wielkie uczucia jak miłość, a ze względu na zwykłą nudę, przewidywalność życia. Przewidywalność na którą nic nie stara się poradzić... idąc normalnym, poprawnym torem. Zuza to kobieta bardzo pogubiona. Kryzys wieku średniego? Nieumiejętność docenienia tego co się ma? Chęć zabawy? Odmiany? Najbardziej jednak w oczy rzuca się myśl Zuzy, że przecież jeśli raz porzuci rolę dobrej żony nic się nie stanie. W pewnym momencie bohaterka powieści Witkiewicz staje się egoistką mimo tego, że nadal najważniejsze są dla niej dzieci. Oszukuje Wojtka, pogrywa z Pawłem i tak naprawdę sama nie wie czego chce. Jest spragniona motyli za wszelką cenę nie patrząc na to co te motyle mogą za sobą przynieść. Pojawia się w niej także myśl: Co by było gdyby....? Jedno jest pewne. Jest zagubiona.

Najnowsza książka pani Witkiewicz to jednak nie tylko Zuza, a także inne bohaterki. Czterdziestoletnie kobiety znajdujące się na rozdrożu. Poszukujące swojego miejsca w życiu – ciepła, spełnienia i satysfakcji. Wszystkie zmagają się z innymi problemami. Jedna odchowała już córkę (którą urodziła kilka dni po maturze) i teraz cieszy się wolnością (do czasu), druga żyje sama i udaje, że jej to odpowiada. Trzecia zmaga się ze zdradą męża i próbuje od nowa poukładać swoje życie. Bohaterki "Cześć, co słychać?" to kobiety żywe, które chcą wierzyć w to, że im także należy się coś od życia. Niezależnie od tego, że są żonami, matkami czy kochankami. Przyjaciółki Zuzy (przyjaźń zostaje odnowiona nagle po latach rozłąki...co budzi mój pewien bunt) to niesamowite babki i żałuję, że ich historie nie zostały czytelniczkom bardziej przybliżone. Autorka po ich historiach jedynie się prześlizguje. 

"Cześć, co słychać?" to moim zdaniem książka zdecydowanie za krótka! Tym bardziej, że czcionka jaką została napisana jest większa od standardowej. Autorka porusza w swojej książce kilka ciekawych i kontrowersyjnych tematów jak na przykład kobieca zdrada. Tematy dyskusyjne i ciężkie... o tym wszystkim jednak mówi w sposób przenikliwy, przystępny i lekki. Czuję jednak pewny nie dosyt, jakby o niektórych kwestiach powiedziała za mało. Brakowało mi także rozwinięcia wątków przyjaciółek Zuzy. Chciałabym więcej! Przenikliwie i poruszająco było bowiem bardzo. 

"Cześć, co słychać?" to rewelacyjna powieść dla kobiet, napisana prostym językiem. Lekkie, ale niesamowicie przejmujące "babskie czytadło" – w pozytywnym sensie. To powieść z ciekawą fabułą, poruszająca i ujmująca kobiety. Zachwyca swoją lekkością, a zarazem ważkością ukazanych tematów. Najnowsza powieść pani Witkiewicz to pozycja, którą rewelacyjnie się czyta... w pewien sposób rozluźniająca (i poprawiająca nastrój!), a z drugiej strony bardzo niepokojąca, bo czytelnik czuje/wie od pierwszej strony, że wszystko zmierza ku tragedii (która jednak tragedią zostać nie musi). W tej powieści czuć narastanie emocji i ich coraz szybsze pulsowanie. Moje pierwsze spotkanie z twórczością pani Witkiewicz okazało się niesamowicie udane. "Cześć, co słychać?" nie jest powieścią bez wad, ale jest także powieścią pokazującą jak cudowne może być pozostawienie przez pisarza tzw. otwartego zakończenia... Pani Witkiewicz pisze pięknie o kobietach i dla kobiet. Polecam!

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!

środa, 11 maja 2016

(488) Tylko ty

Tytuł: Tylko Ty
Seria: Chwila szczęścia (#2)
Autor: Federico Moccia
Wydawnictwo Muza
Stron 320

"Co zostaje, kiedy miłość się kończy? Wspomnienia, z początku piękne, świeże, wyraźne, potem coraz bardziej bolesne, jak kawałki ostrego szkła. Z czasem się zacierają i sami nie wiemy, czy to dobrze, czy źle, że mogą zniknąć na zawsze."

Federico Moccia, "Tylko Ty"

Powieść "Tylko Ty" nie była moim pierwszym spotkaniem z twórczością włoskiego pisarza, Federico Moccii. Dawno, dawno temu czytałam "Wybacz, ale będę ci mówiła skarbie" oraz "Wybacz, ale chcę się z tobą ożenić" - obie powieści mnie oczarowały, bo świetny klimat, specyficzny język, lekkość... Federico Moccia szybko stał się moim ulubionych pisarzem, jeśli chodzi o literaturę lekką, łatwą i przyjemną. Na lekturę najnowszej powieści jego autorstwa, która została wydana w Polsce zdecydowałam się mimo nieznajomości poprzedniego tomu historii Nicco. Skusiło mnie to, że akcja rozgrywa się nie we Włoszech, a w Polsce. Szybko jednak dowiedziałam się, że to jedynie chwyt marketingowy (to redaktorzy z poszczególnych krajów zmieniają miejsce akcji na kraj wydania - w oryginale akcja rozgrywa się w Nowym Jorku)... jak się pewno domyślacie - mina mi zrzedła ;-) Tym bardziej, że ten zabieg spowodował kilka zgrzytów, ale po kolei. 

Nicco to 23 - letni Włoch, który postanawia wyruszyć do Polski, aby odnaleźć Anię. Polkę, którą poznał we Włoszech i w której się zakochał. Ta jednak widząc, że Nicco nie potrafi poradzić sobie z uczuciami związanymi z poprzednią dziewczyną - bez słowa wyjaśnienia wyjechała. Nie ma dla nich barier językowych... choć po polsku, angielsku, włosku nie mogą się porozumieć (ani w żadnym innym języku). Nicco podróżuje wraz ze swoim przyjacielem - Grubym. Trafiają pod warszawski adres Ani - ten jednak okazuje się być fałszywym. Traf losu powoduje jednak, że widzą bilbord na którym Ania prezentuje odzież H&M. Okazuje się, że jest znaną i cenioną modelką. Ten trop prowadzi ich w nowym kierunku... na ich drodze jednak co rusz stają nowe przeciwności losu. 

Historia prosta, odrobinę banalna i infantylna - momentami płytka. "Tylko Ty" to powieść na jeden, niewymagający skupienia wieczór. To powieść, która zaczyna się kiepsko... potem jednak z każdą kolejną stroną było lepiej. Powieść lekka i łatwa podczas czytania której czytelnik częściej ma ochotę się śmiać niż zamartwiać perypetiami bohaterów. Powieść skierowana jednak głównie dla nastolatek gustujących w literaturze młodzieżowej - bo tym ta książka jedynie jest. Lekka, łatwa i przyjemna historia niestety z pewnymi zgrzytami i brakiem tej niezwykłej atmosfery powieści Moccii. Polska w tym utworze zdecydowanie zgrzyta. 

Nie byłam nigdy we Włoszech, nie znam żadnego Włocha, ale tak sobie myślę, że chyba jednak każdy Włoch nie marzy o tym, żeby odwiedzić Warszawę. W powieści Moccii wycieczka do Warszawy jawi się jako coś niezwykle ekskluzywnego co po prostu trzeba przeżyć. To szczyt marzeń Włocha. Już to wydaje się mało prawdopodobne... Akcja toczy się w Warszawie, Krakowie i Morskim Oku (warto dodać, że póki akcja toczyła się we Włoszech - klimat był). Jednak za nim to się stało... musiałam chyba piętnaście razy przeczytać (w myślach głównego bohatera, a zarazem narratora), że wybierają się do Warszawy. Zapamiętałam to już po dwóch pierwszych razach. Co charakteryzuje Polskę w tej powieści? Brak problemów ze złapaniem taksówki, transwestyta, para gejów, dwie linie metra w Warszawie i pyszne, tanie jedzenie oraz niedobra kawa. Senny Kraków, piękne Morskie Oko - to już wyszło trochę lepiej. Szczytem było jednak gdy jedna z bohaterek mówi, że Kraków był kiedyś stolicą Polski, a potem Nicco myśli: "Jej znajomość historii własnego kraju robi na nas wrażenie". Hm... myślę, że większość ludzi wie, że Kraków był kiedyś stolicą Polski - więc co tu ma robić wrażenie???

No i jeszcze bohaterowie... Nicco ma 23 - lata, a zachowuje się jak siedemnastolatek. Może to taka cecha Włochów? Nie wiem, ale wydawał mi się wyjątkowo niedojrzały, lecz sympatyczny. Jego przyjaciel Gruby to już z kolei postać ubiegająca się o tytuł kretyna roku. Przechodzi jednak zaskakującą metamorfozę i już nie myśli tylko o tym, żeby hm... (użyją ładniejszego określenia niż pojawia się w książce) zaciągnąć jakąś dziewczynę do łóżka. A jaka jest Anna w tej książce? Ma dwadzieścia lat i tak naprawdę mało się o niej dowiadujemy. Wydaje się być jednak dojrzalsza. Żałuję, że autor tak naprawdę tej powieści nie dokończył... a może zakończył happy endem bez myślenia o przyszłości? 

"Tylko Ty" to romantyczna, zabawna historia, której brak jednak głębi... Nie brak za to momentami naprawdę głupich tekstów, infantylnych bohaterów i przekleństw. To romantyczna historia pisana z perspektywy chłopaka... w sumie młodego mężczyzny, który momentami zachowuje się jak typowa baba, a momentami jak naprawdę dojrzały facet. Federico Moccia stworzył książkę w której niestety pojawiają się niespójności. Historia Nicco to historia romantyczna, może powodująca czasami szybsze bicie serca? Bariery językowe nie mają znaczenia, czas, który minął także, a przy tym bariery kulturowe i zobowiązania. Wizja trochę nieprawdopodobna, ale niosąca za sobą przesłanie, że dla miłości nie ma barier. Byłam uczona, że nie powinno się używać określenia "fajne", ale z drugiej strony... to najlepsze określenie dla tej powieści. Fajna, sympatyczna książka dla młodego czytelnika, który jednak chce się jedynie zrelaksować. Dobry materiał na komedię romantyczną niskich lotów. Ach! I dlaczego ja tak narzekam? Narzekam, bo spodziewałam się czegoś lepszego. Czegoś więcej niż fajnej, sympatycznej, wciągającej, pozytywnie zakręconej książki, która jednak poprzez osadzenie jej akcji w Polsce - wypada bardzo sztucznie i nienaturalnie. To się nie klei... po prostu. 

Moja ocena: 6/10 Dobra!

niedziela, 8 maja 2016

(487) Namiętności Eugenii R.

Tytuł: Namiętności Eugenii R.
Autor: Carole DeSanti
Wydawnictwo Książnica
Stron 392

"To co ostatecznie nas wykańcza [..] to przymus troszczenia się o wszystkich wokoło, podczas gdy nie potrafimy wyszarpnąć od życia tyle, by starczyło i dla nas. Jak to jest, że wydaje nam się, że możemy być, robić i dbać o każdego, gdy nie jesteśmy w stanie zadbać najpierw o siebie?"

Carole DeSanti, "Namiętności Eugenii R." 

"Namiętności Eugenii R." to powieść, która nie zachwyca tempem akcji. Zachwyca za to swoim wyrafinowaniem i dbałością o najmniejsze szczegóły. Carole DeSanti stworzyła intrygującą powieść z ciekawymi bohaterami osadzoną w niekiedy bardzo trudnych realiach dziewiętnastowiecznego Paryża. Wykazała się dużą dbałością o język, szczegóły - także historyczne. Jej książki nie można jednak traktować jako powieść historyczną, bowiem to ludzie, a nie wydarzenia historyczne są w niej najważniejsze. DeSanti stworzyła powieść w postaci nieśpiesznego dopracowanego pamiętnika w którym każde słowo - każdy najmniejszy detal ma znaczenie. "Namiętności Eugenii R." to więc powieść dla nieśpiesznych - tych, którzy lekturą chcą się przede wszystkim rozkoszować. 

XIX w. Do Paryża za obiektem swej miłości przybywa młodziutka Eugenia. Jej życie toczy się jednak inaczej niż przypuszczała. Po opuszczeniu rodzinnego, bezpiecznego domu wyrusza w nieznane sobie rejony i poznaje brutalność świata. Jej ukochany, Stefan znika, a ona sama najpierw zostaje modelką, by następnie wylądować na ulicy. Stamtąd zbiera ją kobieta, która doprowadza do tego, że Eugenia zostaje mianowana prostytutką...  Z czasem jej życie przybiera jednak jeszcze bardziej nieoczekiwany obrót, a ona sama jest zmuszona porzucić swoje dziecko. Po latach, gdy Eugenia R. staje jakoś na nogi rozpoczyna walkę o odzyskanie ukochanego dziecka... walkę trudną, żmudną... i według większości skazaną na niepowodzenie. 

"Namiętności Eugenii R." to książka napisana w formie pamiętnika... Pamiętnika, którego akcja toczy się przez ponad dziesięć lat. Przez ten czas tytułowa bohaterka przechodzi transformację swoich poglądów na temat ludzi i świata ją otaczającego. Z naiwnej, bezbronnej dziewczyny staje się pewną siebie i odważną kobietą, która jest gotowa walczyć o siebie. Poznała już zasady kierujące światem i wie, że jeśli ona o siebie nie zawalczy... nikt tego za nią nie zrobi. Mimo upływających lat Eugenia cały czas pragnie miłości. Będzie musiała jednak rozstrzygnąć czy chce ponownie zbratać się z przeszłością czy zacząć od nowa, wymazać wszystkie zapisane karty i wytyczyć sobie nową ścieżkę życia. I to, i to - wymaga niezmiernej odwagi. 

Główna bohaterka książki Carole DeSanti na stronach tej powieści dojrzewa. Im starsza się staje, tym większej weryfikacji poddaje swoje dotychczasowe życie. Z lękliwej kobiety staje się młodą, silną kobietą - o ugruntowanej pozycji społecznej. Bez wątpienia lepszej od tej pierwotnej. Jest przykładem postaci, która daje nadzieję na to, że kobiety nic nie jest w stanie pokonać. Nadziei na to, że z każdej... nawet najgorszej sytuacji można wybrnąć. Tylko... może czasami trzeba się po prostu w tym celu odbić od dna? Z każdą kolejną stroną tej powieści Eugenia staje się coraz bardziej wyważona... przechodzi niesamowitą transformację z płochliwej dziewczyny. Transformację, którą w pewnym sensie przechodzi każdy z nas, gdy poznaje świat.

Carole DeSanti oprócz stworzenia niezwykle ciekawej głównej bohaterki (a także innych bohaterów, którzy przez tą powieść się przewijają) i tak samo intrygującej, choć nieśpiesznej fabuły pokusiła się także o wierne oddanie realiów życia w XIX wiecznym Paryżu. Eugenia R. w swoim pamiętniku umieszcza wspomnienia z kontaktu z różnymi warstwami paryskiego społeczeństwa. Ze wspomnień fikcyjnej bohaterki wyłania się także obraz ludzi i wydarzeń rozgrywających się podczas wojny francusko - pruskiej oraz czasów Komuny Paryskiej. Autorka w rzetelny sposób ukazała narastanie niepokoi społecznych i genezę tych konfliktów. To wszystko jednak przedstawiła nie tyle za pomocą suchych faktów historycznych co za sprawą rozmów toczących się między Eugenią i jej towarzyszami na paryskich salonach. 

Wiedzę, która czy czytelnik chce czy nie chce zostaje mu przekazana porządkuje chronologia wydarzeń ważnych dla Paryża i świata (w kontekście stolicy Francji) znajdująca się na końcu książki. Tam też znajduje się słowniczek wyrazów francuskich, które przewijają się przez książkę... i to już był pewien minus. Uważam, że czytanie tej powieści byłoby o wiele łatwiejsze, gdyby tłumaczenia znajdowały się po prostu na stopce... tak jak to ma miejsce zazwyczaj. 

"Namiętności Eugenii R." to książka z wątkami historycznymi, która jednak historią nie przeraża ani nie przytłacza. Carole DeSanti stworzyła powieść, której tempo akcji nie jest szybkie, a raczej dosyć powolne. To ta "powolność" pozwala wyłapać czytelnikowi niuanse dotyczące Paryża i życia w nim w dziewiętnastym wieku. Autorka ukazuje powolne dochodzenie do dojrzałości mentalnej głównej bohaterki co pozwala się z nią zżyć. "Namiętności Eugenii R." to powieść o niesamowitej kobiecie, która choć cały czas życie kładło jej kłody pod nogi... nie poddaje się. Walczy o to co dla niej ważne. Jednak także do tej walka musiała dojrzeć. Powieść DeSanti to na swój sposób pozycja niezwykle inspirująca. Ciekawa i dopracowana w najdrobniejszym szczególe. Ujmie niejednego perfekcją, dbałością o szczegóły, dopracowaniem i takim "wymuskaniem", "dopieszczeniem". To pozycja idealna dla kobiet, które pragną przenieść się na kilka godzin do dziewiętnastowiecznego Paryża i spotkać kobiety silne i niezależne, walczące o siebie i swoją rodzinę. 

Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

sobota, 7 maja 2016

(486) Przeczytane - niezapomniane #1

Przeczytane - niezapomniane to mój autorski cykl, który ma na celu przekazać Wam co nieco informacji i moich spostrzeżeń na temat książek, które przeczytałam dawno temu, a które mimo to cały czas w jakiś sposób we mnie siedzą, chociaż jestem już starsza i mądrzejsza (a przynajmniej tak mi się wydaje ;)) . Czasami będę Was odsyłała do recenzji na blogu...  w większości przypadków będę jednak Wam za pomocą krótkiej formy przekazywała swoje myśli, aby nie wracać do wypocin jedenastolatki... 

Jeden odcinek cyklu - sześć przeczytanych, a niezapomnianych książek...

1. Szkoła, miłość i inne diety


O tej powieści opowiadałam Wam 477 postów temu ;) Ma dla mnie znaczenie sentymentalne, bowiem jest to pierwsza powieść, którą dostałam do recenzji od wydawnictwa... Ale to tak nawiasem mówiąc ;) 

Banalna okładka i tytuł nie oddają w żadnym stopniu treści tej książki. "Szkoła, miłość i inne diety" to lekka, lecz niebanalna opowieść dla nastolatek, mówiąca o tym, że warto podążać za swoimi marzeniami, walczyć o siebie... i nigdy się nie poddawać. 

Robin Brande opisuje świat młodych ludzi i ich problemów w sposób lekki, lecz nie infantylny. Czytałam tą powieść bardzo, bardzo dawno temu, ale moja przyjaciółka czytała ją ponownie niedawno i nadal bardzo jej się podobała. To o czymś świadczy, prawda? ;) Osobiście "Szkołę, miłość i inne diety" zamierzam sobie przypomnieć. Jestem jednak pewna, że szczególnie tym młodszym czytelniczkom bardzo przypadnie do gustu. 

2. Uprowadzona

"Uprowadzona" to fikcyjna powieść dla tych młodych czytelniczek, które chcą poczuć żar gorącego lata, niepokój... i całą gamę emocji. Historia dziewczyny, która pewnego dnia została niepostrzeżenie uprowadzona. Jej strach, niepokój, niepewność losu i skomplikowana gama emocji. Lucy Christopher stworzyła poruszającą historię, która rozkocha w sobie niejedną czytelniczkę. Piękna historia, nieprzewidywalna fabuła... i poruszające zakończenie. 

Czytałam dawno temu, ale nadal pamiętam  (i czuję!) żar lata, emocje, fragmenty, urywki scen z tej książki... Niesamowicie mi się podobała i niesamowicie podoba mi się nadal! Moda na "Uprowadzoną" minęła już kilka lat temu, a szkoda... Powieść Lucy Christopher to bowiem pozycja, która oczaruje niejedną młodą czytelniczkę, która szuka pozycji, która ją porwie/niesamowicie wciągnie/ zaciekawi i w sobie rozkocha. 


3. Wieczna wiosna

Powieść Katarzyny Zyskowskiej - Ignaciak to już pozycja dla trochę starszych czytelniczek. Pozycja przejmująca, wzruszająca i niesamowicie piękna. Perła wśród współczesnej, polskiej literatury obyczajowej. Powieść o tym, że nigdy nie jest za późno by coś zmienić w swoim życiu, Powieść o dojrzałej kobiecie, która pod koniec swojego życia postanowiła je przemeblować. Niesamowita, piękna... i choć o dojrzałej kobiecie to dla kobiet wszystkich. 

Przeczytałam ją rok - dwa lata temu. Wywarła na mnie ogromne wrażenie i miała na mnie naprawdę duży wpływ. Pani Katarzyna stworzyła przepiękną powieść o kruchości ludzkiego życia, przemijaniu i o tym, że nie warto odkładać swoich planów na później. Żyjemy tu i teraz. "Wieczna wiosna" to jedna z najważniejszych książek mojego życia. Pięknie napisana historia o życiu i jego różnych odcieniach. Słodko - gorzki majstersztyk...


4. Szmaragdowy Atlas

"Szmaragdowy Atlas" to genialna książka dla najmłodszych czytelników (uczniów podstawówki). Wciąga historia rodzeństwa, które wyrusza w poszukiwanie tajemnic, które odmieniły ich życie. Wciąga niesamowicie, a świat wykreowany kusi od pierwszych stron. Magiczne artefakty, stworzenia... i wydarzenia. 

John Stephens stworzył książkę porywającą a fantastyczny świat przez niego wykreowany jest... naprawdę fantastyczny. Czytałam ją z wypiekami na twarzy i mogę śmiało powiedzieć, że to książka na miarę Harrego Pottera. 

Mroczna, momentami straszna, ale przez cały czas niezwykle porywająca. A wiecie co w powieści Stephensa jest najpiękniejsze? To, że porwie także starszych czytelników. Żałuję, że w Polsce nie zostały wydane jego pozostałe powieści. To wielka strata dla fanów magicznych, zajmujących książek.

5. Powieści Marcela Pagnola ("Chwała mojego ojca. Zamek mojej matki.", "Czas tajemnic", "Żona piekarza")

Trzy niesamowite książki, zawierające wątki autobiograficzne z życia autora (szczególnie dwie pierwsze). Dowcipne, mądre i niesamowicie ciepłe - po prostu niesamowite! Zapach lawendy, ciepłego lata, tymianku, dorastanie... piękne krajobrazy.
Kultura francuska w najlepszym wydaniu. Porywające, niezwykle ciepłe historie pełne radości, miłości i ciepła. Tej magii nie da się oddać słowami - ją trzeba poczuć. 

To historia dorastania w świecie zupełnie innym od dzisiejszego. W świecie powolniejszym, ale i lepszym. To historia beztroskiego dzieciństwa przetykana nićmi dziecięcych trosk. A "Żona piekarza" to zabawna opowieść o miłości - pod koniec lat trzydziestych XX wieku na jej podstawie powstała francuska komedia o tym samym tytule. Pamiętajcie jednak o jednym: powieści Marcela Pagnola to książki ponadczasowe, napisane lekkim i niezwykle przystępnym językiem. 

6. Zapytaj Alice

"Zapytaj Alice" to wstrząsająca książka o narkotykach... a raczej o tym co mogą zrobić z człowiekiem. Dziennik pokazujący, że my wszyscy jesteśmy zagrożeni (mimo, że napisany ponad pięćdziesiąt lat temu) narkotykami. Anonim... nie wiemy kim była autorka tego dziennika, ale znamy jej przejmującą historię. Historię dziewczyny z dobrego domu, która na imprezie nieświadomie wzięła LSD i już nigdy nie odzyskała siebie.

Porażająca, niestety mało znana. Niezwykle poruszająca i w pewnym sensie przygniatająca. "Zapytaj Alice" to książka o dziewczynie, która walczyła. Dziewczynie, która swoją walkę przegrała. 
Prawdziwa historia, napisana lata temu, ale cały czas niesamowicie aktualna. Ku przestrodze, dla przemyślenia... dla młodych czytelników. Bezkompromisowa i niesamowicie szczera. Uwaga: Dziennik ten występuje także pod tytułem "Idź, zapytaj Alice".

czwartek, 5 maja 2016

(485) Nie ma kto pisać do pułkownika

Tytuł: Nie ma kto pisać do pułkownika
Autor: Gabriel Garcia Marquez
Wydawnictwo Muza
Stron 74

"- Szukałem pana po południu, ale nawet kapelusza nie znalazłem.
- Nie używam, żebym go przed nikim nie musiał zdejmować."

Gabriel Garcia Marquez, "Nie ma kto pisać"

Gabriel Garcia Marquez to autor takich arcydzieł literatury jak "Sto lat samotności" i "Miłość w czasach zarazy". Ja swoją przygodę z jego twórczością zaczęłam dość nietypowo, a co za tym idzie ryzykownie. Trafiło na "Nie ma kto pisać do pułkownika", ponieważ była to książeczka, którą zawsze chciałam przeczytać, a przy tym bardzo cienka... i lekka, a więc idealna do torebki na podróż komunikacją miejską. Zaczęłam więc przygodę z historią pułkownika do którego nie miał kto pisać... 

Pułkownik, czyli główny bohater opowiadania Marqueza to 75 - letni mężczyzna - mąż i ojciec syna, który został zabity podczas walk kogutów. Posiadacz koguta - jedynej pamiątki po synu, która z czasem jak liczy ma mu przynieść zyski. Od piętnastu lat czeka na przyznanie renty kombatanckiej... i temu podporządkuje całe swoje życie. Żyje nadzieją i czekaniem. Prawnik, któremu powierzył swoją sprawę - każe czekać. Więc czeka... W każdy piątek zachodzi na pocztę, aby sprawdzić czy nadszedł upragniony list potwierdzający jego prawo do otrzymywania świadczeń. List jednak nie nadchodzi. Pułkownik mimo to wychodzi z założenia, że kto tyle już czekał... może poczekać jeszcze trochę.

Żona pułkownika ma jednak w tej kwestii zdanie zgoła inne. Nie jest tak naiwna jak pułkownik i podejrzewa, że upragniony list nie nadejdzie nigdy. W związku z kurczącymi się w zastraszającym tempie oszczędnościami zaczyna wywierać nacisk na pułkownika, aby ten sprzedał koguty, który oprócz zysków generuje dodatkowe koszty. Cierpi na astmę, a dodatkowy stres związany z niestabilną sytuacją finansową jej nie pomaga.

Gabriel Garcia Marquez słynie z realizmu magicznego... jednak w tym opowiadaniu było to dla mnie prawie niezauważalne. Nie wiem tylko czy z tego powodu mam się cieszyć czy płakać? "Nie ma kto pisać do pułkownika" to opowiadanie z nieskomplikowaną fabułą opowiadające o poczuciu własnej godności i oślim uporze. To właśnie z tego uporu i (myślę, że mimo wszystko fałszywego) poczucia własnej godności jego żona cierpi. Pułkownik to w pewnym sensie egoista... Poczucie własnej godności, a co za tym idzie wrażenie, że jest się kimś lepszym i znajdującym się na lepszej pozycji determinuje jego działanie, które na skutek tego nie zawsze podąża w odpowiednim kierunku. Może po części jest także hipokrytą? Z jednej strony pragnie otrzymywać świadczenia od państwa (któremu ufa), a z drugiej strony rozprowadza ulotki opozycji... i działa przeciwko niemu (jego władzy).

Bardzo ważny w opowiadaniu Marqueza jest aspekt relacji pułkownika z pozostałymi bohaterami tego utworu. Na pierwszy plan wybija się jego relacja z żoną. Ona błaga, by ten przestał wierzyć mrzonkom, sprzedał koguta... i zapewnił im jedzenie. On jest jednak nieustępliwy, bowiem na ustępliwość nie pozwala mu jego godność wkraczająca w głupotę. Mieszkańcy miasteczka szanują pułkownika, a jednak patrzą na niego z pewną pobłażliwością.  Wszystko w tym utworze jest lekko pobłażliwe, ironiczne,

"Nie ma kto pisać do pułkownika" to utwór pokazujący, że jednostka nie ma żadnego znaczenia, a zapalczywe poczucie własnej godności nie prowadzi do niczego dobrego. Marquez stworzył utwór ironiczny i ciekawy, choć czytelnik od samego przypuszcza jak ta historia się zakończy. Kolumbijski pisarz w rewelacyjny sposób zakończył historię pułkownika, pisał dobrym językiem (zresztą wiadomo, że nie mogłoby być inaczej), ale brakowało mi tego realizmu magicznego. "Nie ma kto pisać do pułkownika" to opowiadanie o człowieku, którego godność... miała mu zniszczyć życie. Człowieku starym, nieustępliwym i bez wątpienia odrobinę naiwnym. O tym, że w obliczu świata jednostka nie ma znaczenia. Opowiadanie Marqueza spodobało mi się, dobrze mi się je czytało, jednak jestem pewna, że to dopiero przedsmak jego literackiego talentu. Krótkie, treściwe i trafne... a przy tym gorzkie i przygnębiające. 

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjne!

poniedziałek, 2 maja 2016

(484) Stosik używanych książek.

Myślę, że stosiki są pewnym objawem snobizmu... ale myślę też, że jest to jedyny objaw snobizmu, który jako taki w książkosferze jest przyjmowany i ja to zamierzam po raz kolejny wykorzystać. Jeśli jesteście już ze mną dłużej doskonale wiecie, że choć pokażę Wam za chwilkę sporo nowych pozycji, które zakupiłam... to jednak nie napadłam w tym celu na bank ;-) Bo naprawdę można TANIO kupować książki :) 

I STOSIK


1. Okruchy raju Tanyo Valko - jakiś czas temu na jednym z blogów książkowych spotkałam się z bardzo pozytywną opinią na temat tej książki i obiecałam wtedy, że jeśli wpadnie mi w ręce - nie oprę się jej. Tak też uczyniłam. Warto dodać, że Tanya Valko to pseudonim polskiej pisarki... 
2. Ostatni pociąg do Stambułu - czyli kolejny objaw mojej słabości względem książek wydawanych przez wydawnictwo Albatros. Historia miłosna rozgrywająca się w czasach drugiej wojny światowej, napisana przez turecką pisarkę - będzie ciekawie!
3. Miłość oraz inne dysonanse Janusz Leon Wiśniewski - czytałam "Udrękę braku pożądania" tego autora i choć ta nie przypadła mi do końca do gustu to jednak postanowiłam przyjrzeć się twórczości tego autora bliżej. Postanowienie realizuję!
4. Twarz z przeszłości Fern Michels - piękne wydanie, ciekawy opis - musiałam wziąć :) 
5. Nikt mu się nie wymknie Romain Sardou - ostatnio zmieniłam trochę katalog swoich upodobań czytelniczych i w związku z tym znalazło się w nim miejsce na kryminały/thrillery ;) 
6. Słodka zemsta Nora Roberts
7. Wizja śmierci Nora Roberts - kiedyś zaczytywałam się w powieściach Roberts i bardzo mi się podobały. Zamierzam wrócić do jej twórczości.
8. Reanimacja Danuta Mikołajewska - rzecz o lekarzach w ujęciu... także kulturowym. 

II STOSIK


1. 7 x miłość Pilch, Wiśniewski, Jastrun i inni - tomik wypowiedzi znanych i czytanych pisarzy na temat miłości. 
2. Jestem tatą! czyli rozmowy z Petru, Kasdepke i innymi na temat ojcostwa - skusił mnie przede wszystkim wywiad z Kasdepke, którego pozycje dla dzieci bardzo lubię (sama się w nich zaczytywałam). 
3. Wielki mur chiński. Chiny kontra świat... Julia Lovell - ostatnio zaczęłam się bardzo interesować historią Chin, więc nawet nie wyobrażacie sobie mojej radości, kiedy dorwałam tę pozycję. 
4. Stambuł Orhan Pamuk - czyli kolejna pozycja tego noblisty w mojej biblioteczce. Przeczytam na pewno!
5. Zwyczajne życie Lydie Salvayre - studium obsesji autorstwa francuskiej pisarki. Jestem bardzo ciekawa. 
6. Nionio Tomasz Piątek - mam tego autora "Heroinę" i obie te pozycje mam w planach. 
7. Wieczerza Tatiana Jachyra - erotyczny thriller po którym w ogóle nie wiem czego się spodziewać.
8. 12 M. Grossman
9. Świat się chwieje Grzegorz Sroczyński

III STOSIK


1. Skrzynka demona Ken Kesey - książka autora ",Lotu nad kukułczym gniazdem". Za 2 zł było żal nie wziąć... ;)
2. As w rękawie Annie Proulx - autorka "Kronik portowych" w kolejnej odsłonie. Już trzecia pozycja tej autorki w mojej biblioteczce. 
3. Betonowy ogród Ian McEwan - genialna, mroczna książka! [recenzja]
4. Parasol świętego Piotra 
5. Klucze królestwa A. J. Cronin 
6. Chciałbym, żeby ktoś gdzieś na mnie czekał Anna Gavalda 
7. Pułapka na myszy Agatha Christie - ekhem... nadal nie przeczytałam żadnej książki Christie :( 
8. Wujaszek Wania, Trzy siostry, Wiśniowy sad Antoni Czechow - trzy z najpopularniejszych opowiadań Czechowa. 
9. Ślub Danielle Steel - do tej pozycji podchodzę bardzo sceptycznie. 

IV STOSIK


1. Cudowne i pożyteczne. O znaczeniach i wartościach baśni tom 2 Bruno Bettelheim - książka na którą czaiłam się od bardzo dawna! Niestety tylko drugi tom.
2. Kasztanek. Perła. John Steinbeck 
3. Biały koń bogów Ewa Nowacka
4. Ci z dziesiątego tysiąca Jerzy Broszkiewicz
5. Wybór nowel Władysław Reymont
6. Przygoda na Rodos Pogaczewski
7. Przygody Piotrusia Pana - prawdziwa perełka za jedyne 50 gr. Mam nadzieję, że kiedyś uda zdobyć mi się całość przygód Piotrusia Pana...
8. Pożegnanie z Afryką Hemigway 
9. Westerplatte Wańkowicz
10. Niesamowite opowieści Grabiński
11. Piknik na skraju drogi. Las. Strugaccy
11. Przyszedłem dać wam wolność Wasilij Szukszyn
12. Panna Irka Irena Zarzycka
13. Oświecenie Klimowicz - powoli kompletuję książki z serii Wielka historia literatury polskiej.... mam już "aż" dwa tomy ;) 

Pozdrawiam!

niedziela, 1 maja 2016

(483) Sedno sprawy

Tytuł: Sedno sprawy
Autor: Graham Greene
Wydawnictwo Sonia Draga
Stron 360

"Po raz pierwszy uświadomił sobie ból, nieunikniony we wszystkich stosunkach między ludźmi – ból, który się cierpi, i ból, który się zadaje. Jacy jesteśmy głupi, że się boimy samotności."

Graham Greene, "Sedno sprawy"

"Sedno sprawy" to już klasyka. Powieść Grahama Greena od momentu wydania (w 1948 roku) była niejednokrotnie wznawiana (ostatnie wznowienie w Polsce miało miejsce w 2011 roku za sprawą wydawnictwa Sonia Draga). Brytyjski pisarz ujął w swojej powieści wiele ludzkich obaw i ułomności tworząc obraz niezwykle prawdziwy, a co za tym idzie - przejmujący. "Sedno sprawy" to powieść w najlepszym wydaniu - mądra, intrygująca i poruszająca. Ciekawi bohaterowie, trudne dylematy... Graham Greene stworzył książkę zmuszającą do zastanowienia się nad własnym życiem i jego różnymi odcieniami. W sposób bezkompromisowy porusza problem odpowiedzialności za drugiego człowieka... 

Rok 1942. Freetown w Sierra Leone, małej brytyjskiej kolonii w Afryce Zachodniej. Główny bohater powieści Henry Scobie nie dostaje awansu na pozycję komisarza, pozostaje mu pełnienie funkcji jego zastępcy. Nie odczuwa jednak tego zbyt mocno. Jedyny powód dla którego zdejmuje go to smutkiem to obawa przed reakcją żony, Luizy. Scobie uświadamia sobie, że nie darzy jej już miłością (a może nigdy nie darzył?), a jedynie silnym przywiązaniem... a przy tym ogromnym poczuciem odpowiedzialności za jej los. Czuje się zobowiązany do dbania o jej szczęście i zapewnienie jej jak najlepszego bytu. Niestety Luiza to postać bardzo krnąbrna, którą mało kto darzy sympatią. Także dla Scobiego jest to trudne, więc kiedy ta wpada na pomysł, aby wyruszyć w podróż... zastępca komisarza oddycha z ulgą czując, że nie jest teraz tak bardzo za nią odpowiedzialny. 

Jego ulga nie trwa jednak długo. Jest świadkiem transportu ludzi, którzy przeżyli katastrofę statku. Wśród nich znajdowała się młoda kobieta - w sumie jeszcze dziewczyna, Helena. Helena straciła w czasie katastrofy męża. Budzi w Scobiem opiekuńcze uczucia, którym ten nie potrafi się oprzeć. Dodatkowo wybucha między nimi pożądanie, które nieuchronnie prowadzi do romansu... Ukradkowe spotkania, a potem powrót żony i cały trud z tym związany zmuszają jednak Scobiego do przyjrzenia się krytycznie swojemu życiu i postępowania. Nie są to jednak jedyne problemy mężczyzny... Scobie ze względu na nietrafioną przyjaźń napotyka w swoim życiu dodatkowe trudności. 

"Sedno sprawy" pod żadnym kątem nie jest powieścią infantylną. To zmuszająca do refleksji książka z bardzo pogubionym w życiu bohaterem. Scobie, mężczyzna dojrzały jest nieszczęśliwy, a młodsza o trzydzieści lat Helena pojawiająca się w jego życiu... wnosi do niego odrobinę światła. Scobie nie jest jednak bohaterem bez serca i sumienia. Kocha Helenę, ale kocha także (a przynajmniej czuje się w obowiązku to robić) swoją żonę z którą przeżył ogromną część swojego życia. Podobno mężczyzna, który kocha dwie kobiety... tak naprawdę nie kocha żadnej. Jednak w tej powieści to nie rozłam między uczuciami, którymi darzy Helenę, a tymi, którymi darzy Luizę jest najbardziej przejmujący. Najbardziej rozdzierający jest bowiem dylemat między uczuciami do tych dwóch kobiet... a swoim przywiązaniem do Boga.

Scobie nigdy nie był wielkim katolikiem, a jednak bardzo szanuje i wierzy w to co przekazuje Kościół. Nie chodzi na mszę, nie odmawia codziennie modlitwy, ale wierzy. Jego relacja z Heleną (i jej brak zrozumienia tej kwestii) to wszystko podburza. Scobie w pewnym momencie dochodzi do wniosku, że ktoś musi ucierpieć przez jego postępowanie. Tylko kto będzie tą osobą? Helena, Luiza, Scobie czy może sam Bóg? Z tej sytuacji nie ma dobrego wyjścia - czytelnik jak i Scobie wiedzą o tym doskonale. Co nie zmienia jednak faktu, że ta historia jest niesamowicie przejmująca do ostatniej strony powieści... a nawet po jej przeczytaniu. 
Możemy się zastanawiać nad tym co naprawdę czuł Scobie. Czy był egoistą? A może po prostu niesamowicie pogubionym człowiekiem, któremu trudno było odnaleźć się w sytuacji w jakiej się znalazł? Osobiście skłaniam się jednak ku tej drugiej opcji. Był osobą niesamowicie pogubioną i wymagającą współczucia. Scobie to bohater, który nie mógł znaleźć w swoim otoczeniu (wśród osób dla niego ważnych) zrozumienia, a taki brak zrozumienia bywa zgubny. Scobie to jednak przy tym wszystkich bohater bardzo wyważony. Myślący, miotający się, zasługujący na uwagę. Bohater dobry.

"Rozpacz jest ceną, którą się płaci za wyznaczenie sobie nieosiągalnego celu."

Graham Greene, "Sedno sprawy"

Graham Greene stworzył powieść, która na długo zapada w pamięć. Powieść o moralności, pewnej cywilnej odwadze, zdradzie, wierze i odpowiedzialności. To wszystko bywa niekiedy bardzo trudne, ale życie bywa trudne bardzo często. "Sedno sprawy" to książka będąca ucztą dla zmysłów, nieprzytłaczająca, lecz bez wątpienia gorzka jak historia w niej zawarta. Gorzka, prawdziwa i ponadczasowa. Przy tym wszystkim jednak prosta... ukazująca dylematy człowieka wczoraj i dziś. "Sedno sprawy" jest powieścią, która mnie ujęła, oczarowała, wciągnęła i zmusiła do przemyślenia paru kwestii w swoim życiu. Graham Greene pokazuje, że nikt nie jest bez skazy. Każdy ma coś za uszami. Czasami to jedno słowo za dużo, a czasami jedno słowo za mało... To piękna proza, literatura z najwyższej półki. Barwne postacie, głębokie wejście w meandry ludzkiej psychiki i moralności. Powieść warta uwagi, zatrzymania się i przemyśleniu kilku kwestii. Niesamowicie ważna pozycja literatury światowej. 

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...