niedziela, 31 lipca 2016

(519) Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości

Tytuł: Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości.
Autor: Swietłana Aleksijewicz
Wydawnictwo Czarne
Stron 288

"Cóż ja mogę pani powiedzieć? Najsprawiedliwsza na tym świecie jest śmierć. Nikt się jeszcze od niej nie wykupił. Ziemia przyjmuje wszystkich: i dobrych, i złych, grzeszników. Inszej sprawiedliwości nie ma na świecie."

Swietłana Aleksijewicz, "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości."

Swietłana Aleksijewicz to zdobywczyni literackiej Nagrody Nobla 2015, reportażystka... i kobieta niezwykła. Jeszcze bardziej niezwykłe są jednak jej książki. Książki będące głosem ludzi – wspaniałe, ujmujące, poruszające i wstrząsające. Zmieniające obraz świata. Kiedy świat obiegła informacja o nagrodzie, której została laureatem w prasie zaroiło się od wywiadów z jej udziałem, od analiz jej reportaży i wielu, ogromnie wielu pozytywnych słów na temat jej dzieł. "Wojnie nie ma w sobie nic z kobiety", "Cynkowi chłopcy", "Czasy secondhand" czy wreszcie "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" to wszystko dzieła bardzo poruszające, które zmieniają człowieka. Moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksijewicz tj. "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości." było wstrząsające i niesamowicie udane... są jednak spotkania czytelnicze, które niszczą czytelnika i to spotkanie było właśnie takim. Było tak niesamowite i nietuzinkowe... po takim doświadczeniu trudno sięgnąć po pierwszą lepszą książkę. Jedno jest pewne: wizerunek reportażu zmienił się dla mnie diametralnie. Aleksijewicz jest jego mistrzem i dorównać jej... będzie bardzo trudno.

26 kwietnia 1986 doszło do największej katastrofy technologicznej. To właśnie ten dzień odmienił nie tylko życie Ukraińców, ale także pozostałych mieszkańców Związku Radzieckiego, a przede wszystkim Białorusinów. Sama katastrofa jak i jej skutki dotknęły milionów ludzi i odmieniły także współczesną Białoruś na zawsze. Tego jednego dnia oczy całego świata zostały zwrócone w kierunku Czarnobyla. Ówczesna władza radziecka jednak bardzo skutecznie rozprowadzała po swoich terytoriach nieprawdziwe informacje mające za zadanie jedynie podtrzymać przychylność ludu, uspokoić niepokoje i utrzymać władzę mimo niepokojących wieści płynących z zachodu i bombardujących na co dzień ludzi. Ustrój polityczny, oddanie komunizmowi, zacofanie technologiczne Białorusinów oraz co się z tym także wiąże brak wiedzy na temat promieniowania jądrowego, elektrowni atomowych... to wszystko przyczyniło się do tragicznych skutków katastrofy, która już sama w sobie była tragiczna.

Swietłana Aleksijewicz przeprowadziła mnóstwo rozmów z Białorusinami... rozmawiała z żonami strażaków, którzy gasili reaktor po jego wybuchu (nikt nie wyszedł z tego cało, bez silnego uszczerbku na zdrowiu, dawki promieniowania były zbyt silne), z naukowcami, którzy próbowali reagować (a jednak ich głos był systematycznie uciszany przez komunistów za sprawą gróźb, kar), z "towarzyszami" (którzy bali się przemówić...), z lekarzami (którzy wiedzieli o szkodliwym wpływie promieniowania na zdrowie, a których jednak nikt nie słuchał), z kobietami, które w tamtym czasie były w ciąży (a potem modliły się, aby ich dzieci urodziły się bez wad genetycznych), z ówczesnymi dziećmi (którym z dnia na dzień została odebrana możliwość zrywania kwiatów, bawienia się w piasku), z nauczycielami, z wysiedleńcami, starszymi ludźmi, którzy jednak postanowili zostać, z tzw. likwidatorami, którzy burzyli wszystko, aby "zakopać promieniowanie"... Aleksijewicz rozmawiała z ludźmi, którzy patrzyli na katastrofę z różnych perspektyw. Z ludźmi w różnym wieku, o różnym wykształceniu, których życie różnie się potoczyło. Wszystkie te rozmowy łączy jednak ogromny bagaż emocjonalny, przenikliwość i szczerość.

Książka Swietłany Aleksijewicz jest tak niesamowita także przez to, że Swietłany Aleksijewicz w tym reportażu... w ogóle nie ma. Jest spowiednikiem, jest słuchaczem, przyjacielem, powiernikiem, ale nie dziennikarską hieną, ciekawską osobą. Jest cicha, a gwiazdą jej reportaży są jej rozmówcy... ona sama przez większość czasu prawie w ogóle się nie ujawnia. Nie próbuje czynić z siebie gwiazdy, zostawia czytelnika sam na sam ze swoimi rozmówcami. Zabiera czytelnika w świat skażony promieniowaniem, kłamstwem i cierpieniem. W świat Białorusi, która cały czas cierpi.

"Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości." to wstrząsająca pozycja, która długo nie pozwala o sobie zapomnieć. Zmusza do przemyślenia paru kwestii... np. Czy wycieczki do strefy czarnobylskiej są czymś dobrym i poprawnym? To zapis tragedii, która miała miejsca lata temu i sposób na uwrażliwienie ludzi na innych? Punkt w bitwie na temat: budować elektrownie atomowe czy nie? A może po prostu wycieczki te motywowane są chęcią poczucia przypływu adrenaliny? Reportaż Swietłany Aleksijewicz uczy i porusza. Uwrażliwia i uczy doceniać świat nas otaczający. Podczas i na skutek katastrofy czarnobylskiej ucierpieli nie tylko ludzie, ale także natura. Z dnia na dzień zakazano zrywania jabłek, zbierania plonów. Nie doceniamy tego ile każdego dnia otrzymujemy. Krótko po przeczytaniu tej książki jechałam do przyjaciółki na wieś... po drodze spotkałam kobiety, które szły z zerwanymi kwiatami polnymi. Obok dzieci bawiły się w piasku... zwierzęta biegały po trawie. Białorusinom to wszystko zostało odebrane. Nagle. Bez ostrzeżenia. Przez błąd ludzki, ale nie to w tym wszystkim jest najgorsze. Moje największe obrzydzenie budzi zachowanie władz po katastrofie... to wszystko ustami swoich rozmówców pokazuje Aleksijewicz. Dla władzy nie liczył się człowiek radziecki, ale władza...

Swietłana Aleksijewicz swoją pozycją zachwyca. Stworzyła wstrząsający, piękny i poruszający reportaż, który zachwyca dopracowaniem, a zarazem pewną swobodą, która ma miejsce w wypowiedziach ludzi z którymi rozmawiała. "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" to książka, która rzuca na kolana zawartymi w niej pokładami emocjami, zmusza do doceniania każdej najdrobniejszej rzeczy na ziemi i pozwala spojrzeć na życie inaczej – lepiej. Pozwala dojrzeć to co dotąd było dla czytelnika nieuchwytne. Takich lektur się nie zapomina, takie książki pamięta się do końca życia, bo to literatura najwyższej klasy. Arcydzieło reportażu, dawka lektury, która zmienia życie. I nie myślcie: "to nie dla mnie", to trudna lektura – fakt. Ale lektura, którą powinien poznać każdy. Może nie dzisiaj, może nie jutro, ale kiedyś... na pewno.


Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

środa, 27 lipca 2016

(518) Pokolenie dżihadu

Tytuł: Pokolenie dżihadu
Autor: Petra Ramsauer
Wydawnictwo Muza
Stron 304

"Rządy terroru są demonstracją siły i władzy."

Petra Ramsauer, "Pokolenie dżihadu"

Petra Ramsauer jest politolog i reporterką. Pracowała na Bliskim Wschodzie, w Libii, Egipcie, Tunezji oraz Syrii. "Pokolenie dżihadu" to wynik jej wieloletniej pracy, zbierania informacji na temat działalności ugrupowań terrostycznych, a przede wszystkim poznawania struktur ISIS, czyli tzw. Państwa Islamskiego będącego większym zagrożeniem niż niegdyś Al – Kaida. Opierając się na rozmowach przeprowadzonymi z byłymi dżihadystami, wyznawcami religii islamu, psychologami, rodzinami dżihadystów, a także ekspertami do spraw walki z terroryzmem próbuje przedstawić czytelnikowi sposób działania tzw. Państwa Islamskiego, a przede wszystkim odpowiedzieć na pytanie co powoduje, że tak wielu młodych ludzi wyjeżdża ze swoich ojczyzn i zaczyna działać przeciwko nim.

Tzw. Państwo Islamskie sieje spustoszenie, co rusz docierają do nas informacje o nowych zamachach terrorystycznych. Czynione także przez tych, którzy samodzielnie się zradykalizowali... bez bezpośredniego działania ISIS. Jednak jak pokazuje Petra Ramsauer tzw. Państwo Islamskie ma wpływ na młodych ludzi w każdej dostępnej przestrzeni. Facebook, Instagram, Twitter, siłownie, meczety, bary... docierają do tych wszystkich miejsc w których bywają młodzi ludzie, mają własne struktury. Ba! Posiadają własne wydawnictwa książkowe, które zajmują się rozprzestrzenianiem książek na temat przeprowadzania radykalizacji ludzi, zdobywania poparcia dla zbrodni i krzywd tysięcy. ISIS nie jest zabawą w piaskownicy, jest silnym, groźnym i przede wszystkim zorganizowanym ugrupowaniem. Książka Ramsauer pokazuje natomiast kulisy ich działania.

"Pokolenie dżihadu" to reportaż, któremu brak pewnej spójności. Autorka choć podzieliła książkę na rozdziału jak np. "dżihadomania" to jednak przeskakuje z tematu na temat. Brak spójności i brak porywającego języka powoduje, że "Pokolenie dżihadu" było zaledwie bardzo dobrą książką, a ja oczekiwałam czegoś więcej. Petra Ramsauer podsumowuje to co jest mówione w telewizji / pisane w gazetach na bieżąco. Zbiera to i przedstawia w postaci książki – ciekawej, lecz mam wrażenie, że za mało wnikliwej. W książce Petry brakuje mi emocji, porywającego języka i nie ukrywajmy... "Pokolenie dżihadu" nie jest świetnym reportażem. Jest jednak dobrym podsumowaniem tego co o ISIS zostało już wcześniej powiedziane. Książka Ramsauer, choć nie zmienia diametralnie sposobu myślenia to jednak bez wątpienia otwiera oczy i pozwala uporządkować wiadomości, które bombardują nas z każdej strony. Co nie zmienia faktu, że nadal trudno pojąć czytelnikowi ogrom zła...

Moja ocena: 7/10 Bardzo dobra.

poniedziałek, 25 lipca 2016

(517) Maleńka Dorrit

Tytuł: Maleńka Dorrit
Autor: Charles Dickens
Wydawnictwo MG
Stron 288

"Jestem wrażliwy i uczuciowy, panie Flintwinch, a taki człowiek musi być pobożny albo... niewiele wart."

Charles Dickens, "Maleńka Dorrit"

Piękna i wzruszająca. Klasyka w najlepszym wydaniu (w przenośni jak i w samym tego słowa znaczeniu, bo jej oprawa także jest piękna...). "Maleńka Dorrit" (czy też "Mała Dorrit") to powieść Charlesa Dickensa, publikowana w odcinkach w latach 1855 - 1857. Widać w niej gorączkowe podążanie człowieka za pieniądzem, gorączkę inwestycyjnych zabiegów, które miały miejsce w tamtym czasie. Powieść Dickensa to nie tylko ujęcie w ramy epoki i społeczeństwa, ale także spojrzenie na sytuację ludzi z pozycji proletariatu. Charles Dickens pokazuje, że na świecie nie ma sprawiedliwości - kary omijają złoczyńców, a nagrody dobrych, lecz może to po prostu chodzi o podejście do życia? Nastawienie, mentalność, priorytety... "Maleńka Dorrit" zachwyca pięknym językiem, barwnymi postaciami, nie do przewidzenia fabułą, która trzyma w uścisku do ostatniej strony, w niespokojnym oczekiwaniu. 

Więzienie Marshalsea to ośrodek przeznaczony do przetrzymywania dłużników. To właśnie w nim na świat przyszła Maleńka Dorrit. Nie zna innego świata, a jej życie upływa pod znakiem troski o samotnego ojca i próby zapewnienia godnego życia swojemu starszemu rodzeństwu. Poza mury więzienia wychodzi prawie jedynie po to, by szyć i w ten sposób zarabiać potrzebne na życie pieniądze - tak też trafia do domu pani Clennam, ekscentrycznej kobiety mieszkającej w starym domu wraz z dwójką służących. Jej los ma szansę na zmianę, gdy do domu po dwudziestu latach powraca młody pan Clennam - Arthur, który od pierwszego dnia czuje, że wokół rodu Dorrit spoczywa jakaś tajemnica związana także z jego rodziną. 

Akcja powieści Dickensa jest bardzo dynamiczna i płynna, a choć sama książka jest dosyć krótka, to jednak jej fabuła jest pełna zwrotów akcji i nieoczekiwanych wydarzeń. Także wydarzeń na skutek których krew buzuje czytelnikowi w żyłach... "Maleńka Dorrit" to powieść w której nie brak intryg, skomplikowanych relacji rodzinnych czy też cichych rozterek miłosnych. Tym czym zachwyca Dickens to poziom wyważenia jego pióra, stopniowanie napięcie i cudowny, dopracowany język, który idealnie zrozumiały jest jednak także dzisiaj. Początkowo jak już wspomniałam "Maleńka..." była publikowana jako dzieło w odcinkach - może to właśnie dlatego jej akcja jest poprowadzona tak, aby czytelnik nie mógł wręcz odłożyć jej lektury na później? 

Kreacja bohaterów jest perłą tej książki. Charles Dickens stworzył postacie negatywne jak i pozytywne. Wyważone jak i odrobinę szalone, i perfidne. "Maleńka Dorrit" to cała paleta bohaterów, których jednak nie zawsze spotyka to na co zasługują. Książka mająca w sobie wiele z dramatu jak i melodramatu. Mnie jednak najbardziej ujęła w niej postać Maleńkiej Dorrit, która, gdy czytelnik ją poznaje ma 23 lata - jej odpowiedzialność, skromność, pogodzenie z losem, a raczej pozytywne nastawienie do wszystkiego co ją otacza, jej dziecięca ufność w to, że nikt nie chciałby dla niej czegoś złego. Żyje w złym, brudnym świecie... w otoczeniu pełnym zniewagi i braku godności, a jednak ona sama pozostaje cały czas postacią czystą, wręcz anielską, która rozświetla i oczyszcza powieść z pokładów perfidii i chciwości płynących od innych bohaterów. Jednak nawet ironiczna pani Clennam uwięziona w swym świecie zbudowanym ze źle zrozumianej religii, która każdy objaw wesołości, dobrobytu i ekscytacji odbiera za przejaw obrazy względem Boga, a każdą niegodziwość, chwilę smutku czy cierpienia za karę zasłaną od nieubłaganego Stwórcy, który nie akceptuje najmniejszego nieposłuszeństwa... zasługuje na uwagę i szczery żal. Bohaterowie stworzeni przez Dickensa to postacie czarno - białe, nieoczywiste, których zachowanie jest niejednoznaczne. To ludzie uwięzieni w karbach swoich uprzedzeń, wybranych ról, przeszłych niepowodzeń - to właśnie przez to nie mogą ruszyć dalej, zaznać spokoju, szczęścia, przebaczyć sobie i innym - żyć. 

"Maleńka Dorrit" to książka, którą mimo, że ma już 159 lat czyta się nadal bardzo dobrze! To miłe oderwanie od dzisiejszych nieustannie nas otaczających (niestety także w literaturze...) potocyzmów. Wiem, że niektórym na słowo "klasyka" włos się jeży na głowie, ale szczególnie w wypadku "Maleńkiej Dorrit" taka reakcja nie ma prawa mieć miejsca, bo choć Dickens oddaje realia XIX - wiecznej Anglii to jednak skupia się przede wszystkim na skomplikowanej igraszce losu dotykającej bohaterów, a co za tym idzie przykłada dużą uwagę do strony emocjonalnej utworu. Według krytyków literackich i licznym analizom, którym była poddawana twórczość Dickensa historia Dorrit należy do jednych z najbardziej pesymistycznych dzieł z jego twórczości. Kreacja świata przedstawionego, otoczenie okropnych murów więziennych, perfidia ludzi i widoczne osamotnienie bohaterów, a także ich zagubienie... Oni wszyscy są bowiem uczestnikami złego z założenia systemu w którym bez pieniędzy jest się nikim, a więc nie do końca są panami swojego losu. Myślę, że mimo wszystko z powieści Dickensa bije światło... światło w postaci bezinteresownego oddania i miłości... nawet to jednak wynika z nieznajomości świata, wielkiej... czasami zgubnej ufności.

Charles Dickens stworzył powieść niezwykłą - wzruszającą i przejmującą do ostatniej strony, podczas czytania której czytelnik dech zapiera w piersiach. Wyraziści bohaterowie, moralne dylematy i człowiek będący nieustanną igraszką losu. W powieści Dickensa nic nie jest oczywiste ani czarno - białe. To wielobarwna powieść, która zachwyca. Swą skromnością, wyważeniem... brakiem nachalności. W "Maleńkiej Dorrit" nie brakuje wątków społecznych oraz kontrastów. Mnie jednak przede wszystkim urzeka postacią pana Arthura, który gotów jest nieść bezinteresowną pomoc, a który mimo to zostaje doświadczony przez los oraz postać skromnej, ufnej panienki Dorrit, która nie zmienia się mimo ulegającym przemianom otoczeniu. Dickens stworzył dzieło z którego bije jasny przekaz: ani ubóstwo, ani bogactwo nie czyni z człowieka szczęśliwym, bo w ludzkim życiu nic nigdy nie jest przesądzone. No może oprócz tego, że "Maleńka Dorrit" oczaruje niejednego czytelnika...

Moja ocena: 9+/10

sobota, 23 lipca 2016

(516) Z Galileusza też się śmiali

Tytuł: Z Galileusza też się śmiali
Autor: Albert Jack
Wydawnictwo Muza
Stron 350

"Lista osób, które poświęciły się, abyśmy mogli żyć w nasz nowoczesny sposób, jest długa. Co więcej, powstaje od bardzo dawna. Tylko tak ludzie mogli odkryć, które owoce leśne są trujące, a które można jeść bezpiecznie; co zabija, kiedy zjada się to na surowo, ale utrzymuje przy życiu, kiedy jest ugotowane; a również to, że krowy dają mleko jak najbardziej nadające się do picia."

Albert Jack, "Z Galileusza też się śmiali"

Potrzeba matką wynalazków? Coś w tym bez wątpienia jest! A na jakie potrzeby swoją książką odpowiada Albert Jack? Wiele, oj wiele... "Z Galileusza też się śmiali" to powieść o przypadkach, które odmieniły świat. O wytrwałości, która była kluczem do sukcesu, a przede wszystkim o tym, że nie warto się poddawać... nawet wtedy gdy wszyscy inni się z nas śmieją. To właśnie odkrywanie, wypróbowywanie, popełnianie gaf, wpadek i błędów doprowadziło do rozwoju świata. To co nieoczywiste niejednokrotnie przyniosło pożytek, to co dziś uważa się za absurd - jutro może zostać nazwane cudem. Z Galileusza też się śmiali, powieść Rowling była odrzucana regularnie przez wydawców, Orwell został prawie wyklęty, a Coca Cola powstała w wyniku poszukiwań leku na uzależnienie od opium. O tym właśnie jest ta książka o wpadkach, które okazały się genialnymi odkryciami i uporze tych, którzy byli skazywani nie tylko na śmiech, ale także na straty!

Albert Jack zebrał w swojej książce kilkadziesiąt historii o wynalazcach z których się śmiano, ale także o twórcach tzw. popkultury... którzy byli od początku skazywani na straty. Beatlesi mieli być kompletną pomyłką dla wytwórni płytowej, bo "zespoły gitarowe wychodzą już z mody", Marilyn Monroe miała podszkolić się w maszynopisaniu, a Vladimira Nabokova nikt nigdy nie miał czytać. "Z Galileusza też się śmiali" to książka niesamowicie różnorodna, która rozbudza w czytelniku ciekawość świata... Swoją drogą: czy wiedzieliście, że prezes IBM uznał, że na świecie nie znajdzie się miejsce dla więcej niż pięciu komputerów? O telewizji za to mówiono tak: "Amerykańskie rodziny nie będą siedziały godzinami, gapiąc się w pudło ze sklejki." Jakie z tego wnioski? A takie, że z tych, którzy dawniej się śmiali z pomysłów, innowacji, nietuzinkowych dróg... teraz sami mamy ochotę się śmiać. 

Albert Jack, a tak naprawdę ukrywający się pod tym pseudonimem Graham Willmott stworzył pozycję ciekawą, zaskakującą i przede wszystkim zabawną! To pozycja dla ciekawskich, a przy tym chcących się co nieco dowiedzieć o wynalazkach i historii. To ogrom inspirujących historii, które dodatkowo zostały błyskotliwie podsumowane przez autora, który z wykształcenia jest historykiem zajmującym się kulturą popularną. Z publikacji Willmotta czytelnik może poznać kulisy powstania kuchenki mikrofalowej, viagry, lodów na patyku, coca - coli, biustonosza czy też... nie, naprawdę nie sposób wymienić tych wszystkich historii zawartych w tym zbiorze. Jedno jest pewne: pozycja Jacka to zbiór inspirujący, zabawny i naprawdę godny uwagi. Satysfakcja gwarantowana :) 

Moja ocena: 8+/10

czwartek, 21 lipca 2016

(515) Akrobaci

Tytuł: Akrobaci
Autor: Zofia Mossakowska
Wydawnictwo JanKa
Stron 270

"[...] to nie jest dobrze, że przyjaźnimy się ze sobą w naszym i tak wyizolowanym świecie.Chory z chorym, stary ze starym, wdowa z wdową W ten sposób dodajemy tylko swoje smutki jeden do drugiego. Nie mając innego wyboru, podwajamy nasze nieszczęścia, jakbyśmy lepili ciasto z podwójnej, potrójnej, ze zwielokrotnionej porcji masła, mąki, cukru... I, niestety, wszystkie te składniki są stare i przeterminowane. Bardzo niezdrowe." 

Zofia Mossakowska, "Akrobaci" 

Niektórzy uważają, że "Akrobaci" to powieść o listach - o potrzebie ich pisania w czasach opanowanych przez Whatsappa, Facebook'a, Instagramy, oczywiście maile, sms'y i inne starsze lub nowsze nowinki techniczne. Chociaż bez wątpienia wątek wymierającej epistolografii w powieści Mossakowskiej jest ważny, to nie można odmówić jej większej głębi. Znaczeń, których czytelnik nawet się nie domyśla czytając opis, ale które szybko zostają przed nim odkryte podczas czytania. Jestem oczarowana i zaskoczona powieścią Mossakowskiej - jej literackim poziomem, głębią, wielością znaczeń i niesamowitą uniwersalnością. "Akrobaci" są utworem bardzo niebanalnym, niekiedy zagadkowym, ale zawsze wybitnym, choć niepozornym. Poruszają struny w sercu czytelnika, które przez większość czasu zostają uśpione. Mossakowska wodzi czytelnika za nos i nie pozwala odłożyć "Akrobatów" na półkę. Co jest trudne tym bardziej, że "Akrobaci" są jedną z tych powieści, której lekturą czytelnik po prostu chce się nieśpiesznie rozkoszować. Z pietyzmem przewracać jej kolejne strony. 

Antek to młody, bardzo wrażliwy człowiek, który porusza się na wózku inwalidzkim i z każdym kolejnym dniem coraz bardziej wycofuje się do świata wykreowanego na potrzeby swojej choroby. Z jego wycofaniem jednak wytrwale walczy jego przyszywana ciotka Helena - piękna kobieta, nieszczęśliwa jednak, bo pokrzywdzona przez swoje nie zawsze właściwe wybory. Przez miłość, która nie została doceniona. Z braku pieniędzy, poczucia stabilizacji wynikającej z pewnej rutyny i ze względu na odruch serca Helena wpadła na pomysł, aby założyć firmę "Przyjaciel", która będzie zajmowała się wysyłaniem listów... do osób samotnych, chorych, potrzebujących Przyjaciela. Aby dotrzeć do ludzi, ożywić ich świat, pomóc, a przede wszystkim by ożywić sztukę pisania listów. Ta dwójka ludzi - mogłoby się wydawać zupełnie różnych, a jednak tak do siebie podobnych, bo zagubionych ludzi przekona się szybko, że dobro wysłane wraca do człowieka w podwójnej ilości. 

Antek jest bohaterem, który pewnego dnia postanowił się poddać. Wbrew cierpieniu swojej mamy Marzeny, wbrew niepokojom ciotki Neli i choć obie te kobiety zawsze były dla niego bardzo ważne, bo tworzyły jego rodzinę nie potrafi wyjść poza sferę własnego (nie zawsze) pozytywnego egoizmu. Zamknął się w domu, doprowadził z premedytacją do swojej przegranej, skazał samego siebie na straty. Korespondencja z ludźmi - bardzo często chorymi i samotnymi otworzyła go jednak na innych, inne emocje i niestety niejednokrotnie jeszcze bardziej związała ze światem swojej choroby. Nie mniej stała się jego jedyną odskocznią od wózka inwalidzkiego... jak banalnie by to nie zabrzmiało. 
Piękna Helena to kobieta, która przeszła niejedno. Związek z zajętym mężczyzną, jej nieszczęśliwa miłość zostawiła na niej ślad i cierpienie, ale w pewnych sferach życia dała także siłę i przede wszystkim mądrość. I może dobrze, że ze swoim wykształceniem filologa klasycznego nie znalazła żadnej ciekawej pracy, Stworzyła niesamowitą ideę, poruszyła serca i nadała sens swojemu życiu. Myślę, że każdy ma na to szansę... 

"Akrobaci" są książką niezwykłą, ponieważ daleko wychodzą poza schemat książki o osobie chorej i jej opiekunie. Ba! Wychodzą poza schemat książki o chorobie, przykuciu do wózka. To jedynie jeden z wielu wątków zawartych w tej zdecydowanie za krótkiej, choć tak pięknej powieści. Powieści o samotności, zdradzie, nieszczęśliwej miłości, trosce o drugiego człowieka, zamykaniu się na świat na własne życzenie - tworzenie własnego, często czysto psychicznego więzienia. Mossakowska stworzyła książkę wielopłaszczyznową w której wypadku jednak odczytanie tylko warstwy fabularnej zmusza czytelnika do stwierdzenia, że trafił na świetny utwór. Świetny, choć nie zawsze łatwy. Jednak Mossakowska uwodzi - kreacją bohaterów, błyskotliwością dialogów i umiejętnością ukazania ludzkich emocji - bardzo często niezwykle skomplikowanych, bo motywowanych działaniem demonów ludzkiej duszy... To wszystko skłania mnie do myślenia, że Mossakowska jest niezwykle mądrą kobietą, 

Historia Antka jest ciekawa i zaskakująca, ale nie najważniejsza w tej powieści. Historie innych ludzi - starszej kobiety zatroskanej o swojego wnuku i jego byłą dziewczynę; dziewczyny, która nie może się pogodzić z rozstaniem z chłopakiem; kobiety, która przez lata była kochanką... nie z wyrachowania czy perfidii, ale z miłości; siostry chorej, umierającej kobiety... są równie ważne. Pozwalają otworzyć się czytelnikowi na innych ludzi, poznać sytuacje z którymi nie zawsze będzie miał do czynienia w prawdziwym życiu. Jednak jest jedna najważniejsza zaleta tych historii - uwrażliwiają czytelnika i czynią go bardziej empatycznym i otwartym na innych. 

Zofia Mossakowska stworzyła niesamowicie piękną książkę, z wyrazistymi bohaterami i ogromem emocji. Także sposób narracji oraz dostosowany do niej język zasługuje na uwagę. Nie boję się stwierdzić, że "Akrobaci" to książka wybitna, która mam nadzieję dotrze do jak największej liczby czytelników. Pozycja uniwersalna, w której każdy czytelnik znajdzie jakieś prawdy dla siebie. Mossakowska napisała dzieło, które uczy pokory... i za to serdecznie jej gratuluję. Na polskim rynku wydawniczym brakuje bowiem autorów, którzy piszą bez patosu, a pięknie, wzruszająco i mądrze. Autorka pokazała, że w polskiej literaturze można pisać wybitnie o współczesności, o potrzebach ludzi, chorobach, samotności... i pisaniu listów. 

Moja ocena: 9+/10

niedziela, 17 lipca 2016

(514) Zbrodnia prawie doskonała

Tytuł: Zbrodnia prawie doskonała
Rozmawiają Iwona Schymalla z Moniką Całkiewicz
Wydawnictwo PWN
Stron 224

"Ta­jem­ni­ca ści­ga ta­jem­nicę, zbrod­nia podąża za zbrod­nią. Zło przy­biera roz­maite mas­ki i kos­tiumy, pod­szy­wa się pod dob­ro i spra­wied­li­wość. Jest cy­niczne i bez­li­tos­ne, zna każdy pod­stęp i nie wa­ha się przed na­jok­rutniej­szą prze­mocą. Posługu­je się szty­letem, in­trygą, bo­gac­twem, władzą. Sięga po sek­retne symbo­le wiary i kul­tu­ry, używa naj­bar­dziej za­wikłanych szyfrów. Ale os­ta­tecznie dob­ro zwy­cięża, praw­da wychodzi na jaw, mas­ki zła zos­tają od­darte, a ka­ra wy­mie­rzo­na. Ta­jem­ni­ca ob­nażona przez jas­ne światło praw­dy, przes­ta­je być tajemnicą."

Zbigniew Mikołejko


Zbrodnia doskonała teoretycznie nie istnieje... więc jak to się dzieje, że niektóre sprawy przez lata nie zostają rozwiązane, a ciała ofiar nieodnalezione? Ludzie brzydzą się zbrodni - od tych mniejszego kalibru jak kradzież po te kalibru największego jak morderstwa. Człowieka jednak zbrodnia fascynuje - filmy kryminalne, kryminały, seriale typu "Anna Maria Wesołowska" czy "W-11 Wydział śledczy", skąd bierze się chęć ich oglądania? Bo przecież nie z ciekawości jak wygląda przebieg postępowania sądowego czy też śledczego. Chwila relaksu przy ciekawej zbrodni przyda się od czasu do czasu każdemu. I choć ja osobiście wielką fanką kryminałów nie jestem to jednak przyznaję, że lubię od czasu do czasu jakiś przeczytać. Tym razem postanowiłam jednak pójść w trochę innym kierunku..., a jednak z morderstwami także związanym. 

"Zbrodnia prawie doskonała" to zbiór rozmów, które przeprowadziła Iwona Schymalla (polska prezenterka telewizyjna, dziennikarka, zdobywczyni Wiktora Publiczności, była dyrektor TVP 1) z Moniką Całkiewicz, czyli kobieta wielozadaniowa -  prowadzi wykłady na uniwersytecie i pracuje w kancelarii prawnej. Interesuje się przede wszystkim kryminalistyką i prawem karnym. W swojej wspólnej publikacji panie poruszają bardzo wiele tematów związanych ze zbrodnią, a czytelnik odnajdzie w niej odpowiedzi na takie pytania jak np.: Czy każdy z nas jest stworzony do zbrodni? Co powoduje, że się jej dopuszczamy? Dlaczego kobiety zabijają? Jak wygląda postępowanie śledcze przed procesem karnym, a jak sam proces?

Publikacja wydawnictwa PWN jest bardzo ciekawa, ale spójrzmy prawdzie w oczy... nie wstrząsa i nie zaskakuje. To w większości po prostu zebranie tego co czytelnik już wie, bo usłyszał o tym w wywiadach, przeczytał w gazetach czy też w kryminałach. Myślę, że mniej więcej każdy orientuje się jak wygląda prawdziwy proces karny i jakie zadanie stoi przed tzw. "profilerem". W telewizji roi się od serialów "CSI: Kryminalne zagadki..." , więc dla większości nie powinno być to zaskoczeniem. To ciekawy zbiór danych związanych z prawem karnym, cywilnym jak i procesowym oraz samą kryminalistyką, ale niestety nie do końca dopracowany... o czym powiem jeszcze za chwilę, ale muszę zaznaczyć, że jedna rzecz zaskoczyła mnie bardzo, a mianowicie to, że coraz częściej wykorzystuje się podczas poszukiwania sprawcy osmologię, czyli naukę zajmującą się badaniem zapachów - cały czas jest to jednak dziedzina do końca w kryminalistyce niewykorzystana, albowiem niedoskonała. 

Iwona Schymalla rozmawia z Całkiewicz z pozycji zupełnego laika. Laika - oczywiście udawanego, bowiem niekiedy jej pytania były do bólu banalne. Rozumiem, że miało to na celu "pociągnięcie za język" rozmówcy, a jednak bardzo często przez to wszystko wydawało się sztuczne i nienaturalne, a rozmowie zaczynało brakować płynności i tempa. Jednak chyba największe pretensje mam o to, że autorki nie wykorzystały potencjału, który ich rozmowa bez wątpienia miała! Mam tu na myśli nawiązania do wszelkich spraw toczących się naprawdę w Polsce / np. mających w Polsce miejsc spektakularnych zabójstw... niestety te sprawy bardzo często zostały potraktowane po macoszemu, a wnikliwy i ciekawski czytelnik (czyli np. ja! ) jest przez to zmuszony szukać informacji o tych sprawach w internecie... np. o tym jakie zapadły wyroki. Panie ciągle do nich nawiązują, a jednak nigdy tak do końca rozmowy na ich temat nie kończą...

"Zbrodnia prawie doskonała" to książka, której do doskonałości trochę brakuje. Nie do końca spełniła moje oczekiwania (może zbyt wygórowane?), jednak była bez wątpienia ciekawym dodatkiem do kryminałów, swego rodzaju odskocznią i dobrym podsumowaniem tego co przeciętny obywatel na temat prawa wie. Nie jest to pod żadnym względem publikacja specjalistyczna, a raczej twór skierowany do laików.  Monika Całkiewicz w rozmowie z Iwoną Schymallą nie wykracza znacznie poza materiał do opanowania na lekcjach Wiedzy o społeczeństwie na poziomie szkoły średniej. Nie mniej to pozycja ciekawa, która niektórymi informacjami zaskakuje. 

Moja ocena: 7+/10 

środa, 13 lipca 2016

(513) Tajemna historia

Tytuł: Tajemna historia
Autor: Donna Tartt
Wydawnictwo Znak Literanova
Stron 608


"Czasami, kiedy dochodzi do wypadku i rzeczywistość staje się zbyt nagła i dziwna, by ja ogarnąć umysłem, wkrada się poczucie surrealizmu. Akcja zwalnia do onirycznego tempa, klatka po klatce; ruch ręki, wypowiedziane zdanie wypełniają całą wieczność. Małe rzeczy - świerszcz na łodydze, żyłki na liściu - potężnieją, wydobyte z tła nabierają rażącej wręcz ostrości."

Donna Tartt, "Tajemna historia"


O twórczości Donny Tartt ostatnio znowu zrobiło się bardzo głośno. Autorka genialnego "Szczygła" zabłysła już jednak w latach 90 – tych jako autorka nie mniej genialnej "Tajemnej historii". I jak tu się dziwić, że Donna Tartt została wpisana na listę 100 najbardziej wpływowych osób na świecie? "Tajemna historia" to powieść niepokojąca i porywająca od pierwszej strony, której atmosfera gęstnieje z każdą kolejną stroną coraz bardziej. Zaczyna się niewinnie, ale wraz z upływem czasu "Tajemna historia" staje się coraz mroczniejsza. Ukazując moralny upadek człowieka Donna Tartt stawia pytanie o moralność człowieka, błędy młodości, karę i odkupienie. W tej intelektualnej literackiej uczcie Donna Tartt hipnotyzuje... po prostu. Nic więc dziwnego, że "Tajemna historia" jest jedną ze stu książek, które wg BBC trzeba przeczytać przed śmiercią.

Richard Papen to młody człowiek, który nie do końca wie co chce robić w życiu. Rzuca studia medyczne, dostaje się do ekskluzywnego college'u, gdzie zaczyna studiować filologię klasyczną wraz ze starannie wyselekcjonowaną grupą studentów pod okiem charyzmatycznego i troszkę ekscentrycznego wykładowcy. Szóstka studentów ucząc się pod okiem profesora - historii, ale przede wszystkim języka greckiego zaczyna zastanawiać się nad istotą życia. Dojrzewając, przesuwają pewną granicę... granicę dobrego smaku. Narkotyki, seks, alkohol... w pewnym momencie to nie wystarcza. Dochodzi do morderstwa, a życie bohaterów zmienia się diametralnie. Bo czy można przejść na porządku dziennym, bez najmniejszego drżenia serca nad zabójstwem? Bohaterowie Donny Tartt będą musieli to rozstrzygnąć sami w swoich sumieniach.

Bohaterowie powieści Donny Tartt to postacie dosyć ekscentryczne. Niby inteligentne, uczęszczające do prestiżowego liceum, a tak naprawdę czasami zaskakujące swoją niewiedzą i lekkim podejściem do życia. Z pewnością momentami także nieprzewidywalne i szalone... Większość z postaci powieści Tartt to postacie z którymi czytelnik nie chciałby się zetknąć, ponieważ są zbyt nieobliczalne. Czytelnik jest świadkiem ich stopniowej deprawacji i dochodzi do punktu w którym zaczyna obawiać się każdego, ponieważ w "Tajemnej historii" bardzo często cicha woda brzegi rwie.. Jednak główny bohater, a zarazem narrator - Richard jest dla czytelnika pewną ostoją, lekiem na uspokojenie.

Fabuła "Tajemnej historii" zaczyna się dosyć sielankowo, spokojnie i nic nie zapowiada tragicznych wydarzeń i paranoi, której świadkiem będzie czytelnik. Książka Tartt z każdą kolejną stroną nabiera na intensywności, a wydarzenia w niej ukazane coraz silniej zostają przez autorkę skąpane w aurze niepokoju i mroku. Napięcie rośnie, a autorka powstrzymuje popędy czytelnika... stopniowo prowadzi go do zaskakującego zakończenia. Zakończenia przy którego spotkaniu czytelnik jest już emocjonalnym wrakiem. "Tajemna historia" to bowiem powieść bardzo intelektualna, będąca peanem na cześć sztuki, nauki i moralności, choć obraz moralności w niej ukazany często budzi sprzeciw czytelnika.

Bohaterowie powieści Tartt przez swoją nieobliczalność nadają tej powieści specyficzne tempo akcji, które bardzo często ulega zmianie. Nie zawsze jest porywająco. Fakt, ale za to zawsze jest bardzo ciekawie. Tartt nie omija psychiki bohaterów, skupia się na towarzyszącym im emocjom oraz ich ciemnym sprawkom. Otoczenie collegu, sennej miejscowości oddalonej od dużego miasta, domek na wsi, lasy, zbocza... to wszystko dodatkowo nadaje tej powieści aury tajemniczości.

"Tajemna historia" to powieść nieoczywista i zaskakująca. Napisana bardzo dobrym, zgrabnym językiem, wielka powieść o moralności człowieka i ciemnych zakamarkach jego duszy. Donna Tartt stworzyła dzieło niepokojące, a przy tym niesamowicie wciągające. Urzeka kreacją bohaterów, mroczną atmosferą, zgrabnym ukazaniem psychiki zabójców i dojrzewających ludzi. Powieść Tartt ma różne odsłony i odcienie. Odcienie mówiące o miłości, uzależnieniach, przyjaźni, rozwoju osobistym. Łączy je jedno: wszystkie zasługują na uwagę, bo wszystkie są dopracowane. Tartt porwała mnie do swojego świata na kilka wieczorów, po raz kolejny oczarowała i utwierdziła mnie w przekonaniu, że pisze zgrabnie, elegancko i godnie uwagi.

Moja ocena: 9+/10

wtorek, 12 lipca 2016

(512) Sońka

Tytuł: Sońka
Autor: Ignacy Karpowicz
Wydawnictwo Literackie
Stron 208

"Niewypowiedziane słowa nie przestają być słowami, a niewysrane gówno gównem. Taka jest natura wszechrzeczy."

Ignacy Karpowicz, "Sońka"

Ignacy Karpowicz to obecnie jeden z czołowych polskich pisarzy. Zajmuje zaszczytne miejsce obok Olgi Tokarczuk, Mariana Pilota i innych pisarzy nagrodzonych Nagrodą Nike. Autor "Ości" w swej powieści "Sońka" zabiera czytelnika w świat zwierzeń – niekiedy bardzo bolesnych i trudnych. W tej historii w której przeplatają się echa przeszłości ze współczesnością, w powieści w której porządek chronologiczny nie ma prawa bytu autor zapoznaje czytelnika z historią miłości potężnej i niepojętej, wśród brutalstw i mordów II wojny światowej. "Sońka" to powieść bez sumienia, cięta, ciężka i szokująca. "Sońka" jest jednak przede wszystkim powieścią wybitną.

Igor to warszawski reżyser, którego samochód zepsuł się na jednej ze wsi. To właśnie tam spotkał starą Sońkę z krową. Starą Sońkę, która właśnie z niego postanowiła uczynić swojego spowiednika i właśnie jemu pragnie opowiedzieć swoją historię. Historię nienawiści, wojny, miłości, żalu, okropieństw. Historię mordów, gwałtów, zaprzepaszczonych marzeń i pragnień. Historię miłości pięknej dziewczyny do niemieckiego najeźdźcy – oficera SS. Historię miłości, która nie miała mieć miejsca... a za taką miłość trzeba płacić – czasami bardzo wysoką cenę.

"Sońka" to powieść w której akcja przeplata się niechronologicznie. Czytelnik jednak nie ma problemu, żeby się w niej odnaleźć. Ignacy Karpowicz jako kolejny próbuje rozliczyć się z traumami wojennymi Polaków. Porusza to, co Polaków najbardziej gryzie. W jego powieści nie ma bohaterów – są bestie. Nie ma ludzi poświęcających swoje życie w imieniu drugiej osoby – są ludzie, którzy gonią z widłami po lesie, aby zabić sąsiada. Bohaterowie Karpowicza to... nie bójmy się bać tego określenia – potwory. Ale czy to były bestie także przed wojną? Pewności nie mamy, ale myślę, że nie. Wojna jako największy tragizm świata zmienia ludzi, zamienia je w zwierzęta skupione na swoim przeżyciu. Na swojej egzystencji. W powieści Karpowicza nie ma miejsca na słodkie sceny czy lukier i też takich scen nie ma. Nawet związek Sońki z oficerem niemieckim choć mogłoby się wydać, że piękny, (bo mimo barier językowych i społecznych) jest owiany niepokojem.

Sońka to postać tragiczna. Stara kobieta, która przez lata czekała na anioła, któremu będzie mogła opowiedzieć swoją historię. Opowiedzieć o największym szczęściu w jej życiu oraz jego największej porażce. Bohaterka niejednoznaczna, bo czytelnik sam w pewnym momencie zadaje sobie pytanie o to ile prawdy jest w jej opowieści. Bohaterka bardzo namiętna, która nie boi się kochać jak i nienawidzić. Jej historia jest bardzo przejmująca, bo obdarta ze wszelkich złudzeń, eufemizmów. To brutalna powieść o brutalnej historii. Brutalnej historii o której jednak Sońka musi opowiedzieć, bowiem inaczej nie zazna spokoju...

Aura "Sońki" jest bardzo niepokojąca, a z drugiej strony ma w sobie coś magicznego. Ignacy Karpowicz stworzył powieść na kształt ballady. Akcję powieści umieścił na wsi, oddalonej od miasta, centrum życia... to właśnie w tych miejscach wierzy się jeszcze w legendy, podania, różne animozje sprzed lat i Karpowicz skrzętnie to wykorzystuje. Akcję na wsi przeplata z przygotowaniami do spektaklu powstałego na podstawie opowieści Sońki. Język, którym posługuje się autor to prawdziwe mistrzostwo – dodatkowo niektóre zdania są wypowiadane po białorusku. Na końcu książki znajduje się słownik, jednak spokojnie można wyciągnąć ich znaczenie z kontekstu.

"Sońka" to genialna książka. Po prostu. Mocna i poruszająca. Ignacy Karpowicz nie dość, że opowiada historię brutalną, to jeszcze przedstawia psychikę narodów podczas wojny. Polak, Białorusinin, Niemiec... podczas wojny oni wszyscy są w pewnym sensie równi, bo ogarnięci szałem wojny. "Sońka" demaskuje brudy wojny, wiejskiego społeczeństwa, ukazuje rzeczywistość mieszkańców wsi podczas wojny i hipnotyzuje swoją szczerością. Karpowicz w swoim utworze nie boi się wytykać wad Polaków, robi to wszystko z dużą dozą ironii... niekiedy bardzo bezlitośnie. "Sońka" jest nie powieścią optymistyczną czy nawet przyjemną. To powieść, która szokuje swoją prostotą. Prostotą wyrazu, odwołaniem do pierwotnych instynktów. Niesamowity język. Niesamowita aura. Niesamowita książka.  

Moja ocena: 9+/10

czwartek, 7 lipca 2016

(511) Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści

Tytuł: Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści
Autor: Howard Philips Lovecraft
Wydawnictwo Vesper
Stron 792

"Największym dobrodziejstwem naszego świata wydaje mi się to, że człowiek nie potrafi objąć go rozumem. Żyjemy sobie na spokojnej wysepce niewiedzy śród czarnych mórz nieskończoności i nie powinniśmy wypuszczać się z niej za daleko. Nauki ciągną w rozbieżne strony i na razie nie wyrządziły nam wielkiej krzywdy; wszelako przyjdzie dzień, gdy scalimy naszą rozproszoną wiedzę, a wtedy zarówno rzeczywistość, jak i nasze w niej miejsce ukażą się z tak zatrważającej perspektywy, że przyjdzie nam albo oszaleć, albo uciec przed śmiercionośnym światłem tego objawienia w kojące i bezpieczne mroki nowego średniowiecza." 

H.P. Lovecraft, "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści"

Howard Philips Lovecraft to postać o szalenie ciekawej biografii, ofiara ksenofobii, antysemita, człowiek zamknięty w sobie, a przy tym genialny pisarz. O jego twórczości słyszał chyba każdy, a już z pewnością każdy sympatyk opowieści pełnych grozy, mroku, a przy tym gracji, Twórczość Lovecrafta stała się inspiracją dla twórców gier, ilustracji, filmów i nie tylko... Lovecraft i światy przez niego stworzone to stały element kultury, a fantastyki - nieodłączny. Atmosfera grozy, alchemia, istoty nieoczywiste, żyjące miliony lat temu, paranoja i strach połączony z niepokojem, który rozprzestrzenia się po czytelniku stopniowo. Antologia opowiadań Lovecrafta "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści" była moim pierwszym spotkaniem z twórczością tego genialnego i jakże ciekawego pisarza. Pierwszym, ale z pewnością nie ostatnim, bo Lovecraft ujmuje mnie wszystkim - pisarskim stylem, porażającą wyobraźnią i nieoczywistą grozą. 

Po fantastykę i grozę sięgam zatrważająco... rzadko. Lovecraft jest jednak tak ważną postacią w literackim dorobku świata, że musiałam w końcu to zmienić. Dla Lovecrafta było warto. "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści" to zbiór jego piętnastu utworów - opowiadań jak i mikropowieści, które zostały ułożone chronologicznie. Dzięki temu czytelnik ma możliwość dostrzeżenia przemiany zachodzącej w twórczości Lovecrafta. Jego utwory z każdą kolejną stroną stają się coraz bardziej dopracowane, a światy i istoty w nich przedstawione stają się coraz bardziej barwne i pełniejsze. Jedno jednak trzeba zaznaczyć już na początku: twórczość Lovecrafta to klasyka fantastyki, która jednak ujmie także osoby za fantastyką nieprzepadające, bowiem twórczość Lovecrafta to przede wszystkim literacki majstersztyk. 


"Najstarszym i najsilniejszym uczuciem znanym ludzkości jest strach, a najstarszym i najsilniejszym rodzajem strachu jest strach przed nieznanym."

H.P. Lovecraft, "Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści"

Opowieści zawarte w tym zbiorze to dzieła kultowe. Czytelnik może znaleźć w nim takie opowiadania jak "Zgroza w Dunwich", "Dagon" czy "Zew Cthulu". Różnią się one poziomem fantastyki w sobie zawartej, a w dużej części opierają się na niedopowiedzeniach, paranoi, rzeczach dla ludzi nieoczywistych i niepokojących... bo to strach przed nieznanym jest tym najgorszym i najsilniejszym. Opowiadania Lovecrafta nie należą do tych mrożących krew żyłach i przerażających już od pierwszej chwili. To jedne z tych opowiadań, które powoli dojrzewają w czytelniku budząc w nim stopniowo coraz większy niepokój... i strach. Moc opowiadań Lovecrafta nie leży w porozcinanych częściach ciała, potworach wyskakujących z każdej strony, a z nieśpiesznej akcji opartej na niedopowiedzeniach, perfekcyjnym przedstawieniu świata przedstawionego, oddania emocji bohaterów i genialnym, pięknym języku jakim zostały napisane. 

"Zgroza w Dunwich i inne przerażające opowieści" to genialny zbiór niepokojących, już klasycznych opowieści, których geniusz jest oparty na niezwykłym dopracowaniu, stworzeniu światów o których ludziom się nie śniło. To różnorodna antologia dzieł Lovecrafta, które wszystkie jednak łączy bardzo wysoki poziom literacki. Nie mogę nie dodać, że mój dodatkowy zachwyt budzi piękne wydanie, ilustracje, posłowie w wydaniu Macieja Płazy, które mówi o wszystkim co czytelnik chciałby wiedzieć o autorze i jego dziełach po zapoznaniu się z tą antologią. Dodatkowo tłumaczenie - kolejny majstersztyk bez literackich wpadek i zgrzytów. Dzieło Lovecrafta zasługuje na uwagę bez wątpienia. "Zgroza w Dunwich.." to pięknie wydany kanon grozy i fantastyki w najlepszym wydaniu. Dla fanów i nie tylko.

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

środa, 6 lipca 2016

(510) Portret Doriana Graya

Tytuł: Portret Doriana Graya
Autor: Oscar Wilde
Wydawnictwo Vesper
Stron 276

"- A sztuka?
- Jest chorobą.
- Miłość?
- Złudzeniem.
- Religia?
- Wytwornym surogatem wiary.
- Jesteś sceptykiem.
- Nie, sceptycyzm jest początkiem wiary.
- Czymże więc jesteś?
- Określać znaczy ograniczać."

Oscar Wilde, "Portret Doriana Graya"


XIX - wieczna powieść Oscara Wilde jest fascynująca, oszałamiająca, niezwykła... jest po prostu literackim majstersztykiem, klasyczną perłą, która rozkochuje w sobie czytelników od lat. "Portret Doriana Graya" zaskakuje swoją aktualnością i porywa. Dzieło Wilde to utwór przenikliwy i niebanalny. To niekiedy bardzo ironiczny obraz XIX - wiecznego społeczeństwa, które okazuje się być bardzo często niepokojąco podobne do obrazu współczesnych ludzi. "Portret Doriana Graya" to kopalnia mądrości i pięknych, ciągle aktualnych cytatów. Historia młodzieńca, który przez swe piękno stracił duszę... oszałamia - przez piękny język jakim została napisana, ciekawą fabułę, barwne, wyraziste postacie i mroczny klimat. Oscar Wilde stworzył niesamowite dzieło - uniwersalne i piękne. 

Tytułowy Dorian Gray jest pięknym młodzieńcem. Na jego drodze staje malarz Basil Halward, który zafascynowany i oczarowany jego doskonałością fizyczną postanawia namalować jego portret. W dniu, kiedy portret trafia w ręce Graya... młodzieniec poznaje przyjaciele Basila, lorda Henryka, który buntuje się wszystkim konwenansom i mówi otwarcie to co myśli. To właśnie dzięki niemu Dorian Gray uświadamia sobie, że jego piękno ukazane na portrecie przeminie. Portret pozostanie nieskażony upływem czasu, a on sam zacznie się starzeć... jego pięknie przeminie, a on straci swój urok. Pod wpływem chwili Dorian Gray wypowiada prośbę, aby obraz się zestarzał, zmieniał, a on sam wraz z wiekiem pozostawał bez zmian. W raz z tą płomienną prośbę wyrzeka się swojej duszy... Mijają lata, a Dorian Gray się nie starzeje - wszystkie zmiany są widoczne jedynie na obrazie. Zmienia się jednak nie tylko wygląd obrazu, ale także wnętrze - dusza Doriana... Prowadzi rozpustne, pełne zła i egoistyczne życie i próbuje poznać ludzką naturę... wraz z jej wszystkimi ciemnymi zakamarkami. 


"Ludzie znają dziś cenę wszystkiego, nie znając wartości niczego."

Oscar Wilde, "Portret Doriana Graya"

Czytelnik poznaje Doriana jako bardzo młodego mężczyznę, który urzeka swoją czystością i niewinnością. Jest bezpretensjonalny, niewinny, trochę naiwny, czarujący i nieświadomy otaczających go niebezpieczeństw, zła oraz obłudy ludzi. Żyje w szklanej kuli, która jednak pod wpływem rozmów z lordem Henrykiem zaczyna powoli pękać. Sytuacji na pewno nie poprawia zachwyt Doriana nad swą własną chłopięcą urodą, którą pragnie za wszelką cenę zatrzymać. Narcyzm? Myślę, że raczej pewne poczucie bezpieczeństwa wynikające z posiadanego piękna. Czytelnik jest świadkiem powolnej deprawacji Doriana, jego moralnego upadku nieskażonego jednak namacalnymi, fizycznymi zmianami. Nieprzemijające piękno daje Dorianowi poczucie wyższości nad innymi, pozwala mu prowadzić życie na które osoby niepokojone choćby małymi zmianami fizycznymi by sobie nie pozwoliły, ponieważ byłby to dowód na pewne ograniczenia na nich spoczywające, a nałożone odgórnie. Dorian nie posiada żadnego z takich ograniczników. Nie jest zatwardziały w swym złym postępowaniu... ma chwilę refleksji, jednak łatwiej mu nie zbaczać z obranej przed laty drogi. Staje się męczennikiem własnego życia i bez wątpienia zasługuje na współczucie ze strony czytelnika. W literackim życiu fascynuje wszystkie kobiety, wykwintne damy, ale mam wrażenie, że jego postać wychodzi poza strony tej powieści... fascynuje czytelników i rzuca na nich pewien czar. 

Dorian jest najwyraźniejszą postacią powieści Wilde, jednak bez wątpienia nie jedyną godną uwagi. "Portret Doriana Graya" "skończył" na skutek cenzury mającej swój początek już przy pierwszych wydaniach tej powieści zarówno redaktorów jak i samego autora jako powieść o ludzkiej próżności, sztuce i pięknie. Początkowo był jednak także historią o homoseksualnej miłości i fascynacji - w dużej części powieść została z tego okrojona, jednak drobne niuanse nie pozwalają nie zwrócić uwagi na relacje głównego bohatera z Basilem oraz Henrykiem. Postaciami zupełnie różnymi, a jednak obiema godnymi uwagi. Tym bardziej, że Wilde uważał, że ma coś z każdego bohatera "Portretu Doriana Graya". 

"Książki, które świat nazywa niemoralnymi, to są właśnie te, które światu wykazują jego własną hańbę."

Oscar Wilde, "Portret Doriana Graya" 

Nie mogę zapomnieć o języku jakim został napisany "Portret Doriana Graya". Urzekający, pełen artyzmu i piękna. Wydanie, które Wam prezentuję to tłumaczenie z 1905 (które oczywiście wraz ze zmianami językowymi było poprawiane) autorstwa Marii Feldmanowej. Pięknie oddaje mroczną atmosferę tej powieści, niepokoje i deprawację głównego bohatera... Myślę, że wielu czytelników może trochę niepokoić wiek tej powieści. Jednak odległość czasowa (pierwsze wydanie miało miejsce 1891 roku) nie ma żadnego znaczenia, ponieważ to dzieło uniwersalne, a w dodatku napisane przystępnym językiem, choć tym z najwyższej półki. Sama powieść jest niezwykła, jednak nie można także zapomnieć o ilustracjach i zdobieniach secesyjnych autorstwa Henry'ego Westona Keena z którymi podczas czytania "Portretu... " w tym wydaniu ma kontakt czytelnik. To one dodatkowo nadają smaczku tej pozycji, literackiej klasy. Wisienką na tym porażająco smakowitym, a jednak trochę niepokojącym torcie jest posłowie dr Tomasza Kaliściaka, które ułatwia czytelnikowi zrozumienie tej powieści, jej genezy oraz samego Wildea. "Portret Doriana Graya" to powieść dopracowana w każdym, najmniejszym szczególe. 

Dzieło Oscara Wilde'a jest niepokojące, bo pokazuje ułomności człowieka, sztuki i piękna. Zachwyca już od pierwszej i trzyma w napięciu do ostatniej strony... zaskakującej i wbijającej sztylet w pierś czytelnika. "Portretu Doriana Graya" nie można sobie dawkować. To powieść, której czytelnik chce dać się pochłonąć. Wprowadza w czytelniczy trans i zaskakuje swoją uniwersalnością. To była fascynująca literacka podróż po meandrach ludzkiej duszy, deprawacji człowieka i XIX - wiecznym społeczeństwie angielskim. Wilde stworzył dzieło genialne i zajmujące. Nie mam wątpliwości co do tego, że "Portret Doriana Graya" to arcydzieło literatury. Klasyka, która uwodzi i fascynuje... Dzieło Wilde'a jest pozycją, którą nieustannie się kartkuje, do której wraca się myślami. Nie pozostawia czytelnika w spokoju. Oscar Wilde zdobył swoją powieścią moje serce... i obawiam się, że nikt nie zajmie tego miejsca. "Portret... " nie boję się tego powiedzieć jest najlepszą książką jaką miałam okazję przeczytać... 

Moja ocena: Arcydzieło! 

wtorek, 5 lipca 2016

(509) Chłopiec z latawcem

Tytuł: Chłopiec z latawcem
Autor: Khaled Hosseini
Wydawnictwo Albatros
Stron 416

"[...] grzechem jest tylko jedno. Mianowicie kradzież. Wszystkie inne grzechy są formą kradzieży. [...] Gdy zabijasz człowieka, kradniesz życie – ciągnął tato. - Kradniesz żonie prawo do męża, zabierasz dzieciom ojca. Gdy kłamiesz, kradniesz komuś prawo do prawdy. Gdy oszukujesz, kradniesz prawo do uczciwości."

Khaled Hosseini, "Chłopiec z latawcem"

Khaled Hosseini to afgański pisarz piszący po angielsku, a jego powieść "Chłopiec z latawcem" to już powieść kultowa. Mimo kiepskiej ekranizacji, "Chłopiec z latawcem" jest książką, która trafiła na listę 100 książek, które trzeba przeczytać przed śmiercią wg BBC. Zawsze kiedy sięgam po książki z tej listy zastanawiam co było czynnikiem, który o tym zadecydował, bo przecież w tym zestawieniu mamy książki dla dzieci, klasykę, literaturę fantastyczną oraz tą współczesną. Myślę, że "Chłopiec z latawcem" znajduje się na tej liście, bo jest przejmującą opowieścią o przyjaźni, kłamstwie, relacjach w rodzinie, strachu i Afganistanie – wczoraj i dziś. Jedyną wadą tej powieści jest fakt, że jest to fikcja literacka. Bardzo dobra fikcja literacka... 

Głównym bohaterem powieści Khaleda jest Amir. Poznajemy go w latach siedemdziesiątych XX wieku. Dwunastoletni wówczas Amir jest synem zamożnego i cenionego człowieka. Wychowuje się jednak w domu bez kobiet, bowiem jego matka zmarła podczas porodu. Amir nieustannie próbuje nawiązać kontakt z ojcem, jednak w jego odczuciu... wyraźnie nie wpisuje się w obraz jego syna. Chcąc zdobyć uznanie ojca, bierze udział w konkursie puszczania latawców. Wygrywa. Nie udałoby mu się to jednak bez pomocy o rok młodszego Hasana (niestety wydawnictwo pomyliło się w opisie...), syna służącego. Pierwszym słowem Hasana było słowo "Amir", a on sam w domu ojca Amira zresztą tak samo jak jego ojciec jest traktowany bardzo dobrze. Wręcz jak członek rodziny, który po prostu ma pewne obowiązki. Amir i Hasana łączy zażyłość, która jednak nie dochodzi do głosu w towarzystwie obcych. Dochodzi do tragedii. Amir jest świadkiem napaści bandy miejscowych chłopaków na Hasana. Nie reaguje... nawet wtedy, gdy widzi jak ich psychopatyczny przywódca gwałci Hasana. Po tym relacja chłopaków zmienia się nie do poznania. Amir nie mogąc pogodzić się ze swoim tchórzostwem zaczyna obwiniać wszystkich, a już w szczególności Hasana... Dwadzieścia pięć lat później Amir jest cenionym pisarzem. Ma żonę, dom, a jednak cały czas nie może zaznać spokoju. Tajemnice z przeszłości męczą go i nie pozwalają spokojnie spać. Przeszłość zamierza go dogonić... 

Amir to chłopak, którego z początku bardzo polubiłam. Na skutek wydarzeń do których doszło... w pewnym momencie to się jednak zmieniło. Nie zawsze było mi łatwo zrozumieć zachowanie Amira – jego ułomności jako dziecka, ale także jako już dorosłego człowieka. Jednak to właśnie przez te ułomności obraz stworzony przez autora zyskuje na prawdziwości. Będąc tchórzliwym człowiekiem, a przy tym dzieckiem niedowartościowanym przez brak uwagi ze strony ojca cały czas próbuje uciekać przed odpowiedzialnością. Pragnie być gwiazdą, ale idąc po najmniejszej linii oporu. Kiedy doszło do tragedii Hasana był dzieckiem i moim zdaniem nie można go obwiniać w tej sprawie. To jego zachowanie potem budzi mój największy bunt... myślę jednak, że w tej kwestii zaparł się w swoich odczuciach i trwał w tych samych emocjach jeszcze lata później. Zabrakło przefiltrowania tamtych tragicznych wydarzeń przez późniejsze doświadczenia i zdobytą wiedzę. Amir jak i reszta bohaterów "Chłopca..." to postacie niesamowicie barwne pokazujące różne postawy wobec życia, moralności, kwestii odkupienia, a także wobec bycia uchodźcą. To także różne podejście do kultury... W powieści pada wymiana zdań o tym, że Amir był zawsze turystą w Afganistanie – amerykańskie ubrania, zabawki, samochody. Kultury Afganistanu zakosztował dopiero w dorosłości, a wcześniej żył w "amerykańskim Afganistanie". To odbiło się na jego późniejszym myśleniu i na tym jak różni są bohaterowie tej powieści. "Chłopiec z latawcem" jest tak pasjonującą powieścią, że mogłabym pisać jeszcze o samych bohaterach godzinami, ale nie chcę zdradzać zbyt wiele... 

"Chłopiec z latawcem" ujmuje swoją prawdziwością ukrytą pośród literackiej fikcji. Bardzo ważne są ukazane w niej relacje Amira z innymi bohaterami. Relacje bardzo często skomplikowane. Na wierzch wybija się tu oczywiście relacja Amira z ojcem. Ojciec Amira nie jest złym człowiekiem, ale nie potrafi okazać czułości Amirowi, co jednak swoje wytłumaczenie znajduje dopiero kilkadziesiąt lat później... Autor jednak nie pozostawia niczego bez odpowiedzi, a każde zdanie w jego powieści zostało gruntowanie przemyślane i ma ogromne znaczenie. Wraz z przewracaniem kolejnych stron czytelnik przekonuje się jak ważne jest zwracanie w tej książce uwagi na niuanse... 

Khaled Hosseini stworzył książkę ważną także ze względu na umiejscowienie jej akcji w Afganistanie. Autor ukazując historyczne przemiany i turbulencje jakim był poddawany Afganistan, jego bujną historię... robiąc to wszystko w sposób nienatarczywy ściąga wzrok czytelnika w tamtą stronę. Pokazuje, że kiedyś Afganistan wyglądał inaczej – był miejscem dziecięcej sielanki, miejscem dobrym jak każde inne. W pewnym momencie ważnym elementem tej powieści stała się kultura tego państwa, obyczaje związane z zaślubinami i nie tylko. Było to bez wątpienia ciekawe doświadczenie tym bardziej, że nieskażone mową polityczną

"Chłopiec z latawcem" to świetna książka, którą bardzo dobrze się czyta. Wzruszające studium o relacjach w rodzinie, przyjaźni, winie i odkupieniu. Ukazuje Afganistan w sposób bardzo bliski. Khaled Hosseini napisał książkę, która zapada w pamięć i pokazuje, że nigdy nie jest za późno, aby odkupić swoje winy. Pokazującą, że to nie nasze przewinienia nas definiują, a raczej to czy próbujemy im zaradzić. "Chłopiec z latawcem" to wreszcie książka zaskakująca i nierzadko bardzo głęboka, z wyrazistymi bohaterami, napisana bardzo dobrym językiem. To jedna z tych uniwersalnych powieści w których można odnaleźć każdy motyw, każde zagadnienie, każde uczucie... Wielowymiarowa i wspaniała. 

Moja ocena: 9+/10

poniedziałek, 4 lipca 2016

(508) Zacznij od siebie. Poznaj siebie

Tytuł: Zacznij od dziś. Poznaj siebie.
Autor: Merra Lee Patel
Wydawnictwo Muza
Stron 128

"To, co nas czeka, jest dużo lepsze od tego, co zostawiamy za sobą."

C.S.Levis

Dzisiaj przyszła pora na konstruktywną krytykę. "Zacznij od dziś. Poznaj siebie." to pozycja zapowiadana jako "inspirujący interaktywny dziennik". Niestety dziennikiem w ogóle nie jest. "Zacznij od dziś..." to książka w układzie obrazek + cytat i na następnej stronie ćwiczenie, które ani nie jest odkrywcze, ani tym bardziej inspirujące... Zacznijmy jednak od tego, że według Słownika Języka Polskiego wydawnictwa PWN dziennik to:
1. «pismo wychodzące codziennie; też: egzemplarz tego pisma»
2. «bieżące wiadomości nadawane przez radio i telewizję»
3. «księga o charakterze urzędowym, w której prowadzone są codzienne zapisy»
4. «notatki o charakterze osobistym prowadzone codziennie».
"Zacznij od dziś..." nie spełnia żadnego z tych wymogów, a nawet nie daje nam możliwości, aby w dziennik tę pozycję zamienić. 

Śliczna okładka i ogółem oprawa graficzna to największe zalety tej pozycji. Do tego piękne cytaty i niestety mało inspirujące zadania, które nie byłyby takie złe gdyby nie bardzo wysoka cena detaliczna tej pozycji (34,90 zł). Zadania w "dzienniku" stworzonym przez Patel są dosyć pospolite i mało odkrywcze - niestety. To zadania typu: "Jeśli przez resztę życia mógłbyś/mogłabyś posiadać tylko cztery rzeczy, co by to było?" czy "Zapisz dziesięć wielkich marzeń, które jeszcze się nie spełniły". Spokojnie to wszystko możemy spisać na kartce papieru czy też w ślicznym notesie... Nie jest nam do tego potrzebna pozycja pani Patel. 

W sieci roi się od inspirujących blogów o rozwoju osobistym. W książce Patel nie ma jednak niczego odkrywczego. Zbyt wysoka cena detaliczna (choć z tego co się orientowałam dziennik można dostać już za 18,79), a do tego naprawdę mało inspiracji. Oczekiwałam po tej pozycji zbyt wiele - ambitnego, inspirującego dziennika, a otrzymałam pozycję bardzo przeciętną. Może większy byłby w tym sens, gdyby autorka zaznaczyła, żeby np. co rok ponownie odpowiadać na te pytania, aby zobaczyć jak się zmieniamy? To mogłoby tę pozycję uratować. Na chwilę obecną nie widzę jednak sposobu w którym ten dziennik miałby odmienić moje życie. Na uzupełnienie pozycji Meery Lee Patel wystarczy godzina. A co potem? Przypuszczam, że wyląduje w kącie... lub na strychu. Nie wnosi nic do życia. Zadania w niej umieszczone... są lepsze i gorsze. Niektóre są nawet ciekawe, ale większość jest niestety bardzo banalna. Zauważyliście jak często w tej opinii pojawia się słowo "niestety"? Niestety pozycja Petel mnie zawiodła. Duży plus za oprawę graficzną, ale reszta? Może to fajny pomysł na prezent, jednak na pewno nie za więcej niż 15 zł... nie ma tam nic co by mnie w jakiś sposób oczarowało. "Dziennikowi" Petel brak przenikliwości i oryginalności. 

Ocena: 3/10

niedziela, 3 lipca 2016

(507) Czytelniczy kącik malucha: Wierszykarnia

Tytuł: Wierszykarnia
Autor: Danuta Wawiłow
Autor ilustracji: Jola Richter - Magnuszewska
Wydawnictwo Nasza Księgarnia
Stron 160

"Mama, ja cię bardzo kocham!
Nie żartuję ani trochę!
Przecież jak się kogoś kocha,
to jest ważna rzecz!" 

Danuta Wawiłow, "Wierszykarnia"

Czytanie dzieciom już od ich najmłodszych lat - rozwija ich umysł, pogłębia więź z rodzicem / opiekunem, pomaga im w rozumieniu świata i stawaniu się empatyczną osobą, nieobojętną na innych. Niemowlaki, małe dzieci, którym były czytane bajki / wiersze na późniejszych etapach życia szybciej i lepiej się rozwijają - szybciej zaczynają np. mówić i pisać, a dodatkowo rozwijają się lepiej pod względem emocjonalnym. Nie można zapomnieć o kształtowaniu ich wyobraźni, nauce koncentracji... no i zaszczepianiu miłości do słowa pisanego już od pierwszych dni życia. Dla najmłodszych dzieci szczególnie przez specjalistów polecane są utwory rymowane takie jak wiersze Tuwima, Brzechwy... czy chociażby Danuty Wawiłow. 

"Wierszykarnia" to ceniony zbiór bajek i wierszy Wawiłow. Dużo ilość utworów i ogromna liczba zagadnień zapewnią rozrywkę i dziecku, i rodzicowi. Proste do zrozumienia utwory, w dużej mierze bardzo rytmiczne zapoznają dziecko z różnymi sferami życia. "Wierszykarnia" to nie tylko wiersze o lecie czy jesieni, ale także o niegrzecznej dziewczynce czy smutnej mamie. To zbiór utworów na każdą okazję. Doskonale pomogą zaznajomić się dziecku z otaczającym go światem - pomogą zrozumieć otaczającego go emocje, uwrażliwić na emocje drugiego człowieka, ale także rozbawią zabawnymi wierszykami o zwierzętach czy też pomogą zrozumieć własne przywary.

Zbiór wierszy i bajek Danuty Wawiłow zachwyci niejedno dziecko i rodzica. To idealny materiał to poszerzania zasobu słownictwa, nauki zasad ortograficznych, ćwiczeń logopedycznych i świetnej zabawy. Całości dopełniają piękne ilustracje pani Joli Richter - Magnuszewskiej. "Wierszykarnia" to bardzo różnorodny wybór twórczości Wawiłow - utwory bardziej znane jak i mniej znane, krótkie i długie - wszystkie jednak niezmiennie zasługuję na uwagę młodego czytelnika. Danuta Wawiłow oczarowała mnie, kiedy byłam dzieckiem po raz pierwszy okazji opowiadań zawartych w zbiorze "Wierzbowa 13".  Teraz udało jej się to po raz kolejny... Mam nadzieję, że jeszcze wiele pokoleń dzieciaków będzie sięgało po utwory Wawiłow. Naprawdę warto. Napisane z humorem, a zarazem przenikliwością jasną nawet dla bardzo młodego umysłu wiersze i bajki Wawiłow bawią i wzruszają. Otwierają dziecko na świat i bez dwóch zdań - rozwijają. 

Moja ocena: poza skalą.

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...