sobota, 28 stycznia 2017

(595) Szukając Noel

Tytuł: Szukając Noel
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo Znak
Stron 290

"Zastanawiam się często, jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych. Znalazłem kiedyś w jakiejś książce celne porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia."

Richard Paul Evans, "Szukając Noel" 

Richard Paul Evans to na tyle znany pisarz, że wiedziałam już od dawna, że wcześniej czy później będę musiała przeczytać jakąś powieść jego autorstwa. "Stokrotki w śniegu", "Obiecaj mi", "Kolory tamtego lata" czy też "Szukając Noel"... Kiedy ostatnia z tych pozycji wpadła w moje ręce za zaledwie 3 zł przez moją głowę przemknęła myśl, że może to właśnie odpowiednia chwila, żeby nadrobić czytelnicze zaległości. Zaczęłam czytać już w drodze powrotnej i... przepadłam. A jednak po prozie wręcz mitycznego autora powieści obyczajowej oczekiwałam czegoś więcej. Nie mniej... było wzruszająco, było ciepło i było pięknie. "Szukając Noel" to krótka, pokrzepiająca historia, która ujmie wszystkie kobiety spragnione pozytywnej i podnoszącej na duchu opowieści o rodzinie, przyjaźni i miłości. Powieści osadzonej w zimowej, świątecznej aurze pełnej życiowych przełomów.

Mama Mark'a zawsze powtarzała, że czasami anioły schodzą na ziemię pod ludzką postacią, aby nieść otuchę, być przy człowieku, wspierać go... Mark przekonał się o tym pewnej nocy, podczas śnieżycy, kiedy jego samochód zgasł na drodze. Szukając pomocy, schronienia, kontaktu ze światem trafia do kawiarni, a tam na pomoc wychodzi mu pewna dziewczyna. I już od pierwszej filiżanki gorącej czekolady Mark wie, że choć spotkali się z Macy przypadkowo... ich spotkanie nie może mieć przypadkowych konsekwencji. Mark jest życiowych rozbitkiem, stracił stypendium na uczelni, dziewczynę z którą był od lat, a jego matka niedawno zginęła w wypadku samochodowym. Tym samym utracił jedyne połączenie z domem... Jest samotny i zrezygnowany, wręcz obrażony na cały świat. Macy jest jego przeciwieństwem – dojrzała, doświadczona przez los, skrzywdzona w dzieciństwie, a przy tym chętna do niesienia pomocy. Jednak w obliczu uczucia, które zaczyna ich łączyć oboje stają się nieporadni i niepewni. 

"Myślę, że bycie rodzicem przypomina trochę chowanie się za taką kotarą. Udajemy, że mamy wszystko pod kontrolą – że jesteśmy wszechmocni i wszechwiedzący niczym wielka głowa Czarnoksiężnika – podczas gdy naprawdę kulimy się za zasłoną, gorączkowo manipulując przy dźwigniach i przełącznikach. Robimy, co w naszej mocy, by nad tym wszystkim choć trochę zapanować." 

Richard Paul Evans, "Szukając Noel"

Jednak "Szukając Noel" jest bez wątpienia powieścią opowiadającą o czymś więcej, niż jedynie uczuciu rodzącym się między dwójką poturbowanych przez życie ludzi. To historia o odnajdywaniu swojej życiowej drogi, o zaufaniu pokładanym w ludziach, drugich szansach i przegapionych okazjach. To także podróż po przeszłości... Powieść bardzo skondensowana fabularnie, a przy tym wywołująca w czytelniczkach silne emocje. Największy bunt budzi bez wątpienia trudne dzieciństwo Macy, fakt jak bardzo została poturbowana przez życie, dorosłych z nią związanych. Macy jest dorosłą kobietą, wychowaną w rodzinie zastępczej bynajmniej nie jak z polsatowskiej "Rodziny zastępczej". Po latach stara się odnaleźć młodszą siostrę z którą przed laty została rozłączona...  Przy okazji odkrywa swoje korzenie, rodzinną historię. Także Mark będzie musiał cofnąć się do przeszłości, spojrzeć z większym dystansem, a przy tym wyrozumiałością na relację z ojcem... W końcu podobno bez znajomości przeszłości nie można ruszyć ku przyszłości. 

Richard Paul Evans stworzył ciepłą powieść, która krzepi i podnosi na duchu. To taka lekka, a przy tym nieinfantylna opowieść, która porusza ludzkie problemy dotyczące własnej tożsamości, pierwszych silnych emocji, rodzinnych relacjach Powieść amerykańskiego pisarza nie została napisana wybitnym językiem... niestety. To język prosty, nieskomplikowany, która sprzyja szybkiej lekturze tej powieści. I pod tym względem "Szukając Noel" nie spełnia w pełni moich literackich wymagań, ale autor fabułą i jej zawikłaniem nadrabia to co traci przez nie do końca wyszkolony warsztat językowy. "Szukając Noel" to wciągająca, wzruszająca, a przy tym niesamowicie ciepła historia..., która do głębi porusza i zachwyca delikatnością w przedstawianiu ludzkich emocji. Richard Paul Evans pisze pięknie dla kobiet o kobiecych i męskich emocjach... "Szukając Noel" zapada w pamięć i oczarowuje. 

Moja ocena: 7+/10 Bardzo dobra z plusem!

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...