środa, 24 maja 2017

(625) Burza. Czarci pomiot.


Tytuł: Burza. Czarci pomiot

Autor: Margaret Atwood
Wydawnictwo Dolnośląskie
Stron 330

Margaret Atwood to pisarka znana w Polsce przede wszystkim za sprawą "Opowieści podręcznej". To jedna z tych autorek, o których słyszy się cyklicznie za sprawą ich kolejnych książek, a o których potem słuch ginie. Znikają z książkowego świata i nagle o ich powieściach przestaje się mówić. O "Czarcim pomiocie" napisanym w ramach projektu z okazji rocznicy urodzin Szekspira nie było zbyt głośno. Zbyt słaba reklama? A może po prostu bardzo niszowa i nieatrakcyjna medialnie powieść? Jak można łatwo się domyślić - "Burza. Czarci pomiot" to książka inspirowana dramatem Szekspira pt. "Burza". Przed lekturą aranżacji Margaret Atwood - sięgnęłam po sztukę Szekspira, jednak jestem pewna, że nawet gdybym nie znała "Burzy"... powieść Atwood zachwyciłaby mnie tak samo. To nietuzinkowa i piękna opowieść o stracie, zemście i teatralnym przedstawieniu jakim jest samo życie. 

Nie chcę streszczać sztuki Szekspira - zresztą jej znajomość nie jest konieczna do zrozumienia i niezbędna, aby odebrać pozytywnie powieść Atwood. Nie mniej - nie da się ukryć, że "Burza" jest dziełem nietuzinkowym opowiadającym o ojcowskiej miłości, zemście oraz odpowiedzialności za swoje dzieci i twory (na myśl momentalnie przychodzi mi "Frankenstein"). "Burza" jest jednak także dziełem niesamowitym pod względem swojej magiczności, oddania siły natury - to zdecydowanie dzieło różniące się od tych klasycznych, które poznajemy w szkole... jak chociażby "Romeo i Julia", "Hamlet" czy "Makbet". Magiczne, wielowątkowe, przewrotne... "Burza" zapada w pamięć - jest wspaniała, porywająca i naprawdę cudna. Nic więc dziwnego, że utwór Szekspira stał się kanwą niezwykle interesującej powieści, która chwyta za serce. 

Felix to uznany reżyser teatralny, którego świat wali się po śmierci córki... Nie potrafi się odnaleźć już tak jak wcześniej w swojej pracy. Przez jego głowę przewijają się kolejne szalone pomysły, które pragnie wcielać na scenie w życie. Niestety jego przyjaciel kopie pod nim dołki... Felix traci pracę, zostaje bezceremonialnie zwolniony z funkcji dyrektora artystycznego festiwalu w Makeshiweg. Postanawia odciąć się od świata. Wynajmuje chatkę na uboczu i tam spędza lata. Żyje marzeniami, wspomnieniem córki i dobrych dni, kiedy czuł się potrzebny i ważny. Jego samotność i letarg przerywa jedynie jedno. Przy życiu utrzymuje go jedynie pragnienie zemsty. Po latach postanawia wyjść ze swojego ukrycia (choć nadal ukrywając się) i chce poprowadzić zajęcia teatralne w więzieniu. Sztuką jaką decyduje się wystawić po kilku latach jest oczywiście "Burza". 

Jak dotąd przeczytałam dwie książki z serii inspirowanej dziełami Szekspira - "Zimową opowieść" Jeanette Winterson i "Kupca weneckiego" Howarda Jacobsona. Mogę śmiało stwierdzić, że "Burza" jest powieścią niemal tak doskonałą jak "Zimowa opowieść". Dzięki Atwood przypomniałam sobie co to oznacza czytać powieść z zapartym tchem. Powieść jakby nie było... w większości obyczajową. Jednak klimat powieści Atwoood, dopracowanie charakterologiczne bohaterów, przewrotność akcji, ciekawe wykorzystanie sztuki Szekspira składa się na poruszająca i zapadającą w pamięć historię. Literacki majstersztyk, który utwierdza mnie w przekonaniu, że chcę poznać inne powieści Atwood o których jestem przekonana, że będą jeszcze lepsze! Tkwi we mnie bowiem jakaś taka myśl, że Atwood inspirując się Szekspirem nie mogła do końca zaprezentować całych swoich możliwości, a jednak to co pokazała... robi wrażenie!

Sama kreacja bohaterów już od pierwszych stron zadowala nawet wymagającego odbiorcę. Felix, choć z początku ekscentryczny szybko zyskuje sympatię czytelnika, a jego dążenie do zemsty? Ktoś mógłby powiedzieć, że pamiętliwość jest czymś złym. Oczywiście. Jednak Felixem targają tak silne emocje, tak silny ból, poczucie straty i osamotnienia, że jego zachowanie, w którym upatruje działań terapeutycznych i oczyszczających zyskuje zrozumienie czytelnika. Margaret Atwood nie stworzyła jednak jedynie jednego bohatera, który przyciąga spojrzenie czytającego. Ważną rolę w "Czarcim pomiocie" pełni także bohater zbiorowy - więźniowie i więzienie jako miejsce resocjalizacji, gdzie każdy w pewnym momencie staje się równy. A przedstawione w nim zajęcia teatralne, życzliwość między więźniami, poczucie wspólnoty zdaje się być utopią... I choć Felix gra w tej powieści pierwsze skrzypce - reszta bohaterów nie pozostaje bez znaczenia - są koniecznym i obowiązkowym dopełnieniem losów Felixa. 

"Burza" Margaret Atwood to powieść napisana z wielkim rozmachem. Przepiękna książka o pragnieniu zemsty, odkupienia, życiu, które wali się i zamienia w gruzy... Pięknie napisana, rozplanowana powieść, w której każde wydarzenia składa się na ciekawą treść. Świetny styl autorki, język, dopracowanie, akcja, rozmach, humor, nawiązania do "Burzy" Williama Szekspira i wyraźnie pobrzmiewające w niej echa dramatu Szekspira. Mimo inspiracji Szekspirem - czuć w niej świeżość, nowatorstwo i nietuzinkowość. To bardzo nieobojętna powieść ze względu na ogrom emocji w niej zawartych - rozdzierająca tęsknota ukazana z męskiej perspektywy i samotność... Nie ma w niej surowości ani twardości. "Czarci pomiot" to pozycja wyjątkowa, zaskakująca fabularnie, porywająca; warta uwagi, zatrzymania się... reprezentantka tego co w literaturze najlepsze - pierwsza klasa!

Moja ocena: 9+/10

wtorek, 23 maja 2017

(624) Tudorowie. Narodziny dynastii.

Tytuł: Tudorowie. Narodziny dynastii.
Autor: Joanna Hickson
Wydawnictwo Harper Collins
Stron 479

Historia, szczególnie Anglii pociąga wielu... mnie także! Nic więc dziwnego, że kiedy tylko zobaczyłam w zapowiedziach wydawnictwa nową serię beletryzowanych powieści historycznych - wiedziałam, że muszę po nią sięgnąć. I tak w moje ręce trafiła powieść Joanny Hickson, "Tudorowie. Narodziny dynastii.". Autorka opisuje w niej jeden z najciekawszych okresów historycznych Anglii. Wojna Dwóch Róż - spór toczący się w XV wieku między rodem Lancasterów i Yorków o władzę, tron... to okres pełen intryg, kłamstw i politycznych zmian. Joanna Hickson zamieściła w swojej książce sporo danych historycznych, które wzbogaciła o ciekawe wątki fabularne - obyczajowe i romansowe. 

Anglia, 1451 rok. Król Henryk VI Lancaster postanawia sprowadzić do Londynu swoich dwóch przyrodnich braci - Jaspera i Edmunda Tudorów, którzy wychowali się z dala od pałacu i dworskich intryg... Lancaster uznaje ich za prawowitych braci i obsypuje zaszczytami. Jasper dostaje w zarząd rodowe włości w Walii, a Edmund bierze za żonę najbogatszą angielską arystokratkę - Małgorzatę. Anglię natomiast zaczyna ogarniać coraz większy chaos . Na skutek dążenia Yorków do objęcia tronu - wybucha Wojna Dwóch Róż. Edmund za swoją wierność i lojalność względem Lancasterów zostaje porwany i zamknięty w więzieniu przez Edwarda Yorka. Tam umiera. 

Jasper natomiast bierze na siebie opiekę nad synem zmarłego Edmunda, Henrykiem. Ma silne poczucie i świadomość, że to w jego rękach i od niego zależy los Tudorów. Kiedy w ciągu wojny, szala zwycięstwa zaczyna przechylać się na stronę Yorków - ludzie zaczynają się bać i pragną zadbać o jak najlepsze dla siebie miejsce w tej nowej rzeczywistości, która nastanie po zakończeniu wojny. Ludzie zmieniają strony, przyjaciele stają się wrogami... Wszyscy, także Jasper są zmuszeni dokładnie przeanalizować każdy swój krok przed jego wykonaniem - nieuwaga może zakończyć się śmiercią. I to właśnie i tej uwadze, którą w tych trudnych czasach posiadał Jasper jest ta powieść... o odwadze i determinacji, dzięki której Tudorowie przetrwali, a co najważniejsze... dzięki której kilka lat później na tronie mógł zasiąść bratanek Jaspera - już jako król Henryk VII, dając tym samym początki jednej z najwspanialszych dynastii, dynastii Tudorów. 

Z powieściami historycznymi, które mają w sobie zawarte prawdziwe fakty historyczne w dość sporej ilości... jest tak, że naprawdę warto je czytać. Mimo, że nie zawsze zachwycają literackim wykonaniem. Nie mniej: zaznajamianie się z jakimś okresem historycznym i związanymi z nim wydarzeniami przez kilkaset stron sprawia, że w naszej głowie tworzy się pewien obraz tych wydarzeń - sytuacje wwiercają się w głowę i po prostu zapadają w pamięć. Tym ważniejsze jest więc, żeby autor przed zasiadaniem do pisania powieści historycznej - dobrze się tego wycinka historii o którym chce opowiedzieć - nauczył. Joannie Hickson to się udało, a "Tudorowie..." przedstawiają naprawdę atrakcyjną treść. 

Jednak nie o samą historię w tej powieści chodzi, a może przede wszystkim o jej ubarwienie i tą całą otoczkę, której podręczniki do nauki historii często nam nie przekazują, a to przecież właśnie te wszystkie dworskie intrygi i spojrzenie zwykłych ludzi na wojnę domową wydają się być najciekawsze. "Tudorowie. Narodziny dynastii" to także historia o obfitująca w międzyludzkie relacje, która pozwala przenieść się w świat XV - wiecznej Anglii. Poznać różnice społeczne, dysproporcje, dworskie życie, jego lichość i zarazem trud związany chociażby z poczuciem, że nikomu do końca nie można ufać, ponieważ szybko okazuje się, że to własny interes jest tym najważniejszym i nadrzędnym. A to wszystko dzięki temu, ze wydarzenia opisane w książce poznajemy w narracji pierwszoosobowej, ale z dwóch perspektyw... zajętej domem i popieką nad rodziną dziewczyny oraz Jaspera, którzy znajduje się w samym środku ważnych historycznych wydarzeń. Ich postacie podczas lektury powieści delikatnie ewaluują, jednak nie są na tyle wyraziste, aby zapisały się w pamięci czytelnika. 

Joanna Hickson już od pierwszych stron rzuca nas w sam wir akcji. Oczywiście dla osób dobrze zaznajomionych z historią wydarzenia opisane w książce Hickson nie będą żadnym zaskoczeniem, ale... otoczka fabularna (a także obyczajowa) stworzona przez Hickson bywa niekiedy naprawdę intrygująca. I choć język powieści nie jest wybitny, a sama książka ma dosyć dużą objętość - to jednak trzeba przyznać, że w tym wszystkim książkę o narodzinach dynastii Tudorów czyta się dobrze, lekko, przyjemnie i przez to szybko. "Tudorowie. Narodziny dynastii" to pozycja ciekawa, choć nie niesamowicie intrygująca. Książka dobra, choć nie zachwycająca. Ciekawe kreacje (wyobrażenie) bohaterów, choć nie wybitne... Bardzo przeciętny język. Książka Hickson to przede wszystkim dobre czytadło, które przede wszystkim ratuje okres historyczny, w którym autorka zdecydowała się umieścić akcję i tym samym wydarzenia z tym związane. Dobra pozycja! Po prostu. 

Moja ocena: 6/10 Dobra!


wtorek, 16 maja 2017

(623) Sowa


Tytuł: Sowa

Autor: Samuel Bjork
Wydawnictwo Sonia Draga

Stron 424

"Sezon niewinnych" - pierwsza książka Samuela Bjorka wydana w Polsce była naprawdę udaną powieścią. "Sowa", czyli druga część serii jest za to pozycją rewelacyjną. Porywającą od pierwszej strony, angażującą czytelnika, przyprawiającą o gęsią skórkę. "Sowa" to thriller pełną parą, nie ma w nim dłużyzn, nieścisłości, fabularnych zastojów. Akcja rozwija się szybko, a przy tym bardzo intrygująco - czytelnik dochodzi do rozwiązania zagadki wraz ze śledczymi, ale to nie wszystko! Towarzyszy im także w wątkach z ich życia prywatnego - często skomplikowanego, pełnego smutku i pogubienia. Warstwa psychologiczna zachowań bohaterów Samuela Bjorka posiada duże znaczenie - wpływa na przywiązanie czytelnika do powieści, dzięki czemu nie chodzi jedynie o o rozwiązanie kryminalnej zagadki i poznanie tożsamości zabójcy, ale także poznanie dalszych losów bohaterów. Z niecierpliwością wypatruje już kolejnych tomów serii - "Sowa" to bowiem mistrzostwo, a zakończenie? Wbija w fotel! Rewelacja!

Głównych bohaterów, czyli Holgera Muncha i Mię Kruger mogliśmy poznać już w "Sezonie niewinnych", jednak nie mam wątpliwości co do tego, że pierwsza część dorasta "Sowie" jedynie do pięt. Nie spodziewałam się tak elektryzującej lektury, w której napięcie byłoby tak zgrabnie dawkowane, a akcja zatrważająca. "Sowa" okazała się jednak thrillerem świetnym pod każdym względem - porywającym, barwnym, wielowątkowym, ale zadbanym i dopracowanym z ciekawymi bohaterami, którzy nadają mu barw. Jest barwnie, jest ciekawie, jest akcja z jej ciekawymi zwrotami, straszna zbrodnia i wymykający się morderca... Nieprzewidywalnie i niebanalnie, czuć powiew norweskiego chłodu, smutku... i niesamowitych krajobrazów. 

Zostaje znalezione ciało zamordowanej młodziutkiej dziewczyny. Ułożone na posłaniu z piór, w pentagramie ze świec... pojawiają się podejrzenia, że jej morderstwo ma związek z wydarzeniami z przeszłości. Potajemnym ślubem, wysłaniem dzieci za granicę... Nim zagadka zostanie rozwiązana, a sprawca schwytany Holger Munch i Mia Kruger - dwójka diabelnie inteligentnych i dobrych śledczych muszą zmagać się z własnymi demonami, kłopotami rodzinnymi. Mia cały czas walczy z depresją, uzależnieniem od leków, alkoholu... Z kolei Munch stara się odnowić zniszczone przed lata relacje z córką, która obecnie zaczyna wątpić we właściwość swoich życiowych wyborów. W ich pracy towarzyszy im także zdolny informatyk, z którym kontaktuje się haker i przekazuje mu niepokojący film znaleziony w internecie... Na filmie widać zamordowaną dziewczynę oraz jej oprawcę przebranego w strój sowy. Na jaw wychodzą kolejne niepokojące i przerażające fakty dotyczące bestialskiego mordercy...

Historię opowiedzianą w "Sowie" czytelnik poznaje wielotorowo. Nie musi się opierać jedynie na wiedzy śledczych... dlatego poznaje nowe fakty i domyśla się pewnych spraw szybciej niż oni. Nie odbiera to jednak w żadnym stopniu przyjemności z lektury tej powieści. Fabuła i jej poszczególne wątki zostały poprowadzone na tyle zgrabnie, a napięcie jest stopniowane tak dobrze, że czytelnik poznaje fabułę "Sowy" z zapartym tchem. "Sowa" w przeciwieństwie do "Sezonu niewinnych" nie jest w żadnym momencie nużąca, dłużąca się. Widać, że autor bardziej przyłożył się do tej części, udoskonalił swoje pióro. Zapanował nad historią, którą chciał opowiedzieć, nad jej poszczególnymi wątkami, a także zachowaniem bohaterów, którzy mimo swoich wielu niedoskonałości (a może właśnie dzięki nim) zyskują sympatię czytelników. 

"Sowa" ma przeróżne opinie - od tych skrajnie negatywnych po skrajnie pozytywne. Nie byłam w pełni usatysfakcjonowana po lekturze pierwszej części, ale tu widać naprawdę duży progres. Rzadko zachwycam się tak thrillerami, ale tu autor odwalił naprawdę kawał dobrej roboty - oferując czytelnikom porywającą historię. Sposób ustawienia fabuły, rozłożenie akcentów fabularnych między różnych bohaterów przywodzi mi na myśl powieści Lackberg. Bjork, norweski powieściopisarz stworzył książkę, która zagląda w głąb ludzkiej duszy, przeraża wizją demonów w niej drzemiących... i porywa po prostu. Hipnotyzująca okładka stanowi kropkę nad "i", a nieustannie przewijający się motyw tytułowej sowy i ukryte w powieści niewinność oraz perfidność pokazują, że nic nie jest czarno - białe. Wytrawna intryga kryminalna w połączeniu z ciekawym tłem obyczajowym i społecznym sprawiają, że "Sowa" staje się lekturą, kryminałem naprawdę wartym przeczytania.

Moja ocena: 9.5/10

PS. Można czytać bez znajomości poprzedniej części - bez poczucia zagubienia i niewiedzy. 

niedziela, 14 maja 2017

(622) Jesteś moją obsesją


Tytuł: Jesteś moją obsesją

Autor: Federico Moccia

Wydawnictwo Muza
Stron 188

Powieści Federico Mocci przypominają mi o czasie, gdy byłam gimnazjalistką. To właśnie wtedy zaczytywałam się w powieściach jednego z najpopularniejszych włoskich pisarzy. Wspominam je z sentymentem, delikatnym uśmiechem... i nadal, często w chwilach melancholii sięgam po jego lekkie i przyjemne powieści. Tak też zrobiłam rok temu i przeczytałam "Tylko Ty" - powieść kiepską, niedopracowaną i sztuczną... Nie zraziłam się jednak i wypatrywałam następnych książek Mocci. I wreszcie pojawiła się kolejna pozycja włoskiego autora wydana w Polsce...  - "Jesteś moją obsesją" w kiczowatej, dziecinnej i do bólu infantylnej okładce. Po prostu strasznej. Po tym jak powtórzyłam sobie tysiąc razy, że nie ocenia się książki po okładce... zabrałam się za czytanie opisu i wiedziałam, że naprawdę (mimo bardzo kiepskiej okładki) chcę poznać kolejną historię stworzoną przez Moccię. To była dobra decyzja. "Jesteś moją obsesją" to bowiem krótka, poruszająca, trochę przewrotna i zabawna powieść. 

Centralny bohater "Jesteś moją obsesją" to Giovanni, człowiek sukcesu, uznany pisarz, mężczyzna spełniony w sferze zawodowej oraz prywatnej - mąż atrakcyjnej żony i ojciec wspaniałej córeczki. Wydaje się, że jego życie jest idealne, a jemu samemu niczego nie brakuje do szczęścia. Pozory jednak mylą, a wirtualny flirt okazuje się być kuszący... Pewnego dnia Giovanni otrzymuje na Facebooku wiadomość od nieznajomej o imieniu Luna. Ciekawość, chęć rozluźnienia i zabawy sprawiają, że postanawia odpisać na jej wiadomość. Podejrzewa, że to jedna z jego fanek... Szybko jednak okazuje się, że wie o nim niepokojąco dużo. Giovanni nie może przestać myśleć o Lunie - ich rozmowy stają się coraz odważniejsze i namiętne... W końcu mężczyzna nie może już wytrzymać i postanawia się z nią spotkać... 

Historię opowiedzianą przez Moccię poznawałam z zaciekawieniem, choć... zagadkę rozwiązałam już na początku. Potem jedynie czekałam na potwierdzenie swoich przypuszczeń. Mimo tej przewidywalności przy "Jesteś moją obsesją" bardzo miło spędziłam czas. Powieści Mocci nigdy nie były i nadal nie są literaturą wysokich lotów, ale (w większości) dobrymi pozycjami na rozluźnienie. Fabuła "Jesteś moją obsesją" jest nieskomplikowana, nierozbudowana, toczy się tak naprawdę dwoma torami... wzbogacenie stanowi odwoływania się Giovanniego do początku swojego związku z z Monicą (żoną), a także odniesienie do relacji damsko - męskich w szerszym, uniwersalniejszym sensie. 

Federico Moccia bardzo starał się, aby "Jesteś moją obsesją" było możliwie jak najciekawszą książką, korespondującą z innymi tekstami kultury. Nie da się jednak przy tym ukryć, że zdanie "Przypomina mi się film..." - pojawia się w niej zdecydowanie za często. Uczucie deja vu, sztuczności, fakt, że akcja wspominanego filmu często jest jedynie luźno powiązana z przemyśleniami bohatera (które miały być głębokie i odkrywcze, a w większości przypadków były po prostu zwyczajne), tytuły filmów, które i tak szybko wylatują czytelnikowi z głowy. Zabrakło w tym płynności... po prostu. A poza tym... dlaczego skupiamy się na odniesieniach do filmu? A nie muzyki czy chociażby książek? 

"Jesteś moja obsesją" to krótka, urocza powieść do przeczytania w jeden wieczór. Lekko napisana, nieskomplikowana, a przy tym niebanalna fabularnie, choć przewidywalna. I choć od okładki infantylność i banalność aż bije... sama treść taka nie jest. Zmusza do delikatnej refleksji, wywołuje uśmiech na twarzy, a pod koniec lektury pozostawia wiele pytań o dalsze życie Giovanniego, który jest prawdziwie ujmującym narratorem, a choć sam... jako mężczyzna nie zawsze przypadnie do gustu czytelniczkom - zmusi do refleksji nad męską psychiką. W tle nie pozostaje jednak także żona Giovanniego... mimo, że trwa gdzieś obok męża i mogłoby się zdawać, że jest jedynie nic nieznacząco postacią - jej cicha obecność obok męża jest bardzo sugestywna. Powieść Mocci jest lekka i czarująca - mi się spodobała! Z lekka przewrotna zachęca do zatrzymania się i docenienia tego co mamy obok siebie... Nie mniej: większe rozwinięcie opowiedzianej historii, fabularne podbudowywanie i zmienienie proporcji, aby więcej było w tej powieści akcji, a mniej przemyśleń - bez wątpienia wyszłoby autorowi na dobre! 

Moja ocena: 7-/10

niedziela, 7 maja 2017

(621) Saga Puszczy Białowieskiej


Tytuł: Saga Puszczy Białowieskiej
Autor: Simona Kossak
Wydawnictwo Marginesy
Stron 492

"Uczeni znają chorobę, potrafią ją leczyć, chcą puszczę zachować. Recept jest kilka, lecz każda uderza w las. Konsylium dzieli się i sprzecza, padają zarzuty, obelgi. Czas płynie, puszcza umiera. Ambicje, urazy, sprzeciwy. A puszcza umiera. Uczeni, praktycy, eksperci. A puszcza umiera. Programy, koncepcje, wytyczne. A puszcza umiera. Narady, decyzje, dokumenty. A puszcza umiera. Polityka, wpływy, interesy, pieniądze, pieniądze, pieniądze. Puszcza umiera!"
Simona Kossak, "Saga Puszczy Białowieskiej"

Ostatnio tyle mówi się o Puszczy Białowieskiej. Mam wrażenie, że w tej całej debacie politycznej i ekologicznej wokół niej zapomina się o jednej z najważniejszych polskich książek o Puszczy Białowieskiej. "Saga Puszczy Białowieskiej" Simony Kossak wydana po raz pierwszy już na początku XXI wieku (jednak teksty z niej pochodzące były publikowane już lata wcześniej) stanowi świadectwo życia w puszczy. Simona Kossak - biolożka z tytułem profesora, mieszkała w puszczy przez prawie 35 lat. Poznała dogłębnie jej faunę i florę. Napisała setki artykułów o przyrodzie.  A jaka jest "Saga Puszczy Białowieskiej"? Magiczna, hipnotyzująca i porywająca... Nie trzeba być przyrodniczym maniakiem, żeby książka Kossak zachwyciła. To po prostu świetnie napisana historia puszczy... i choć jej głównymi postaciami są żyjące w niej zwierzęta - nie zabraknie nawiązań do pradawnych kultur, postaci i wydarzeń historycznych. 

"Saga Puszczy Białowieskiej" to około dwudziestu porywających rozdziałów. Każdy z nich rozpoczęty jest krótkim opowiadaniem. Naprawdę dobrze i barwnie napisanym, które wprowadza nas w naturalne realia historii, które za chwilę zostanie nam opowiedziana. Wyobrażacie sobie historię o łowcy sprzed kilku tysięcy lat? Lub rytuałach magicznych pradawnych ludów? Wierzeniach dotyczących wilkołaków? Na pierwszy rzut brzmi to lekko kiczowato, ale w rzeczywistości...  wcale takie nie jest. Simona Kossak zabiera czytelników w świat magicznej, pradawnej, ale także tej współczesnej puszczy. Te wszystkie opowiadania pozwalają zobaczyć Puszczę Białowieską nie jako rezerwat przyrody, ale niezwykły, jedyny w swoim rodzaju ekosystem, który istnieje od tysięcy lat. Jako puszczę, która stanowiła schronienie, miejsce ważnych wydarzeń i siedlisko zwierząt, które często są już na wyginięciu.

Po każdym opowiadaniu Simona Kossak już normalnie jako badaczka, a nie narratorka opowiadania opowiada o tym co chce nam przekazać. Historia wilków, tarpanów, borsuków, początków puszczy, sokołów, zagłady Jaćwingów... i wiele, wiele innych. To opowieść o tym jak Puszcza Białowieska była przez lata traktowana przez polskich władców, narody ją zamieszkujące, o jej faunie i florze. Z tego wszystkiego wyłania się obraz magiczny, fantastyczny ściśle związany z jej pierwotnością..., który z czasem zaczyna szarzeć. Dochodzi do coraz większych nadużyć ze strony ludzi - najazdy, wojny, wywózki zwierząt - giną lub znikają z puszczy kolejne gatunki... Puszcza staje się ładnie zagospodarowanym lasem i zaczyna tracić swój charakter. 

Nie mogę powiedzieć, że jestem wielką przyrodniczką, ale w jakiś sposób jestem wrażliwa na piękno przyrody... przez to czytanie "Sagi Puszczy Białowieskiej" sprawiało mi czasami ból. Przemijalność przyrody w niej ukazana, jej degradacja. Puszcza, zwierzęta ukazane w książce Kossak są bardzo ludzkie, a ich los często przekreślany przez władzę, pieniądze... ich los jest jedynie kartą przetargową w wielkich rozgrywkach politycznych. A w książce Kossak nie chodzi o politykę, choć Kossak zawsze zabierała głos w kwestiach dotyczących Puszczy Białowieskiej i jej dalszych losów. Była głośną działaczką, miłośniczką przyrody, mamką dla wielu gatunków zwierząt, które starała się przywrócić puszczy. Najważniejsza w tej pozycji jest natura - piękna, a jednak będąca cały czas zagrożona. 

W "Sadze Puszczy Białowieskiej" czytelnik znajdzie zdjęcia Simony Kossak, zwierząt, ale także rysunki gatunków, które są już na wyginięciu lub wyginęły. Książka Kossak, wnuczki Wojciecha i prawnuczki Juliusza Kossaka - malarzy, bratanicy Magdaleny Samozwaniec - pisarki oraz Marii Pawlikowskiej - Jasnorzewskiej - poetki, jest pozycją nie dość, że opisującą dzieje od czasów prehistorycznych po wydarzenia końca XX wieku, to także boleśnie prawdziwą także dzisiaj. Puszcza Białowieska nieustannie napotyka na kolejne przeszkody... a jej egzystencja cały czas jest zagrożona. 

"Saga Puszczy Białowieskiej" Kossak to książka, w której wątki fabularne przeplatają się z historycznymi i z pracą stricte popularnonaukową. Pod wszystkimi tymi względami "Saga Puszczy Białowieskiej" jest dziełem niezwykłym. Bibliografia (ok. 400 pozycji) robi wrażenie. Nawiązania do historii Polski, kolei losu Puszczy Białowieskich, odniesienia do kronik Jana Długosza, historii polskich królów, polowań, które miały miejsce w puszczy... Z tego wszystkiego wyłania się pozycja prawdziwie monumentalna. I choć spotkałam się z opiniami, że jest to pozycja skierowana jedynie do przyrodników... nie zgadzam się z tym. To pozycja skierowana do osób wrażliwych, których interesuje otaczający je świat. W obecnej dyskusji toczącej się wokół puszczy - pozycja obowiązkowa.

Moja ocena: 10/10

środa, 3 maja 2017

(620) Dwie niedźwiedzice


Tytuł: Dwie niedźwiedzice
Autor: Meir Shalev
Wydawnictwo Marginesy
Stron 380

Cierpię na chroniczny brak czasu. Mimo to staram się sięgać nie tylko po tych sprawdzonych i cenionych pisarzy, ale także odkrywać nowe nazwiska. Czas jest jednak nieubłagany... jeden i szybko upływający. Stos książek do przeczytania rośnie. Tym razem mój wybór padł na pisarza, którego poznałam za sprawą "Rosyjskiego romansu". "Dwie niedźwiedzice" to kolejna powieść Meira Shaleva. Ale... nie o tym chciałam na początku mówić. Ze względu na brak czasu: odkładam książki, które mnie nie zainteresują na początku... i mam poczucie, że może coś przez to tracę, ale z drugiej strony... za często trafiam na książki po których przeczytaniu... żałuję czasu przy nich spędzonego.

"Dwie niedźwiedzice" to powieść już od pierwszych stron bardzo enigmatyczna i niejasna. Ta trudność w połapaniu się w narracji, fabule, jej głównych kierunkach, monotonność i senna atmosfera spowodowały, że pierwsze 60 - 100 stron tej powieści było dla mnie prawdziwą udręką. Męcząca, nudna, monotonna, nieciekawa... po prostu. Jednak choć bardzo mnie kusiło, żeby odłożyć "Dwie niedźwiedzice" na półkę... czułam jakiś mus, żeby jednak się zmotywować i czytać dalej. Czytałam, męczyłam... i w końcu coś zaskoczyło, a książka Shaleva stała się porywającą historię o zemście, która spala serce człowieka i tragedii, która odmienia życie. Nie na dzień, nie na miesiąc, nie na rok, a na całe lata. Dla powieści Shaleva wbrew swoim początkowym odczuciom zarwałam całą noc. To najlepszy dowód na to, że czasami nie warto się poddawać pod lektury książki... ponieważ to co dobre zaczyna wychodzić czasami dopiero po kilkudziesięciu stronach.

Trzy pokolenia jednej rodziny. Rodziny na której życiu cieniem kładą się dwa morderstwa - z przeszłości i teraźniejszości. Z powodu zemsty, ale także z chęci wymierzenia kary. Miłość, zdrada i zemsta. Do pierwszego ze wspomnianych morderstw dochodzi w 1930 roku. Oficjalna wersja głosi, że to było samobójstwo, ale ludzie w moszawie znają prawdę. Wiedzą nie tylko jak do niego doszło, ale także co było jego przyczyną oraz jakie były jego skutki... mimo to milczą, ponieważ o pewnych rzeczach się nie mówi, a dorodna krowa potrafi zamknąć nawet najsprawiedliwsze i najgadatliwsze usta. A strach? Stanowi najlepszą barierę przed uczciwością i prawością... 

Czytelnik historię pierwszego morderstwa poznaje z ust Ruty Tawori, nauczycielki Biblii Hebrajskiej w liceum. Ruta jest niezależną nie tylko kobietą, ale także myślicielką na której życiu cieniem kładzie się rodzinna tragedia... Po śmierci swojego syna jej rola w społeczeństwie uległa jednak jeszcze większej degradacji. Przestaje być nie tylko matką, ale także żoną dla męża, który postanawia się odciąć od świata i uciec w świat ciężkiej fizycznej pracy, aby poradzić sobie z wyrzutami sumieniami związanymi ze śmiercią syna. Ruta nie jest jednak słaba, nieporadna... z czasem przyzwyczaja się do sytuacji, towarzyszy temu jednak zgorzknienie. Jesteśmy świadkiem jej przemiany z młodziutkiej matki w zgorzkniałą, pod pewnymi względami owdowiałą kobietę, która nie może ruszyć przed siebie... i tkwi w poczuciu żalu i niespełnienia, a satysfakcję daje jej opowiadanie swojej trudnej historii - okraszonej niekiedy niesmacznymi żartami. 

"Dwie niedźwiedzice" to powieść z pewnością chociażby dwupłaszczyznowa. To historia kobiety, która nie tylko próbuje poradzić sobie ze stratą małego synka, ale także w rzeczywistości bez mężczyzny, którego kocha. Żegna się z dwoma rolami społecznymi, kobiecością. W wieku 28 lat przechodzi niesamowitą metamorfozę, a w wieku 40, gdy mąż nadal do niej nie wraca... traci nadzieję. Urodzona w dziwnej rodzinie, z mroczną przeszłością opowiada o niej, ale także o swoich intymnych doświadczeniach badaczce historii moszawu, w którym mieszka. Tak samo ważna, jeśli nawet nie ważniejsza niż postać i historia Ruty są losu jej dziadka, który przed laty w akcie zemsty dopuścił się morderstwa... i czynów o wiele gorszych. Drugą tak ważną postacią jest mąż Ruty. Poznajemy go z opowieści kobiety, a jednak jego zachowanie staje się w pewien sposób namacalne. Wyraźny kontrast między jego zachowaniem i osobowością przed tragedią i tym po tragedii pokazuje ogrom ludzkich emocji, zachowanie w obliczu nieszczęścia. 

Powieść izraelskiego pisarza Meira Shaleva jest smakowitą i aromatyczną powieścią, która przyprawia o gęsią skórkę. Bardzo ludzka, wielowymiarowa, enigmatyczna w pozytywnym znaczeniu tego słowa opowiada o zemście, miłości, odwecie, odkupieniu i wyrzutach sumienia, które często determinują nasz los. To także opowieść o zamkniętej enklawie społecznej, gdzie wszyscy się znają, często są powiązani wspólną historią, a plotki krążą nieustannie. "Dwie niedźwiedzice" nie są powieścią, która porywa od pierwszej strony, ale warto dać jej szansę. Dobrze skonstruowana fabuła, która szokuje, porywa i co najważniejsze intryguje, barwni bohaterowie, a przy tym pewna oszczędność słowa i specyficzność Ruty, sam sposób narracji powodują, że "Dwie niedźwiedzice" stają się książką nietuzinkową. Powieścią, z którą przygoda nie kończy się po jej odłożeniu, a trwa dalej... dzieło Meira Shaleva długo nie opuszcza myśli człowieka, ponieważ jest kwintesencją emocji, które w człowieku najsilniejsze. To literatura obowiązkowa dla osób zainteresowanych judaizmem - delikatne nawiązania do historii i symboliki, a także losów Izraela jako narodu cierpiącego... sprawiają, że "Dwie niedźwiedzice" jako książka pełna, w większości złych emocji... staje się w pewnym sensie także obrazem mentalności ludzkiej.

Moja ocena: 8+/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...