poniedziałek, 12 czerwca 2017

(628) Oszukana


Tytuł: Oszukana

Autor: Charlotte Link
Wydawnictwo Sonia Draga
Stron 552

Lubię prozę Charlotte Link, choć dwie poprzednie powieści, który miałam okazję przeczytać - "Ostatni ślad" i "Złudzenie" były do siebie łudząco podobne. Nie mniej z wielką przyjemnością sięgnęłam po kolejny kryminał jej autorstwa wydany w Polsce, czyli "Oszukaną". "Oszukana" różni się diametralnie od dwóch poprzednich książek autorki, które poznałam. Jest powieścią bardziej skomplikowaną, bardziej wielowątkową i przez to po trochu nieprzewidywalną, co jest dla mnie zdecydowanie miłym zaskoczeniem. "Oszukana" to powieść stosunkowo szybka, z wieloma ciekawymi zwrotami akcji, które choć pozostają przez czytelnika niekiedy do przewidzenia - i tak zapierają dech w piersi. To zdecydowanie energiczniejsza książka Link, w której więcej się dzieje, a zakończenie jest niecierpliwie wypatrywane przez czytelnika (i to bynajmniej nie z nudów).

Kate Linville jest policjantką pracują w Scotland Yard i bez wątpienia nie należy do pracowników miesiąca. Jej umiejętności są przeciętne, a ona sama zdaje się być odizolowana od współpracowników, co źle wpływa na morale zespołu. Nie ma nikogo bliskiego oprócz ojca. Nic więc dziwnego, że jej świat wali się, kiedy ojciec zostaje brutalnie zamordowany i znaleziony obezwładniony w swoim domu. Sprawą zajmuje się uzależniony od alkoholu miejscowy śledczy, któremu Kate nie ufa. W rezultacie Kate postanawia wziąć sprawy w swoje ręce - z różnym skutkiem. Szybko wychodzi na jaw, że kobieta tak naprawdę nie znała swojego ojca..., że nikt nie znał go takiego jakim był naprawdę... 
W tym samym czasie pewna londyńska rodzina postanawia wyruszyć na wakacje. Znany scenarzysta, Jonas Crane postanawia wraz z żoną i synem wyjechać na torfowiska, aby tam pokonać wypalenie zawodowe. Oddaleni od cywilizacji... nagle znajdują się w śmiertelnym niebezpieczeństwie - nie przypuszczają, że staną na drodze zbiegłemu zbrodniarzowi... 
W tym samym czasie starsza kobieta czuje, że jest obserwowana... śmierć policjanta nie daje jej spokoju... Losy bohaterów łączą się w zaskakujący sposób. 

Kate Linville nie jest typową powieściową bohaterką. Nie jest ani urodziwa ani błyskotliwa. Jest postacią do bólu przeciętną, ale właśnie przez to w ujęciu książkowym tak niezwykłą. Jej relacje z otoczeniem pozostawiają wiele do życzenia, a jej odizolowanie od społeczeństwa, innych ludzi i litość, którą inni jej okazują - sprawiają, że wydaje się wręcz żałosną, a już na pewno godna pożałowania. Wraz z kolejnymi wydarzeniami bohaterka dochodzi do kresu sił, ale czasami po prostu trzeba się dotrzeć do dna, żeby się od niego odbić... tak też jest w tym przypadku. Wydarzenia przedstawione w książce w pewnym momencie sprawiają, że Kate jest wreszcie gotowa zacząć żyć. Mimo to... Kate zdecydowanie nie jest moją ulubioną bohaterką literacką - brak jej iskry i pokory. 

Charlotte Link połączyła w swojej powieści wątek morderstwa policjanta z niepokojącą sytuację w domu Jonasa. W życie spokojnej rodziny, która przed laty zdecydowała się adoptować dziecko nagle wkracza matka chłopca ze swoim toksycznym partnerem, który wykazuje podejrzanie dużo zainteresowania życiem Jonasa i jego rodziny. To właśnie wątek szczęśliwej rodziny z małym dzieckiem, która nagle znajduje się w niebezpieczeństwie wywołuje najsilniejsze emocje. Ich niewinność, ten wewnętrzny lęk już od pierwszych chwil, a jednak nadzieja, że wszystko skończy się dobrze... Charlotte Link potrafi grać na emocjach czytelnika. 

"Oszukana" to bardzo udana powieść kryminalna. Doceniam jej wielowątkowość, zgrabne przeplatanie się i łączenie faktów, a także umiejętne stopniowanie napięcia. To ponad pięćset stron świetnej kryminalnej rozrywki, która ma w sobie dużo nie tylko z thrillera, ale także z powieści psychologicznej. Link wykazała się dużą dbałością o detale. Ukazała związek oparty na toksyczności, uzależnione jednej jednostki od drugiej. Charlotte Link przyłożyła się i stworzyła naprawdę dobre portrety psychologiczne bohaterów, którzy nie są miałcy ani nijacy. W porównaniu z "Ostatnim śladem" i "Złudzeniem" to zdecydowanie najlepsza powieść Link, jaką miałam okazję przeczytać, choć do ideału jeszcze trochę jej brakuje. Nie mniej: niemiecka królowa kryminału jak zawsze zaprezentowała naprawdę dobry poziom!

Moja ocena: 8/10

sobota, 10 czerwca 2017

(627) Frankenstein


Tytuł: Frankenstein
Autor: Mary Shelley
Wydawnictwo Vesper
Stron 320

"Ach, po cóż się szczycimy naszą wrażliwością odróżniającą nas od nierozumnych bydląt? Ona tylko osłabia naszą wolę. Gdyby nasze podniety ograniczały się do głodu, pragnienia i pożądania, bylibyśmy niemal wolni, a tak wstrząsa nami każdy podmuch wiatru, każde przypadkowe słowo lub zawarty w owym słowie obraz."

Mary Shelley, "Frankenstein"

Są takie książki, które zmieniają coś w życiu nawet największych moli książkowych, które wcześniej przeczytały już setki książek. Czytam bardzo intensywnie od 7 lat - rocznie ok. 100 książek i przy takiej ilości książek przeczytanych... bardzo rzadko zdarza się, żeby jakaś powieść zachwyciła mnie od A do Z, utkwiła silnie w mojej pamięci, coś we mnie zmieniła, zmusiła do refleksji i wywoływała we mnie żywe emocje. Mam wrażenie, że czytanie czasami także powszednieje. Z mojego czytelniczego letargu... wyrwał mnie właśnie "Frankenstein" - klasyka grozy, powieść nowatorska jak na XIX wiek, w którym została wydana. Pięknie, cudownie wydana przez wydawnictwo Vesper, z genialnymi drzeworytami Lynna Warda, w przekładzie, opracowaniu i z posłowiem Macieja Płazy. Wydanie wydawnictwa Vesper jest unikatowe, ponieważ prezentuje tłumaczenie pierwszego wydania "Frankensteina" jeszcze bez wprowadzonych ze strony autorki zmian, które miały zniwelować wszelkie dwuznaczności. Ponadto w tym wydaniu zostały umieszczone także inne utwory, nowele powstałe podczas słynnej zabawy nad Lemanem: "Pogrzeb" George'a Gordona Byrona, "Wampir" Johna W. Polideriego oraz opowiastki Percy'ego Shelleya. W wydaniach wydawnictwa Vesper uwielbiam wszystko! Świetne posłowie, z którego dowiaduje się wiele o autorze, epoce, a także prezentowanym dziele, cudowne okładki, ilustracje, jakość papieru i chociażby fakt, że każda książka jest ofoliowana, więc wiadomo, że nikt wcześniej się jej nie tykał. To wszystko razem składa się na fakt, że bardzo żałuję, że Vesper nie wydaje więcej książek. Dziś opowiem Wam o jednej z pereł przez nich wydanych. 

"Frankenstein" to powieść kultowa, nowożytny mit. Pop kultura zmieniła jej fabułę, odbiór, historię potwora, który... wcale nie miał na imię Frankenstein. To tak słowem wstępu. Okoliczności w jakich "Frankensteina" napisała ówcześnie osiemnastoletnia Mary Shelley obrosły legendą. Mamy rok 1816 i słynny "rok bez lata", u podnóża szwajcarskich Alp grupa poetów romantycznych umila sobie deszczowe wieczory wymyślaniem opowieści niesamowitych. Jednak tylko Mary Shelley traktuje tę zabawę poważnie... pragnie udowodnić swoją wartość i umiejętności - w swoim utworze zamyka swe doświadczenia wczesnego macierzyństwa, fascynację i przerażenie potęgą nauki oraz senne koszmary. Niesamowite czasy, niesamowita kobieta i niesamowita historia, która wciąga od pierwszych stron. 

Historia zaczynająca się na Oceanie Arktycznym. Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów. Pewnego dnia do jego statku dociera na saniach wycieńczony człowiek. Okazuje się, że to szwajcarski przyrodnik - Wiktor Frankenstein. Gdy odzyskuje siły zaczyna swą opowieść... opowiada o swoim życiu i najwspanialszym, a zarazem najokropniejszym dziele jakiego się dopuścił. Zapał do nauki, chęć zrobienia czegoś niesamowitego, pycha i chęć zapanowania nad życiem i śmiercią doprowadziła do jego zguby. Stworzył żywą i czującą istotę. Obdarzył ją uczuciami, ale nie nauczył z nich korzystać. Kiedy dzieło zostało stworzone - opuścił je. Uczynione z części ciał zbirów, pozszywany byle jak organizm, jedynie na kształt ludzki, a przez to odstręczający. Potwór, który był jak dziecko, został wypuszczony w świat... Osoba, która nie zna dokładnie tej historii mogłaby wyjść z założenia, że potwór był od początku zły..., ale tak naprawdę to samotność i świat takim go uczyniły. Ludzie. 

Mary Shelley prowadzi z czytelnikiem grę. Z początku, kiedy sięgamy po książkę oczekujemy historii o krwiożerczym potworze, który mści się na swoim twórcy. Właśnie! "Mści się.." - za co? Otrzymujemy jednak historię, w której nic nie jest czarno - białe, a choć wiemy (podświadomie), że ta historia musi się źle skończyć... kibicujemy potworowi. Bardzo ludzkiej istocie, która zaczyna rozumieć świat, chce pomagać bliźnim, ale nie może zrozumieć dlaczego jest taki szpetny..., dlaczego w ludzi na jego widok wstępują takie pokłady agresji. Zaczyna rozumieć ludzką mowę, uczy się czytać i odkrywa tajemnicę swojego podłego losu. Pragnie tylko jednego - nie być tak samotnym. Odnajduje swojego stwórcę, dochodzi do tragedii, Wiktor Frankenstein zaczyna popadać w obłęd, giną jego najbliżsi - przy życiu utrzymuje go jedynie pragnienie zemsty... 

Dla mnie "Frankenstein" jest wielowątkową powieścią o potrzebie akceptacji, przyjaźni, tolerancji, o wielkiej samotności, odpowiedzialności za swoje dzieci (czy też stworzenie), dziełem o przerażającej mocy nauki, które może nieść za sobą tyle samo złego co dobrego. "Frankenstein" wywoływał we mnie podczas lektury bardzo silne emocje. Kibicowałam potworowi, miałam ochotę płakać razem z nim. Było mi go bardzo żal, a z drugiej strony.... było mi żal także Wiktora. To dwójka tragicznych bohaterów, których nie można jednoznacznie ocenić. Przynajmniej ja nie potrafię. I prawdopodobnie to właśnie dlatego powieść Shelley wywołuje u mnie tak silne emocje i zachwyt. Jest bardzo niejednoznaczna i piękna. Wbrew pozorom nie chodzi w niej jedynie o grozę i strach.

"Frankenstein" to niezwykła, niesamowicie sensualna powieść, która przyprawia o gęsią skórkę i całkowicie pochłania. Wciąga, zmusza do dalszego przewracania kartek. Jest tak niesamowita, piękna, poruszająca, z wybitnymi kreacjami bohaterów - rewelacyjna reprezentantka literatury gotyckiej. Nic w powieści Mery Shelley nie jest czarno-białe... wszystko jest wielobarwne, wielowymiarowe. Dodatkowo "Frankenstein" zawiera wiele znaczeń i kontekstów społecznych. Oczywiście - to nie jest literatura grozy, która przeraża, ale to piękna klasyka bez której myślę, że większości horrorów by dzisiaj nie było. To jedna z tych książek, w której jest wszystko, jednak w tak wyważonych proporcjach, że treść się wręcz połyka w zatrważającym tempie. Czuć charakterystyczny klimat romantyczny..., czuć jednak przede wszystkim wielką klasę tej powieści i to jak głębokim utworem jest. "Frankenstein" okazał się jedną z najlepszych i najważniejszych książek w moim życiu... Bardzo, bardzo polecam! Osobiście z pewnością do niej jeszcze powrócę...

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Pozostałe recenzje książek z wydawnictwa Vesper: 


piątek, 9 czerwca 2017

(626) Cisza


Tytuł: Cisza
Autor: Erling Kagge
Wydawnictwo Muza
Stron 128

"Wierzę, że każdy może odnaleźć ciszę w sobie. Cisza jest w nas bez przerwy również wtedy, gdy otacza nas mnóstwo dźwięków. więcej"
Erling Kagge – Cisza. Opowieść o tym, dlaczego straciliśmy umiejętność przebywania w ciszy i jak ją odzyskać

Cisza. Cisza w naszym tak szybkim świecie to utopia. Ciągle za czymś gonimy, odbieramy coraz o nowe bodźce. Śmieszne - w dniu, w którym czytałam "Ciszę" Erlinga Kagge byłam zachęcana do wzięcia udziału w pielgrzymce ciszy - zero gitar, śpiewu, rozmów przez 10 dni marszu. Szaleństwo. Należę do osób, które nie potrafią spokojnie wysiedzieć, a bezczynność irytuje mnie jak nic innego. Skończę zadanie A... i zabieram się za zadanie B. W autobusie chęć przeczytania kilku stron książki, w kolejce, w sklepie odpowiadanie na maile, w poczekalni u lekarza powtarzanie wiadomości na egzamin, w drodze na przystanek autobusowy - chwila z muzyką...  Gonię, mam za mało czasu, próbuję pracować i działać jak najefektywniej, choć przecież teoretycznie mogłabym się zatrzymać i zanurzyć na chwilę w ciszy... Kiedy sięgam po "Ciszę" - nie tylko czytam książkę - dbam o swój rozwój, robię coś, wykreślam dalej punkt z listy, tym razem punkt "Przeczytaj książkę Erlinga Kagge'a". Mimo, że cisza mnie frustruje, zabija, sprawia, że czuję się niekomfortowo... Z czytania "Ciszy" czerpałam satysfakcję. Erling Kagge nie zachęca nas do rzucenia wszystkie i zanurzenia się na dziesięć dni w ciszy. Zachęca nas do zanurzenia się w ciszę na chwil kilka. "Cisza" nie jest pozycją odkrywczą, raczej podsumowuje wszystko to co o ciszy wiemy z własnego doświadczenia, ale czego nie odbieramy jako naukowy fakt potwierdzony badaniami. Mimo to... jest inspirująca.

"Cisza" za sprawą pięknej okładki momentalnie przyciąga spojrzenie czytelnika. Jej mała objętość zachęca natomiast do zabrania książki ze sobą do komunikacji miejskiej. Zaledwie 128 stron, z których tak naprawdę wychodzi jeszcze mniej czytania, bowiem książka składa się z trzydziestu trzech krótkich tekstów i spostrzeżeń autora na temat ciszy. Kagge odwołuje się w swoich wypowiedziach do tego co o ciszy już powiedziane zostało, a więc np. do Pascala. W swych raczej luźnych tekstach zachowuje pokorę. Książka Erlinga i treść w niej zawarta została przez niego dodatkowo podparta badaniami, które choć stanowią niewątpliwie ważny element tej pozycji - jedynie podsumowują to co większość z nas wie na podstawie nas samych. "Cisza" to książka powstała na bazie osobistych doświadczeń Erlinga i jego poszukiwań - ciekawa, intrygują, warta chociażby przejrzenia, aby poukładać w swojej głowie informacje na temat tego dlaczego utraciliśmy ciszę. 

Erling Kagge jako pierwszy człowiek na Ziemi dotarł samotnie na biegun południowy i północny, zdobył Mount Everest i dwukrotnie przepłynął Ocean Atlantycki. Z podróży, z samotności i ciszy przeżywanych podczas nich, a także ciężkich przeżyć... zrodziła się w nim miłość do studiowania filozofii. Jest z zawodu wydawcą książek, z zamiłowania - kolekcjonerem sztuki. Wydaje się mądrym, empatycznym i spostrzegawczym człowiekiem, a w jego pozycji widać dużą emocjonalną dojrzałość. "Cisza" nie jest kolejnym pseudoporadnikiem, ale naprawdę piękną skandynawską książką o ciszy. Ciszy, która według autora jest dzisiaj potrzebna ludziom bardziej niż kiedykolwiek. Ciszy, która cały czas czeka na odkrycie, a którą można zdobyć jak Mount Everest jeśli zrodzi się w nas taka świadoma potrzeba i determinacja. Okazuje się, że można ją odnaleźć nawet w wielkim mieście, w drodze do pracy. Aby jej doświadczyć nie musimy wyjeżdżać na drugi koniec świata do klasztoru tybetańskich mnichów. 

Cisza to wbrew pozorom trudny temat, który udało się autorowi ująć w ciekawy sposób. Cisza większości ludzi kojarzy się z czymś nacechowanym negatywnie. U mnie budzi dwa skojarzenia: jedno to chwila cisza i relaksu w otoczeniu przyrody, nad jakąś rzeką / jeziorem, ukryta gdzieś pośród traw, druga to cisza w samotności, w jakimś pokoju... Ciszy nie da się jednocześnie określić, a jednak przeprowadzono pewne badania. Grupę badanych porażono prądem. Ból był tak silny, że nie chcieli się zdecydować na dalsze rażenie prądem - nawet wtedy, gdy zaproponowano im za to zapłatę. Badanych zamknięto w samotności, w ciszy, w pokoju. W pewnym momencie cisza stała się dla nich tak nieznośna, że prosili o rażenie prądem... byleby ktoś do nich przyszedł. Rekordzista w ten sposób został porażony prądem ponad sto razy. Umysł ludzki jest niesamowicie ciekawym i intrygującym aspektem ludzkiego życia.... Erling Kagge zdaje sobie z tego doskonale sprawę. Czym jest cisza? Gdzie ją odnaleźć? Dlaczego współcześnie jest ważniejsza niż kiedykolwiek dotąd? Na te pytanie możecie poznać odpowiedź dzięki książki Kegge'a. Uroczej, krótkiej, pięknej historii, której czytanie jest samą przyjemnością... ponadto wzbudza w nas potrzebę przeżycia chwili ciszy. 

Moja ocena: 8/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...