sobota, 10 czerwca 2017

(627) Frankenstein


Tytuł: Frankenstein
Autor: Mary Shelley
Wydawnictwo Vesper
Stron 320

"Ach, po cóż się szczycimy naszą wrażliwością odróżniającą nas od nierozumnych bydląt? Ona tylko osłabia naszą wolę. Gdyby nasze podniety ograniczały się do głodu, pragnienia i pożądania, bylibyśmy niemal wolni, a tak wstrząsa nami każdy podmuch wiatru, każde przypadkowe słowo lub zawarty w owym słowie obraz."

Mary Shelley, "Frankenstein"

Są takie książki, które zmieniają coś w życiu nawet największych moli książkowych, które wcześniej przeczytały już setki książek. Czytam bardzo intensywnie od 7 lat - rocznie ok. 100 książek i przy takiej ilości książek przeczytanych... bardzo rzadko zdarza się, żeby jakaś powieść zachwyciła mnie od A do Z, utkwiła silnie w mojej pamięci, coś we mnie zmieniła, zmusiła do refleksji i wywoływała we mnie żywe emocje. Mam wrażenie, że czytanie czasami także powszednieje. Z mojego czytelniczego letargu... wyrwał mnie właśnie "Frankenstein" - klasyka grozy, powieść nowatorska jak na XIX wiek, w którym została wydana. Pięknie, cudownie wydana przez wydawnictwo Vesper, z genialnymi drzeworytami Lynna Warda, w przekładzie, opracowaniu i z posłowiem Macieja Płazy. Wydanie wydawnictwa Vesper jest unikatowe, ponieważ prezentuje tłumaczenie pierwszego wydania "Frankensteina" jeszcze bez wprowadzonych ze strony autorki zmian, które miały zniwelować wszelkie dwuznaczności. Ponadto w tym wydaniu zostały umieszczone także inne utwory, nowele powstałe podczas słynnej zabawy nad Lemanem: "Pogrzeb" George'a Gordona Byrona, "Wampir" Johna W. Polideriego oraz opowiastki Percy'ego Shelleya. W wydaniach wydawnictwa Vesper uwielbiam wszystko! Świetne posłowie, z którego dowiaduje się wiele o autorze, epoce, a także prezentowanym dziele, cudowne okładki, ilustracje, jakość papieru i chociażby fakt, że każda książka jest ofoliowana, więc wiadomo, że nikt wcześniej się jej nie tykał. To wszystko razem składa się na fakt, że bardzo żałuję, że Vesper nie wydaje więcej książek. Dziś opowiem Wam o jednej z pereł przez nich wydanych. 

"Frankenstein" to powieść kultowa, nowożytny mit. Pop kultura zmieniła jej fabułę, odbiór, historię potwora, który... wcale nie miał na imię Frankenstein. To tak słowem wstępu. Okoliczności w jakich "Frankensteina" napisała ówcześnie osiemnastoletnia Mary Shelley obrosły legendą. Mamy rok 1816 i słynny "rok bez lata", u podnóża szwajcarskich Alp grupa poetów romantycznych umila sobie deszczowe wieczory wymyślaniem opowieści niesamowitych. Jednak tylko Mary Shelley traktuje tę zabawę poważnie... pragnie udowodnić swoją wartość i umiejętności - w swoim utworze zamyka swe doświadczenia wczesnego macierzyństwa, fascynację i przerażenie potęgą nauki oraz senne koszmary. Niesamowite czasy, niesamowita kobieta i niesamowita historia, która wciąga od pierwszych stron. 

Historia zaczynająca się na Oceanie Arktycznym. Angielski żeglarz Robert Walton utknął wśród arktycznych lodów. Pewnego dnia do jego statku dociera na saniach wycieńczony człowiek. Okazuje się, że to szwajcarski przyrodnik - Wiktor Frankenstein. Gdy odzyskuje siły zaczyna swą opowieść... opowiada o swoim życiu i najwspanialszym, a zarazem najokropniejszym dziele jakiego się dopuścił. Zapał do nauki, chęć zrobienia czegoś niesamowitego, pycha i chęć zapanowania nad życiem i śmiercią doprowadziła do jego zguby. Stworzył żywą i czującą istotę. Obdarzył ją uczuciami, ale nie nauczył z nich korzystać. Kiedy dzieło zostało stworzone - opuścił je. Uczynione z części ciał zbirów, pozszywany byle jak organizm, jedynie na kształt ludzki, a przez to odstręczający. Potwór, który był jak dziecko, został wypuszczony w świat... Osoba, która nie zna dokładnie tej historii mogłaby wyjść z założenia, że potwór był od początku zły..., ale tak naprawdę to samotność i świat takim go uczyniły. Ludzie. 

Mary Shelley prowadzi z czytelnikiem grę. Z początku, kiedy sięgamy po książkę oczekujemy historii o krwiożerczym potworze, który mści się na swoim twórcy. Właśnie! "Mści się.." - za co? Otrzymujemy jednak historię, w której nic nie jest czarno - białe, a choć wiemy (podświadomie), że ta historia musi się źle skończyć... kibicujemy potworowi. Bardzo ludzkiej istocie, która zaczyna rozumieć świat, chce pomagać bliźnim, ale nie może zrozumieć dlaczego jest taki szpetny..., dlaczego w ludzi na jego widok wstępują takie pokłady agresji. Zaczyna rozumieć ludzką mowę, uczy się czytać i odkrywa tajemnicę swojego podłego losu. Pragnie tylko jednego - nie być tak samotnym. Odnajduje swojego stwórcę, dochodzi do tragedii, Wiktor Frankenstein zaczyna popadać w obłęd, giną jego najbliżsi - przy życiu utrzymuje go jedynie pragnienie zemsty... 

Dla mnie "Frankenstein" jest wielowątkową powieścią o potrzebie akceptacji, przyjaźni, tolerancji, o wielkiej samotności, odpowiedzialności za swoje dzieci (czy też stworzenie), dziełem o przerażającej mocy nauki, które może nieść za sobą tyle samo złego co dobrego. "Frankenstein" wywoływał we mnie podczas lektury bardzo silne emocje. Kibicowałam potworowi, miałam ochotę płakać razem z nim. Było mi go bardzo żal, a z drugiej strony.... było mi żal także Wiktora. To dwójka tragicznych bohaterów, których nie można jednoznacznie ocenić. Przynajmniej ja nie potrafię. I prawdopodobnie to właśnie dlatego powieść Shelley wywołuje u mnie tak silne emocje i zachwyt. Jest bardzo niejednoznaczna i piękna. Wbrew pozorom nie chodzi w niej jedynie o grozę i strach.

"Frankenstein" to niezwykła, niesamowicie sensualna powieść, która przyprawia o gęsią skórkę i całkowicie pochłania. Wciąga, zmusza do dalszego przewracania kartek. Jest tak niesamowita, piękna, poruszająca, z wybitnymi kreacjami bohaterów - rewelacyjna reprezentantka literatury gotyckiej. Nic w powieści Mery Shelley nie jest czarno-białe... wszystko jest wielobarwne, wielowymiarowe. Dodatkowo "Frankenstein" zawiera wiele znaczeń i kontekstów społecznych. Oczywiście - to nie jest literatura grozy, która przeraża, ale to piękna klasyka bez której myślę, że większości horrorów by dzisiaj nie było. To jedna z tych książek, w której jest wszystko, jednak w tak wyważonych proporcjach, że treść się wręcz połyka w zatrważającym tempie. Czuć charakterystyczny klimat romantyczny..., czuć jednak przede wszystkim wielką klasę tej powieści i to jak głębokim utworem jest. "Frankenstein" okazał się jedną z najlepszych i najważniejszych książek w moim życiu... Bardzo, bardzo polecam! Osobiście z pewnością do niej jeszcze powrócę...

Moja ocena: 10/10 Arcydzieło!

Pozostałe recenzje książek z wydawnictwa Vesper: 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...