wtorek, 31 stycznia 2017

(597) Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu

Tytuł: Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu
Autor: Matt Haig
Wydawnictwo Sonia Draga
Stron 280

"Kiedy czujesz, że nie masz czasu na odpoczynek, pamiętaj, że to ten moment, kiedy musisz znaleźć czas na odpoczynek."


Matt Haig, "Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu"


"Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu" to najlepszy dowód na to, że oklepane frazesy są zawsze najprawdziwsze. Najlepszy dowód na to, że właśnie oklepane frazesy trafiają do czytelnika najbardziej i najsilniej. Bo niby to wszystko jest wiadome, bo niby to wszystko zostało już tysiące razy powiedziane, a jednak kiedy człowiek znajduje się w centrum uwagi, w centrum sytuacji często o tych wszystkich złotych radach zapomina. Matt Haig nie odkrywa Ameryki, ale w ciekawy i co najważniejsze docierający do czytelnika sposób... zbiera część tego co o depresji i samobójstwach zostało już wcześniej powiedziane. Nie brak tu oczywiście także porad... wynikających z osobistego doświadczenia autora związanego z depresją, z którą zmaga się od lat. Jednak co najważniejsze: autor przez cały czas wyraźnie podkreśla, że to co sprawdziło się w jego wypadku... nie musi sprawdzić się w przypadku drugiej osoby. Nie ma wątpliwości co do tego, że "Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu" to przede wszystkim idealna książka dla osób, które mają w swoim otoczeniu osoby chorujące na depresję. Uczy pokory, pozwala zrozumieć i przede wszystkim uwrażliwia na krzywdę ludzi chorych na depresję... 

"Wątpliwości są jak stado jaskółek. Podążają jedna za drugą." 

M.H. "Dość dobre..."

Każdy umysł jest niepowtarzalny. Dlatego też każdy inaczej przeżywa depresję, inaczej odczuwa ból. Matt Haig doskonale zdaje sobie z tego sprawę. Stworzył książkę o depresji, jej objawach, radzeniu sobie z nią i swoich własnych doświadczeniach. Tym trudniejszych, że swój pierwszy – najgorszy epizod depresji miał jeszcze w XX wieku. Z każdym rokiem o depresji mówi się coraz więcej, ponieważ jest coraz większym problemem na świecie... W takich krajach jak Wielka Brytania czy Stany Zjednoczone samobójstwo jest jedną z najczęstszych przyczyn zgonów. W dodatku jest to choroba bardziej zabójcza niż działania wojenne, terroryzm, przemoc domowa, napady itp... razem wzięte. Jednocześnie jednak cały czas ogromna ilość ludzi bagatelizuje depresję, porównując ją do zwykłego smutku... co wydaje się być porównywaniem głodowania do odczuwania głodu, a przecież depresja jest jedną z najczęstszych przyczyn śmierci mężczyzn do 35 roku życia. Matt Haig przeszedł przez to wszystko i opowiada o swoich doświadczeniach – ze szczerością i sporą dawką bezpośredniości, jednak z "Dość dobrych.." płynie myśl ogólniejsza, uniwersalna. 

"Czytaj książkę, nie myśląc o tym, żeby ją skończyć. Po prostu ją czytaj. Ciesz się każdym słowem, zdaniem, akapitem. Nie chciej jej skończyć, ale nie chciej też nie skończyć jej wcale." 

M.H. "Dość dobre powody..." 

"Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu" to książka podzielona na kilka części, a w każdej z nich wspomnienia autora przewijają się z ogólniejszymi informacjami, które pozwalają przybliżyć się trochę do istoty depresji, zrozumieć ludzi na nią cierpiących. Rozdziały w książce Haiga są krótkie, ale bardzo celne i pełne mądrych, wartościowych myśli. Dlatego też podczas lektury tej pozycji towarzyszył mi ołówek, którym chętnie i skrzętnie dużo rzeczy podkreślałam... Książka Matta Haiga zmusza czytelnika do zastanowienia się nad jego postawą względem osób chorych. "Dość dobre powody..." to przejmujące świadectwo, ale także swego rodzaju drogowskaz jak żyć, żyć naprawdę, nie pomijając siebie, pamiętając o sobie. 

"Gdyby użytecznymi książkami były tylko te odzwierciedlające nasze doświadczenia, jedyną wartą przeczytania byłaby książka napisana przez nas samych." 

M.H. "Dość dobre powody..."

Książka Matta Haiga to inspirująca lektura, która zachęca do refleksji. Jest ciepła, mądra, szczera i pokrzepiająca. I może nazywanie jej małym arcydziełem, które może uratować życie jest pewnym nadużyciem... to jednak bez wątpienia ma na człowieka dobry wpływ i jest ciekawą pozycją. Czy to kolejna książka, która operuje truizmami? Kolejna pozycja, której autor chce zarobić tysiące na próbie sprzedania swojej "złotej recepty" na życie? Zdecydowanie nie, ponieważ książka Matta Haiga ma swoje źródło u stóp jego osobistego doświadczenia, drogi, którą przebył i którą cały czas przebywa. Nie ma w niej tanich dramatów i choć bez wątpienia niektóre porady jak np. "Po prostu żyj" wydają się (i w pewnym sensie są) banalne, to jednak te wszystkie rady w całości tworzą mądrą i naprawdę interesującą całość. "Dość dobre powody, aby pozostać przy życiu" to świetna pozycja, która powinna znaleźć się na półce wielu... przedstawia depresję, dane na jej temat i zachowanie zwykłego, szarego człowieka w konfrontacji z nią, a także reakcje społeczeństwa.

"Jeżeli kiedykolwiek uwierzyliście, że osoba w depresji chce być szczęśliwa, to niesłusznie. Kompletnie jej na tym nie zależy. Ona po prostu nie chce odczuwać bólu."

M.H. "Dość dobre powody..."

Moja ocena: 8/10 Rewelacyjna!

poniedziałek, 30 stycznia 2017

(596) Córka rzeźbiarza

Tytuł: Córka rzeźbiarza
Autor: Tove Jansson
Wydawnictwo Marginesy
Stron 160

"[...] Tam jest się bezpiecznym. W muzeum albo w czyichś objęciach, albo na drzewie. Może też pod kołdrą. Ale najlepiej jest chyba siedzieć na wysokim drzewie, o ile nie jest się jeszcze w brzuchu swojej mamy." 

Tove Jansson, "Córka rzeźbiarza"

Nigdy nie lubiłam (i zresztą nadal nie lubię) zbiorów opowiadań i przyznaję się do tego bez bicia. Dla prozy Tove Jansson zrobiłam już jednak w tym temacie wyjątek po raz drugi. Co najważniejsze: nie zawiodłam się i ani przez chwilę nie żałowałam decyzji, żeby sięgnąć po "Córkę rzeźbiarza". Wzbudziła we mnie jeszcze większy zachwyt niż jej wcześniejszy zbiór, "Wiadomość". Porównywanie tych dwóch pozycji wydaje się być jednak nie do końca "fair", ponieważ "Wiadomość" jest zbiorem różnorodnym, dotykającym różnych momentów i sytuacji z życia mamy Muminków, a "Córka rzeźbiarza" przenosi czytelnika w świat dziecięcych marzeń, pierwszych życiowych przeszkód. Jest baśniowa, piękna i stanowi niezbity dowód na niesamowitą wyobraźnię autorki i jej dużą przenikliwość. 

"Córka rzeźbiarza" to zbiór dziewiętnastu opowieści, w których autorka wyrusza w podróż w przeszłość, po dziecięcych marzeniach, pragnieniach, zabawach, międzyludzkich relacjach. I choć Tove Jansson nigdy nie napisała klasycznej autobiografii, z "Córki rzeźbiarza" wyłania się obraz dzieciństwa pisarki. Dzieciństwa pełnego miłości, dzieciństwa wśród rodziców artystów (mama Tove była malarką, a ojciec rzeźbiarzem). Dzieciństwa, które dało jej napęd, aby stać się jedną z najwybitniejszych pisarek XX wieku. Pisarką, która odmieniła świat wielu dzieci, a także dorosłych... i mnie ujmuje szczególnie właśnie od tej drugiej strony. Od strony opowieści o dzieciństwie (swoją drogą szczęśliwym), opowieści skierowanej ku dorosłym czytelnikom.

Zbiór opowiadań Tove Jansson to bardzo malarski zbiór o magicznym okresie dzieciństwa. I takie też są te opowieści – poruszające, magiczne, wręcz baśniowe, a przy tym jednak przesiąknięte emocjami dziecka... zazdrością, egocentryzmem, czasową samotnością, rywalizacją, ale także niczym niezmąconym szczęściem.. Idea Muminków nigdy mnie do siebie nie przekonała... i tak jeszcze chyba zostanie przez dłuższy czas. Nie stoi to jednak na przeszkodzie temu, abym była fanką prozy Jansson. Prozy, której lekturę bez wątpienia ułatwia (choć szczątkowa) znajomość jej biografii. Jednak to co najbardziej uwodzi w "Córce rzeźbiarza" to wielka plastyczność przedstawionych obrazów, sytuacji i nieustająca magia z nich płynąca. Magia płynąca z dziecięcej wyobraźni i pojmowania świata. Czasami ulegającego zbyt wielkiej hiperbolizacji, idealizacji w oczach dziecka, ale przecież właśnie przez to tak ujmującego.

"Nigdy nie wiadomo, dlaczego ludzie stają się weseli i nabierają ochoty do pracy. Trudno też powiedzieć coś pewnego o bakteriach. Najlepiej za dużo o tym nie myśleć i tylko jak najszybciej jakimś dobrym uczynkiem doprowadzić wszystko do porządku." 

Tove Jansson, "Córka rzeźbiarza"

Dziewiętnaście różnych opowiadań i wielu bohaterów, a wśród nich ta najważniejsza postać, czyli bohaterka i jej bardzo emocjonalny sposób pojmowania świata. Mimo, że autorka pisząc te opowiadania wraca do lat dziecięcych... z jej utworów bije wielka dojrzałość, świadomość dorosłego człowieka, która nie kłóci się z dziecięcym światem i wspomnieniami. Co więcej autorka nie wkracza w ten świat jako dorosła kobieta... nie ocenia, nie podsumowuje. Relacjonuje z dziecięcą ufnością, a jednak przy tym odkrywając to co kiedyś dla niej samej być może było nie do zrozumienia... Mamie Muminków udało się po prostu w piękny sposób ukazać mikroświat młodego człowieka, wręcz człowieczka. Artystyczne korzenie autorki, dorastanie u boku artystów, pojmowanie ich przez ludzi i zmiany zachodzące w tym zmieniającym się (wraz z nią) mikroświecie. Opowieść Jansson otula czytelnika spragnionego powrotu do szczęśliwych, ciepłych dni. 

"Córka rzeźbiarza" to skryta w opowiadaniach bardzo ciepła opowieść o rodzinnym domu, zabawach, byciu córką artystów. Tove Jansson przedstawia swoje dzieciństwo już bez przykrywki pod postacią muminkowej metafory. I swoją szczerością wzbudza w czytelniku ufność, a bajkowymi obrazami uwodzi. To opowiadania o dobrym, szczęśliwym dzieciństwie jakie powinno posiadać każde dziecko... "Boże Narodzenie" ujmuje świąteczną aurą, "Góra lodowa" pokazuje ogrom dziecięcej determinacji, "Złoty cielec" niesamowitą wyobraźnię i troszkę podstępności... Te i pozostałe szesnaście opowiadań łączy jedno: wybitny warsztat literacki, ogrom emocji i pięknie stworzone sylwetki bohaterów. Przepiękna książka.

Moja ocena: 8+/10 Rewelacyjna z plusem!

sobota, 28 stycznia 2017

(595) Szukając Noel

Tytuł: Szukając Noel
Autor: Richard Paul Evans
Wydawnictwo Znak
Stron 290

"Zastanawiam się często, jak to się dzieje, że podczas gdy ciężkie doświadczenia jednych ludzi hartują, innych pozostawiają złamanych i zgorzkniałych. Znalazłem kiedyś w jakiejś książce celne porównanie: ten sam podmuch jeden płomień gasi, a drugi wzmacnia."

Richard Paul Evans, "Szukając Noel" 

Richard Paul Evans to na tyle znany pisarz, że wiedziałam już od dawna, że wcześniej czy później będę musiała przeczytać jakąś powieść jego autorstwa. "Stokrotki w śniegu", "Obiecaj mi", "Kolory tamtego lata" czy też "Szukając Noel"... Kiedy ostatnia z tych pozycji wpadła w moje ręce za zaledwie 3 zł przez moją głowę przemknęła myśl, że może to właśnie odpowiednia chwila, żeby nadrobić czytelnicze zaległości. Zaczęłam czytać już w drodze powrotnej i... przepadłam. A jednak po prozie wręcz mitycznego autora powieści obyczajowej oczekiwałam czegoś więcej. Nie mniej... było wzruszająco, było ciepło i było pięknie. "Szukając Noel" to krótka, pokrzepiająca historia, która ujmie wszystkie kobiety spragnione pozytywnej i podnoszącej na duchu opowieści o rodzinie, przyjaźni i miłości. Powieści osadzonej w zimowej, świątecznej aurze pełnej życiowych przełomów.

Mama Mark'a zawsze powtarzała, że czasami anioły schodzą na ziemię pod ludzką postacią, aby nieść otuchę, być przy człowieku, wspierać go... Mark przekonał się o tym pewnej nocy, podczas śnieżycy, kiedy jego samochód zgasł na drodze. Szukając pomocy, schronienia, kontaktu ze światem trafia do kawiarni, a tam na pomoc wychodzi mu pewna dziewczyna. I już od pierwszej filiżanki gorącej czekolady Mark wie, że choć spotkali się z Macy przypadkowo... ich spotkanie nie może mieć przypadkowych konsekwencji. Mark jest życiowych rozbitkiem, stracił stypendium na uczelni, dziewczynę z którą był od lat, a jego matka niedawno zginęła w wypadku samochodowym. Tym samym utracił jedyne połączenie z domem... Jest samotny i zrezygnowany, wręcz obrażony na cały świat. Macy jest jego przeciwieństwem – dojrzała, doświadczona przez los, skrzywdzona w dzieciństwie, a przy tym chętna do niesienia pomocy. Jednak w obliczu uczucia, które zaczyna ich łączyć oboje stają się nieporadni i niepewni. 

"Myślę, że bycie rodzicem przypomina trochę chowanie się za taką kotarą. Udajemy, że mamy wszystko pod kontrolą – że jesteśmy wszechmocni i wszechwiedzący niczym wielka głowa Czarnoksiężnika – podczas gdy naprawdę kulimy się za zasłoną, gorączkowo manipulując przy dźwigniach i przełącznikach. Robimy, co w naszej mocy, by nad tym wszystkim choć trochę zapanować." 

Richard Paul Evans, "Szukając Noel"

Jednak "Szukając Noel" jest bez wątpienia powieścią opowiadającą o czymś więcej, niż jedynie uczuciu rodzącym się między dwójką poturbowanych przez życie ludzi. To historia o odnajdywaniu swojej życiowej drogi, o zaufaniu pokładanym w ludziach, drugich szansach i przegapionych okazjach. To także podróż po przeszłości... Powieść bardzo skondensowana fabularnie, a przy tym wywołująca w czytelniczkach silne emocje. Największy bunt budzi bez wątpienia trudne dzieciństwo Macy, fakt jak bardzo została poturbowana przez życie, dorosłych z nią związanych. Macy jest dorosłą kobietą, wychowaną w rodzinie zastępczej bynajmniej nie jak z polsatowskiej "Rodziny zastępczej". Po latach stara się odnaleźć młodszą siostrę z którą przed laty została rozłączona...  Przy okazji odkrywa swoje korzenie, rodzinną historię. Także Mark będzie musiał cofnąć się do przeszłości, spojrzeć z większym dystansem, a przy tym wyrozumiałością na relację z ojcem... W końcu podobno bez znajomości przeszłości nie można ruszyć ku przyszłości. 

Richard Paul Evans stworzył ciepłą powieść, która krzepi i podnosi na duchu. To taka lekka, a przy tym nieinfantylna opowieść, która porusza ludzkie problemy dotyczące własnej tożsamości, pierwszych silnych emocji, rodzinnych relacjach Powieść amerykańskiego pisarza nie została napisana wybitnym językiem... niestety. To język prosty, nieskomplikowany, która sprzyja szybkiej lekturze tej powieści. I pod tym względem "Szukając Noel" nie spełnia w pełni moich literackich wymagań, ale autor fabułą i jej zawikłaniem nadrabia to co traci przez nie do końca wyszkolony warsztat językowy. "Szukając Noel" to wciągająca, wzruszająca, a przy tym niesamowicie ciepła historia..., która do głębi porusza i zachwyca delikatnością w przedstawianiu ludzkich emocji. Richard Paul Evans pisze pięknie dla kobiet o kobiecych i męskich emocjach... "Szukając Noel" zapada w pamięć i oczarowuje. 

Moja ocena: 7+/10 Bardzo dobra z plusem!

wtorek, 24 stycznia 2017

(594) Kamerdyner

Tytuł: Kamerdyner
Autor: Will Haygood
Wydawnictwo Marginesy
Stron 184

"[Eugene] Allen był świadkiem wielu doniosłych wydarzeń w historii naszego narodu, jego życie stanowi ważną część amerykańskiej opowieści. Zmieniłem diametralnie myślenie nie tylko o kamerdynerach, którzy pracowali tu, w Białym Domu, ale o całej generacji."

Barack Obama

"Kamerdyner" to genialny film z 2013 roku, w reżyserii Lee Danielsa, którego akcja została rozpięta na wiele lat przemian w Stanach Zjednoczonych dotyczących rasizmu, ozdrowienia podejścia do czarnoskórej ludności. Porywające, przejmujące kinowe dzieło ze świetnymi kreacjami aktorskimi, scenami chwytającymi za serce, wzruszające mądre dzieło, które w ciągu dwóch godzin przedstawia historię czarnoskórych mieszkańców Stanów Zjednoczonych, szokuje i otwiera oczy. Budzi w odbiorcy niesmak i irytację spowodowaną faktem, że jeszcze trzydzieści, czterdzieści lat temu czarnoskóra ludność miała wydzielana w Stanach Zjednoczonych specjalne miejsca w barach,  środkach komunikacji miejskiej, a zajęcia miejsca w nieswoim "sektorze" kończyło się bardzo często pobiciem, więzieniem. Odbiorcy zaznajomionemu choć trochę z historią na myśl przyjdą od razu czasy II wojny światowej i osobne miejsca dla Polaków (o Żydach już nawet nie wspominając)... Niesamowity film, który trzeba obejrzeć. 

"Kamerdyner" to jednak także książka Wila Haygooda, która na tle filmu wypada bardzo blado i nieciekawie. W dodatku odbierając zekranizowanej historii wiele z jej uroku, bo nagle okazuje się, że film jest jedynie luźno inspirowany historią czarnego kamerdynera Eugena Allena, który służył podczas kadencji ośmiu prezydentów, czyli przez ponad 30 lat... Jednym uchem słuchał rozmów, które decydowały o losie jego współbraci, a drugim rozdzierających głosów braci, którzy starali się walczyć o równouprawnienie. Udało mu się dożyć wyborów, w których został wybrany pierwszy czarnoskóry prezydent Barack Obama dla niego i wielu innych czarnoskórych ludzi był ucieleśnieniem marzeń o wolności. Symbolem, że Stany Zjednoczone zmieniły swoje oblicze. Symbolem braku podziałów ze względu na kolor skóry. Podziałów, które przez lata niszczyły wielu. I to zostało w filmie pięknie pokazane, a przez dodanie paru fikcyjnych wątków z życia Allena pięknie podkreślone. Książka jednak stanowi dodatek, który w dużej mierze budzi po prostu inspirację. 

Po trochu opowiada o powstaniu artykułu o kamerdynerze, który potem stał się inspiracją dla filmu. Trochę jest w niej także historii samego Allena, trochę z jego życia podczas pracy w Białym Domu, trochę o sytuacji czarnoskórej ludności za poszczególnych prezydentów, trochę o wyborze Baracka Obamy, trochę o roli czarnoskórych w kinematografii, trochę o powstaniu, nagrywaniu "Kamerdynera", trochę zdjęć... Z tego wszystkiego "trochę" wychodzi "trochę" ciekawa książka, w której nie udało się jednak uchwycić w pełni postaci samego Eugena Allena. Bo on w filmie jest żywy, jest pasjonującą postacią, a w książce jest "staruszek, który wygląda na to, że słabnie". Eugen Allen zmarł w 2010 roku i autor starał się oddać jego historię, ale kompletnie mu to nie wyszło. Z tej książki bije postać staruszka, którego ciągle coś pobolewa i sam autor traktuje go jak nie w pełni zdolnego człowieka, który marzy tylko o czarnoskórym prezydencie, a przecież z historii człowieka, który dostaje od żony Kennedy'ego jego krawat, organizuje przyjęcie dla jego dzieci po jego śmierci, zostaje pierwszym kamerdynerem zaproszonym na obiad do Białego Domu... musi bić (i bije) coś więcej. I to wszystko jest w filmie, tego wszystkiego brak w książce. 

Zakochałam się w "Kamerdynerze" jako w filmie, a po lekturze tej krótkiej książki czuję silny niedosyt, ponieważ nie do końca potrafię zrozumieć jej zamysł, bo w niej jest wszystko,  a tak naprawdę nie ma nic. I jedyne co naprawdę mi się w niej spodobało to zdjęcia – zdjęcia, ale nie te z filmu, a te przedstawiające prawdziwego Eugena Allena (który swoją drogę musiał wzbudzać zachwyt w niejednej kobiecie). Tym samym to było dla mnie dobre dopełnienie do filmu... i tyle. Bo książka przy filmie wypada bardzo słabo. Szkoda, że autor nie skupił się na opisaniu biografii Allena lub przeniesieniu filmu na wersję powieściową. Szkoda, że nie przedstawił po prostu treści rozmów, które przeprowadził z Allenem. Mimo, że całość wypada dosyć sympatycznie... czuję duszy niedosyt wynikający z tego, że autor nie mógł się zdecydować do tak naprawdę chce w tej książce przedstawić... Szkoda. Nie mniej ogromnie polecam Wam film, który jest zachwycający!

Moja ocena: 6/10

niedziela, 22 stycznia 2017

(593) Kolos

Tytuł: Kolos
Autor: Finn Alnaes
Wydawnictwo Wielka Litera
Stron 560

"Używanie przemocy leży w naturze wszystkich ludzi. Jesteśmy jedynymi na świecie zwierzętami uciekającymi się do przemocy, bo jedynie my wiemy,co to jest przemoc. "

Finn Alnaes, "Kolos"

"Kolos" – kultowa skandynawska powieść, wydana jako debiut literacki w 1963 roku w Skandynawii, a w 1967 rok w Polsce ponownie trafia na półki księgarni i zachwyca polskich czytelników. Zachwyca, choć niezmiennie jest trudna, ciężka i wymagająca wielkiego samozaparcia i cierpliwości podczas czytania. Finn Alnaes ponad 50 lat temu napisał powieść, która nie traci nic na swojej aktualności, a wręcz trąci w czytelnika swą współczesnością. "Kolos" nie należy do powieści, które porywają. On należy do tych powieści, które hipnotyzują, a przy tym niejednokrotnie nużą. Jej przeczytanie wiąże się jednak z niebywałą satysfakcją i moralnym wzbogaceniem. Mimo, że nie mogę napisać, że "Kolos" odmienił diametralnie moje spojrzenie na świat... to jednak bez wątpienia je wzbogacił i zajął dumne miejsce wśród innych reprezentantów skandynawskiej literatury. 

Finn Alaes stworzył powieść silnie filozoficzną, która choć zachwalana i reklamowana jako porywające love story, sięga o wiele głębiej. Przypomina, że najtrudniejsze, ale też najważniejsze są próby poznania ludzkiej tożsamości, tajników człowieczeństwa. Akcja wręcz się wlecze, powieść jest enigmatyczna, złożona w większości z wywodów głównego bohatera, który postanawia opowiedzieć o swojej przeszłości. Powieść jest długa, momentami nużąca, a jednak niezwykle ważna i warta przeczytana, bo poruszająca problem człowieczeństwa, zbrodni, kary, odkupienia, winy i odpowiedzialności człowieka za zło mające miejsce na świecie. Opowiada o ludzkiej bierności, skazach... i także o miłości, choć główny bohater na pierwszy rzut oka z pewnością nie prezentuje postawy bohatera zainteresowanego życiem wewnętrznym. 

"Przychodzimy z ciemności,odchodzimy do ciemności,czy więc nie powinniśmy używać życia,cieszyć się światłem i kurczowo trzymać się światła w krótkim okresie między tymi dwoma ciemnościami? "


F.A. "Kolos"

Fabuła jest prosta i skondensowana. Tak samo jak główny bohater... Brage Bragesson to żywiołowy, energiczny, porywczy, młody chłopak, który po tym jak wygrał z niepełnosprawnością postanowił czerpać z życia pełnymi garściami. Taki niespokojny lekkoduch, który ulega lekkiemu wyciszeniu, kiedy na swojej drodze spotyka młodszą o kilka lat, piękną Siv, w której bardzo szybko się zakochuje. Jego czucie do niej staje się jednak z czasem tak silne, a on sam świadom swojej porywczości, że zaczyna obawiać się, że chociażby na skutek namiętności może sprawić dziewczynie niechcący ból... Myśl o tym staje się dla niego na tyle uporczywa, nękająca, że chłopak popada wręcz w paranoję i zaciąga się na statek, aby wyruszyć w rejs i pozwolić jej żyć w spokoju. Z czasem jednak tęsknotą za nią i górami staje się tak silna, że postanawia wrócić do domu. Po kilku miesiącach znajduje się w końcu na stałym lądzie i postanawia odwiedzić owiane złą sławą dzielnice Amsterdamu. Tam jednak wdaje się nieopatrznie w bójkę, w trakcie której zabija jednego z jej uczestników. Staje przed sądem i próbuje zawalczyć o jak najniższy wyrok dla siebie. Niestety jego porywczość w tym nie pomaga. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że to doświadczenie go mentalnie wzbogaca.

"Kolos" to powieść podzielona na kilka charakterystycznych części, w których opisane zostały różne części życia Bragego, a jednak tą najciekawszą częścią wydaje się być właśnie ten bardzo emocjonalny za jego sprawą przewód sądowy. Wtedy też czytelnik poznaje jego charyzmatycznego obrońcę, który ma poglądy niezgodne z nauką prawną, a jednak poglądy jak wydające się samemu czytelnikowi bardzo ludzkie... prawdziwe i szczere. Najbliższe prawdy. I tak w trakcie rozmów bohaterów, a także przewodu sądowego na jaw wychodzi coraz więcej poglądów związanych z odpowiedzialnością człowieka, problemem kary i odkupienia, a co najważniejsze na jaw wychodzi teza, że to właśnie bierność jest najgorszą cechą ludzką. Cechą, która powinna być nieustannie karana i piętnowana, ponieważ to ona prowadzi do zbrodni przeciwko ludzkości, popełniania przestępstw. Ba! Bierność staje się wręcz gorsza od "złej czynności". Mam wrażenie, że z tych wywodów bohatera nie da się wyłapać wszystkich ważnych myśli płynących z tej powieści, a jednak ich zaledwie ułamek już stanowi ważny moralny akumulator. 

Późniejsze części opisujące życie bohatera w więzieniu, potem na wolności i trud związany z wyjściem "zza krat", zmaganie się z żywiołem – to przede wszystkim opisy konfrontacji człowieka z samym sobą, własnymi zachowaniami i słabymi stronami. "Kolos" wydaje się być w pewnym momencie książką nieskończenie długą, a jednak autor w każdej części kładzie nacisk na inny problem, cały czas nie opuszczając tego głównego – czyli człowieczeństwa i wszystkich powinności z nim związanych. Te filozoficzne wykłady wydaję się być momentami wpakowane na siłę, są nużące, zbyt długie..., ale też "Kolos" pod względem jakościowym nie jest powieścią jednolitą.
"Kolos" to niezaprzeczalnie dobra książka, która choć nie porywa czytelnika... angażuje go w przedstawianą treść. Czasami za dużo w niej filozofii, niektóre wywody są za długie i autor nie zawsze potrafi utrzymać umysł czytelnika w gotowości. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że to powieść warta poznania i przeczytania, choć wymaga od czytelnika więcej niż inne książki. To jednak genialna postać głównego bohatera, bardzo ciekawy sposób narracji i autor ma u mnie ogromny plus za bardzo dokładne przedstawienie emocji i dylematów moralnych, które dotykały ludzi w przeszłości, dotykają także dzisiaj i będą dotykały w przyszłości. Ciekawa, intrygująca pozycja literatury skandynawskiej.

Moja ocena: 7/10

piątek, 20 stycznia 2017

(592) Dziewczyna, którą kochałeś

Tytuł: Dziewczyna, którą kochałeś
Autor: Jojo Moyes
Wydawnictwo Między Słowami
Stron 546

"To przecież są tylko rzeczy. Szczerze mówiąc, mogliby zabrać mi je wszystkie. Jedyne, co się liczy naprawdę, to ludzie."

Jojo Moyes, "Dziewczyna, którą kochałeś" 

"Dziewczyna, którą kochałeś" miała być lekką, niezobowiązującą książką, a okazała się być przejmującą historią z traumą wojenną w tle. Z I wojną światową i jej pewnymi aspektami, o których często się zapomina. I nie mówią tu oczywiście o problemie głodu, obozach, a o życiu w jednej z francuskich wiosek, znajdujących się pod niemiecką okupacją. O zwykłym życiu w niezwykłych, niezwykle trudnych czasach, w których każdy Twój krok jest wyraźnie obserwowany, a jedno przychylne spojrzenie skierowane w złą stronę może Cię na zawsze przekreślić. Przekreślić Twoją osobowość i to co robiłaś do tego czasu. Niezależnie od tego..., bo podczas wojny ludzie wydają wyroki bez sądów. I w tych trudnych historycznie czasach Jojo Moyes umieściła część akcji swojej powieści, autorka bestsellerowego "Zanim się pojawiłeś" stworzyła przejmującą historię, której akcja toczy się w dwóch przestrzeniach czasowych... i w obu: niezmiennie porusza. 

Życie Liv nie ułożyło się w sposób, którego by sobie życzyła. Po śmierci męża pozostało sama w wielkim domu, będącym architektonicznym okazem, próbując unikać komorniczych egzekucji i z trudem wiążąc jeden koniec z drugim. Jej życie miało być inne – miało być pasmem niekończących się sukcesów u boku mężczyzny, którego kocha. Miało być szeregiem poranków wypełnionych śmiechem, pocałunkami, dniami wypełnionych wspólną realizacją, pasmem niekończącego się szczęścia, oczekiwaniem na jego powrót. Życie okazało się jednak dla Liv brutalnie pasmem niekończącej tęsknoty za tym co już nigdy nie powróci. Beznadzieją w otoczeniu ludzi szczęśliwych i pewnych siebie. 

Jedynym co zostało młodej kobiecie to obraz, prezent, który otrzymała od ukochanego męża podczas ich podróży poślubnej. Nagle jednak okazuje się, że ktoś chce jej go odebrać.. twierdząc, że został skradziony przez Niemców podczas I wojny światowej, a więc zgodnie z obowiązującym prawem bez względu na czas, który minął od wydarzenia... musi zostać zwrócony w ręce prawowitych właścicieli. Liv jednak nie zważając na głos rozsądku ani rady znajomych postanawia walczyć o obraz za wszelką cenę. Nawet w samym tego słowa znaczeniu... Nie zważając na ogromne koszty procesy, które szybko zaczynają iść w tysiące, a nawet w miliony... jest zdeterminowana, żeby zatrzymać przy sobie ostatnią pamiątkę szczęśliwych dni. Obraz, który w najtrudniejszych chwilach dodawał jej niejednokrotnie otuchy. Miejsce w jej życiu z czasem zaczyna jednak także zajmować prawnik, który musi wybrać między pracą, a miłością... Świat Liv nagle staje się bardzo skomplikowany, a odkrycie historii kobiety z obrazu wydaje się być niezbędne do ruszenia dalej.

A historia opowiedziana przez Jojo Moyes sięga czasów I wojny światowej. I wojny światowej, która w jej powieści nabiera bardzo ludzkiego obrazu, opowiadając o miłości, która jest gotowa zrobić dla spełnienia i szczęścia wszystko. "Dziewczyna, którą kochałeś" to opowieść o spełnieniu, szczęściu, momentami wręcz niemożliwej próbie ratowania swojego dotychczasowego świata, nie zważając na koszty i ofiary. Co jednak bardzo ważne... powieść Jojo Moyes to poruszające dzieło o radzeniu sobie z odchodzeniem bliskich osób, a także historia sięgająca wojennych traum i stosunku współczesnych do nich. "Dziewczyna, którą kochałeś" to ujmująca historia, w której każda kobieta znajdzie coś dla siebie. 

Jojo Moyes to pisarka znana i ceniona na świecie. "Dziewczyna, którą kochałeś" to moje pierwsze spotkanie z jej twórczością, ale jestem pewna, że nie ostatnie, ponieważ Moyes pisze pięknie, pisze kobieco i przede wszystkim porywająco, a "Dziewczyna..." to nie tylko powieść zawierającą uroczy ładunek emocjonalny ze względu na miłosną historię, ale także wojenne tło. Obie historie przedstawione w tej powieści łączą się ze sobą i obie niesamowicie intrygują – zarówno ta historia z początku XX wieku jak i ta z początku XXI wieku. Obie są pięknymi historiami miłosnymi. Historiami miłości dla której można łamać zasady. I choć we mnie samej zachowanie Liv czasami budziło irytację, to jednak doceniam jej walkę o siebie i o obraz. Zresztą ma coś wspólnego z bohaterką z akcji z 1917 roku. Nimi obiema kieruje jakiś głupi upór (a raczej miłość), która może je albo zaprowadzić bardzo daleko... albo zniszczyć. Nie o miłość jednak tu jedynie chodzi, ponieważ postawy ludzi z ich otoczenia stają się ważnym elementem ich historii. Społeczne wykluczenie, samotność wśród swoich decyzji i wielka determinacja... 

"Dziewczyna, którą kochałeś" to piękna, porywająca historia miłosna, w której czasy współczesne są nierozerwalnie złączone z historią I wojny światowej z perspektywy małego człowieka i jego codziennych wyborów, związanych z okupacją. To historia o silnych kobiet, które są gotowe na wiele, aby walczyć o kochane osoby i pamiątki po nich. Obie te historie są przejmujące, obie są czasami irytujące, a jednak obie także budzą w czytelniczkach silne zaangażowanie związane z losami głównych bohaterek i tym jak potoczą się one dalej. Jojo Moyes bez wątpienia stworzyła dobrze napisaną, niebanalną kobiecą powieść, która jest po prostu czarująca i ujmuje od pierwszej strony. To historia o odnajdywaniu siebie po tragedii, trudnych wyborach, osnuta na historycznej kanwie pełnej tajemnic. Perła literatury kobiecej, napisana we wyśmienitym stylu. 

Moja ocena:9/10

piątek, 13 stycznia 2017

(591) TOP 31 KSIĄŻEK 2016

TOP 31 KSIĄŻEK 2016 to moje subiektywne zestawienie 31 najlepszych książek, jakie miałam okazję przeczytać w 2016 roku. Wybór był ogromnie trudny, a pozycje bardzo różnorodne. Udało mi się jednak wybrać te najlepsze z 165 książek, które przeczytałam w 2016 roku. 

"Beatlesi" (recenzja) to książka wielka, wzruszająca, intrygująca, wciągająca... i niesamowita. Obraz dojrzewania w niej przedstawiony jest boleśnie prawdziwy i bardzo przenikliwy. "Beatlesi" to literacka uczta, dzieło wieloznaczne, piękne i zaskakujące, Christensen pisze mistrzowsko, konstruuje akcję z niezwykłą precyzją i zachwyca... gra na emocjach czytelnika – wzbudza łzy i uśmiech. Książka Christensena to nie tylko literacka uczta, ale także niesamowita literacka podróż po meandrach dojrzewania... Niebanalna i bardzo przenikliwa.




Igor Brejdygant stworzył genialny polski kryminał. Powieść odartą z infantylności i tanich chwytów. "Paradoks" (recenzja) to niesamowita historia kryminalna, która daje czytelniku coś więcej niż tylko czysto kryminalną rozrywkę. To literacki majstersztyk, który trzyma w miłym dla czytelnika napięciu do ostatniej strony. To książka pięknie napisana i historia pięknie opowiedziana. Bardzo ludzka, emocjonalna i przede wszystkim poruszająca temat ludzkiej moralności i różnie pojętej sprawiedliwości.




Genialna powieść. Elektryzujące studium wiedzy o innych kulturach i człowieku. Powieść pełna iskry, namiętności (choć nie seksu) oraz egzotyki. Niesamowity klimat, niesamowita fabuła, niesamowita historia opisana z ogromnymi pokładami przenikliwości... i świetnego warsztatu pisarskiego. Lily King stworzyła książkę stanowiącą prawdziwą ucztę literacką. "Euforia" (recenzja) to rewelacyjna i porywająca powieść napisana świetnym, dopracowanym językiem. Powieść niesamowita przez swój klimat, kreację bohaterów, opowiedzianą historię. Niezwykle aromatyczna, wciągająca i oszałamiająca... Niezmiennie egzotyczna i nietuzinkowa. Arcydzieło współczesnej literatury amerykańskiej.


"Fotograf" (recenzja) to brutalna pozycja pokazująca ogrom ludzkiego cierpienia, ale także odwagę i pragnienie sprawiedliwości ludzi, którzy odważyli się opowiedzieć niezależnej dziennikarce, Le Caisne o tym co spotkało ich ze strony reżimu. Otwiera oczy i nie pozwala pozostać czytelnikowi w jego bezpiecznej sferze komfortu. Brutalnie z niej wyrywa i pokazuje syryjskie cierpienie, zwraca oczy w tamtym kierunku i nie pozwala przejść na tym do porządku dziennego... Nurtuje i odbiera wewnętrzny spokój.




Zofia Mossakowska stworzyła niesamowicie piękną książkę, z wyrazistymi bohaterami i ogromem emocji. Nie boję się stwierdzić, że "Akrobaci" (recenzja) to książka wybitna, która mam nadzieję dotrze do jak największej liczby czytelników. Pozycja uniwersalna, w której każdy czytelnik znajdzie jakieś prawdy dla siebie. Mossakowska napisała dzieło, które uczy pokory... i za to serdecznie jej gratuluję. Na polskim rynku wydawniczym brakuje bowiem autorów, którzy piszą bez patosu, a pięknie, wzruszająco i mądrze. Autorka pokazała, że w polskiej literaturze można pisać wybitnie o współczesności, o potrzebach ludzi, chorobach, samotności... i pisaniu listów.


"Betonowy ogród" (recenzja) to powieść z bardzo silnie zarysowanymi sylwetkami bohaterów. Książka niesamowicie odważna, ukazująca chore relacje w rodzinie, dojrzewanie bez dorosłych. A zakończenie tej powieści? Prawdziwy majstersztyk [...] . Powieść nieoczywista i naprawdę świetna. Rewelacyjny klimat (choć ciężki i mroczny), świetne ukazanie meandrów ludzkiej psychiki... powieść idealna szczególnie dla tych wnikliwych czytelników, którzy szukają ciekawej, nietuzinkowej i może momentami odrobinę przytłaczającej powieści?

Moje pierwsze spotkanie z twórczością Aleksijewicz tj. "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości." (recenzja) było wstrząsające i niesamowicie udane... są jednak spotkania czytelnicze, które niszczą czytelnika i to spotkanie było właśnie takim. Było tak niesamowite i nietuzinkowe... po takim doświadczeniu trudno sięgnąć po pierwszą lepszą książkę. Swietłana Aleksijewicz swoją pozycją zachwyca. "Czarnobylska modlitwa. Kronika przyszłości" to książka, która rzuca na kolana zawartymi w niej pokładami emocjami, zmusza do doceniania każdej najdrobniejszej rzeczy na ziemi i pozwala spojrzeć na życie inaczej – lepiej. Pozwala dojrzeć to co dotąd było dla czytelnika nieuchwytne. Literatura najwyższej klasy.


Graham Greene stworzył powieść, która na długo zapada w pamięć. Powieść o moralności, pewnej "Sedno sprawy" (recenzja) to książka będąca ucztą dla zmysłów, nieprzytłaczająca, lecz bez wątpienia gorzka jak historia w niej zawarta. Gorzka, prawdziwa i ponadczasowa. Przy tym wszystkim jednak prosta... ukazująca dylematy człowieka wczoraj i dziś. Piękna proza, literatura z najwyższej półki. Barwne postacie, głębokie wejście w meandry ludzkiej psychiki i moralności, cywilnej odwadze, zdradzie, wierze i odpowiedzialności.



Nie mam wątpliwości co do tego, że "Nie mam nic do ukrycia" (recenzja), czyli pierwsza książka o Wandzie Chotomskiej to niesamowita pozycja na rynku wydawniczym, w dodatku jedna z najlepszych książek jakie miałam okazję przeczytać w 2016 roku. Pięknie wydana i pięknie napisana. "Nie mam nic do ukrycia" to książka tak wielowątkowa, że opisanie jej wydaje się być niemożliwe. Wystarczy chyba jednak napisać, że to inspirująca, niesamowicie ciepła, zabawna i porywająca historia o Wandzie Chotomskiej i jej twórczości. Historia, która nie skupia się ani na jej osobie, ani na jej twórczości... skupia się na życiu. Urywki wspomnień, wydarzeń, przemyśleń, tekstów - czyżby właśnie w takim sposób powstawały tak fascynujące i ciekawe pozycje?

"Mistrz i Małgorzata" (recenzja) to przepiękna, niesamowicie barwna, intrygująca, genialna, wielowątkowa opowieść z diabłem i jego poczynaniami w roli głównej. Z różnymi ludźmi, różnymi historiami i wieloma wątkami  - niekiedy bardzo śmiało demaskującymi ludzką obłudę. Powieść Bułhakowa to jednak także historia miłości dla której kochankowie są gotowi zrobić wszystko... nawet zawrzeć pakt z samym diabłem. Historia o ludzkim zamroczeniu, zakłamaniu i jeszcze kilku innych wadach. Michaił Bułhakow w sposób zgrabny, niezwykle inteligentny za pomocą swojego pisarskiego stylu w którym osiągnął prawdziwe mistrzostwo, przedstawia także Moskwę pierwszej połowy XX wieku wraz z jej paradoksami... "Mistrz i Małgorzata" to literacka rozrywka z najwyższej półki. Literacki majstersztyk.

"Everyman" (recenzja) to powieść zmuszająca do refleksji. Poruszająca i wybitna proza o tym co powinno spotkać każdego człowieka, wcześniej czy później. O starości i przemijaniu... Philip Roth stworzył kolejnego bohatera z krwi i kości, którego umieścił wśród społecznych konwenansów i stereotypów. Jak zwykle postarał się o ciekawy portret psychologiczny nie tylko głównego bohatera, ale także ludzi z jego otoczenia. Proza Rotha uwrażliwia i zachwyca, zmusza do innego, empatyczniejszego, mądrzejszego spojrzenia na innych ludzi. Powieść Roth'a nie traktuje jedynie o starości. Jest metaforą ludzkiego losu - wraz ze wszystkimi jego dobrymi, jak i złymi uczynkami. To wielka, choć mała w swej objętości powieść.
"Samotne miłości" (recenzja) to powieść baśniowa i nietuzinkowa. Kompletnie, oszałamiająco niezwykła. Powieść mądra. Eshkol Nevo stworzył niesamowitą, momentami zabawną, a przez cały czas poruszającą powieść, która jest pozycją niesamowicie uniwersalny. Izrael ukazany przez autora jest obrazem całego świata, mentalności ludzkiej. Nie brak w tym obrazie namiętności jak i ułomności ludzkich... słabości. To obraz magiczny i baśniowy, a przy tym niesamowicie prawdziwy. Nie każda książka mówi tak pięknie o rodzinie, miłości, tęsknocie, potrzebie podejmowania wyborów, poszukiwaniu własnego miejsca... a nawet wierze i problemach z nią związanych. Coś wspaniałego! Prosta i piękna - taka w dwóch słowach jest ta powieść.

Powieść Lewisa wygrywa fabularnym dopracowaniem, zaskakującym zakończeniem i genialnym językiem. A tym co budzi strach jest przede wszystkim degradacja ludzkiej moralności i otoczenie klasztorne... lochy, ciemne sale, kaplice, cmentarze, trumny, czaszki, szkielety... oraz fakt, że te kluczowe wydarzenia rozgrywają się w nocy. "Mnich" (recenzja) o błyskotliwa jak na końcówkę XVIII wieku powieść. Porywa, budzi delikatny niepokój i strach. Mathew Gregory Lewis stworzył wybitną powieść, która zachwyci smakoszy literatury. Historię mnicha, obłudnej moralności, szatańskich knowań, ale także hiszpańskiej inkwizycji, świata zakonnego... i szczerej miłości, ponieważ nie wszyscy ludzie w powieści Lewisa są zdeprawowani, choć... trudno jest wskazać postać bez skazy. Wspaniała literatura! Po prostu.

"Wróżba" (recenzja) jest pozycją, która zapada w pamięć. Historią, w której odnajdzie się każdy czytelnik, ale przy tym powieścią bardzo trudną, wymagającą czytelniczej i życiowej dojrzałości. Proza Agnety Pleijel wymaga dużej samoświadomości, ale uwodzi. Literackim kunsztem, emocjonalnością, bezpośredniością ukrytą za wieloma niedomówieniami. "Wróżba" jest piękną, poruszającą historią o dzieciństwie i dojrzewaniu. Powieścią pełną niuansów i niedomówień, które tworzą niezwykle emocjonalną i mocną całość. Trudną, wymagającą, ale może właśnie przez to tak dobrą? 
"Chłopiec z latawcem" (recenzja) to świetna książka, którą bardzo dobrze się czyta. Wzruszające studium o relacjach w rodzinie, przyjaźni, winie i odkupieniu. Ukazuje Afganistan w sposób bardzo bliski. Khaled Hosseini napisał książkę, która zapada w pamięć i pokazuje, że nigdy nie jest za późno, aby odkupić swoje winy. Pokazującą, że to nie nasze przewinienia nas definiują, a raczej to czy próbujemy im zaradzić. "Chłopiec z latawcem" to wreszcie książka zaskakująca i nierzadko bardzo głęboka, z wyrazistymi bohaterami, napisana bardzo dobrym językiem. To jedna z tych uniwersalnych powieści w których można odnaleźć każdy motyw, każde zagadnienie, każde uczucie... Wielowymiarowa i wspaniała. 


"Nie jesteś sobą" (recenzja) to powieść, która ma szansę oczarować wiele czytelniczek. Utwór Michelle Wildgen jest czarujący, wzruszający, przemyślany i wciągający. Autorce udało wystrzec się płytkości, banalności i ckliwości, które wkradają się niekiedy do literatury obok tematu chorób...  "Nie jesteś sobą" to dobry kawał przejmującej literatury kobiecej, która przypomina czytelniczkom jak wiele szans otrzymują od losu... przebiegłego, chytrego, a jednak niekiedy sprzyjającego oraz jak wiele mogą stracić. Niespodziewanie i nagle. Powieść, której czytanie jest po prostu czystą przyjemnością, oscylująca całą paletą emocji.



"Podróże z owocem granatu" (recenzja) oprócz tego, że zachwyciły mnie językiem jakim zostały napisane i swoją szczerością zmusiły mnie do refleksji i zatrzymania się. Dzieło Sue i Ann to piękna i przejmująca opowieść o dojrzewaniu i poszukiwaniu własnej drogi. Obraz relacji matki i córki przedstawiony przez nie i ich językiem - językiem barwnym i chyba niepowtarzalnym. Sue i Ann nie boją się mówić o sprawach trudnych... także takich jak wiara. Nie można jednak zapomnieć o podróżniczych walorach tej książki. Bowiem wraz z autorkami czytelnik może wybrać się w wycieczkę pełną pięknych zabytków i historii.  "Podróże..." są piękne, wzruszające i napisane z gracją... a fakt, że cała historia w nich przedstawiona jest historią prawdziwą ogromnie na mnie podczas lektury oddziaływała. To pozycja do analizowania, wertowania, powracania. Pozycja oczarowująca, a przy tym niezwykle prosta i klimatyczna. Historia matki i córki ujęła mnie w tak dużym stopniu, że... liczy się tak naprawdę tylko to. "Podróże z owocem granatu" polecam i matkom, i córkom... w każdym wieku. Ta niezwykle mądra powieść oczaruje niejednego... 

Geniusz "Córek niczyich" (recenzja) leży w ich całokształcie. Od ukazania społeczeństwa brytyjskiego w XIX - wieku, przez pokazanie walki o własną godność, honor i tożsamość, przez walkę dobrych pierwiastków w duszy człowieka ze złymi, mało szlachetnymi po kryminalne intrygi, rodzinne i miłosne uniesienia. To naprawdę fascynująca literatura, w której każde najmniejsze zdarzenie i zdanie ma niebanalne znaczenie. Autor trzyma cały czas czytelników w napięciu. Udało mu się powiązać ciekawą fabułę, z dobrą dozą akcji i psychologicznych uwarunkowań bohaterów.   Powieść Wilkie Collinsa jest pasjonującym utworem, zapierającym dech w piersi. Niesamowicie ciekawa i zgrabnie poprowadzona fabuła, w której wątki ciekawie się ze sobą łączą, a zwroty akcji... przyprawiają o szybsze bicie serca. "Córki niczyje" to powieść do przeczytania i pokochania.

"Czas pokaże" (recenzja) to piękna, mądra powieść o życiu... dająca nadzieję i radość. Na początku tej powieści znajdują się opinie czytelniczek na temat tego, że proza tej pani odmieniła ich życie najlepsze. Przyznam się ze wstydem, że na początku troszkę w to powątpiewałam. Uznałam to za chwyt marketingowy. Po kilkudziesięciu stronach, które niestety trochę mi się wlekły... zrozumiałam o czym mówiły, bo sama to poczułam. Szczęście, wiarę w siebie i pewność, że wszystko będzie dobrze. Wiarę w to, że to ode mnie zależy jak potoczy się moje życie. Książka niesamowita, napakowana mądrościami, napawająca optymizmem... coś pięknego i niezwykle mocnego. Anna Ficner - Ogonowska pomogła mi odkryć w sobie na nowo niepoprawną romantyczkę i optymistkę. Dziękuję!

"Przepaść czasu" (recenzja) to wybitna powieść inspirowana dziełem Szekspira o tym co zazdrość może zrobić z człowiekiem. To książka misternie napisana i przede wszystkim niesamowicie dopracowana. Język autorki jest odważny. Nie boi się mówić o społecznych bolączkach współczesnego świata. Tym samym przypomina o tym jak wiele negatywnych uczuć czai się w ludziach. "Przepaść czasu" to poruszająca, niesamowicie mądra, i nietuzinkowa powieść o której długo nie zapomnę. Kopalnia wiedzy o życiu i pięknych cytatów na jego temat. "Przepaść czasu" to powieść, której czytanie było dla mnie niesamowitą ucztą literacką i niesamowitym przeżyciem. Mroczny klimat, płynący spokój, poetycki język, pewne odrealnienie, niedopowiedzenia, wydarzenia rozdzierające serce... wrażenie jakby się śniło... to wszystko powoduje, że powieść Jeanette Winterson pozostanie na długo w mojej pamięci. 

"Sztukmistrza z Lublina" (recenzja) czyta się jak dobrą powieść sensacyjną - wartka akcja, barwne postacie, a do tego wyraźnie zarysowane tło społeczne i kulturowe. Isaac Bashevis Singer zaskakuje. W aurze narastającego napięcia Singer prowadzi akcję z humorem, klasą, a przy tym prostotą. Urzeka i hipnotyzuje.  Klasyczna powieść, która olśniewa. Książka noblisty, która zmienia życie, tok rozumowania, priorytety. Isaac Bashevis Singer zdobywca literackiego Nobla za rok 1978 swoją powieścią porywa i zachwyca. "Sztukmistrz z Lublina" to już klasyka. W historii opowiedzianej przez Singera nie brak humoru, ale także dylematów moralnych. Isaac Bashevis Singer stworzył powieść wciągającą, absorbującą i wzruszająca. Podczas czytania czytelnik przewraca stronę za stroną ciekawy tego co będzie dalej... pośród napięcia i ogromu emocji. 

Julia Fiedorczuk napisała powieść, która choć nie posiada głównego – istotnego wątku, a raczej swój wymiar i "ważkość" otrzymuje w sensie ogólnym przez połączenie kilku historii i galerii postaci... uwodzi czytelnika, wciąga i fascynuje. Po prostu. Julia Fiedorczuk nie pomija w swej powieści niczego co jest znamienne dla natury człowieka.  W "Nieważkości" (recenzja) wykracza poza bariery tabu, wątków fabularnych występujących zazwyczaj w literaturze. Liczne retrospekcje, a przy tym oderwanie od tła historycznego i gospodarczego życia w Polsce, uwięzienie bohaterów  w swego rodzaju szklanej bańce, a przy tym połączenie ich losów... cienką, a jednak nierozerwalną nicią, bardzo dobry język i duża dawka poetyzmu sprawiają, że "Nieważkość" jest wybitną, poruszającą i godną uwagi powieścią, która ujmie czytelniczki (i czytelników), którzy poszukują czegoś więcej niż lekkiej, niezobowiązującej literatury kobiecej. 

Anna Dziewit – Meller to utalentowana polska pisarka, która swoją najnowszą powieścią burzy spokój człowieka... "Góra Tajget" (recenzja) to prawdziwy cios i zadra dla psychiki współczesnego czytelnika. Dziewit – Meller za pomocą swojej książki krzyczy, każe pamiętać i nie zapominać. Zachęca do drążenia... Tak samo pewne jak to, że "Góra Tajget" nie należy do literatury łatwej jest fakt, że i taką literaturę należy czytać. To kawał dobrej i przejmującej literatury – trudnej, smutnej, ale bardzo ważnej. Powieść Dziewit – Meller dojrzewa w czytelniku z każdą kolejną chwilą, wydaje swój plon powoli, ale nie pozwala o sobie zapomnieć. To niesamowicie dopracowane, a co za tym idzie wybitne dzieło sięgające po największe brudy wojny, jednak nie dla taniej sensacji.

"Broadchurch" (recenzja) to bardzo dobre odtworzenie serialu, które jednak od serialu trochę odstaje. Książka ze sporą ilości emocji w której jednak rozwiązanie zagadki nie jest rzeczą najważniejszą. Ma swoje plusy i minusy. Erin Kelly stworzyła świetną książkę na podstawie jeszcze lepszego serialu, który bez wątpienia będę oglądać. Książka Kelly bez wątpienia wygrywa ciekawą fabułą, ukazaniem emocji i bohaterami. Jeśli lubicie tego typu zawikłane zagadki kryminalne, wyrazistymi bohaterami radzę sięgnąć po "Broadchurch", który pozwoli Wam się na chwilę oderwać od rzeczywistości. Wciąga bardzo. Szczególnie pod koniec, który podobał mi się najbardziej i był niesamowicie zaskakujący.
"Mroczna materia" (recenzja) to świetna pozycji z rzędu thrilleru z nutką science fiction. To szybka, porywająca do swojego świata powieść, do przeczytania w jeden wieczór, bo inaczej... po prostu się nie da. Tym co ujmuje w powieści Crouch'a są emocje, determinacja głównego bohatera połączona z jego wewnętrznym rozdarciem. To historia o miłości i gonitwie za swoim życiem, niespełnieniu i chęci zdobycia szczęścia. Jej lektura jest ekscytująca i niesamowicie wciągająca. Choć Crouch nie posługuje się wybitnym językiem, zapewnia rozrywkę na naprawdę dobrym poziomie. "Mroczna materia" jest na swój sposób ujmująca i niezapomniana. Rzeczywistość została w niej połączona w niesamowity sposób z fikcją czysto literacką... dając obraz, który wydaje się być wręcz stworzony do przeniesienia na ekrany kin. 

Dzieło Oscara Wilde'a jest niepokojące, bo pokazuje ułomności człowieka, sztuki i piękna. Zachwyca już od pierwszej i trzyma w napięciu do ostatniej strony... zaskakującej i wbijającej sztylet w pierś czytelnika. "Portret Doriana Graya" (recenzja) to powieść, której czytelnik chce dać się pochłonąć. Wprowadza w czytelniczy trans i zaskakuje swoją uniwersalnością. To fascynująca literacka podróż po meandrach ludzkiej duszy, deprawacji człowieka i XIX - wiecznym społeczeństwie angielskim. Wilde stworzył dzieło genialne i zajmujące. Dzieło Wilde'a jest pozycją, którą nieustannie się kartkuje, do której wraca się myślami. Nie pozostawia czytelnika w spokoju. 
Istnieją takie powieści, które choć mogą być niedoskonałe pod względem wykonania językowego, stylistycznego czy też dopracowania portretów psychologicznych bohaterów... ujmują. Swoją prostotą, fabułą, scenami chwytającymi za serce. "Podarunek" (recenzja) właśnie do takich powieści należy. To baśniowa, magiczna powieść zawierająca ważne przesłanie, nie tylko na czas świąteczny. Cecelia Ahern stworzyła niezapomnianą historię, która w pełni absorbuje czytelnika, angażuje jego zmysły i myśli, nie pozwalając odłożyć tej powieści ani na chwilę. "Podarunek" jest bardzo dobrą pozycją literatury kobiecej, uroczą, magiczną, przejmującą historią, która przypomina co tak naprawdę w życiu jest ważne. Zachęca do ustawienia własnej hierarchii wartości. Zmusza do zatrzymania się, chwili refleksji... i zapada w pamięć. To zdecydowanie coś więcej niż lekka, romantyczna historia. 

"Elementarz Haliny Poświatowskiej dla szczęśliwych i nieszczęśliwych kochanków" (recenzja) to książka owiana bólem i miłością. Pełna pięknych wierszy, zdań. Wybór dokonany przez Marię Rolę jest różnorodny i barwny. To książka dla tych którzy kochają poezję i dla tych, którzy dopiero chcą ją pokochać. Zachwyci niejedną osobą. Pięknie wydane, w twardej oprawie jedynie dopełnia całości. To zaledwie albo aż 200 stron styczności z pięknym słowem, dopracowanym stylem, emocjami i dziełami uznanymi przez wielu. Halina Poświatowska, choć zmarła młodo... doświadczyła wiele. Przekazuje to w swoich dziełach. Czasami łatwych, czasami trudnych... zawsze jednak hipnotyzujących i elektryzujących. 
"Tajemna historia" (recenzja) to powieść nieoczywista i zaskakująca. Napisana bardzo dobrym, zgrabnym językiem, wielka powieść o moralności człowieka i ciemnych zakamarkach jego duszy. Donna Tartt stworzyła dzieło niepokojące, a przy tym niesamowicie wciągające. Urzeka kreacją bohaterów, mroczną atmosferą, zgrabnym ukazaniem psychiki zabójców i dojrzewających ludzi. Powieść Tartt ma różne odsłony i odcienie. Odcienie mówiące o miłości, uzależnieniach, przyjaźni, rozwoju osobistym. Łączy je jedno: wszystkie zasługują na uwagę, bo wszystkie są dopracowane. Tartt porwała mnie do swojego świata na kilka wieczorów, po raz kolejny oczarowała i utwierdziła mnie w przekonaniu, że pisze zgrabnie, elegancko i godnie uwagi.
"Weź mnie za rękę" (recenzja) to rewelacyjny kryminał, który trzyma poziom przez całość książki. Autorce udało się odnaleźć złoty środek podczas tego lawirowania między teraźniejszością a przeszłością. Stworzyła ciekawy i co najważniejsze niejednokrotnie zaskakujący wątek kryminalny. Całości dopełniają barwne postacie i nawiązania do historii Argentyny w XX wieku. Nawiązania niezwykle zgrabne, a przy tym porażające. "Weź mnie za rękę" to jednak coś więcej niż kryminał. To powieść wielowątkowa, z wyraźnie zarysowanymi portretami psychologicznymi bohaterów. Powieść o porzuceniu, poszukiwaniu, szaleństwie i decyzjach, które zmieniają życie człowieka. Jak dla mnie Alsterdal stworzyła niezwykle zgrabną powieść w której wątek kryminalny jest bardzo ważnym aspektem, ale z pewnością nie jedynym. Fenomenalna. Po prostu. 

"Królestwo" (recenzja) to oprócz tego, że książka niezwykle interesująca, w której wydać ogromny poziom erudycji autora to w dodatku pozycja, która wciąga i fascynuje. Przedstawia fakty z historii chrześcijaństwa ogólnie znane, ale także wchodzi głębiej w tajemnice jego początków. Carrere mimo ogromnej klasy z jaką to robi pisze niesamowicie lekko i przystępnie. "Królestwo" po prostu dobrze się czyta. Chrześcijaństwo intryguje francuskiego pisarza, ale przez to, że jest niewierzący "Królestwo" nie jest powieścią przesiąknięta ideologią - a historią ideologii. To rewelacyjna książka o początkach chrześcijaństwa, która przypadnie do gustu wierzącym jak i niewierzącym. To pozycja wielopłaszczyznowa, która pokazuje, że kwintesencją dobrej, mądrej literatury nie musi być książka napisana kilkadziesiąt lat temu ani powieść napisana ciężkim językiem."Królestwo" czyta się lekko, łatwo i przyjemnie, ale to pozycja niesamowicie wartościowa w której Carrere odkrywa co nieco prawdy o sobie, ale przede wszystkim wykazuje się ogromną erudycją, inteligencją i ciętością języka.

niedziela, 8 stycznia 2017

(590) Wypadki małżeńskie

Tytuł: Wypadki małżeńskie
Autor: Randy Susan Meyers
Wydawnictwo Muza
Stron 528

"Miłość nic nie znaczy bez dobrego traktowania i wzajemnego szacunku."

Randy Susan Meyers, "Wypadki małżeńskie"

Randy Susan Meyers to pisarka, która historie i problemy, które porusza w swoich książkach zna z autopsji. Nim zaczęła karierę pisarską, pracowała z ofiarami i sprawcami przemocy domowej. "Wypadki małżeńskie" to moje drugie spotkanie z jej twórczością i kolejne bardzo udane wydarzenie literackie. Jej poprzednia książka "Bezpieczne kłamstwa" była wciągającą i poruszającą literaturą... tak też jest w przypadku "Wypadków małżeńskich", choć autorka odchodzi od motywu zdrady, a składa się raczej ku motywowi przemocy emocjonalnej i nadmiernej nerwowości... nadal porusza i porywa swoją historią. Nie ma jednak wątpliwości co do tego, że "Wypadki małżeńskie" to powieść skierowana głównie do kobiet... Proza Randy Susan Meyers jest poruszającą i wciągającą opowieścią o ludzkich problemach, w których autorka oddaje głos obu stronom barykady. 

Przemoc emocjonalna, problem z radzeniem sobie z własnymi emocjami, gniewem i nerwowością staje się znakiem naszych czasów. W szybkim społeczeństwie, w ciągłej pogoni za kolejnymi zaszczytami, pieniędzmi, w świecie ogarniętym elektroniką, człowiek gdzieś się gubi. Na skutek coraz większej ilości docierających bodźców staje się coraz bardziej nerwowy, a swoja frustrację przelewa na najsłabsze osoby w swoim otoczeniu. Najczęściej nawet nie zdając sobie sprawy ze swojego zachowania lub nie mogąc go powstrzymać. Takie osoby swoim zachowaniem prowadzą niejednokrotnie do wewnętrznej degradacji w rodzinie, niezauważalnie dla samych siebie... niszczą ją. I właśnie ten problem Randy Susan Meyers porusza w swej książce, z wyczuciem, bez towarzystwa obłudy czy też zahamowań. Ukazuje nie tylko sferę ofiary i oprawcy, ale także zachowanie otoczenia, które często stara się bagatelizować problem agresji. 

"Czasem wszystkie kołyszemy się na falach, czekając, aż ktoś rzuci nam koło ratunkowe [...] - Czekając na odpowiedź, na wybór najlepszej drogi. Sztuka polega na tym... pronlem polega na tym, że nie wolno tylko czekać..."

Randy Susan Meyers, "Wypadki małżeńskie"

Ben i Maddy są małżeństwem od piętnastu lat. Ben jest wybuchowy i z byle powodu wpada w gniew, zaczynają się krzyki i awantury. Maddy jako matka trójki dzieci i żona stara się scalić jedność rodziny, a jednak atmosfera panująca w domu staje się dla niej coraz trudniejsza do zniesienia. Chyba najgorsze jest dla niej to oczekiwanie... ta niewiadoma w jakim humorze Ben będzie, kiedy wróci do domu, kiedy obudzi się na rano. Słodycz mieszająca się z goryczą, ponieważ są dni, kiedy Ben jest cudowny i romantyczny. Dni, kiedy pokazuje się takim, jakim był na początku... jest oparciem dla żony i dzieci, a nie jedynie szalonym furiatem, który swój byt opiera na zastraszaniu rodziny i przejmowaniu nad nią emocjonalnej kontroli. Maddy pamięta te dobre dni i może to właśnie one powstrzymują ją przed odejściem od męża. To oraz miłość, którą cały czas do niego czuje... przywiązanie dzieci, wspomnienia... 

Jednak pewnego dnia wybuchowy charakter Bena daje o sobie znać podczas jazdy samochodem. W samochodzie znajdują się Ben i Maddy. Dochodzi do groźnego wypadku, a Maddy zapada w śpiączkę. Ben jest zmuszony zająć się domem. Mimo, że posiada olbrzymią pomoc teściów, nie potrafi poradzić sobie z własnymi emocjami, wyrzutami sumienia, świadomością, że jego wybuchowy charakter mógł zabić jego żonę, a jednak stwierdzenie własnej przewiny nie może prowadzić do natychmiastowego oczyszczenia i naprawy. Przed nim jeszcze długa droga i wiele porażek. Nie mniej wypadek jest punktem przełomowym w życiu całej rodziny. Próbą dla Maddy, którą zachowanie męża zmusiło do sięgnięcia po tabletki antydepresyjne. Próbą dla Bena, który po groźnym wypadku będzie musiał wreszcie zacząć pracować nad swoim charakterem..., jeśli nie chce stracić rodziny. Próbą dla Emmy, ich najstarszej córki, która w okresie dojrzewania musi zmierzyć się nie tylko z pierwszą miłością, ale także opieką nad młodszym rodzeństwem w tych trudnych chwilach. 

Tym co dodatkowo zasługuje na uwagę w powieści Meyers to fakt, że przedstawia z dużą wrażliwością problemu uszkodzeń mózgu, rekonwalescencji, trudnej rehabilitacji i powrotu do normalnego życia po śpiączce. Powrotu, który jest długi, żmudny i wymaga od bohaterki bardzo dużej dozy cierpliwości. Tyczy się to jednak nie tylko jej samej, ale także jej rodziny, która musi nauczyć się funkcjonować wokół niej... Zrozumieć, czego Maddy tak naprawdę w tej chwili najbardziej potrzebuje. "Wypadki małżeńskie" to więc także opowieść o chorobie. Zachowaniu jednostki społecznej, jaką jest rodzina w ekstremalnych sytuacjach.

Bohaterowie "Wypadków małżeńskich" to postacie z krwi i kości, którzy zmagają się z prawdziwymi problemami. Problemami bardzo ludzkimi i powszechnymi. Randy Susan Meyers opowiada jednak o tym wszystkim bez infantylności, a z uporem dziennikarki śledczej. Kreśli historię przez siebie przedstawioną wyrazistą kreską, która przyciąga uwagę. Całości dopełnia fakt, że Meyers posiada prawdziwy powieściopisarski talent. Sama akcja, choć nie obfituje w wiele wydarzeń zyskuje na swojej dużej emocjonalności. Na wyraźnym wejściu w psychikę bohaterów, na ukazanie akcji z perspektywy Maddy, Bena jak i Emmy, tym samym ukazując rodzinną tragedię z różnych stron. 
"Wypadki małżeńskie" to rewelacyjna kobieca powieść z zaskakującym zakończeniem, które pozostawia kilka znaków zapytania, a jednak satysfakcjonuje. Powieść Randy Susan Meyers to rewelacyjna proza, która ujmuje. Książka do połknięcia w jeden dzień, a jednak wymagająca pewnej dozy dojrzałości. Pokazująca problem przemocy emocjonalnej zarówno ze strony ofiar pośrednich (i bezpośrednich) jak i ze strony oprawcy. To emocjonalna, a jednak przy tym bardzo wyważona powieść, która pokazuje, że obrażenia cielesne mogą równać się tym psychicznym urazom. Kobieca, piękna, wciągająca, a przy tym przejmująca literatura. Niesamowita powieść.

Moja ocena: 8+/10

sobota, 7 stycznia 2017

(589) Lucynka, Macoszka i ja

Tytuł: Lucynka, Macoszka i ja
Autor: Martin Reiner
Wydawnictwo Stara Szkoła
Stron 232

"- Samotność zmienia człowieka – odpowiedział łagodnie.
- Każdy człowiek jest samotny.
- Właśnie dlatego ucieka się do Boga."

Martin Reiner, "Lucynka, Macoszka i ja" 


Moje pierwsze spotkanie z literaturą czeską od dłuższego czasu... i pełen zachwyt. "Lucynka, Macoszka i ja" to piękna opowieść o tym co w życiu ważne – miłości, sile przyszłości i nieprzewidywalności ludzkiego losu. W dodatku rewelacyjnie napisana. Zaplątana historia trójki bohaterów – małej Lucynki, czeskiego, zapomnianego poety i niepozornego brneńskiego listonosza, Tomasza. Ich losy, relacje, poszukiwanie i wybory. Powieść Martina Reinera, pisarza bardzo w Czechach popularnego jest swego rodzaju wędrówką autobiograficzną (choć jak mówi sam autor, nie do końca) i próbą odnalezienia swego miejsca w świecie oraz jego zaakceptowania. Opowieścią o tym co głównego bohatera nurtowało, ukształtowało, co miało największy wpływ na jego życie. "Lucynka, Macoszka i ja" to nieśpieszna literacka podróż do Czechosłowacji lat 1989/1990, po życiu oderwanym od wielkiej poetyki i światowych przemian. Proza bardzo mądra i ujmująca.

Tomasz, jest niepozornym listonoszem, który już od najmłodszych lat zaczytuje się w książkach, najczęściej w tych porzucanych przez miejscową bibliotekarkę. Wybór jest jednak dość okrojony, tym bardziej, że mówimy jeszcze o socjalistycznych czasach i wszechobecnej cenzurze. Wszystko zmienia się, gdy na jego drodze (w sumie przypadkiem) staje pisarz Paukner, który postanawia zainteresować go postacią Macoszki, czyli wielkiego czeskiego poety, który przez ustrój został jednak już dawno temu wyklęty..., a z pamięci wykreślony. Od 1948 roku znajdował się poza granicami Czech (czy też Czechosłowacji), Tomasz zaczyna się coraz bardziej interesować nie tylko jego twórczością, ale także życiową historią. Jego fascynacja posuwa się nawet tak daleko, że postanawia go odnaleźć i zadać mu kilkadziesiąt pytań. To wszystko wymaga od niego dużego samozaparcia... Równocześnie jednak w jego życiu ważne miejsce posiada pewna kobieta, Marta... wraz ze swoją córeczką tytułową Lucynką. Gdy Marta trafia do szpitala to na Tomaszu zostaje wymuszona obietnica zajęcia się dziewczynką. Z czasem mężczyzna przywiązuje się do niej coraz bardziej, zaczyna o niej myśleć jako o "swojej" córeczce, jednak Marta w końcu wychodzi ze szpitala..., a w Tomaszu rodzi się wewnętrzny konflikt. Dylemat.

Powieść Martina Reinera to kameralna czeska historia, w które pierwsze skrzypce grają emocje mężczyzny. Nie chodzi w niej jednak o emocje jakimi mężczyźni darzą kobiety – kochanki czy też matki, ale o emocje, którymi darzą dziewczynki będące pod ich opieką. Emocje jakimi darzą córki. "Lucynka, Macoszka i ja" niespodziewanie stała się przejmującą i rozczulającą historią o ojcostwie. To prosta w swej konstrukcji jak i wydźwięku historia, która właśnie przez to uwodzi. Pokazując rzeczywistość, taką jaką jest bez epatowania tragediami czy namiętnościami ukazuje los zwykłego mężczyzny.  Los, który jest jednak pełen emocji, ponieważ Tomasz wydaje się być postacią świadomą siebie i przemian w sobie zachodzących. Na skutek tego i lekkich zawirowań czasu w powieści czytelnik poznaje powieść Reinera w pełnym napięciu i skupieniu.

I nawet o zawrót głowy nie przyprawia fakt, że autor błąka się między narracją pierwszo- i trzecioosobową. Ten fakt zostaje w trakcie lektury wyjaśniony, ponieważ autor zdradza swe rozterki dotyczące tych obu form... w dodatku ujawnia, że nawet jeśli pozmieniał imiona bohaterów – ta historią nie przestaje być w dużej mierze jego własną historią. Martin Reiner jak jego bohater, Tomasz "uganiał" się za zapomnianym czeskim poetą, Ivanem Blatnym, który tak samo jak powieściowy Macoszka opuścił Czechosławację w 1948 roku, a to nie jedyna zbieżność, bowiem Reiner tak jak bohater jego powieści jest wieloletnim badaczem życia i twórczości legendarnego czeskiego poety. "Lucynka, Macoszka i ja" jest jednak pod każdym względem powieścią uniwersalną, bardzo kameralną, ciepłą i inteligentną. 

"Mój problem polega na tym, że jestem zbyt słaby na historie prawdziwych ludzi. Nie chcę ich znać. Boję się, że zatopią mój suchy kąt, kiedy zbytnio się do nich zbliżę. A jednocześnie coś, co żyje we mnie jak nietoperz w jaskini, pragnie podzielać historie innych. Książki miały jedną wielką zaletę: wszyscy ci ludzie pojawiali się przy mnie, kiedy tylko zaczynałem czytać i przestawałem zwracać uwagę na otaczający mnie świat, ale ja byłem dla nich niewidoczny."

Martin Reiner, „Lucynka, Macoszka i ja” 


Nie wiedziałam do końca, czego mam się spodziewać po utworze Martina Reinera, ponieważ informacje na jej temat jakie znajdywałam w internecie były w większości przypadków bardzo enigmatyczne. Jednak "Lucynka, Macoszka i ja" to jedna z tych powieści, które fascynują już od pierwszych stron, choć czytelnik nie do końca wie na czym ma zawiesić wzrok, w którą stronę spojrzeć, na co zwrócić uwagę, bo to wszystko zaczyna się dość niepozornie. Jednak Martin Reiner zdobył moje serce za sprawą ukazania emocji mężczyzny, w specyficznym okresie w życiu, w którym przed Tomaszem, głównym bohaterem stają trudne wybory. Zrobił to bez patosu, a z dużą dawką wrażliwości. Wreszcie "Lucynka, Macoszka i ja" to jedna z tych powieści, która łamie czytelnikowi serce, a jednak daje nadzieję. Bardzo zaskakująca książka o różnych życiowych rolach. 

"Lucynka, macoszka i ja" ujmuje są prostotą w towarzystwie swej wielowymiarowości. Uwagę bez wątpienia przyciąga fakt, że Tomasz żyje gdzieś obok wydarzeń historycznych mających miejsce w Czechosłowacji. To wszystko się dzieje, to wszystko zostało zaznaczone w książce, a jednak dla Tomasza nie staje się najważniejszym momentem w jego życiu, a jednak towarzyszy tym prawdziwie ważnym momentom dla niego, jako jednostki. Mam wrażenie, że "Lucynka, Macoszka i ja" jest opisem dorastania mężczyzny do roli ojca i odnajdywania pasji, powieścią przemijaniu i odchodzeniu. Wiele pozycji literatury czeskiej zostało naznaczone specyficznym czeskim humorem, którego w tej pozycji brak. I może to dobrze, ponieważ dzięki temu czytelnik otrzymuje spokojną, piękną, a przy tym tak bliską czytelnikowi treść. To nieśpieszna literatura, autor ma czas i wymaga, że czytelnik także będzie miał czas, żeby na chwilę zatrzymać nad historią Tomasza. Historią mam wrażenie spawającą w sobie ludzką egzystencję. Jestem pewna, że do powieści Reinera jeszcze w przyszłości wrócę, ponieważ mimo swej małej objętości jest pełna kontekstów i wątków, które mogą umknąć czytelnikowi. Ma w sobie coś niesamowicie ujmującego i magicznego, a co najważniejsze... widać w niej wielką samoświadomość Martina Reinera. 

Moja ocena: 9/10

poniedziałek, 2 stycznia 2017

(588) Okruchy szczęścia

Tytuł: Okruchy szczęścia
Autor: Claudio Pineiro
Wydawnictwo Sonia Draga
Stron 272

"Gdy spotykają się dwie osoby, które się nie znają, cisza staje się trudna do wytrzymania, jakby nie dało się znieść ciężaru powietrza między tymi dwoma ciałami."

Claudio Pineiro, "Okruchy szczęścia"

"Okruchy szczęścia" to piękna i ujmująca historia hiszpańskiej pisarki. Poruszająca opowieść o jednej tragedii, jednej ucieczce i jednym powrocie. Studium rodzinnych relacji, porzuconych nadziei, trudnych powrotów. Powrotów, które wiążą się z bólem, ale także nadzieją na oczyszczanie i psychiczne ozdrowienie. Claudio Pineiro w swej książce pyta o istotę szczęścia, wskazując, że okruchy szczęścia mogą doprowadzić do pełni szczęścia. Szczęście wymaga jednak odwagi. "Okruchy szczęścia" są jednowątkowym utworem, w którym atmosfera stopniowo zagęszcza się i zmierza ku punktowi kulminacyjnemu. To intrygująca, przenikliwa i intymna historia o trudnych wyborach i straconych szansach. Mimo, że to krótka historia... zapada w pamięć przez swój ogromny ładunek emocjonalny.

Mary Lohan, Marile Lauria lub Maria Elena Pujon – trzy różne tożsamości, trzy wcielania tej samej kobiety. Kobiety, która zostaje zmuszona do powrotu na przedmieścia Buenos Aires... do miejsca, w którym dwadzieścia lat wcześniej mieszkała i posiadała rodzinę, póki tragedia, której była uczestnikiem nie odmieniła na zawsze jej życie.  Jednak ta tragedia była jedynie ostatecznym impulsem, który zmusił ją do porzucenia dotychczasowego życia. Po latach wraca jako inna osoba... inaczej wygląda, ma inny głos, imię i nazwisko. A jednak cały czas drzemie w niej obawa, że zostanie rozpoznana przez znajomych... Na miejscu okazuje się, że pozostaje w miasteczku anonimowa, choć pamięć o jej poprzednim wcieleniu jest cały czas żywa i bolesna także w pamięci mieszkańców. Wszystko zmienia się, gdy na jej drodze pojawia się ON. 

Mary postanowiła przed laty porzucić przeszłość i już nigdy do niej nie wracać, a jednak dostrzega szansę, którą stawia przed nią los... a może nawet nie los, czy przeznaczenie, a okruchy szczęścia, które spotykały ją po drodze w życiu. Choć nigdy nie czuła pełni szczęścia. Bohaterka wraca nie tylko do swojego kraju i miejscowości, ale także do wspomnień, która przez laty próbowała w sobie zakopać. Unicestwić. Jednak niektórych rzeczy i doświadczeń nie da się usunąć ze swojej przeszłości. Główna bohaterka powieści Pineiro to kobieta po czterdziestce, która czuje, że przegrała swoje życie... czuje niedosyt z nim związany i to także w czytelniku budzi lęk, niepokój, smutek. Pytanie: "Co by było gdyby...?".

"Okruchy szczęścia" to opowieść o ucieczce i powrocie. Zmaganiu się z problemami. To historia skoncentrowana jednym wątku, o którym trudno powiedzieć coś więcej, aby nie odbierać pozostałym czytelnikom przyjemności z zapoznawania się z nim... wątku, który choć nieskomplikowany w swej konstrukcji, zapiera dech w piersi. To bardzo emocjonalna historia, która nabiera jeszcze większego wyrazu, dzięki posługiwaniu się narracją w pierwszej osobie liczby pojedynczej. Książka Claudii Pineiro składa się z trzech części, które tworzą tak skondensowaną całość, że trudno jest ją streścić. Może właśnie przez to uderza w czytelnika tak mocno? 

Dla mnie "Okruchy szczęścia" są niezapomnianą historią o matczynej miłości i drugich szansach. Historią o dojrzałej kobiecie, która dostała jeszcze jedną szansę i postanowiła ją wykorzystać najlepiej jak tylko się da. To pełna bólu i wzruszająca, a przy tym pokrzepiająca historia. Minimalistyczna w fabule, bohaterach, tworząca pewien mikroświat, w którym pozostaje w pewnym momencie tylko matka i syn oraz tragedia rzucająca cień na ich życie. Claudio Pineiro posługując się dobrym językiem i dużą dozą przenikliwością stworzyła powieść, która pozostaje w pamięci... Piękną i niezapomnianą.

Moja ocena: 9/10

LinkWithin

Related Posts Plugin for WordPress, Blogger...