środa, 10 kwietnia 2019

(707) Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą

Tytuł: Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą
Autor: Katarzyna Tubylewicz
Wydawnictwo Wielka Litera
Stron 334

Sztokholm – stolica, a zarazem największe miasto Szwecji, jej główny ośrodek polityczny, ekonomiczny i kulturalny stał się przestrzenią życia polskiej kulturoznawczyni Katarzyny Tubylewicz. Z jej miłości, zafascynowania i przeżyć związanych z tym miejscem powstała książka – „Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą” – owoc pracy jej pisarskiego pióra oraz fotograficznego oka jej syna, Daniela. To nie jest przewodnik…, a jeśli przewodnik – to bardzo nieoczywisty. To książka, która ma w sobie wiele z reportażu, a jednocześnie pokazuje czytelnikowi miejsca, które są szczególnie warte uwagi w Sztokholmie – jednak to wszystko, te wskazówki, ogrom zdjęć zostaje okraszone celnymi spostrzeżeniami i uwagami dotyczącymi Sztokholmu, których nie da się dostrzec na pierwszy rzut oka. Sztokholm trzeba poczuć, trzeba w nim żyć, żeby zobaczyć, co skrywa pod olśniewającą harmonią, estetyką, pozorną nadmierną wręcz tolerancją… 

Katarzyna Tubylewicz opowiada o Sztokholmie jako o swoim miejscu na ziemi – jak sama pisze, w żadnym miejscu nie czuje się tak pewnie jak w tym mieście. Tylko w nim się nie gubi, w nim się najlepiej orientuje i to w nim najchętniej przyjmuje gości – to tam stworzyła swój dom. Stworzyła tam swój dom, jednak nie tam się urodziła… niezależnie od tego ile lat tam przeżyje, jak wiele miejsc zobaczy, jak wiele kaw w Sztokholmie wypije – zawsze będzie jednak imigrantką, a nie rodowitą Szwedką. I dobrze. Bo fakt bycia imigrantką pozwala spojrzeć jej na Sztokholm z trochę innej perspektywy, może nie tyle z lotu ptaka, może nie tak sceptycznie jak mógłby to uczynić Polak żyjący na co dzień w Polsce, a w Sztokholmie prowadzący jedynie badania… ale jak człowiek, który posiada dwie tożsamości. Przez tą jedną  – polską, jest w stanie dostrzec dwuznaczności, ukryte kody i hierarchię panującą w Sztokholmie. Przez drugą – szwedzką, jest w stanie opisać to wszystko bez moralizatorstwa, oceniania, krytykowania. Ukazując blaski i cienie stolicy potrafi trwać w swojej fascynacji i miłości do tego miasta. 

Sztokholm, zwany Wenecją Północy, w książce Tubylewicz jawi się jako miasto na pierwszy rzut oka prezentujące turyście tylko to, co on sam chce zobaczyć. Ukryte zostają podziały i miejskie snobizmy. Tubylewicz wykracza poza opowieść o zabytkach i miejscach, opowiadając jednocześnie o ludziach z nimi związanych. Okazuje się, że w Sztokholmie miejsce mówi o człowieku więcej niż moglibyśmy się tego spodziewać… „Powiedz mi w jakiej dzielnicy mieszkasz, a powiem Ci ile mniej więcej masz lat, jakie masz wykształcenie i ile zarabiasz, a także czy jeździsz rowerem czy autem”. I to nie są tylko czcze stereotypy. To przekonanie (a raczej fakty) dotyczące tego, że miejsce zamieszkania mówi dużo o konkretnej osobie widać nawet w czasopismach, w których obok wywiadów, w krótkim biogramie zamieszcza się informację o tym, gdzie dana osoba mieszka. 

Katarzyna Tubylewicz opowiada nie pomija w swej książce opowieści o miejscach wartych zobaczenia w Sztokholmie, jednak stara się nie pisać o miejscach najbardziej emblematycznych dla Sztokholmu, o tych, o których przeczytamy na pierwszych stronach każdego lepszego przewodnika po stolicy Szwecji. Miejsca stają się pretekstem do opowieści o szwedzkich różnicach, bolączkach, ukrytych historiach, a także ludziach, którzy mieli duży wkład w obraz współczesnej Szwecji. Opowieści o zburzonej dzielnicy Klara, muzeum Milles’a, centrum kultury, bibliotece dla osób w wieku 10 – 13 lat, Archipelagu Sztokholmskim… i wielu innych miejscach. W książce Tubylewicz nie zabraknie oczywiście także polskich wątków, jak krótka opowieść o polonikach czy też inspirująca historia Polki pracującej w Muzeum Fotografii. 

„Sztokholm. Miasto, które tętni ciszą” pełne jest fotografii – lepszych i gorszych, jednak wszystkie one w pewien sposób oddają klimat miasta i pokazują ważne dla autorki miejsca. Ilustrują jej opowieść i dopełniają. Język, którym posługuje się autorka pokazuje, że to nie jest jej pisarski debiut – pisze pewnie i sprawnie. Ma sporą wiedzę i doświadczenie do przekazania. Nie ukrywa się… opowiada także o swoich doświadczeniach i emocjach. Pisze na tyle i zgrabnie i ciekawie, że „Sztokholm” czyta się szybko i płynnie jak najlepszą powieść. Inspiruje, zaraża i zdecydowanie mobilizuje do odwiedzenia Sztokholmu, oprowadza nas po przedmieściach, miejscach nieodwiedzanych przez turystów… i pokazuje, że to właśnie tam w rejonach nieodkrytych i nieukazywanych przez przewodniki turystyczne kryją się najcenniejsze skarby i klucz do zrozumienia Szwedów. Na podstawie miejsc pokazuje, że Szwecja to nie tylko prostota, opiekuńczość i egalitaryzm.

3 komentarze:

  1. Jest tyle ciekawych miejsc do zwiedzenia, odwiedzenia. Takie pozycje tylko kuszą.

    Książki jak narkotyk

    OdpowiedzUsuń
  2. Jakoś nie mogę się przekonać do takich książek reportażowych. Nie mój klimat :/

    OdpowiedzUsuń
  3. Tubylewicz nie Dulewicz/Dulkiewicz...

    OdpowiedzUsuń