czwartek, 14 listopada 2019

(714) Komiksowo: Kroniki Francine R.

Tytuł: Kroniki Francine R. 
Autor: Boris Golzio
Wydawnictwo Marginesy
Stron 138

Opis wydawcy: 
Gestapo aresztowało Francine R. i jej siostrę 6 kwietnia 1944 roku. Powodem był udział ich brata Joannèsa w ruchu oporu. Obie kobiety najpierw znalazły się w transporcie z innymi uwięzionymi, a potem je rozdzielono. Siostra Francine trafiła do obozu pracy w Hanowerze, a ona sama najpierw do obozu w Ravensbruck, a potem do jednej z fabryk broni doglądanych przez Hermana Göringa.
Podróż Francine była niezwykle ciężka. Bito ją od momentu aresztowania przez Gestapo, nieustannie poniżano, przewożono bydlęcymi wagonami, szczuto psami na platformach obozów pracy, poddawano medycznym eksperymentom, delegowano do rozbierania zwłok i odbierania dobytku żywym, zmuszano do katorżniczej pracy… Jednak kobieta nigdy nie utraciła nadziei, że wyjdzie z tego piekła żywa.

O swoich wojennych przeżyciach Francine opowiedziała ze szczegółami Borisowi Golzio. Ten przez długi czas nie wiedział, co z tym szokującym materiałem zrobić, by w końcu zdecydować się na uczynienie z tej rozmowy powieści graficznej. Każde słowo w komiksie pochodzi z opowieści Francine i oddaje jej dosadny sposób mówienia, powtórzenia, wahnięcia w głosie. Wszystko po to, by jak najbardziej zbliżyć się do prawdy ukrytej w słowach kobiety. Jednej z wielu uwięzionych, których głos, każde słowo powinny zostać ocalone od zapomnienia.

Moja opinia:
Temat II wojny światowej jest tematem szeroko wykorzystywanym w kulturze. Nie ma miesiąca by na rynku wydawniczym nie pojawiła się pozycja nawiązująca do tej tematyki. Jedną z takich pozycji jest komiks z wydawnictwa Marginesy. „Kroniki Francine R.” to kolejne świadectwo, spisany głos, jednak na tle innych publikacji… zginąłby w tłumie, gdyby nie miał formy powieści graficznej. To właśnie forma graficzna wzbogaca to świadectwo, choć zobrazowanie warunków panujących w obozach, w których przebywała Francise zdecydowanie niekiedy odbiega od historycznej rzeczywistości tamtego okresu. Mimo, że komiks jest gatunkiem, w który dopiero się zanurzam (jednak już teraz mogę stwierdzić, że w ofercie wydawnictwa znajduje się co najmniej kilka lepszych komiksów - chociażby „Tetris” czy „Artemizja”), to wiem, że „Kroniki Francine R.” nie są pozycją obowiązkową ani zbytnio przejmującą. Znieczulica? Nie. Raczej kwestia zanurzenia w temacie i świadomość, że świadectwo Francine jest (niekiedy aż do bólu) subiektywne, a za granicą może być krzywdzące – w szczególności dla Polaków. Publikacja ratuje się wstępem autora, krewnego Francine, który poznał jej historię, a po latach zdecydował się na jej zilustrowanie i wydanie. Odbiór sytuacji Francine w wielu punktach różni się od tego jak dane sytuacje postrzegają historycy. Dlatego jeśli zdecydujecie się na zapoznanie z tym komiksem – KONIECZNIE przeczytajcie wstęp autora i Joanny Ostrowskiej… aby uniknąć nieprzyjemnych wrażeń z lektury, choć mam wrażenie, że od tych nie da się w pełni odseparować. I przyznaję – nie zapałałam sympatią do Francine, choć to nie powinno w żadnej mierze wpływać na mój odbiór jej ciężkich wojennych przeżyć. 

Muszę odnieść się do jednego z aspektu tego komiksu, a więc negatywnego podejścia Francine do Polek, które jej zdaniem były brudne, kradły buty, chleb, wodę... w tych wszystkich działaniach kierowała nimi rzekomo nienawiść do Polek. I nie chodzi tu o to, czy tak było czy nie. Chodzi o zrozumienie, co próbuje nam przekazać we wstępie Ostrowska, że w każdym stadzie może się znaleźć czarna owca, a przyczyny tego mogą być bardzo zróżnicowane. Dla Polski okupacja była trudniejsza niż dla Francji, Francja nie udzieliła Polsce obiecanej pomocy, a większość Polek miała większe „obozowe doświadczenie” od Francine. Bohaterka postrzegała Niemki jako morderczynie i kryminalistki, najgorszych przestępców, choć te w rzeczywistości w większości trafiały do obozów ze względów politycznych lub obyczajowych (np. lesbijki). To jednak nie miało wtedy znaczenia – były Niemkami i tyle. Francine ma twarde i dobitne poglądy, zresztą taki sam jest jej sposób wysławiania, którego Golzio nie zmienił. To dodaje temu komiksu autentyczności, którą bardzo doceniam. 

Pobyt Francine w obozie, a później w fabryce był ciężki – nie ma co do tego żadnych wątpliwości, jednak nie był on dla niej cięższy niż dla innych. Była Francuzką. Nie znalazła się w samym środku Holokaustu, ale pozostając gdzieś na jego obrzeżach dostrzegała niektóre mechanizmy nim rządzące. Dla zwykłego człowieka znajdującego się w takiej sytuacji (pamiętajmy, że Francine w obozie była stosunkowo krótko) jej losy – katorżnicza praca, zmęczenie, głód… budzą smutek, jednak choć bardzo chciałabym uniknąć takiego generalizowania „inni mieli gorzej”, ponieważ w tych czasach „wszyscy” mieli źle, to nie da się nie dodać, że wspomnienia Francine są szczątkowe. „Kroniki Francine R.” dają ogólny pogląd na panującą sytuację – podróż w bydlęcych wagonach, głód, zimno, katorżnicza praca, długie apele na zimnie, eksperymenty itd…, jednak nie zagłębiają się mocno w żaden z tych aspektów. Komiks Golzio, spisana i zilustrowana historia Francine kończy się w momencie, gdy ona milknie. Nie wybiega poza jej słowa, wspomnienia, odczucia, a więc sposób pojmowania tamtych wydarzeń. Golzio czasami dodaje jakiś przypis, uzupełnia historię Francine, jednak robi to na tyle rzadko, że wydaje się to wręcz niezauważalne. 

„Kroniki Francine R.” są ciekawym komiksem, zapisem jednostkowych doświadczeń, jednak nie źródłem historycznym. Obrazują sposób odczytywania pewnych sytuacji. Interesująca kreska i szarobura kolorystyka ilustracji oddają klimat tamtych czasów i sprawiają, że czytelnikowi jest się łatwiej przenieść w tamte czasy. Nie jest idealnie, bo zabrakło mi trochę wyraźniejszego zarysowania mimiki bohaterów. To krótki komiks, w którym zostało zobrazowane wiele wydarzeń, jednak niekiedy brak w nich zależności przyczynowo – skutkowej. Mam wrażenie, że przez to akcja jest trochę pourywana. Praca Golzio jest komiksem, który można, ale nie trzeba przeczytać. Nie jest to obowiązkowa pozycja dla fanów komiksu, ale interesująca praca „na jeden raz”. To prosta historia, która raczej nie zostanie z czytelnikiem na dłużej, ale podczas lektury może wywołać refleksję odnośnie subiektywności odbioru rzeczywistości... a to coś o czym powinnyśmy pamiętać zawsze. 

Moja ocena: 7-/10

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz